skrzypce
fot. Sergey Zigle / UNSPLASH

Historia z duszą

, 0 recenzji

Kiedy wzięłam je pierwszy raz do ręki, długo płakałam. A potem tak lekko zrobiło mi się na duszy. Mają piękny dźwięk. Nie umiem dobrze mówić po polsku, ale chciałabym powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczna.

To były te pierwsze dni wojny, gdy niemal wszyscy pytaliśmy się nawzajem: Czy znasz może kogoś, kto ma…? Kto ma buty, kurtkę, sweter, rzeczy dla niemowlaka, pieluchy, łóżeczko dla dziecka, wózek, materac, koc, wolne mieszkanie? Potrzebne były też lekarstwa, miejsce w szkole, w przedszkolu, praca. SMS-y potrzeb wylewały się z naszych telefonów. Dzwoniliśmy, pytaliśmy, załatwialiśmy, krążyliśmy po mieście załadowanymi samochodami jak w najlepiej zorganizowanej firmie. I wtedy na WhatsAppie, na kanale rodzinnym pana Piotra pojawiła się wiadomość od szwagierki: „Przekazuję informację od mojej koleżanki Hani: Swietłana i Katia z Ukrainy są już bezpieczne w Poznaniu. Mają mieszkanie. Swieta jest nauczycielką muzyki. Potrzebuje skrzypiec. Czy ktoś ma może zbędny instrument?”.

Informacja o skrzypcach wydawała się taka naturalna, a z drugiej strony taka ekskluzywna. Buty, kurtki, łóżeczka i wózki załatwiało się w kilka minut. Nawet mieszkania na początku nie były jakimś towarem luksusowym. Ale skąd wziąć skrzypce…?

– Jestem muzykiem, pracuję w operze, więc pomyślałem, że napiszę informację na Facebooku – mówi Piotr. – Chociaż z drugiej strony czułem, że skrzypce to jest coś bardzo intymnego, osobistego, i nie byłem przekonany, czy tym razem uda się pomóc. Ale zamieściłem post: „Uwaga Poznań i okolice, potrzebne skrzypce dla uchodźczyni z Ukrainy, jest skrzypaczką i nauczycielką gry na instrumencie!”.

25 lat wcześniej

Lipiec 1997 roku. Katia z tatą wraca z Holandii na Ukrainę, jadą przez Polskę, pod Szamotułami mają wypadek. Katia ma 11 lat, jest w stanie krytycznym. Trafia do szpitala w Szamotułach. Pierwsza operacja – nie ma pewności, czy dziewczynka przeżyje. Z Szamotuł trafia do szpitala w Poznaniu. Ma połamane ręce, nogi i pękniętą czaszkę, lekarze walczą o jej życie. Jej mama Swietłana jest na Ukrainie. Gdy tylko się dowiaduje o wypadku, w kilka minut pakuje walizkę, kupuje bilet na samolot i przylatuje do Polski, by być razem z córką. – Katia leżała nieprzytomna w szpitalu przy ulicy Krysiewicza, a ja mieszkałam w pokoju dla matek na terenie szpitala – wspomina. To wtedy nauczyła się mówić po polsku.

Katia przechodzi kolejne skomplikowa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 05, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść