W poszukiwaniu prawdziwej przyjaźni (2)

W poszukiwaniu prawdziwej przyjaźni (2)

Przyjaźń to sposób na życie, to ustawiczna praca nad sobą i innym, która ma doprowadzić przyjaciół do prawdziwego, wiecznego szczęścia. To rodzaj sztuki, w której materiałem jest ludzkie serce, a narzędziami są czułość, wierność i prawda.

Średniowieczny zwyczaj uniwersytecki nakazywał obdarzać wybitnych uczonych przydomkiem, który wyrażałby najbardziej charakterystyczną cechę ich nauczania bądź charakteru. Tomasza z Akwinu ze względu na wzniosłość jego wiedzy nazwano Doctor Angelicus (Doktor Anielski). Jan Duns Szkot za swe dociekliwe logiczno–metafizyczne rozważania otrzymał imię Doctor Subtlis (Doktor Subtelny), a do jego ucznia, Wilhelma Ockhama, któremu los przeszkodził w uzyskaniu doktoratu, przylgnęło nieco ironiczne przezwisko Venerabilis Inceptor (Czcigodny Kandydat). Chociaż Aelred z Rievaulx nigdy nie otrzymał takiego pseudonimu, z pewnością najlepiej pasowałby do niego przydomek Doctor Amoris (Doktor Miłości), gdyż to ona właśnie zajmuje centralne miejsce w jego kazaniach i rozprawach teologicznych. Całe życie angielskiego mnicha podporządkowane było poszukiwaniu i odkrywaniu zasad prawdziwej miłości.

Dwunastowieczny humanizm

Badacze kultury XII wieku zwykli nazywać ten okres mianem humanizmu. Wiele na to wskazuje: odnowa starożytnej filozofii, rozkwit badań nad naturą człowieka i świata (fizyka, botanika, medycyna), a także sztuk artystycznych (malarstwo, rzeźba, poezja). Wszystkie owe elementy ukazują wiek XII jako swoistego prekursora późniejszego o kilka stuleci renesansu. Jednak podobne spojrzenie na tę epokę pomija bardzo ważny, jeśli nie centralny, jej element, a mianowicie Boga. Średniowieczny humanizm rodzi się z ciągłego odkrywania, że cały świat jest księgą napisaną przez Stwórcę i to właśnie z tego faktu rodzi się poczucie piękna oraz godności natury i człowieka. Ten ostatni otrzymuje swą wyjątkową pozycję nie w oderwaniu od Boga czy na przekór Jemu, lecz właśnie dlatego, że został przez Niego stworzony i usynowiony w Jezusie Chrystusie. Profesorowie słynnej szkoły w Chartres kierują swe zainteresowania w stronę przyrodoznawstwa lub kosmologicznego dialogu Timajos Platona nie po to, by wykazać „świecką” autonomię natury, ale po to, by lepiej wyjaśnić jej nierozerwalny związek z tym, który ją stworzył. Podobnie rzecz ma się z filozofią lub etyką: godność i piękno człowieka wynikają z jego duchowego podobieństwa do Stwórcy, a w Chrystusie ubóstwiona i przemieniona zostaje także ludzka cielesność. Lektura starożytnych nie tyle odciągała dwunastowiecznych myślicieli od wiary, ile raczej dawała im intelektualne narzędzia do jej zrozumienia i przedstawienia. Humanizm XII wieku jest humanizmem eschatologicznym, w którym modelem dla ludzkości i indywidualnego człowieka staje się Chrystus umarły, zmartwychwstały i przychodzący w chwale.

W tym świetle również musimy czytać pisma Aelreda z Rievaulx. Wbrew opinii niektórych uczonych, autor De spiritali amicitia nie jest jedynie naśladowcą i epigonem Cycerona, choć pisma tego starożytnego moralisty znał i cenił. Nie jest także, jak chcieliby inni, zwykłym kontynuatorem traktatu o przyjaźni, który pozostawił po sobie znawca starożytnego monastycyzmu Jan Kasjan. Jego inspiracja pismami świętego Augustyna, z którymi nigdy się nie rozstawał, jest ogromna, jednak Aelred, korzystając z tych wszystkich elementów — wśród których niepoślednie miejsce zajmuje także jego osobiste doświadczenie — buduje własną, oryginalną doktrynę duchowej przyjaźni.

Na obraz Boga

Cechą charakterystyczną całej ascetyki Aelreda, w tym również jego dialogu o przyjaźni, jest głęboka ufność w dobroć ludzkiej natury. W tle rozważań cysterskiego mnicha rozbrzmiewa echo zachwytu Boga nad dobrem własnego dzieła powtarzanego jak refren na zakończenie każdego dnia stworzenia: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (np. Rdz 1,31). Oczywiście grzech pierworodny naruszył ową pierwotną harmonię, jednak nie zniszczył jej całkowicie. Dlatego też, przezwyciężywszy pożądliwość i odkrywszy Boga jako ostateczny cel wszystkich swoich pragnień, człowiek może rozpocząć powrót do pierwotnego piękna i dobroci, krocząc drogą miłości. W ten sposób będzie on również odkrywał swoje podobieństwo do Stwórcy.

Drugim filarem Aelredowego myślenia o przyjaźni jest medytacja życia i zbawczego dzieła Jezusa Chrystusa. Bóg stał się człowiekiem, żył pośród nas, mówił jak my, szukał miłości i zrozumienia. Kochał i chciał być kochany. W Chrystusie otrzymał Aelred swoiste potwierdzenie, że nie można iść do Boga poza naszą cielesnością, z pominięciem realiów naszego ludzkiego, ziemskiego bytu. Miłość Ojca do człowieczeństwa Syna jest również wyrazem miłości do człowieczeństwa wszystkich ludzi. Więcej jeszcze: człowieczeństwo staje się w pewien sposób nieodzowne, jeśli myślimy o świętości i zjednoczeniu z Bogiem. Cielesność oraz wiążące się z nią relacje międzyludzkie nie są bagażem lub przeszkodą na drodze duchowego rozwoju. Przeciwnie, są one, zdaniem Aelreda, najdoskonalszym miejscem doświadczania miłości, a więc także najdoskonalszym sposobem do osiągnięcia jedności z Bogiem. Chrystus, w którym bóstwo i człowieczeństwo obejmują się nierozerwalnym uściskiem i który wciąga w krąg tej intymnej relacji każdą napotkaną osobę, staje się dla Aelreda modelem relacji z drugim człowiekiem. Nie można dobrze zrozumieć nauki Aelreda o przyjaźni, jeśli pominie się fakt, iż zawsze zakłada ona obecność Boga pomiędzy dwoma miłującymi się osobami. To On jest źródłem przyjaźni, On jest jej mistrzem i nauczycielem, On jest jej ostatecznym celem.

Miłość i przyjaźń

Uczeni zajmujący się kwestią przyjaźni w kulturze antyku i średniowiecza rozróżniają dwa jej modele, w zależności od tego, jak ujmowany jest przedmiot miłości. W modelu naturalnym miłość do drugiego człowieka rodzi się jako spontaniczny efekt miłości samego siebie. Człowiek z natury dąży do wszystkiego, co może przynieść mu szczęście, dlatego też kochając Boga lub inną osobę ludzką, idzie niejako za głosem duchowego, wewnętrznego instynktu, który podpowiada mu, że w relacji miłości osiągnie pełnię upragnionej przez siebie szczęśliwości.

Nieco inaczej ma się rzecz w modelu ekstatycznym, gdzie miłość jest wynikiem odkrycia piękna i dobra drugiej osoby, które to cechy niejako prowokują nas do wyjścia poza siebie, porzucenia myśli o nas samych i własnym szczęściu, a podporządkowaniu myśli i czynów szczęściu drugiej osoby. O ile w pierwszym modelu przeważa pojęcie jedności i zjednoczenia podmiotów przyjaźni, o tyle drugi oparty jest na nieustannej grze pomiędzy nimi, na swoistej pogoni jednego za drugim i poświęceniu siebie dla innego.

Aelred w mistrzowski i nowatorski sposób ukazuje nam, że owe dwa teoretyczne modele można w komplementarny sposób połączyć w praktyce. Otóż zgadza się on, że miłość jest wszechobecną, wewnętrzną, naturalną energią, która popycha wszystkie stworzenia ku dążeniu do jedności ze Stwórcą i do szukania relacji między sobą, aby się cieszyć pełnią szczęścia. Człowiek jednak — według Aelreda — osiąga to szczęście porzucając samego siebie i kierując się do zjednoczenia z przedmiotem własnej miłości. To prawda, pisze on, że przyjaźń daje radość i szczęście temu, kto kocha. Jednak warunkiem koniecznym jest, by uznał, że szczęście przyjaciela jest ważniejsze niż jego własne, i by odkrył, że przyjaciela należy kochać bardziej niż samego siebie.

