O dobrej zazdrości

O dobrej zazdrości

Pokusa grzechu i fałszywe obietnice szczęścia potrafią czasami uruchomić w człowieku niezwykłą energię i inteligencję pozwalające mu pokonać wszelkie trudności i w krótkim czasie osiągnąć upragniony cel.

Św. Benedykt jest patronem tych pedagogów, którzy z całym spokojem i pokorą rezygnują zarówno z erudycyjnych popisów i ornamentacji, jak i z zaszczepiania swoich gustów, upodobań i bezdyskusyjnych sądów świadczących w najlepszym wypadku, że dobry uczeń, to uczeń odbijający w sobie kapryśne ego nauczyciela, posłusznie pozostający w profesorskim kredowym kole i nazywający bezmyślnie ten okrąg horyzontem. Benedykt należy do wciąż wąskiej grupy tych entuzjastów wychowania, którzy w sposób dostępny, jasny i bez zrażania się potrafią mówić o rzeczach zasadniczych, zawsze zachowując trzeźwy rozsądek zaprawiony szczyptą humoru — bo jak wiadomo pamięć i życie rządzą się twardymi prawami, zachowując „do realizacji” zaledwie kilka sprawdzonych reguł i praw. Mistrzostwo Benedykta dostrzegamy natychmiast. W jego szkole — jak sam nazywa klasztor — uczniowie znają cel, motyw swoich wysiłków, środki osiągnięcia tego celu i sposób — la maničre — używania tych środków. Benedyktowi nie jest też obca forma streszczeń, powtórzeń i skrótów.

W szkole Benedykta razem idziemy do nieba, używając „narzędzi dobrych uczynków”, z których najważniejsze jest przykazanie miłości Boga i bliźniego. Wszystkie zaś nasze wysiłki — żeby przynieść oczekiwane owoce — powinny być spełniane z gorliwością.

W liście tym zajmiemy się właśnie dobrą gorliwością — lub jak chcą bardziej odważni tłumacze — dobrą zazdrością, która jest duszą całej Reguły św. Benedykta. Temu tematowi Mistrz poświęcił krótki, przedostatni rozdział 72 uważany za podsumowanie wszystkich zaleceń zakonodawcy.

Cztery rodzaje braku

Inspiracja ewangeliczna Reguły jest w tym względzie bezsprzeczna — i choć w ewangeliach słowo to nie występuje, to jednak z łatwością możemy wskazać klasyczne postawy współczesnych Jezusowi, które pomogą nam opisać i zrozumieć sens Benedyktowej dobrej gorliwości. Spróbujmy zaprezentować je pokrótce, rozpoczynając od przykładu negatywnego, którym jest brak gorliwości, przybierający w ewangeliach aż cztery różne oblicza.

  1. Jezusowe wezwanie do nawrócenia napotyka na obojętność świadków, którym brak gorliwości w czynieniu pokuty. Znaki dokonywane przez Jezusa z mocą są dla nich jedynie spektaklem rzeczy niebywałych. Wymagająca rzeczywistość, którą starały się odsłonić, pozostaje poza zainteresowaniem obserwatorów preferujących oswojoną i wygodną sytuację grzechu (por. Mt 11,20; Mt 12,41).
  2. W sercach słuchaczy Jezusa wciąż dominują konkurencyjne głosy broniące dostępu Dobrej Nowinie. Barierą zatrzymującą apel Jezusa jest niedowierzanie i brak aspiracji. Brak gorliwości w przyjęciu słowa Bożego niszczy rozwój wiary pozwalającej zbliżyć się i poznać Syna Bożego. Słuchacze wolą być zabawiani i uwodzeni pochlebstwem, obce jest im myślenie na własny rachunek (por. Mt 12, 2; Mt 13, 8; Mt 17,20).
  3. Beztroska, wygodnictwo i niedbalstwo w podejmowaniu wezwań Jezusa nie są prostym skutkiem ludzkiego lenistwa. Świadkowie Jego życia wciąż jeszcze nie poznali własnej godności i znaczenia godności drugiego człowieka. zamknięci na znaki czasu myślą naiwnie, że czas stracony w miłości będzie można kiedyś nadrobić. Niektórzy nie cenią sobie małych, codziennych gestów adresowanych do drugiego człowieka, czekając na niezwykłe objawienie się Boga, któremu będą gotowi złożyć wspaniale ofiary. Inni znów uciekają przed Bogiem, utożsamiając Jego osobę z karykaturą, którą noszą w swoim sercu. Zawiniona ignorancja i brak hierarchii osób i rzeczy są przyczyną braku gorliwości w budowaniu Bożego królestwa (por. Mt 20,1–16; Mt 21,19; Mt 21,28– –32; Mt 25,14–30; Mt 25,31–46; Łk 7,44).
  4. Liczenie tylko na siebie, zamknięcie się w samowystarczalności i przyjęcie wobec życia tzw. realistycznej, to znaczy pozbawionej wszelkich złudzeń, a nawet cynicznej, postawy, jest źródłem braku gorliwości w czuwaniu i modlitwie. Często postawa taka wynika z bolesnych doświadczeń w miłości, upadków i braku namacalnych sukcesów w naszym życiu. Ludzie pobici przez życie uczepieni są kurczowo jedynego pragnienia, aby pozostawiono ich wreszcie w spokoju (por. Łk 12,35–38; Łk 12,47; Mt 26,38; Mt 7,7; Łk 11,5–8).

