Sekularyzacja a katolicyzm w Quebecu

Sekularyzacja a katolicyzm w Quebecu

Jeśli Kościół katolicki w Quebecu pragnie przetrwać, powinien położyć nacisk na wiarę pochodzącą z wolnego wyboru, opartą na rzetelnej wiedzy, która pociąga za sobą indywidualne zaangażowanie.

Dwadzieścia lat po ukazaniu się Raportu Dumonta (kanadyjskiego socjologa, który przygotował pierwszy raport o sytuacji Kościoła w Quebecu — przyp. red.) praktykujący katolicy stali się jeszcze skromniejszą mniejszością w społeczeństwie Quebecu. Zupełny zanik parafii można zaobserwować szczególnie w Montrealu. W 1990 roku, by lepiej ocenić rzeczywistą sytuację, biskupi powołali Komitet badań nad życiem parafialnym (Comité de recherche sur les communautés chrétiennes locales). Grupie badawczej przewodniczył dominikanin o. Jean–Louis Larochelle. On też był głównym twórcą błyskotliwie zredagowanego raportu Risquer l’avenir (Zaryzykować przyszłość) opublikowanego w 1992 roku.

Zalecenia zawarte w raporcie uznano za zbyt radykalne. Część krytyków wskazała, że interpretował rzeczywistość w świetle nauk socjologicznych zamiast teologicznych. Inni nie zgadzali się z przyjętą metodologią i uważali, że należało zastosować inne podejście socjologiczne.

Refleksja socjologiczna

W raporcie w sposób szczegółowy przedstawiono metodologię zastosowaną przy prowadzeniu badań. Opierały się one zarówno na rozumowaniu właściwym socjologii, jak i na argumentacji teologicznej. Niewątpliwie witalność wspólnot chrześcijańskich powinna zostać przeanalizowana poprzez rozważania teologiczne, jednak z uwagi na fakt, że w Quebecu stanowią one jedną z kultur, nie można w pełni zrozumieć ich istnienia, jeśli na gruncie socjologii nie przeanalizuje się tego, co łączy je z innymi społecznościami. Badaniom poddano wiele parafii skrupulatnie dobranych ze względu na reprezentatywność w skali kraju. Wzięto też pod uwagę takie kryteria, jak terytorium (region), środowisko (miasto, wieś) i warunki ekonomiczne (dobra lub zła sytuacja materialna). Każdą z nich poproszono o utworzenie komitetu badań nad własnym rozwojem w latach 1970–1990. Należało wypełnić szczegółowy kwestionariusz, następnie członkowie grupy badawczej przeprowadzili wywiady z osobami należącymi do komitetów. Przeważnie byli do nich wybierani ludzie spośród świeckich duszpasterzy ze względu na to, że dobrze znali historię własnej parafii. Są to osoby angażujące się w parafii różne zadania pastoralne, na których wypełnianie księdzu brakuje czasu — zajęcia z dziećmi i młodzieżą, katecheza dorosłych, wizyty duszpasterskie w rodzinach, przygotowanie liturgii, nawiedzanie chorych. W Quebecu z powodu niedoboru księży liczba duszpasterzy świeckich jest bardzo duża.

W raporcie zawarto wniosek bardzo trudny do przyjęcia: Kościół w Quebecu umiera. Znajdujemy w nim dane o stałym spadku uczestnictwa wiernych w życiu parafialnym, starzeniu się wspólnot chrześcijańskich, prawie całkowitym zobojętnieniu młodzieży, zmniejszaniu się liczby księży, znikaniu zgromadzeń zakonnych, a także informacje o ponurym wyobrażeniu o sobie, które mają parafie, przytłoczone przekonaniem o własnej bezsilności. Wskaźniki mówią, że nawet ci katolicy, którzy nie przestają chodzić do kościoła i uczestniczą w życiu parafii, nie mają jasnej świadomości, czym jest ich tożsamość katolicka: mgliście dostrzegają, co powinno być przedmiotem ich wiary, nie są pewni, czego się od nich oczekuje, i nie potrafią zwerbalizować, w co wierzą.

Raport formułuje konkluzję, że jeśli Kościół nie znajdzie pomysłu na działalność duszpasterską, przestanie istnieć, dlatego przyparty do muru, musi się odważyć radykalnie pójść nową drogą. Stąd tytuł raportu brzmi Risquer l’avenir.

Szczegółowy wykład o tym, jak ma wyglądać nowa droga, poprzedza tłumaczenie, skąd się wziął nagły proces sekularyzacji. W raporcie posłużono się definicją Petera Bergera. Według niego sekularyzacja to proces, w którym zarówno kultura, jak i inne obszary życia społecznego, są wyłączone spod władzy instytucji i symboli religijnych.

Proces ten szybko rozwinął się w Quebecu. Podczas gdy dawne instytucje religijne stwarzały międzyosobowe więzi społeczne, dziś z nowymi świeckimi instytucjami każda osoba ma wyłącznie indywidualną relację. Czy jednak procesowi temu towarzyszy w sposób nieodzowny sekularyzacja indywidualnych sumień?

Autor raportu wysuwa hipotezę, że wiara katolicka w Quebecu opierała się dawniej na zachowaniach konformistycznych, nie zaś na osobistych przekonaniach. Poszczególne osoby były katolikami, ponieważ wszyscy byli katolikami, tego bowiem wymagała kultura i na tym była zbudowana częściowo tożsamość grupowa. Taki sposób wyznawania religii nie może jednak przetrwać zasadniczych przemian kulturowych. W duchu tej hipotezy analogicznie laicyzację mieszkańców Quebecu w ciągu ostatnich dwudziestu lat należy przypisać konformizmowi, nie zaś zmianie osobistych przekonań. Mieszkańców Quebecu opisano w raporcie jako konformistów dających się nieść modnym trendom w kulturze, osoby niezdolne do zmierzenia się z własną świadomością i sumieniem.

Ten zarzut wobec obywateli Quebecu jest jednak tylko pobocznym wątkiem raportu. Zasadniczo przyswaja on socjologiczne teorie sekularyzacji, zgodnie z którymi nowoczesność i religia w sposób radykalny wykluczają się wzajemnie. Naukowy i racjonalny dyskurs przeważający we współczesnym społeczeństwie rodzi wizję świata, która nie pozostawia miejsca na boską transcendencję. Sensowne pozostają jedynie te pytania, na które jest w stanie odpowiedzieć współczesna nauka i myśl technologiczna. Zakres wiedzy ludzkiej ograniczany jest więc do tego, co można sprawdzić empirycznie. Twórcy raportu nie wahają się stosować nomenklatury deterministycznej, która niezawodnie przywołuje myśl Durkheima:

Społeczeństwo każdego rodzaju modeluje osobowość swych członków. W procesie socjalizacji osoba czyni własnymi sposoby działania, myślenia i odczuwania właściwe dla danej społeczności; w ten sposób modele kulturowe społeczeństwa stają się jej własnym modelem kulturowym. Kiedy ktoś jest społecznie zintegrowany, nie ma między nim i społeczeństwem sprzeczności czy pęknięcia, jest raczej kontynuacja i wzajemne przenikanie.

Aby poprzeć tę deterministyczną wizję, raport obszernie cytuje fragment Conviction idéologique Colette Moreux.

Dalej czytamy, że we współczesnym społeczeństwie nawet wierzący chrześcijanie uważają, iż religia zajmuje inne miejsce w ich indywidualnej świadomości. Taki pogląd został wyrażony również przez Petera Bergera. Współczesny pluralizm przekształca samą naturę religii: od celebracji całościowej, społecznie zinstytucjonalizowanej wizji przesuwa się ona w kierunku niezależnie wybranej, indywidualnej drogi. Według autora raportu jedyną formą religijności, która może przetrwać we współczesnym społeczeństwie, jest model, w którym religia zostaje wybrana w sposób wolny i ma zdolność określenia własnej tożsamości w konfrontacji z otoczeniem. Zwraca on też uwagę na to, że współcześnie można dostrzec sukces sekt w społeczeństwie: podkreślają zarówno konieczność nawrócenia, jak i przeciwstawienia się dominującej kulturze i same definiują się jako marginalne. W ten sposób wkraczają na drogę antysocjalizacji. Raport okazuje się również przyjazny tezie Danièle Hervieu–Léger, według której, paradoksalnie, modernizm prowadzi do pewnej otwartości na religię. Dlaczego? Poprzez wiarę w nieskończoną doskonałość ludzkiego bytu i społeczeństwa tworzy wyobrażenia pokoju, sprawiedliwości i równości, którym historia permanentnie zadaje kłam, one jednak rodzą nadzieję na spełnienie mające charakter transcendentny. Niektórzy pragną, by powstał świat oparty na prawach osoby i sprawiedliwości społecznej, z dala od struktur wykluczenia i przemocy oraz niepotrzebnego cierpienia nakładanych przez te struktury i odczytują tę tęsknotę jako boskie wezwanie. Kiedy czytałem Hervieu–Léger, myślałem o Odzie do radości Schillera z muzyką z pierwszej części Dziewiątej Symfonii Beethovena. Autorka utrzymuje, że ten rodzaj doświadczenia religijnego pociągnął za sobą istotne zmiany w łonie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich. Włączyły one w treść głoszonej Ewangelii ideały „wolności, równości i braterstwa”.

Raport przyjmuje, że religia może przetrwać w nowoczesnym społeczeństwie w formie ruchu mniejszości.

Refleksja socjologiczna, którą w skrócie przedstawiłem powyżej, przyświecała autorom raportu przy wyborze i formułowaniu zaleceń na przyszłość. Jeśli Kościół katolicki w Quebecu pragnie przetrwać, powinien położyć nacisk na wiarę będącą wolnym wyborem, opartą na rzetelnej wiedzy, która pociąga za sobą indywidualne zaangażowanie. Powinien być instytucją stanowiącą przeciwwagę dla społeczeństwa, jednak nie ignorując go, jak sekty, ale przez zaangażowanie społeczne krytyczne i solidarne z ubogimi i odrzuconymi. Przypomnijmy, że te dwa cele zostały wyszczególnione już przez Komisję Dumont:

1. Nauczanie wiary dorosłych, by mogli poczuć się osobiście zaangażowani.

2. Zachęcanie katolików do pracy na rzecz sprawiedliwości społecznej.

Raport tymczasem wyciąga o wiele bardziej radykalnie wnioski z tak ujętego kierunku działań duszpasterskich. Trzy propozycje są szczególnie zaskakujące.

Edukacja dorosłych

Po pierwsze, Kościół powinien skoncentrować się na edukacji dorosłych. Obecnie wiele energii i środków przeznacza na katechizację dzieci. Wynika to z przekonania, że jeśli dzieci są wychowywane jako praktykujący katolicy i przejdą właściwą katechizację, to pozostaną aktywnymi członkami Kościoła. Autor raportu utrzymuje, że jest to iluzja. Nie istnieje żaden empiryczny dowód, jakoby dzieci, które w Quebecu zostały wychowane po katolicku, pozostawały katolikami, wszedłszy w wiek dojrzewania i dorosłość. Wkładanie tak wielkiego wysiłku w katechizację dzieci oznacza stratę poniesionych nakładów i energii. Kościół powinien przeznaczyć te środki raczej na edukację dorosłych katolików, nauczyć ich obcowania z Biblią, wspierać ich osobiste zaangażowanie oraz przekazywać im wiarę i ukazywać jej przełożenia na współczesne realia społeczne. Warto, by przede wszystkim sprzyjał osobistemu zaangażowaniu religijnemu opartemu na głębokich przekonaniach i duchowości.

Małe wspólnoty

Po wtóre, dla Kościoła byłoby korzystne, gdyby zrezygnował z wielkich kościelnych wspólnot i szczepił grupy podstawowe, to znaczy takie, których członkowie znają się osobiście. Mogliby oni w ramach grupy dyskutować o swoich przekonaniach religijnych, o wątpliwościach i problemach oraz o ich możliwych rozwiązaniach. Znaleźliby tam wsparcie w osobistej wierze, która bywa zagrożona w świeckim społeczeństwie. Mogliby w nich rozwijać również krytyczny sposób widzenia porządku społecznego i odkrywaliby, w jaki sposób mogą się stawać podmiotem zmian w społeczeństwie. Zdobywaliby umiejętność mówienia o własnej wierze i dyskutowania o tym, co z niej wynika dla współczesnego świata.

Katolicy, którzy zostali wychowani w ramach potężnych organizacji, takich jak parafie, nigdy nie doświadczają konieczności mówienia o wierze własnymi słowami. To dlatego raczej milcząco uczestniczą w życiu społecznym, a jeśli zdarzy im się już coś powiedzieć, używają wzniosłych i doktrynalnych sformułowań, języka, którego się nauczyli, ale którego nikt nie rozumie. Raport zaleca tworzenie mniejszych wspólnot, być może nawet wspólnot podstawowych, których już trochę istnieje w Quebecu. Taki model organizacyjny pozwala dobrze rozwijać się w dzisiejszym społeczeństwie wielu sektom.

Jeśli wspólnotom podstawowym uda się uchwycić sedno, wtedy grupy drugiego stopnia, takie, jak parafia, powinny zostać zniesione. Kapłani, zamiast zarządzać wielkimi jednostkami organizacyjnymi, mogliby więcej czasu poświęcić wspieraniu małych wspólnot znajdujących się w ich rejonie. Autor raportu radzi, by jak najszybciej sprzedać wielkie gmachy kościołów zdobiące Montreal i inne miasta w Quebecu. Nakłady finansowe przeznaczane na utrzymywanie tych budynków i na ich ogrzewanie w zimie mogłyby posłużyć na rozwinięcie posługi nauczycielskiej Kościoła i umocnienie jego zaangażowania w sprawy socjalne. Mimo swego piękna te potężne budynki nie oddają rzeczywistości historycznej dzisiejszego Kościoła. Te obszerne świątynie w swoim czasie wyrażały duchową i kulturową jedność poszczególnych lokalnych wspólnot i całego Quebecu, solidarnego z katolicyzmem rzymskim na świecie. Kościół Quebecu tymczasem przestał już być Kościołem narodem czy też Kościołem przedstawicielem całej wspólnoty, tym, co Niemcy nazywają Volkskirche. Masywne gmachy kościołów, prawie puste w niedzielne ranki, wprawiają parafian w zakłopotanie, powstrzymując ich jednocześnie przed przyznaniem, kim faktycznie są: marginalną grupą w świeckim społeczeństwie.

Przeciw katolicyzmowi kulturowemu

Po trzecie, autor raportu zaleca, by Kościół odciął się od tak zwanego katolicyzmu kulturowego. Katolicyzm będzie mógł przetrwać w Quebecu tylko wtedy, gdy sam siebie będzie pojmował jako religię z wyboru. Takie zalecenie ma podstawy w teologii. Kościół nowotestamentalny bowiem był wspólnotą złożoną z uczniów, czyli mężczyzn i kobiet wierzących, oddanych Ewangelii i zachowujących krytyczny dystans wobec społeczeństwa. W praktyce odrzucenie katolicyzmu kulturowego oznacza odmowę błogosławienia w Kościele przez kapłanów związków małżeńskich i udzielania chrztu dzieciom osób, które nie są czynnymi członkami wspólnoty chrześcijańskiej. Podobnie kapłani powinni odmawiać chrześcijańskiego pochówku osobom, które nie były czynnymi chrześcijanami. Taka propozycja jest bardzo radykalna, ponieważ mimo zeświecczenia większość obywateli Quebecu pragnie nadal zawierać związek małżeński w kościele, chrzcić tam dzieci i zostać pochowanym na cmentarzu katolickim. Raport uważa katolicyzm kulturowy za rodzaj przesądu szkodliwego dla Kościoła: podkopuje on tożsamość katolicką i zaciera linię podziału istniejącą między wspólnotą wierzących a szeroko pojętym społeczeństwem, w którym żyją. Katolicyzm kulturowy powoduje, że Kościół ulega pokusie złudnej wizji własnej roli historycznej, pozornej wiary w to, że reprezentuje całe społeczeństwo, oraz umacnia go w błędnym przekonaniu, że jego trwała obecność w tym społeczeństwie jest zapewniona.

Krytyka raportu

Streszczenie raportu i wnioski w nim zawarte zostały opublikowane w formie broszury zatytułowanej Voies d’avenir (Drogi przyszłości, Fides, Montréal). Została ona rozesłana do wszystkich osób uczestniczących w badaniach. W październiku 1992 roku w Montrealu zostało zorganizowane kolokwium, którego uczestników zaproszono do dyskusji na temat raportu i do głosowania nad zawartymi w nim propozycjami. Na kolokwium zgromadziło się 570 osób: 333 świeckie, 51 osób zakonnych, 2 diakonów, 128 kapłanów i 25 biskupów, ponadto przedstawiciele studiów teologicznych i ośrodków pastoralnych. Podsumowanie dyskusji i przyjęte zalecenia również się doczekały publikacji w postaci książki zatytułowanej L’avenir des communautés chrétiennes (Przyszłość wspólnot chrześcijańskich, Fides, Montreal).

Uczestnicy kolokwium uważają, że tekst raportu robi ogromne wrażenie. Wielu oceniło go jako błyskotliwe dzieło literackie. Przychylono się do dwóch zasadniczych zaleceń duszpasterskich, na które kładł szczególny nacisk:

1. Promowanie edukacji religijnej dorosłych dotyczącej osobistego rozwoju w wierze.

2. Wsparcie zaangażowania w sprawy socjalne jako wyraz odpowiedzialności chrześcijańskiej wobec społeczeństwa.

Te same kierunki działań stanowiły już wcześniej przedmiot zaleceń formułowanych przez Komisję Dumont. Ogólny wydźwięk i radykalne propozycje raportu Risquer l’avenir zostały jednak odrzucone. Powody przedstawione w trakcie publicznej dyskusji opierały się na refleksjach teologicznych oraz socjologicznych.

Przesadny pesymizm

Pierwszy punkt krytyki dotyczył przesadnego pesymizmu raportu. Dowodzenie za pomocą danych empirycznych, że Kościół zmierza ku unicestwieniu, to oznaka determinizmu społecznego, który nie liczy się z możliwością pojawienia się nieoczekiwanego. W kształtowaniu polityki duszpasterskiej Kościoła nie może zabraknąć wymiaru nadziei. Pesymistyczna diagnoza łatwo się zamienia w samospełniającą się przepowiednię, która może doprowadzić do postrzegania siebie w kategoriach wspólnoty ludzi przegranych i do przekazywania lęku. Wskutek tego może utracić atrakcyjność w oczach społeczeństwa, szczególnie ludzi młodych, którzy idą za tym, co tętni życiem. Chrześcijanie zastanawiający się nad przyszłością Kościoła powinni pokładać nadzieję w Duchu Świętym. Żadna strategia duszpasterska Kościoła nie zostanie zwieńczona sukcesem, jeśli nie będzie wprowadzana przez ludzi energicznych, pewnych siebie i pełnych zapału.

Kościół w historii zbawienia

Druga wątpliwość odnosiła się do kwestii eklezjocentrycznej interpretacji zbawczej obecności Boga w historii dającej się wyczytać z treści raportu. Pozwala ona przypuszczać, że łaska Boża w dużej mierze ograniczona jest do działania tylko w Kościele. Jednak od II soboru watykańskiego katolicy przyjęli, że Bóg działa w całym świecie; że wszystkie osobowe przejawy miłości i bezinteresowności, podobnie jak wszystkie zmiany społeczne zmierzające w kierunku większego pokoju i sprawiedliwości, stanowią znak obecności Bożej łaski. Rolą Kościoła jest odczytywanie znaków czasu, dostrzeganie działania Boga w świecie i włączanie własnego posłannictwa w boskie działanie w historii.

Jak podtrzymuje dalej krytyka, raport lansuje zdecydowanie zbyt negatywny obraz współczesnego świata. Nawet przecież proces sekularyzacji ma swoje pozytywne strony: zwalnia Kościół z legitymizacji ustanowionego porządku, pozwalając mu jednocześnie budować ze społeczeństwem relacje na płaszczyźnie teologicznej, gdy występuje w roli obrońcy najbiedniejszych i najsłabszych obywateli. Raport nie uwzględnia tego, jak wiele Kościół mógł się nauczyć od współczesnego społeczeństwa, zaczynając choćby tylko od praw osoby.

Dlaczego ludzie odeszli?

Trzeci zarzut podkreśla fakt, że raport zbyt mocno opiera się na zwolennikach socjologicznej teorii sekularyzacji, mimo że jej słuszność nigdy nie została wykazana. Raport utrzymuje, że jeśli Kościół ma przetrwać we współczesnym społeczeństwie, osiągnie to wyłącznie w formie mniejszościowego ruchu. Kontrargumentacja wytyka w tym rozumowaniu brak postawienia pytania, dlaczego ludzie porzucili Kościół katolicki. Czy ze względu na rosnący we współczesnej kulturze racjonalizm, czy może z powodu ignorujących ducha czasu stanowisk i struktur, których Kościół kurczowo się trzyma? Metodologia zawarta w raporcie nie pozwoliła grupie badawczej się zastanowić, czy katolicy mieli słuszne powody, czy nie — być może nawet natury teologicznej — by porzucić życie parafialne i pozostawać z dala od życia liturgicznego. Zarówno autorytarna praktyka Kościoła, jak i jego podejście do sfery seksualnej oraz kwestii kobiet okazują się tak bardzo niezgodne z duchem Ewangelii i poczuciem etycznym naszej epoki, że spora liczba katolików pozostaje oddalona od Kościoła. Przyjęcie teorii sekularyzacji pozwala na pominięcie w raporcie tych niewygodnych kwestii.

Kwestia określonej tożsamości

Czwarta wątpliwość dotyczyła kryterium doboru grupy badanych osób. Wśród ankietowanych przeważali duszpasterze świeccy, czyli kobiety i mężczyźni wykwalifikowani i zawodowo zaangażowani w pracę w parafii. Skarżyli się między innymi, że parafianie nie są pewni własnej tożsamości katolickiej i wręcz niemożliwością jest dla nich mówienie o treści własnej wiary. Świeccy duszpasterze zazwyczaj mają ugruntowaną tożsamość katolicką i oczekują, że wszyscy katolicy będą ją podzielali. Czy jest to jednak realne oczekiwanie? Skoro społeczeństwo przechodzi okres transformacji kulturowej i sam katolicyzm przeżywa intensywną ewolucję, należy się zgodzić, że katolicy wahają się z określaniem własnej tożsamości za pomocą z góry określonych pojęć. Zadają sobie mnóstwo pytań, na które nie znaleźli jeszcze odpowiedzi. Kościół również doświadcza niepewności w układaniu relacji z innymi Kościołami chrześcijańskimi oraz wielkimi religiami świata, nie wie też, jak reagować wobec współczesnej nauki i nowoczesnej myśli. Niesłusznie więc brak jasnego określenia tożsamości katolickiej interpretuje się jako znak schyłku wiary katolickiej.

Ponadto bycie wierzącym katolikiem niekoniecznie musi oznaczać bycie członkiem parafii. Hierarchowie katoliccy będą musieli uznać, że w dzisiejszym świecie katolicy osobiście, na swój sposób określają własne relacje z Kościołem. Jedni przynależą do parafii, drudzy budują wiarę na podstawie lektur i rozmów w gronie przyjaciół; jeszcze inni rozumieją swą wiarę jako zobowiązanie wobec ludzkości czy sprawiedliwości społecznej. Według Fernanda Dumonta, socjologa, który przewodniczył Komisji Dumonta, autora licznych publikacji książkowych, przynależność do danego Kościoła nie oznacza „przynależności na zasadzie integracji” — to znaczy wynikającej z faktu, że czyjeś nazwisko figuruje na liście członków — ale raczej jest to „przynależność na zasadzie płaszczyzny odniesienia”, czyli wynikająca z faktu otrzymania od Kościoła parametrów własnej egzystencji duchowej i społecznej, wśród których każdy swobodnie wybiera sobie własny model.

Obrona katolicyzmu kulturowego

Ostatni punkt krytyki miał na uwadze negatywny obraz katolicyzmu kulturowego przedstawiony w raporcie. Można powiedzieć, że ci, którzy odziedziczyli kulturę katolicką, zachowują pewne symbole i praktykę z przeszłości, chociaż nie przynależą do żadnej parafii. Być może nadal szanują pewne cnoty katolickie, takie jak opieranie się materializmowi, zachowywanie wymiaru duchowego, wierność rodzinie, zaangażowanie w działalność charytatywną, utrzymywanie relacji dobrosąsiedzkich i szeroko pojęta odpowiedzialność społeczna. To, że takie osoby proszą o możliwość zawarcia związku małżeńskiego w Kościele lub ochrzczenia dzieci, nie musi oznaczać, że kierują się sentymentem czy przesądem: wyrażają raczej pragnienie znaczącego symbolu mówiącego o wartościach, które same otrzymały i na których nadal im zależy. Nie można powiedzieć, że katolicyzm kulturowy nic nie znaczy. Utrzymywanie, że katolicy w Quebecu stanowią mniejszość, jak to czyni raport, jest fałszem. Katolicy nie stanowią mniejszości w społeczeństwie, w którym przeważająca część populacji określa siebie jako katolików, gdy przychodzi wypełnić oficjalny formularz. Obywatele i obywatelki Quebecu w pewien sposób nadal się identyfikują z katolicyzmem. To dlatego, występując w programach radiowych czy telewizyjnych, są zdolni do brutalnej krytyki starego katolicyzmu i wyśmiewania współczesnych prób jego odnowy, w sposób, którego nie dopuściliby się w stosunku do protestantyzmu, judaizmu czy żadnej innej religii. Kiedy zarzucają coś katolicyzmowi, drwią sami z siebie.

Czy katolicyzm kulturowy pozostał religią cywilną Quebecu, żeby użyć terminologii wprowadzonej przez Roberta Bellaha? Monografia socjologiczna opublikowana niedawno przez niemieckiego specjalistę, a traktująca o stosunkach między Kościołem i społeczeństwem w Quebecu w latach 1930–1960, czyni istotny użytek z pojęcia religii cywilnej pochodzącego od Bellaha.

Praca ta utrzymuje, że tendencje w polityce pastoralnej w Kościele katolickim na przestrzeni tego trzydziestolecia są genialną próbą zachowania katolicyzmu w roli cywilnej religii Quebecu, próbą przeprowadzoną z zachowaniem wielkiej elastyczności, która ruchom kontestującym dawała możliwość pozostawania w obrębie katolicyzmu. Jeden z uczestników debaty nad raportem Risquer l’avenir sugerował, że pod pewnym względem katolicyzm ciągle jeszcze stanowi religię cywilną Quebecu, nawet jeżeli praktykujący katolicy stali się mniejszością.

* * *

Jest prawdopodobne, że dyskusja dotycząca problemu sekularyzacji i katolicyzmu w Quebecu będzie kontynuowana. Na razie kolokwium, które odbyło się w październiku 1992 roku w Montrealu, odrzuciło radykalne propozycje zawarte w raporcie Risquer l’avenir. Kolokwium okazało przychylność edukacji religijnej dorosłych, wyrażając jednocześnie wolę kontynuacji starań w zakresie edukacji dzieci. Poparło pomysł tworzenia małych grup, lecz nie zaleciło likwidowania wielkich parafii ani wyzbywania się kosztownych gmachów kościołów. Nie zgodziło się również, by Kościół odwrócił się od katolików kulturowych ani żeby odmówił im ślubów kościelnych, chrztów czy pogrzebów katolickich. W podsumowaniu kolokwium orzekło, że odnowa proponowana przez komisję Dumont, poparta aktualnym raportem — czyli uznanie edukacji dorosłych i krytycznego zaangażowania społecznego za priorytet — nadal wytycza kierunek polityki pastoralnej.

przeł. Katarzyna Kubaszczyk

Tekst opublikowano w „Religiologique”, nr 11, wiosna 1995 roku, s. 19–32. Śródtytuły pochodzą od redakcji. O sytuacji w Quebecu ks. Andrzej Draguła pisze również na łamach grudniowej „Wiezi”.

Sekularyzacja a katolicyzm w Quebecu
Gregory Baum

(ur. 20 czerwca 1923 r. w Berlinie – zm. 18 października 2017 r. w St. Mary's Hospital w Montrealu, Kanada) – Gerhard Albert Baum OC, lepiej znany jako Gregory Baum, ksiądz i teolog w Kościele rzymskokatolickim, ekspert Soboru Watykańskiego II – jeden z autorów deklaracji „N...