Dusza mojej duszy
Oferta specjalna -25%

Drugi List do Koryntian

0 opinie
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 54,90 PLN
Wyczyść

Modliłam się

Modliłam się do Boga o pieśni i śmiech. On dał mi w zamian łzy. Modliłam się o życie w zielonych dolinach, pełnych obfitości zbiorów. On poprowadził mnie przez wypalone pustkowia i szczyty, gdzie tylko śnieg mógł czuć się jak u siebie. Modliłam się o słońce, o wiele tańca i srebrzystych rzek, po których można żeglować. On dał mi noc ciemną i bezgwiezdną, i pragnienie, aby prowadziło mnie przez jej pustkowia.

Ale teraz wiem, że byłam niemądra, bo otrzymałam więcej niż to, o co prosiłam w modlitwie. Mam Syna za Oblubieńca. Muzyka Jego głosu jest zieloną doliną i srebrzystą rzeką, po której żegluję. Moja dusza tańczy, tańczy w niekończącej się radości pośród tej ciemnej nocy, którą On ze mną dzieli.

O Jezu

O Jezu, tak bardzo pragnę, abyś był gorąco kochany przez wszystkich, zwłaszcza przez chrześcijan. Jesteś taki piękny. Ty jesteś Panem. Udziel nam łaski, abyśmy mogli Cię kochać i sprawiać, aby kochali Cię także wszyscy, których spotykamy.

Pytają mnie, jak się modlę

Często pytają mnie, jak się modlę. Co mam im odpowiedzieć, Panie – ja, która jestem Twoją nieużyteczną służebnicą? Jak mam im opowiedzieć, że najpierw leżałam twarzą do ziemi w prochu, w błocie tych wszystkich dróg, którymi kazałeś mi iść? Gdzie znajdę słowa, aby opisać te opuszczone drogi, ich szary, suchy pył i bardzo czarne błoto? Jak opowiedzieć o ciemności i zimnie nocy na tych drogach? Jak wytłumaczyć, że wszędzie na tych niekończących się drogach widziałam tylko zielone, chropowate drzewa, i Ciebie, rozpostartego na nich, umierającego?

Gdzie znajdę słowa, aby opowiedzieć, jak zabrałeś mnie z tych tysięcy opuszczonych dróg i posłałeś mnie do miejsc uczęszczanych przez ludzi, a ja zapłakałam, bo poznałam moją i ich nędzę; i płakałam, wciąż płakałam nad moimi i ich grzechami, i nad Twoją miłością, której nie odwzajemniamy?

Może dasz mi dziś słowa, by powiedzieć, że teraz już wiem i wysławiam Cię za wszystko – za tysiące dróg, ich czarne błoto i bardzo szary pył, za ich niemy ból, za dar łez, za widok nędzy. Ale nade wszystko wysławiam Cię za każde drzewo, które widziałam, zielone i chropowate, i Ciebie umierającego na nim z miłości do nas.

Przeciw pokojowi

Wiara jest stara, nadzieja kres czuje,
Miłość jest zimna, sprzedaje i kupuje.
Pokój i układy – po co nam to wszystko?
Serca wznieście w górę, koniec jest już blisko.
Proś o zagrożenie, proś o wielką sławę,
o radość i obawę,
i życie jak opowieść, którą w głębi nas
chłodzi wiatru podmuch, grzeje słońca blask.
Daj nam wszystkim teraz nagłe przebudzenie,
awanturę wielką, jak ziemi trzęsienie.
Naszym duszom trzeba impulsu ostrego,
bo rdza je pożera; coraz bliżej są złego.
I proszę Cię, Panie, zanim mówić przestanę,
daj nam miecz i trochę walki na odmianę.
Daj nam zagrożenie, daj nam wielką sławę,
daj radość i obawę,
i śmierć jak opowieść, którą w głębi nas
chłodzi wiatru podmuch, grzeje słońca blask.

Chrystus we mnie

Ukochany, mówisz do mnie przez ludzi, rzeczy i wydarzenia. Wysyłasz swojego posłańca, obowiązek chwili.