Na złość innym

Św. Benedykt w rozdziale 72 Reguły wskazuje również na obecność w życiu wspólnoty złej gorliwości. Dyskretnie nie podaje przykładów, licząc na naszą znajomość Pisma Świętego i przykładów tam zawartych, co uchroni nas przed wytykaniem palcami członków naszej wspólnoty i skieruje pod właściwy adres, czyli do mojego serca, pytanie o zdolność gorliwego niszczenia dzieł innych i przekraczania dekalogu. Prawda uwiera ludzi, dlatego zdolni są do niebywałej aktywności, by ją uciszyć, zredukować i w końcu zabić. Pokusa grzechu i fałszywe obietnice szczęścia potrafią czasami uruchomić w człowieku niezwykłą energię i inteligencję pozwalające mu pokonać wszelkie trudności i w krótkim czasie osiągnąć upragniony cel. Zawiązujący się wokół Jezusa spisek, używane argumenty usprawiedliwiające wydany na Niego wyrok śmierci, subtelny szantaż, wymyślny humor właścicieli władzy, spuszczone z łańcucha okrucieństwo i w końcu kłamstwo o pustym grobie po zmartwychwstaniu Chrystusa — to ilustracje złej gorliwości znane i nam aż nazbyt dobrze z codziennego życia. Kasjan, który jest jednym z inspiratorów Reguły św. Benedykta, w konferencji XVI poświęconej przyjaźni podaje nam przykład może mniej drastyczny złej gorliwości, ale za to stanowiący mocny argument wobec naszych zbyt łatwych i codziennych usprawiedliwień, jak zmęczenie, brak sił do spełniania dobra, głód, brak czasu. Opisany przez Kasjana mnich przeżywa ogromne trudności przy zachowywaniu nakazanego postu. Gdy jednak jest zły, obrażony, potrafi z łatwością na złość innym powstrzymać się od pokarmu…

Dobre przykłady

Istota dobrej gorliwości zalecanej przez św. Benedykta jako sposób używania „narzędzi dobrych uczynków” powoli odsłania się przed naszymi oczyma. Choć oczywiście niepozytywne przykłady mają większą siłę przyciągania naszej uwagi niż dziejące się wokół nas dobro. Dobrą gorliwość można oczywiście ukazać w ewangeliach, lecz z natury swojej jest ona bardzo dyskretna. I tak Maryja idzie z pośpiechem w góry do krewnej swojej Elżbiety, żeby jej usłużyć w jej błogosławionym czasie (Łk 1,39; Mt 1,24), a Mędrcy ze Wschodu podejmują trud wędrówki w poszukiwaniu zapowiedzianego przez gwiazdę Króla (Mt 2,2). Gorliwość ewangeliczna nie zatrzymuje podziwu świadków na „gwałtowniku”, lecz kieruje ją z całą prostotą i szczodrością ku Jezusowi — mamy tego przykład w osobie Jana Chrzciciela (J 1,29–34), który z radością umniejsza się, by chwała Jezusa Mesjasza jeszcze pełniej zajaśniała przed słuchaczami.

Dobra gorliwość wymagana jest przy realizacji „spraw Ojca”, bo są to — podobnie jak osoba Ojca — sprawy niebywałej wagi. Tylko ten, kto rzeczywiście zna życie i szczęście Ojca, może z całym zapałem i gorliwością zapraszać do uczestnictwa w szczęściu tej rzadkiej, lecz nieelitarnej przyjaźni. Krótko mówiąc — Jezus doskonale wie, o czym i o Kim mówi. Jego dobra gorliwość wypływa właśnie z tej znajomości Ojca. Jego uczucia, gesty, niecierpliwość, odważne polemiki z ludźmi „przykrojonego szczęścia” i „małej stabilizacji” są imponujące. Jezus wie, że niektóre sprawy trudno sobie nam wyobrazić, że nikt z nas jeszcze takiej miłości nie doświadczył, że wiele w nas lęku, poczucia niegodności i duchowego kalectwa, że wciąż dominują w nas ciemności grzechu, że trudno nam uwierzyć, iż Bóg może być aż tak blisko nas — dlatego niestrudzenie, bez zrażania się, w dzień i w nocy stara się „być w sprawach Ojca”, pragnie jak najlepiej usłużyć Jego zamysłowi, Jego woli zbawienia wszystkich ludzi. Rzeczywiście, On jeden stał się wszystkim dla wszystkich. Przypowieści, znaki, dar miłości, cuda i uczestniczenie w codziennym życiu swoich współczesnych, niestrudzone przepowiadanie we wszystkich dzielnicach Palestyny — wszystko to służy dotarciu do najgłębszych zakamarków serc ludzi wszystkich stanów i zawodów.

Gorsza od faszyzmu

Zapewne lektura Pisma Świętego i tak wyraźne przykłady mogą nas głęboko zawstydzić i będzie to już ogromny sukces pedagogiczny naszego wspólnotowego Przewodnika. Oczywiście wstyd za naszą małoduszność, zamknięcie w sobie i źle używaną inteligencję nie wystarcza, by powrócić na ścieżki dobrej gorliwości i stać się naprawdę „zazdrosnym” o sprawy Ojca. Wie o tym stary praktyk — św. Benedykt. Wstyd może nawet być powodem uciążliwych i w końcu komicznych zachowań nie tak rzadkich przecież we wspólnocie — a mianowicie nadgorliwości. Kto przeżył choć kilka lat we wspólnocie, wie doskonale, co mieli na myśli autorzy brutalnego powiedzenia, że nadgorliwość gorsza jest w istocie od faszyzmu… Ile razy uciekaliśmy przed ludźmi pragnącymi uszczęśliwić nas na siłę i doskonale wiedzącymi, czego tak naprawdę potrzebuje nasz żołądek, intelekt i wola. Każda wspólnota, niestety, posiada nie tylko zimnych i zawiedzionych ojców — fundatorów i tronujące przy nich matrony — współzałożycielki, ale również nadopiekuńcze matki z podniesionym współczynnikiem nadgorliwości. Bywa również, że wstyd zmusza nas do przyrzeczeń i deklaracji tak wzruszających i uroczystych, że niemożliwych do wypełnienia na tym świecie.

Nic nie jest ważniejsze od Chrystusa

Benedykt więc wierny starej zasadzie roztropności i umiaru w wersach od 4 do 12 rozdziału 72 proponuje nam używanie przyrządu doskonale mierzącego i oceniającego naszą dobrą gorliwość. Kiedy według Benedykta można ocenić mnichów jako naprawdę gorliwych?

Kiedy w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzają. Kiedy słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Kiedy wzajemnie prześcigają się w posłuszeństwie. Kiedy nie szukają tego, co uważają za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego. Kiedy darzą się czystą w intencji miłością braterską. Kiedy Boga boją się, dlatego że Go miłują. Kiedy przełożonego kochają miłością szczerą i pokorną. Kiedy nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa…

To ostatnie kryterium tak naprawdę może z powodzeniem zastąpić całą poprzedzającą je litanię. Benedyktowi wystarczy, gdy zapamiętamy właśnie je. Zdaje sobie doskonale sprawę, że prawdziwa, niegasnąca i wciąż pogłębiająca się fascynacja może mieć miejsce tylko w kontakcie z żywą i obecną stale Osobą. Stara się więc pomóc swoim uczniom, ukazując im Ewangelię, tradycję życia wspólnotowego jako jej interpretację, wreszcie przykład własnego życia, w którym Jezus jest prawdziwie obecny i pociągający. To jednak nie wszystko. Pragnie, aby każdy z nas czynił to samo dla siebie i innych. Z całą dobrą gorliwością, gdyż życie jego spełni się dopiero wtedy, gdy „Chrystus raczy nas razem doprowadzić do życia wiecznego” (R.B. 72,12).

O dobrej zazdrości
Michał Zioło OCSO

urodzony 16 maja 1961 r. w Tarnobrzegu – były dominikanin, jedyny polski trapista, duszpasterz, rekolekcjonista, pisarz.W wieku 19 lat wstąpił do zakonu Braci Kaznodziejów, tam w 1987 roku otrzymał święcenia kapłańskie. W...