Uważny czytelnik spostrzegł zapewne moje wahanie w używaniu przeze mnie pojęć „miłość” i „przyjaźń”. Teraz można wyjaśnić tę niejasność. Dla Aelreda miłość (amor) to rodzaj wewnętrznej siły, która popycha człowieka do poszukiwania radości, dobra i szczęścia w relacji do drugiej osoby. Relacja ta może przybrać formę miłości miłosiernej (caritas) lub formę — dodajmy: najdoskonalszą — przyjaźni (amicitia). Przyjaźń jest zatem najwyższą formą wprowadzenia w życie duchowej zdolności do kochania. Najwyższą, bo tak właśnie ukochał człowieka Bóg: zjednoczył się z nim w ciele i poświęcił własnego Syna dla jego zbawienia. Ów maksymalizm Aelreda jest wstrząsający: jedynym modelem dla ludzkiej przyjaźni może być tylko Bóg i Jego miłość do człowieka. Tak jak Bóg, który znajduje radość w jedności ze swoim stworzeniem i gotów jest wszystko poświęcić dla jego dobra, tak samo ma postępować każdy, kto pragnie naprawdę wkroczyć na drogę miłości.

Nieodzowna szczypta realizmu

Aelred jest optymistą. Jego dialog O duchowej przyjaźni przesycony jest zaufaniem do ludzkiej natury i wiarą w moc przyjaźni. Jednak optymizm ten jest optymizmem realisty, który świetnie zna słabości i grzechy człowieka. Przebywanie w klasztornych murach nie osłabiło czujności angielskiego mnicha wobec subtelnych sideł, które zło próbuje zastawić na przyjaciół, a może wręcz ją wyostrzyło. Symbolem tego zła jest cupiditas (pożądliwość). Słowo to ma dla Aelreda szerokie znaczenie, gdyż jest to nie tylko związana ze sferą ludzkiej seksualności pożądliwość cielesna, ale także zazdrość, zawiść, pokusa panowania nad innymi czy nieokiełznane pragnienie szukania jedynie własnej korzyści.

Odraza, którą Aelred odczuwa wobec pożądliwości, nie pozwala mu jej traktować jedynie jako swoistego rewersu miłości, drugiej strony ludzkiej natury lub cienia nieodstępnie towarzyszącego światłu dobra. Cupiditas jest dla niego czymś absolutnie negatywnym i w żadnym wypadku nie można nazwać jej jedynie błędnym lub zaślepionym poszukiwaniem własnego szczęścia w złu. Aelred nie zaakceptowałby nigdy podobnego sformułowania. Pożądliwość jest czymś zupełnie obcym ludzkiej naturze, elementem zewnętrznym, zawleczonym do duszy człowieka przez grzech, elementem, którego nie tylko nie można tolerować, ale należy wykorzenić go ze szczętem. Ostre słowa cysterskiego mnicha głęboko zapadają w duszę, tym bardziej że zdążył on przyzwyczaić nas już do łagodności i wyrozumiałości.

Pożądliwość nie ma również nic wspólnego z przyjaźnią. Wybór pożądliwości lub wybór przyjaźni to dwie wykluczające się drogi. W pierwszym rozdziale De spiritali amicitia Aelred pisze:

Fałszywie nazywają się przyjaciółmi ci, którzy są wspólnikami w występkach. A to dlatego, że nie może kochać człowieka ktoś, kto kocha niegodziwość. Kto zaś nie kocha — nie może być przyjacielem. Ponadto, „kto kocha niegodziwość, nienawidzi swoją duszę” (Ps 10, 6), skoro więc swojej duszy nie kocha, to z pewnością nie będzie też potrafił kochać duszy innego.

Przyjaźń, według Aelreda, nie jest jedynie towarzyską formą bycia, miłym spędzaniem czasu lub — co nie daj Boże! — poszukiwaniem wspólnika do mniej czy bardziej czystych interesów. Przyjaźń to sposób na życie, to ustawiczna praca nad sobą i innym, która ma doprowadzić przyjaciół do prawdziwego, wiecznego szczęścia. To rodzaj sztuki, w której materiałem jest ludzkie serce, a narzędziami są czułość, wierność i prawda. Prawda umiejąca wybaczać, ale nielękająca się zadać ból, jeśli będzie tego wymagać dobro przyjaciela.

Tak naucza Aelred z Rievaulx — człowiek, który jak sam wyznaje, goniąc za miłością, błąkał się długo po bezdrożach, by wreszcie, dzięki spotkaniu z Chrystusem, odnaleźć właściwy kierunek i podążyć drogą przyjaźni duchowej. Ten, którego pokochał nad wszystko, nauczył go również kochać innych ludzi.

W poszukiwaniu prawdziwej przyjaźni (2)
Paweł Krupa OP

urodzony 4 lipca 1965 r. w Żyrardowie – dominikanin, doktor teologii, historyk mediewista, studiował w Krakowie, Paryżu i Rzymie, charyzmatyczny kaznodzieja, rekolekcjonista, dyrektor Instytutu Tomistycznego w Warszawie (2010-2016), od 2020 roku dziekana dekanatu północnego...