Dotknij moich oczu, moich uszu, mojej woli. O Jezu, pomóż mi widzieć wyraźnie i dostrzegać pierwszą zasadę aktywnej pracy – zjednoczenie z Tobą. Wszystkie moje zewnętrzne czyny muszą pokazywać, że żyjesz w mojej duszy. Wszystkie obowiązki chwili są ścieżką do Ciebie, Ukochany. Przychodzę do Ciebie w obowiązkach chwili.

Muszę przygotować dla Ciebie moją duszę, Ukochany. Muszę przyozdobić ją w cichość, pokorę, dystans, ubóstwo duchowe, umartwienie, bezinteresowność, miłość. Przyrzekam sobie, bez przerwy, codziennie, że będę pracować tylko dla Twojej miłości i chwały. Pomóż mi. Spraw, abym kochała Cię coraz bardziej, bo jedynie w tej miłości odnajdę siłę.

Ścieżka ku miłości

Kocham Cię i w każdej godzinie modlę się, by kochać Cię bardziej. Pomóż mi, o Jezu. Odłącz mnie od ducha tego świata – od winy i chwały. Pozwól mi iść ścieżką życia ukrytego w Twoim Najświętszym Sercu, z miłości do Ciebie i z żadnej innej przyczyny. Jak bardzo moja dusza pełna jest determinacji i pragnienia, aby służyć Tobie i tylko Tobie w miłości! Lecz spójrz, jaka jestem słaba. Ulituj się nad swoim dzieckiem i chodź ze mną, bo bez Ciebie jestem niczym.

Czym jestem?

Czy jestem kamieniem, o Boże, abyś mógł pisać po mnie ogniem? Jeśli tak, o Niestworzony, dodaj mi sił, abym wytrzymała Twój ogień.

Czy jestem zwykłym piaskiem pustyni, na którym znów palisz krzew ognisty? Jeśli tak, o Niestworzony, dodaj mi sił, abym wytrzymała Twój ogień.

Czy jestem morzem lub ogromnym jeziorem, po którym znów stąpasz ludzkimi stopami, pozostawiającymi płonące ślady? Jeśli tak, o Niestworzony, dodaj mi sił, abym wytrzymała Twój ogień.

Czy jestem maleńkim skrawkiem ziemi pod Krzyżem, pochłanianym i trawionym przez krople Twojej najświętszej Krwi, padające z Twoich zaognionych Ran? Jeśli tak, o Niestworzony, dodaj mi sił, abym wytrzymała Twój ogień.

Czy pragniesz, aby cały ten ogień, który wlewasz w moją duszę, oświecił i ogrzał kogoś? Jeśli tak, powiedz mi, kogo. A może życzysz sobie, aby strawiła mnie miłość do Ciebie jedynego? Mów do mnie, Panie, Ukochany, mów. W przeciwnym razie Twój kamień, Twój piasek, Twoja woda i Twoja ziemia umrą w ogniu Twojego nieskończonego pragnienia. Jeśli tak, o Niestworzony, dodaj mi sił, abym wytrzymała Twój ogień.

Zagubiona w Twoim bezkresie

Panie, zagubiłam się w Twoim bezkresie. Nie mogę znaleźć jego granic. Nie znajduję niczego, co mogłoby mnie poprowadzić, oczywiście prócz Ciebie.

Nie gubię się w sensie, w jakim ludzie używają tego słowa; gubię się w Twoim bezkresie. Nie wiedziałam, że Twoje serce jest tak bezkresne. Nie wiedziałam, że nie ma żadnych granic. Wiem, to było głupie z mojej strony – bo Ty obejmujesz ziemię, ciała niebieskie, konstelacje; wszystkie rzeczy niezrozumiałe dla człowieka są dla Ciebie jak zabawki. Widzę, jak igrasz z gwiazdami dla samej przyjemności tej zabawy. Tak, widzę. Ale ja sama gestem zagubiona. Próbuję opowiedzieć niepewnie, jak małe dziecko, jak przywiodłeś mnie do Twojej próżni – tak, do Twojej próżni.

