Relacje albo relatywizm

Relacje albo relatywizm

O Bogu możemy nauczać tylko poprzez nawiązanie relacji. Ten, kto naucza o miłości, miłości nie okazując, jest z góry skazany na porażkę.

Josh McDowell jest Amerykaninem, protestantem, ewangelizatorem związanym z ruchem Campus Crusade for Christ. Wydał prawie setkę książek, głównie z zakresu poradnictwa rodzinnego. Jest oddany Chrystusowi, ma żonę i czwórkę dzieci, które kocha. Uważa, że to najwspanialsza sprawa na świecie i tą radością się dzieli z ludźmi na wszystkich kontynentach od czterdziestu paru lat. W Polsce przed miesiącem wyszła jego kolejna książka: Fundamenty wiary. Jak przekazywać wiarę młodym w rodzinie i Kościele 1 .

Sakrament bierzmowania — sakrament pożegnania

W Ameryce szacuje się, że po ukończeniu szkoły średniej, w ciągu jednego roku, aż 88% młodzieży z chrześcijańskich domów odchodzi z Kościoła. „To samo jest w Polsce — powiada McDowell. — Wielu księży żartuje, że bierzmowanie to oficjalna uroczystość pożegnania z Kościołem. Jeśli nie odwrócimy tej niekorzystnej tendencji, Kościół już nie będzie więcej Kościołem”.

To, co McDowell nazywa „żartowaniem księży”, niestety, w wielu wypadkach okazuje się smutną rzeczywistością. „Wchodzą nawą główną, wychodzą boczną i tyle ich widzieliśmy”. Księża potwierdzają, że w okresie przechodzenia młodzieży z gimnazjum do liceum następuje ogromny spadek jej zaangażowania w różne ruchy przykościelne, gaśnie więź z Kościołem, niekiedy nawet ministranci wykruszają się całkowicie. Dlaczego akurat wtedy? Część dociera jeszcze do bierzmowania, bo chce mieć papier upoważniający do ślubu. Większość odpada, gdyż wchodzi w nowy świat, nawiązuje nowe relacje i spotyka się z nową propozycją na życie. Skoro zatem około 80% młodzieży w tym momencie ginie dla Kościoła, może trzeba wymyślić jakąś szczepionkę, którą by się wtedy podawało. Można się na młodzież obrazić — na pewno lepiej szukać jednak języka, za pomocą którego dałoby się z nią porozumieć. Jednym z tych, którzy to robią, jest Josh McDowell. W ciągu ostatnich lat kilka razy był w Polsce. Swoją kampanię prowadzi, opierając się na ludziach związanych z Kościołem katolickim, gdyż głównie w nim widzi u nas szansę dotarcia do młodych.

Polska młodzież w cyfrach

Często się mówi, że „współczesna młodzież będzie Kościołem jutra”. Josh Mc Dowell ostrzega: „Może się zdarzyć, że ludzie, na których liczymy, iż wprowadzą Kościół w nowe pokolenie, nawet nie będą w Kościele nowego pokolenia”.

Autor Fundamentów wiary jest przekonany, że jego obserwacje ze Stanów sprawdzają się w Polsce. Zjeździł w ramach swojej kampanii ewangelizacyjnej około 110 krajów i wszędzie spotyka te same problemy. Filmy na DVD, telewizja, Internet sprawiają, że młodzi z różnych stron myślą tak samo.

Ośrodki w Polsce zaangażowane w kampanię McDowella zleciły przeprowadzenie badań dotyczących religijności naszych nastolatków. Oto kilka danych:

Ponad 60% nastolatków wierzy, że Bóg stworzył świat.

52,8% twierdzi, że wiara jest dla nich bardzo ważna.

31,1% wierzy, że chrześcijanie, buddyści, żydzi, muzułmanie modlą się do tego samego Boga. Nawet jeśli używają innych imion.

Dodając do tego kolejne 45,3% tych, którzy nie wiedzą, co myśleć o powyższym stwierdzeniu, otrzymujemy 76,4% młodych niedostrzegających wyjątkowości Boga Chrystusa albo Go odrzucających.

A co nastolatki sądzą o Jezusie?

64,5% uważa, że Jezus był realną osobą, która przyszła na świat.

60,3% uważa, że urodził się z dziewicy.

Jednak 62,8% nie wierzy w bezgrzeszne życie Jezusa, a 78,1% nie wierzy, że po śmierci powstał fizycznie z martwych.

54,4% nie jest pewne, czy przebaczenie grzechów jest możliwe jedynie przez wiarę w Chrystusa.

68% wierzy, że wszystkie religie uczą tak samo ważnej prawdy.

Znakomita większość młodzieży uważa, że prawdę można znaleźć poza Kościołem, a część jest w ogóle obojętna, gdyż nie sądzi, żeby jakakolwiek prawda, a zwłaszcza absolutna, była im do życia potrzebna. Czy zatem twierdzenie Josha McDowella, że być może mamy do czynienia z ostatnim pokoleniem chrześcijańskim, jest tylko intelektualną prowokacją? Gdzie upatrywać nadziei?

Josh swój optymizm w odniesieniu do polskiej młodzieży opiera na badaniach, które mówią, że 68,6% spośród niej wciąż próbuje dojść do celu i sensu życia. Trzeba się tego pragnienia uchwycić, bo być może za jakiś czas okaże się, że już go nie będzie. McDowell diagnozuje i szuka dróg wyjścia. Spotyka się bezustannie z młodzieżą i rodzicami. I rozmawia. Mieszka właściwie w autobusie mieszkaniu, którym podróżuje po Stanach.

Sceptyk

McDowell jest zdania, że wątpienie w uznane prawdy wśród młodzieży — jeśli spojrzymy na nie tak jak Chrystus na niedowiarstwo Tomasza — może być zbawienne dla ich wiary. Musimy rozmawiać z młodymi o ich wierze i wyznawanych wartościach. Najczęściej popełniamy błąd, koncentrując się jedynie na zachowaniach młodzieży, a jest to czubek góry lodowej.

Jako nastolatek Josh bardzo przeżywał trzy pytania: „Kim jestem? Dlaczego jestem tutaj? Dokąd zmierzam?”. I sądził, że wszyscy interesują się religią, chodził więc do kościoła na 150%. Ale zdaje się, że pomylił kościoły, bo w środku czuł się gorzej niż na zewnątrz. Wychował się na farmie w Michigan, a jak wiadomo większość farmerów jest praktyczna. Jego ojciec, który był alkoholikiem, wpoił mu zasadę: „Jeśli coś nie działa, wyrzuć to”. Wyrzucił więc religię.

Wtedy pomyślał, że odpowiedzi dotyczącej sensu życia dostarczy mu edukacja, zaczął jej szukać na uniwersytecie. To było jego kolejne rozczarowanie. „Członkowie wydziału i moi koledzy ze studiów mieli tyle samo problemów, frustracji i pytań, co ja — wspomina. — Kilka lat temu widziałem studenta, który nosił koszulkę z napisem: Nie chodź za mną, zgubiłem się”.

W pewnym momencie swoich daremnych poszukiwań sensu zauważył małą grupę ludzi. Wydawało się, że się kochali. Ale co więcej oni kochali także innych. Nie tylko mówili o miłości, ale angażowali się w życie innych ludzi. Kiedy jednak dowiedział się, że określają się jako chrześcijanie, chciał odejść zrezygnowany. Chrześcijaństwo było dla mięczaków, nie dla intelektualistów.

„Głęboko w sercu pragnąłem tego, co posiadali ci ludzie, ale moja duma nie pozwalała, by się dowiedzieli, że mam taką potrzebę”. Zwrócił się do jednej z dziewczyn, która przyciągnęła jego uwagę także niezwykłą urodą. (Nie przypuszczał, że chrześcijanki mogą być tak ładne).

— Powiedz mi, co zmieniło wasze życie? Dlaczego jesteście tacy inni niż pozostali studenci?

Popatrzyła mu prosto w oczy i powiedziała dwa słowa, których nigdy nie spodziewał się usłyszeć podczas rozmowy na campusie uniwersytetu:

— Jezus Chrystus.
— Jezus Chrystus?! — warknął. — Nie gadaj mi takich głupot. Mam dość religii, Biblii i Kościoła.

Szybko odpowiedziała:

— Proszę pana, nie powiedziałam „religia”, powiedziałam „Jezus Chrystus”.

I wtedy stało się coś dziwnego: kazali mu, by jako student prawa zbadał twierdzenie, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym.

Josh przyjął wyzwanie, na jakiś czas nawet porzucił studia, by lepiej oddać się badaniom w zasobnych w książki bibliotekach w Europie. Stwierdził, że jeśli uda mu się pokazać, iż Pismo Święte nie jest wiarygodne historycznie, wtedy dowiedzie, że opierające się na nim chrześcijaństwo jest mistyfikacją.

„I po miesiącach badań dowodów historycznych — pisze — doszedłem do jednego wniosku: jeśli miałbym pozostać uczciwy intelektualnie, muszę uznać, że dokumenty Starego i Nowego Testamentu są najbardziej wiarygodnymi dziełami całej starożytności!”.

Sceptyk został pokonany, ale to nie dowody historyczne ostatecznie go przekonały, że Jezus żyjący dwa tysiące lat temu był prawdziwym Bogiem. To Jego miłość ujęła go i zmusiła, by oddał Mu swe życie.

Prawda tylko dla kogoś

Podstawowym problemem, z którym zmaga się każdy próbujący dotrzeć do młodego człowieka — rodzic, kapłan, katecheta — jest stwierdzenie, które opanowało umysły w postmodernistycznym świecie: „Jeśli coś jest prawdą dla ciebie, to świetnie, ale to nie jest prawdą dla mnie”. Każdy niech żyje swoją prawdą. Dogadajmy się, że wszystko jest relatywne, i dajmy sobie spokój.

Młodzież nie przejmie się jakąś prawdą, bo tak naucza Kościół albo Biblia. Jaka jest zatem szansa, że dotrzemy do niej z jakąkolwiek prawdą wiary? Szansa jest w tym, że młodzi ludzie pragną relacji, pragną więzi. Prawda interesuje ich jedynie w tym kontekście. Ich buntowniczość prowadzi nas do zasadniczej prawdy chrześcijaństwa. Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Chrystus nauczał poprzez swoje życie, poprzez związanie swojego życia z człowiekiem. Poprzez wcielenie.

Prawda, którą chce głosić, musi wpływać na relacje z innymi. Jeśli się tak nie dzieje, to ta prawda jest odrzucana albo w ogóle nie jest wysłuchana. Taka prawda nie ma głosu.

Bóg nauczycielem akceptacji

Jednym z McDowellowskich kluczy do uzdrowienia więzi rodzinnych jest akceptacja. Autor Fundamentów wiary wnikliwie ukazuje błędne koło prowadzące do zaniku relacji dzieci z rodzicami. Dziecko, nie znajdując, w swoim odczuciu, akceptacji u rodziców, robi rzeczy, które mają mu przynieść akceptację wśród rówieśników. To z kolei powoduje narastanie konfliktu z rodzicami i coraz większe poczucie odrzucenia przez nich.

Pokusą rodzica jest zawsze nałożenie na dziecko swoich oczekiwań, jakkolwiek byłby świadom, że dziecko jest istotą samodzielną. Potrafi ranić zupełnie nieświadomie swoje dzieci, pragnąc ich największego dobra. W Fundamentach wiary znajdziemy wiele obrazów, które uzmysławiają nam, jak stawianie — w najlepszej wierze i z nadzieją poruszenia ambicji — kogoś za wzór odbierane jest po prostu jako odrzucenie. To, czego prawie nie dostrzegamy, jest w skutkach tragiczne. Często nie potrafimy zrozumieć swojej winy, swego błędu, bo chcieliśmy dobrze.

Mc Dowell pokazuje nam ogromną pracę, którą musimy wykonać, żeby zaakceptować nasze dziecko nie wtedy, gdy zachowuje się według naszych oczekiwań, ale zaakceptować „w stanie porażki”, wtedy gdy według naszych, i nie tylko naszych, wyobrażeń zbacza na manowce. Tak jak Bóg akceptuje swoje dzieci i bezwarunkowo je kocha. Nie ma innej miłości. Rodzic musi się zdobyć na naśladowanie miłości Boga. I tylko taka miłość do dziecka stwarza szansę, że ono uwierzy w Boga, który je kocha. Takiego Boga przyjmie.

I dopiero, uzdrowiwszy nasze więzi z dziećmi, możemy myśleć o przekazywaniu im wiary.

Bóg, który miałby być ulepiony na wzór raniącego, karzącego rodzica, w ogóle młodego człowieka nie interesuje. Jeśli ma być taki, to lepiej, że Go nie ma.

O Bogu możemy nauczać tylko poprzez nawiązanie relacji. Ten, kto naucza o miłości, miłości nie okazując, jest z góry skazany na porażkę.

Fundamenty wiary są apologią więzi oraz biblijną strategią wprowadzania tej wiary w życie z innymi.

Czy to możliwe w Polsce

McDowell opiera się na Biblii, jest ona według niego „Bożą instrukcją obsługi życia, naszą mapą drogową do nieba i głównym środkiem do poznania Boga”. Skoro jest ona tak ważna, to rodzic czy katecheta powinien zrobić wszystko, aby uczeń uznał ją za wiarygodną. Tylko wtedy, gdy uzna Pismo za świadectwo prawdziwe od strony historycznej, uczyni dalszy krok i będzie namyślał się nad jego przesłaniem. McDowell doskonale wie, co to znaczy dla młodego człowieka uporać się z pytaniem o jego prawdziwość, gdyż sam przeszedł tę drogę. Wielkim błędem rodziców jest odsyłanie dziecka z jego pytaniami w chwili, gdy albo nie mają ochoty udzielić odpowiedzi, albo jej nie znają. Pytania dziecka, na które nie potrafimy odpowiedzieć, są naszą porażką, ale mogą stać się naszym zwycięstwem, jeśli potraktujemy je poważnie i zdobędziemy na nie odpowiedź. Najgorszą rzeczą, która może się zdarzyć, to odesłanie dziecka do kogoś innego.

Fundamentach wiary znajdujemy wiele inspiracji, pomocy do pracy z dziećmi na podstawie Biblii. Tu też rodzą się pytania i wątpliwości. Czy rady McDowella są możliwe do wprowadzenia w Polsce? Czy nie pachną one zbyt mocno kulturą amerykańską? W prezentacji metod i ich skuteczności może niektórych razić zbyt wiele amerykańskiej wiary w sukces. Nie chodzi o to, że Polacy z natury są mniej optymistyczni w działaniu, ale jest pewna mądrość, że pracy duchowej nie można mierzyć wynikami, sukcesami, skutecznością. Wielu podkreśla, że praca duchowa nie polega do końca na zbieraniu plonów. Nawet Pan Bóg ponosi porażkę wychowawczą. Drugą trudnością może być fakt, że McDowell stawia na rozmowy na podstawie Biblii. Jest to o tyle trudne, że w Polsce nie ma takiej kultury rozmowy w rodzinie jak w Ameryce, a Biblia nie jest księgą czytaną i dyskutowaną.

Fundamenty wiary ukazują, jak wiele konfliktów w rodzinach bierze się z niezrozumienia między rodzicami a dziećmi. I oczywiście zgadzam się z tym. Trzeba jednak zapytać, w jakim stopniu rozpad rodzin jest spowodowany owym niezrozumieniem, a w jakim faktem, że jest przepaść między dziećmi i rodzicami. Przepaść ta bierze się z „niedojrzałości rodziców”, która jest sprawą wielopokoleniową. Rodzic często nie pomoże dziecku, bo najpierw sam musiałby tę pomoc otrzymać. I czy jest w stanie ją przyjąć? Nie chodzi o niezrozumienie, ale o całkowitą niezdolność albo niechęć do nawiązania więzi z dziećmi.

McDowell powiada, że pierwszym zadaniem duszpasterza, lidera chrześcijańskiego jest nie nauczanie, ale budowanie więzi między dzieckiem a rodzicem. Jeżeli kapłan jest tylko specjalistą od młodzieży, a nie ma kontaktu z rodzicami, to jego praca może pójść na marne. Wątpliwe, abyśmy uzdrowili dziecko „za plecami rodziców”. Choć czasem tak się dzieje, nie jest to powód do chwalby.

Trzeba robić wszystko, aby uzdrowić więzi.

Powraca więc temat katechezy dorosłych, o której mówił już Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 roku. Kto ją ma prowadzić, a raczej kiedy? Krótka kołderka. To jak ustalanie budżetu w sejmie. Ale ten permanentny brak jest w końcu stanem obiektywnym. Nie ma co się zniechęcać, tylko próbować go zrozumieć. Jeśli skończymy na narzekaniu i wątpliwościach, nic nie zdziałamy.

Być może recepty McDowella nie zbawią wszystkich. Programów, które trafiłyby do wszystkich, nie ma. Są w Polsce entuzjaści, którzy w kampanii McDowella widzą szansę. Jeżdżą do USA, gromadzą się we wspólnotach. Są początkiem.

12 grudnia 2006 roku o godzinie 18 odbędzie się spotkanie Josha McDowella w katowickim Spodku z rodzicami, a 13 grudnia o godzinie 19 z młodzieżą. Więcej informacji dla zainteresowanych McDowellem na www.FundamentyWiary.pl 

1 Książka ukazała się nakładem Wydawnictw: Księgarnia św. Jacka w Katowicach i Ruch Nowego Życia w Warszawie.

Relacje albo relatywizm
Jan Grzegorczyk

urodzony 12 marca 1959 r. w Poznaniu – pisarz, publicysta, tłumacz, autor scenariuszy filmowych i słuchowisk radiowych, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika „W drodze”. Studiował polonistykę na Uniwersytecie im. A...