Niegodziwe eksperymenty

Niegodziwe eksperymenty

Prezydent USA, George W. Bush wyraził zgodę na finansowanie badań nad embrionami w ograniczonym zakresie. W swoim pierwszym oficjalnym wystąpieniu telewizyjnym od czasu inauguracji decyzję tę nazwał „wyjątkowo trudną i złożoną”. Finansowanie ze środków federalnych dotyczyć będzie wyłącznie badań nad komórkami już uzyskanymi z embrionów. Nie będzie natomiast obejmować wykorzystania nowych embrionów, z włączeniem około 100 000 zapłodnionych komórek przechowywanych w stanie zamrożenia w klinikach rodzinnych.

W przemówieniu wygłoszonym ze swojego rancza w Teksasie, gdzie przebywa na miesięcznym wypoczynku, prezydent Bush oświadczył, że decyzję tę podjął „po głębokim namyśle i wierzy, że jest ona słuszna”. Podkreślił także, że poparcie rządu dotyczy badań tylko w przypadkach, gdzie decyzja o „życiu i śmierci została już podjęta”, więc wstrzymywanie możliwości rozwoju medycyny w tym przypadku byłoby nieuzasadnione.

Grupy konserwatywne, a także Kościół katolicki zaapelowały do prezydenta o przemyślenie swojej decyzji oraz przypomniały mu jego wyborcze obietnice, że nie będzie popierał tego typu badań. Bp J. Fiorenza, stojący na czele Krajowej Konferencji Biskupów Katolickich, uznał postanowienie prezydenta za nie do zaakceptowania. Zwolennicy badań byli zadowoleni z decyzji rządu, chociaż wyrażali swoje obawy przed ograniczeniem w ten sposób badań a w konsekwencji opóźnieniem możliwości wynalezienia lekarstwa na choroby genetyczne (KAI).

Przypomnijmy fakty: 9 sierpnia prezydent Bush podpisał decyzję o finansowaniu badań nad ludzkimi embrionami. Podał dwa powody, które go do niej skłoniły i, jego zdaniem, moralnie ją usprawiedliwiają.

Po pierwsze, badania te mogą doprowadzić do przełomu w terapii wielu najcięższych i dotąd nieuleczalnych chorób, zwłaszcza takich, które obecnie leczone są przez transplantację organów. Któryś z komentatorów prezydenckiej decyzji — ażeby rozwiać niepokoje, że może doświadczenia na ludzkich embrionach są moralnie naganne — sformułował nawet opinię, że czymś niemoralnym byłaby dopiero rezygnacja z tych doświadczeń: przecież mogą one przyczynić się do tego, że wielu nieuleczalnie chorych odzyska zdrowie!

Po wtóre — usprawiedliwiał się amerykański prezydent — wspomniana decyzja zawiera zastrzeżenie, że do doświadczeń wolno używać tylko takich embrionów, które już zostały powołane do życia (w ramach usług zapłodnienia pozaustrojowego), a zarazem nie są przeznaczone do życia, tzn. nie przewiduje się wszczepienia ich w łono matki, aby mogły się rozwijać i urodzić.

Przypatrzmy się najpierw argumentowi pierwszemu. Ewidentnie opiera się on na założeniu, że dobry cel uświęca wszystkie środki, nawet złe i niesprawiedliwe. Tutaj warto przywołać kilka dość głośnych wyczynów zdegenerowanej medycyny, które również opierają się na tym właśnie założeniu.

Media wielokrotnie już nas informowały, że w Chinach niektóre wyroki śmierci wydaje się w celu uzyskania organów do przeszczepu. Opinię publiczną nieraz już bulwersowały wstrząsające fakty o celowym hodowaniu istot ludzkich w celu użycia ich do leczenia (np. w jakiejś amerykańskiej klinice pacjentom z chorobą Alzheimera wstrzykiwano komórki mózgowe z wyhodowanego specjalnie w tym celu ich własnego dziecka; z kolei w pewnej włoskiej klinice namówiono małżonków do poczęcia dziecka wyłącznie w celu uzyskania jego szpiku i mózgu do leczenia jego chorej na białaczkę siostry). Amerykański magazyn „Life Issue Connector” z lipca 1999 opublikował raport o handlu organami dzieci zabitych w ostatnich miesiącach ciąży. „Poszukiwaliśmy takich organów jak oczy, wątroba, mózg, grasica, a także krew z serca, z żyły, z wątroby, a nawet z kończyn” — powiedziała jedna z osób zajmujących się tym handlem.

Żeby takich rzeczy się dopuszczać, trzeba chyba zgubić świadomość własnego człowieczeństwa. Otóż postawmy sobie proste pytanie: Co różni wymienione przed chwilą terapie, budzące oburzenie każdego normalnego człowieka, od oficjalnej zgody na doświadczenia — w celach terapeutycznych — na ludzkich embrionach? Niestety, to przede wszystkim, że tamte — łączące się z zadawaniem śmierci komuś innemu — sposoby przychodzenia ludziom chorym z pomocą realizowano wbrew prawu lub obok prawa, natomiast eksperymenty z ludzkimi embrionami, również zawsze wiążące się z zadaniem śmierci, będą dokonywane w zgodzie z prawem i za publiczne pieniądze.

Zatem mamy tu do czynienia z jednoznacznym i frontalnym naruszeniem zasady personalistycznej, w myśl której nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno sprowadzać istoty ludzkiej do rzędu środka, którego używa się do osiągnięcia jakiegoś — choćby najszczytniejszego — celu.

Na zarzut, że używanie jakichkolwiek istot ludzkich w celach wyłącznie instrumentalnych jest podeptaniem zasady personalistycznej, zwolennicy doświadczeń z embrionami odpowiadają, że — po pierwsze — nie ma pewności, że tak mały embrion, wielkości ziarnka maku, jest już istotą ludzką, po drugie zaś — to, że jest on już osobą, wydaje się czymś wręcz mało prawdopodobnym.

Na argument z wyobraźni, że kiedy embrion jest taki malutki, to jakżeż nazywać go już istotą ludzką, bardzo trafnie odpowiada prof. Bogusław Wolniewicz:

Każde z nas było swego czasu taką żywą „kropką”. I byliśmy to już my, bo w tej kropce było wszystko, co określa naszą osobowość, czyli naszą duszę: nasza indywidualna inteligencja, nasz temperament i nasz charakter — nie mówiąc o cechach fizycznych i przyszłym wyglądzie zewnętrznym. Później doszła tylko zawartość pamięci. To nie zdolność do doznawania bólu i wrażeń wyróżnia istoty ludzkie pośród ogółu stworzeń, zdolność tę mają również zwierzęta. Embrion ludzki jest to taka kropka, w której w zagadkowy sposób mieści się cały potencjał człowieczeństwa, a także samorzutny pęd wewnętrzny, by ów potencjał urzeczywistnić — by się zmaterializować i żyć. W filozofii dawno temu nadano tej tajemniczej sile formującej się samoczynnie w ludzką osobę greckie miano entelechii. To właśnie ta ludzka entelechia — i tylko ona — oddziela nas ostro od reszty stworzenia na całej trajektorii naszego żywota, od chwili poczęcia do chwili zgonu. I wskazuje wyraźnie: tutaj eksperymentować nie wolno

„Rzeczpospolita” z 9 stycznia 2001

Czy ludzki embrion już od początku swojego jednostkowego istnienia jest bytem osobowym? Tutaj ograniczmy się do spostrzeżenia, że co najmniej potencjalnie jest on bytem osobowym i wobec tego nie widać możliwości, żeby wolno go było wyłączyć spod ochrony, jaką wszystkim istotom ludzkim zapewnia zasada personalistyczna. Sprowadzanie go do rzędu czyjejś własności, towaru czy środka do osiągania jakichkolwiek, choćby najbardziej szlachetnych celów jest zamachem na ludzką godność nas wszystkich.

Tym wszystkim zaś, którzy stawiają pytanie: Czy wolno — w imię „jakichś tam” embrionów, z którymi nikt nie jest emocjonalnie związany — rezygnować z szans uleczenia wielu ciężko chorych ludzi (może nawet naszych najbliższych, w końcu może nawet nas samych)? — należy odpowiedzieć: żaden dobry cel nigdy, naprawdę nigdy nie uświęci niegodziwych środków! Jeśli natomiast rzeczywiście owe komórki macierzyste, których rezerwuarem są kilkudniowe embriony, stanowią największą nadzieję współczesnej medycyny, ufajmy, że nauka znajdzie inne sposoby na dotarcie do nich. Np. obecnie odkryto już możliwości przekształcania się ludzkich komórek szpiku kostnego w komórki wątroby.

Co zmienia fakt, że decyzja prezydenta Busha dotyczy wyłącznie embrionów, które i tak nie są przeznaczone do życia, bo stanowią „produkt uboczny” stosowania technik zapłodnienia in vitro, i tak skazany na zniszczenie? Jak wiadomo, Bush sprzeciwia się powoływaniu do życia ludzkich embrionów od razu w celu przeprowadzania tych doświadczeń. Na pytanie odpowiem pytaniem: Dlaczego oburza nas handel organami abortowanych dzieci, które przecież i tak już zostały zabite, a ich organy mogą przynajmniej komuś pomóc wrócić do zdrowia?

Spróbuję jednak odpowiedzieć na oba te pytania. Handel organami abortowanych dzieci oburza nas z podobnych powodów, co wykorzystywanie przez hitlerowców ludzkich zwłok do produkcji mydła. Jest to szyderstwo z ludzkiej godności nas wszystkich, jest to pełne arogancji manifestowanie, że człowieczeństwo i ludzka godność to tylko puste słowa. Zarazem — jeśli zechcemy uważnie przypatrzeć się temu naszemu oburzeniu — jest ono logiczne tylko wtedy, gdy przedtem ogarnia nas oburzenie na samo zabijanie ludzkich dzieci.

Właśnie brak moralnej logiki uderza w decyzji prezydenta Busha, który nie zgadza się na powoływanie do życia ludzkich embrionów w celach dokonywania na nich doświadczeń, natomiast zgadza się na wykorzystanie embrionów już istniejących, ale do życia nieprzeznaczonych. Moralna logika domaga się raczej demaskowania każdego przywłaszczania sobie przez jedne istoty ludzkie władzy nad życiem i śmiercią innych istot ludzkich.

Każda zgoda na używanie, zwłaszcza używanie zadające śmierć, jakiejkolwiek istoty ludzkiej, choćby dla dobra wielu ludzi, jest zgodą na nieludzki świat, na świat, w którym silny ma rację zawsze, również wtedy, kiedy jej nie ma. Jest zgodą na świat, w którym silnemu wolno robić ze słabym wszystko, co mu przynosi korzyść.

Wydarzenie z 9 sierpnia rzuca też ważne światło dla moralnej oceny technik zapłodnienia in vitro. Chociaż ich subiektywnym celem jest usunięcie bezpłodności, a więc doprowadzenie do urodzenia dziecka, trudno nie zauważyć, że obiektywnie procedury tam stosowane należą do cywilizacji śmierci. Przekazywanie życia „poza ciałem małżonków, za pośrednictwem osób trzecich — zauważa dokument Kongregacji Nauki Wiary z 22 lutego 1987 roku — powierza życie i tożsamość embrionów w ręce lekarzy i biologów oraz ustala panowanie nad pochodzeniem i przeznaczeniem osoby ludzkiej. Tego rodzaju relacja panowania sama w sobie sprzeciwia się godności i równości, które powinny być wspólne rodzicom i dzieciom”.

Jest coś głęboko nieludzkiego w świadomym powoływaniu do życia wielu ludzkich embrionów, ażeby wyselekcjonować z nich dwa lub trzy, którym łaskawie przyzna się możliwość życia i rozwoju. Jeśli tego nie zauważymy, trudno nam będzie zobaczyć zło śmiercionośnych doświadczeń na żywych istotach ludzkich, zwłaszcza kiedy ktoś używa demagogicznych argumentów, jakoby czymś niemoralnym było takich doświadczeń nie prowadzić. Trudno nam będzie to zło zobaczyć i nim się przerazić.

Niegodziwe eksperymenty
Jacek Salij OP

urodzony 19 sierpnia 1942 r. w Budach na Wołyniu – polski prezbiter rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta, autor setek książek i tysięcy artykułów, przez 40 lat prowadził rubrykę Szukającym drogi w miesięczniku „W drodze”, którego naz...