Pomyślałam i powiedziałam, że w tej próżni odpoczywa się w pokoju. Ale nie wiedziałam, że w Twojej próżni – która nie jest wcale próżnią, tylko intensywnością ognia i modlitwy – nie wiedziałam, że to Ty jesteś próżnią i że przyprowadziłeś mnie tam, aby się we mnie modlić, tak że przestałam istnieć, a Ty zawładnąłeś mną całkowicie, zupełnie, i modliłeś się we mnie. Taka więc jest próżnia, o której mówiłam tak niewinnie, tak nieświadomie.

Tak, jestem zagubiona, Panie. Zagubiłam się w próżni Twojej miłości, zagubiłam się w Twoim sercu, którego granice są niezrozumiałe dla mnie, dla ludzkiego oka, umysłu i myśli. Tak, zagubiłam się, ale teraz wiem przynajmniej jedno. Wiem, że kiedy wchodzę w Twoją próżnię, przestaję istnieć. Nazywają to „zawieszeniem wszystkich zmysłów” – przynajmniej dawni pisarze tak to określają. Ale to nieprawda, to nie do końca prawda, bo zmysły nie są zawieszone; są w pogotowiu, są wypełnione Tobą po brzegi.

Dlaczego prowadzisz mnie do próżni – do Twojej próżni? Powoli, jak dziecko uczące się chodzić, zaczynam rozumieć, bo w moje ręce wyciągnięte ku Tobie wkładasz Twój Kościół. Nie wiedziałam, że jest tak ciężki. Nie wiedziałam, że jest tak poraniony. Nie wiedziałam, że jest tak poszarpany – tak samo jak Ty. Nie wiedziałam, że także jego ciało rozrywano na kawałki przy biczowaniu. To inne oblicze twojej Oblubienicy: oblicze nieskończonego bólu, tak jakby ból całego świata zgromadził się w Twoim sercu. Tak właśnie musiało być – bo Kościół jest Twoją oblubienicą i ból całego świata jest zawsze w Twoim sercu.

Tak, umarłeś z powodu bólu, z powodu grzechu, który zazwyczaj jest przyczyną bólu; umarłeś z powodu wszystkich grzechów, aby przyprowadzić nas z powrotem do Abba, Twojego i mojego Ojca. Ale tak, jak Twój Ojciec powiedział o swoim wybranym ludzie – jesteśmy uparci, więc nie słuchaliśmy. Może wcale nie słyszeliśmy, bo większość z nas była zajęta swoimi sprawami, swoim srebrem czy złotem; i tak Kościół został również ubiczowany, tak samo, jak Ty.

Przekazałeś mi całą tę ogromną próżnię. Ale kimże jestem? Wiesz lepiej niż ktokolwiek, że jestem nikim, uchodźcą, tym, który nie ma swojego miejsca i może w pewnym sensie jego miejsce jest wszędzie, ale nie zawsze potrafię tak to odczuwać. Bo jestem człowiekiem, Boże, i dlatego odczuwam to samo, co odczuwałeś Ty, kiedy byłeś człowiekiem.

Jestem zagubiona, Panie. Z rękoma wyciągniętymi przed siebie, trzymającymi Kościół, nie wiem, dokąd mam pójść, co robić. Jestem w Twojej próżni, Panie. Prowadź mnie, bo inaczej zginę pod ciężarem Twojej Oblubienicy.

Poszukując

Poszukuję Cię, Panie, tak długo, tak namiętnie i nieustannie, lecz Twoje tajemnice zacieśniają się wokół mnie, bo nie ma nic łatwiejszego niż odnalezienie Ciebie. Ty – to „oni”– moi bliźni, wszyscy, których spotykają moje oczy. Ty – to chleb i wino, podawane mi w naszych czasach na złotej patenie podczas Mszy świętej. Ale Twoje tajemnice zacieśniają się wokół mnie. Widok przechodzących bliźnich i nieznajomych przykuwa moje oczy. Chleb i wino na złotej patenie zanurzają mnie w wierze ciemniejszej niż najciemniejsza noc. Tak, Twoje tajemnice zacieśniają się wokół mnie. Ale idę dalej, niesiona miłością, która nie zna końca; idę tam, gdzie mieszkasz wśród nas, ludzi. I znów ciemność wiary ogarnia mnie i podnosi na nieznane wysokości albo rzuca w niezmierzone głębiny.

Poszukuję Cię, Panie, tak długo, tak namiętnie i nieustannie. Ale znajduję tylko ciemność, głębiny, wysokości. Doprowadziły mnie do jeszcze większego pragnienia Ciebie, Ukochany. Spójrz więc na mnie, pielgrzyma miłości, stającego przed Twoim zakrytym Obliczem, Panie mój; na pielgrzyma otulonego Twoimi tajemnicami, który do ich zgłębienia ma tylko wiarę i głód pełen miłości.

Pozwól spocząć memu sercu

O Panie pokoju, zachowaj mnie w Twoim sercu. Pozwól mi odpoczywać na Twojej piersi, bez względu na to, gdzie jestem. Moje stopy mogą biegać, wykonując dla Ciebie tysiące zadań, moje ręce mogą być zajęte pracą spełnianą dla Ciebie, mój umysł zatopiony w myślach i planach ze względu na Ciebie. Ale pozwól memu sercu spocząć w Twoim, bo wtedy naprawdę otrzymam Twoje błogosławieństwo.

Tak bardzo pragnę spocząć w Tobie. Moje serce jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Tobie. Z upływem czasu moje serce pragnie coraz bardziej wewnętrznej ciszy i samotności. Jestem tak bardzo spragniona obydwu; bez nich czuję się tak, jakbym szła przez palącą pustynię.

O, podaruj mi łaskę ciszy i samotności serca pośród kłębiących się, hałaśliwych tłumów, które wypełniają moje dni. O, podaruj mi odpoczynek i spokój we wnętrzu Twojego serca pośród nieustannego działania dla Ciebie. O Umiłowany, przyjdź, weź w posiadanie moje serce i zatrzymaj je na zawsze w głębi Twojego Najświętszego Serca.

Samotność

Cóż to za dziwna tajemnica, o Chryste? Im bliżej jestem Twojej miłości, tym bardziej staję się samotna. Wydaje się, że istotnie rzeczą straszną jest wpaść w ręce Boga żywego. Sam cień Twojego oblicza kruszy moje serce i wywołuje ogromny lęk. Jakże ogromny jest Twój ciężar! W porównaniu z nim świat wydaje się lekki jak piórko. Mam wrażenie, że ogarnia mnie całkowita samotność i zrywa wszelkie więzy ludzkie, a jednak nie wiąże mnie z Tobą. Wspaniały Oblubieńcze, czy to Twój sposób doprowadzenia duszy do Twoich pałaców, gdzie może obmyć się we łzach i przystroić w ciężki płaszcz samotności, innej niż wszystkie rodzaje samotności na ziemi, aby zrozumiała, że samotność jest ogniem pragnienia Ciebie, Upragniony?

Ziarno

Byłam ziarnem pszenicy, a Ty byłeś siewcą. Pewnego dnia, tak dawno temu, pogrzebałeś mnie w głębokiej, ciemnej bruździe. Umarłam tysiąc razy we wnętrzu tej ziemi – tak ciemnej, tak żyznej, tak ciepłej, tak zimnej – a jednak przeżyłam. Dwukrotnie wierzyłam, że nadszedł czas przynoszenia owoców. Ale dwukrotnie burze nienawiści i pogardy zmroziły bruzdę i ziemię. Wówczas, kiedy wydawało mi się, że umarłam po raz tysięczny, nadszedł deszcz, nadeszło słońce. Pod jego ciepłymi promieniami wydałam swoje nasiona i złożyłam je w Twoich dłoniach, aby znów umarły i rozmnożyły się. Amen.

Teksty modlitw pochodzą z: Catherine de Hueck Doherty, Dusza mojej duszy, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2007.

Dusza mojej duszy
Catherine de Hueck Doherty

(ur. 15 sierpnia 1896 r. w Niżnym Nowogrodzie w Rosji – zm. 14 grudnia 1985 r. w Combermere w Kanadzie) – Jekatierina Fiodorowna Kołyszkina, ros. Екатерина Фёдоровна Колышкина, arystokratka, ochrzczona w Kościele prawosławnym, konwertytka na katolicyzm, w swojej duchowości c...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze