Cisza

Nasze życie przypomina często zmurszały kolebiący się most, wiszący niepewnie na rozmazanych brzegach grząskiej wrzawy, nad wezbranym potokiem słów. Panicznie boimy się Ciszy. I pewnie dlatego otoczyliśmy naszą rzeczywistość szczelnym „kaftanem bezpieczeństwa” – nieustannego wrzasku.

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko,
a noc w swoim biegu dosięgła połowy,
wszechmocne Twe Słowo z nieba,
z królewskiej stolicy,
runęło pośrodku zatraconej ziemi

Mdr 18,14–15c

Przedwieczne Słowo zrodziło się w Ciszy. Głębia betlejemskiej Nocy, pośrodku której Słowo „runęło na zatraconą ziemię”, nasączona była bezdenną, dojmującą Ciszą.

Ciszo kobiet, które są tylko ciałem, w którym dojrzewa owoc.
Ciszo kobiet ukryta pod ciężką piersią, gdzie gromadzi się pokarm.
Ciszo kobiet — sanktuarium i trwanie na wieki,
Która słuchasz dzieciątka poruszającego się w łonie.
Ciszo, szkatułko, w której zamknąłem cały honor i krew. 1

Cisza stanowi najbardziej wyrazisty akompaniament dla tych fundamentalnych akordów symfonii zbawienia, które zmienią bieg ludzkiej historii. Ten subtelnie snujący się między wersetami doniosłych wydarzeń motyw Ciszy jest często najmniej słyszanym i docenianym. Egzegeci Słowa i słów raczej rzadko pochylą się nad łagodnie szemrzącym strumieniem Ciszy. I tru-dno się specjalnie dziwić. Życie ludzkie, które objawia się krzykiem noworodka, nieustannie podpiera się laską słowa, więc nie jest łatwo ubierać w słowa to, co samo bez nich się obywa. Dlatego ów krajobraz utkany z de-likatnych drgnień Ciszy może być jeszcze w dużej mierze lądem nieznanym, wyspą zapodzianą. I taką rzeczywiście jest Cisza: Atlantyda niedomówienia, oaza niewypowiedzianego, mityczna arkadia bezsłowia, gdzie z powietrza wychwytuje się tlen pokoju, nim się oddycha i dzięki niemu żyje. Cisza: ziemia niczyja, dziewiczość nieznana — jak stwierdził autor Małego Księcia — „bóstwo zapomniane”.

Ciszo, muzyko owoców.
Ty, która zamieszkujesz piwnice, spichrze i szopy.
Naczynie miodu, pilności pszczół.
Wytchnienie morza, które zna swoją pełnię.

„Mgła podnosiła się i rozpraszała, w lesie powstawał z niej biały pułap podtrzymywany przez czarne słupy pni — wyniosły, uroczysty krajobraz stworzony dla ciszy” 2. Co trzeba zrobić, aby wstąpić na ścieżkę wiodącą do krainy Ciszy? Idąc przez codzienność w znoszonych chodakach naszych przyzwyczajeń, okutani w bylejakość, często w pośpiechu stawiamy zamaszyste kroki, pragnąc jak najdalej uciec od Ciszy. I nawet od czasu do czasu oglądamy się trwożliwie za siebie, z niepokojem, czy aby ona nas nie osacza, nie dogania, nie chwyta za gardło. „W tym wieku rozjątrzonym, wydętym, okrutnym” (J. Tuwim) niewielu można znaleźć takich, jak Pan Cogito, który mienił się „melomanem ciszy” — ginąca jest rasa tych pochylających się w zadumie przed jej majestatem. Jest swego rodzaju truizmem utyskiwanie, że egzystujemy w przyśpieszeniu kulturowym, które jeszcze teraz na wirażu końca wieku (i tysiąclecia) zdaje się nabierać niebezpiecznego pędu, że codziennie taplamy się w szlamie wszelkich odcieni hałasu, że rano po przebudzeniu rękę, z której kapie jeszcze ożywcza rosa nocnego spoczynku, wyciągamy narkomańskim gestem uzależnionego w kierunku radia albo jakiejś innej gadającej maszynki, która już kipi dla nas poranną kaszą słów. Na pół świadomi wkładamy głowę pod zimny prysznic beznamiętnej, sprzedajnej mowy, wypłukując z siebie bezpowrotnie ginące piękno sennych marzeń; już na progu dnia skutecznie trzebimy wnętrze z krajobrazów kontem-placji, z głębi — dziwiąc się potem, że nasza codzienność jest taka płytka. A czy inaczej wygląda obrzęd układania się do snu, domowa celebracja spoczynku dobiegającego kresu dnia? Ileż gorzkiej prawdy jest w słowach Tadeusza Konwickiego malującego w Małej Apokalipsie trwogę ludzi, którzy „kiedyś podsumowywali się o północy, przed ciężkim zaśnięciem, teraz biją się w piersi nad ranem, obudzeni łoskotem zdychającego serca”. Każdy wieczór jest prologiem nowego dnia — sposób przeżycia zmierzchających godzin decyduje w dużej mierze o jakości jutra. Jest to czas odpoczynku, obmycia zmęczonej duszy w wodach wieczornej Ciszy — przy ich łagodnym szemraniu powinniśmy, przeprawiając się przez bezpieczny bród zasypiania, wstępować w spokoju w wytchnienie nocy. Zamiast tego w kapturze rozedrganego hałasu na wpół świadomi spadamy w otchłań nerwowej, wyczerpującej maligny, z której wydarci chropowatą syreną budzika — wstajemy, potykając się o pierwszą poranną, kanciastą myśl: „Boże, znowu dzień, jak ciężko jest być mną”.

Nasze życie przypomina często zmurszały kolebiący się most, wiszący niepewnie na rozmazanych brzegach grząskiej wrzawy, nad wezbranym potokiem słów. Panicznie boimy się Ciszy. I pewnie dlatego otoczyliśmy naszą rzeczywistość szczelnym „kaftanem bezpieczeństwa” — nieustannego wrzasku. Znany z trafności swoich lapidarnych sądów o życiu Tato Muminka wyrokuje sentencjonalnie: „Mówienie tak dobrze przeszkadza w myśleniu”. Nam zaś nie bardzo chce się reflektować nad złożonością istnienia — a przecież… „tylko w ciszy prawda każdego człowieka daje zalążek i wypuszcza korzenie” 3. Tylko w ciszy. A my — jakby na przekór — wynurzając się z od-mętów jednego hałasu, pospiesznie nurkujemy w inny; wchodząc do domu ze szkoły, pracy, ulicy już od progu, z przyzwyczajenia magiczną różdżką pilota zwołujemy do mieszkania demony różnych dźwięków, które rzucają się z krwiożerczą żarłocznością na nasz bezbronny spokój i rozpoczyna się sabat zgiełku, rozpasana orgia jazgotu, rytualny obrzęd mordowania Ciszy. Czynimy zaś to wszystko na własne życzenie, wbrew przestrodze proroka Izajasza, który wołał w Imieniu Jahwe: „W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła” (Iz 30,15).

Ciszo, w której zamykam miasto, widziane ze szczytu góry.
Gdy ustaje stukot kół, wołanie i dźwięki młotów bijących w kowadła.
Wszystko to już znieruchomiałe w amforze wieczoru.
Czuwanie Boga nad naszą gorączką,
Płaszcz Boga rzucony na ludzkie mrowisko.

Leszka Mądzika wyznanie wiary w Ciszę: „W swoim teatrze przez 25 lat wszystko robię tak, by się nie odezwać nawet jednym słowem. Uwierzyłem, że jest szansa porozumienia się z drugim człowiekiem bez słów” 4. Można dyskutować, czy to credo jest owocem rozczarowania się słowem, swoistym objawem lekceważenia doczesnej kondycji człowieka, do której przypisana jest mowa, czy też może stanowi to swego rodzaju antycypację wieczności. Jedno jest pewne, teatr Mądzika, jakkolwiek bez słów, to jednak mówi — nie milczy. Milczenie i Cisza, pojęcia w pierwszym kojarzeniu synonimiczne, nie są jednak tożsame. Różnicę między nimi zna Biblia; Bóg chce być Bogiem Ciszy — nie milczenia. I jeśli spowije się On w nieprzystępność przerażającego milczenia, jeśli porazi nim proroków, zwykle nie wróży to nic dobrego człowiekowi. „Gdyby Jahwe mi nie udzielił pomocy, wnet by moja dusza zamieszkała w kraju milczenia” — chwali Boga wdzięczny za ocalenie Psalmista (Ps 94,17). Boi się on milczenia — nie Ciszy. Milczenie bowiem rani i unicestwia; Cisza zaś leczy i niesie życie. Psalm 107 mówi o wyrwanych z objęć bliskiej śmierci, którzy: „Radowali się z tego, że nastała cisza” (Ps 107,30). Jezus–Słowo począł się jako Człowiek w Ciszy, narodził się w Ciszy i przez 30 lat żył głęboko w niej ukryty. W czasie głoszenia Ewangelii błogosławionymi nazywał tych, którzy są cisi — sam zaś często oddalał się na miejsce osobne, aby w Ciszy znaleźć się przed Ojcem. W kul-minacyjnym momencie historii zbawienia, gdy umierał za świat, skłoniwszy głowę oddał Ducha w Ciszy (por. J 19,30). Ks. Kudasiewicz twierdzi (odwołując się do oryginału greckiego, jak również specyficznego stylu Ewangelii Janowej), że „Duch” powinien być tutaj pisany właśnie dużą literą. Sam tekst oznacza więc „i śmierć i przekazanie Ducha” 5. Jezus, umierając na krzyżu, wypełnił swoją obietnicę i ostatnim tchnieniem dał Kościołowi Ducha Świętego. Zważywszy na kontekst tego aktu, możemy powiedzieć, iż ten Duch jest Duchem Ciszy. On to właśnie czyni Kościół — pomimo różnorakich burz dziejowych — przystanią Bożej Ciszy. Cisza pulsuje w Kościele w rytm drgającej przy tabernakulum wiecznej lampki, sam Kościół oddycha Ciszą i żyje z Ciszy. Zwłaszcza z tej, która w momencie Podniesienia patrzy zachwycona na Hostię, a przystanąwszy na kruchej gałęzi ludzkiego oddechu pochyla wiernych ku ziemi swoim łagodnym tchnieniem, jak wiatr trochę zdziwione i przestraszone łany zbóż.

Francuski lotnik powie o architekcie świątyni: „Samym układem kamieni budujesz smak wody śpiącej w porcie i smak ciszy, i najpiękniejszych nadziei. (…) Świątynia wzrusza ich i wśród jej ciszy szukają samych siebie. I znajdują się. W przeciwnym razie wzruszałyby ich tylko kramy. Odzywał-by się w nich tylko nabywca odpowiadający na wołanie przekupnia. I nie narodziliby się do własnej wielkości. Nie poznaliby swoich wymiarów” 6.

Ciszo, która czuwasz nad człowiekiem w nurcie jego myśli.
Ciszo samych myśli.
Ciszo myśli, które przygotowują się do lotu,
Bo nie dobrze, gdy niespokojny jest twój umysł i twoje serce.
Ciszo Boga, która jesteś jak sen pasterza,
Bo nie ma snu bardziej łaskawego…

Tak jak tekst byłby nieczytelny bez światła czystej powierzchni oddzielającego poszczególne litery, wyrazy i zdania — tak też sens słów byłby niemożliwy do pojęcia bez interwałów Ciszy. Znają tę prawdę literaci, którzy niejednokrotnie z bolesnej pustki milczenia muszą wyrywać oporne słowa, raniąc sobie przy tym (i to często do krwi) swoje obolałe, piszące dłonie. I dla-tego nie boją się Ciszy, o której Pliniusz Młodszy powiedział, że jest pożywieniem dla umysłu — lękają się natomiast milczenia, które jest znakiem i wyrazem wewnętrznej pustyni i twórczej niemocy. Tą ideą bardzo wyraźnie naznaczona jest twórczość Romana Brandsaettera. Był twórcą, który wychował się, żył i pisał w cieniu Pisma Świętego — można rzec — pod drzewem Biblii, w którego dostojnej koronie „gnieżdżą się” duchy jego praojców; pod nim rozłożył swój twórczy warsztat. Biblijne postrzeganie rzeczywistości, w tym także swoista apoteoza Ciszy, nieustanne jej poszukiwanie, emanuje z kart jego dzieł. Jedną ze swoich tragedii, przedstawiającą dzieje dwudziestowiecznej Antygony, zatytułował wprost: Cisza. Utwór jest prawie całkowicie nieznany. Napisany w czasach stalinowskich, długo nie mógł ujrzeć druku z powodu cenzury; prawdopodobnie żaden teatr profesjonalny nie gościł nigdy Ciszy na deskach swojej sceny. Nad tą Ciszą rozciągnięto gęsto tkany kir milczenia, który czasem przechodził w woal niesprawiedliwej krytyki. Tymczasem można to niewielkie dzieło potraktować także jako mądrą przypowieść o życiu, a zwłaszcza umieraniu w Ciszy.

Antygona z wyrokiem śmierci, przy końcu dziania się akcji tragedii, odchodzi w tytułową Ciszę, ale ta Cisza nie jest pustką, nie ma w sobie nic strasznego, przerażającego. Przede wszystkim Cisza nie jest milczeniem. Zazwyczaj Brandstaetter dość konsekwentnie — na wzór biblijny — oddziela te dwa światy. Na uwagę zasługuje chyba nieprzypadkowy fakt, że autor Pieśni o moim Chrystusie napisał mniej więcej w tym samym czasie dwa dramaty o podobnych — choć w jego rozumieniu — zupełnie odmiennych tytułach, to jest Ciszę i Milczenie. U Brandstaettera bowiem Cisza nie jest milczeniem — milczenie nie oznacza Ciszy. Milczenie to przede wszystkim brak słów, tych potrzebnych, a nawet koniecznych, które powinny, a na-wet muszą być wypowiedziane. Milczenie to pustka i zagubienie. Jeden z bo-haterów wspomnianego dramatu Milczenie — dostrzegając szerzącą się wokół siebie stalinowską degradację moralną ludzi (i swoją własną) — nie chce jednak temu przeciwdziałać. Mówi: „Chcę milczeć! Chcę milczeć! Chcę milczeć!” Konsekwencją takiej postawy jest jego samobójcza śmierć. Milczenie go zabiło. Pada wymowny komentarz: „Wolał milczeć (…) wolał milczeć”. Milczenie więc oznacza pewien rodzaj kompromisu ze złem, jakieś duchowe wykoślawienie i wyjałowienie człowieka. Po prostu jest pustką, a każda pustka, jak stwierdził Brandstaetter w Teatrze św. Franciszka, „jest szatanem”. Co innego Cisza. Motyw ten dość często pojawia się w twórczości Brandstaettera i zwykle jako znak, synonim swoistej pełni mającej coś z pokoju nieba. Przytoczmy parę przykładów. W Śmierci na wybrzeżu Artemidy Brandstaetter pisze:

Znikomość ludzka jest szczęściem
Ale chcąc zarobić na ciszę i spokój
W słonecznych kręgach
Musimy tę znikomość
Przeżyć aż do dna.

W Modlitwie rzymskiej poeta pyta:

Boże, jak mam dostąpić
Łaski twojej ciszy?

Śpiewając psalm u stóp Góry Ośmiu Błogosławieństw autor Ciszy woła:

Błogosławieni cisi
Albowiem w nich jest harmonia
I łagodność i ufność.
W ludziach milczących
Jest lęk i niecierpliwość
Błogosławiona jest wiedza o ciszy.

Z odcieniem żalu wspomina Brandstaetter Ciszę Asyżu, tęskniąc jednocześnie za powrotem do niej. Można zaryzykować twierdzenie, że Cisza w wyobrażeniu Brandstaettera to swoisty symbol nieba, a w każdym razie nieodzowna „składowa” rajskiej szczęśliwości. W Innych kwiatkach św. Franciszka z Asyżu, autor zwierza się: „Dzisiaj pomyślałem, że na drugim świecie będzie tak pięknie, jak na Piazza del Comunne o dwunastej w południe (…) Tylko będzie trochę ciszej”. W Rachunku kamieni mówi o wierze, iż jest ona „ojczyzną ciszy”.

Ta Brandstaetterowa dystynkcja między Ciszą a milczeniem jest szczególnie widoczna w jego utworze o Antygonie. Tebańska księżniczka boi się milczenia:

Przez całe życie bałam się milczenia.
W każdym milczeniu szaleją menady
I wre niepokój, padają pytania,
Słowa jak trupy pokotem się walą
W zbiorowe groby, a każda odpowiedź
Tylko pogłębia ból oczekiwania
Jak trudno wybrnąć z otchłani milczenia,
Z tego ciemnego labiryntu serca
Gdzie bóg ciemności, kosmaty Minotaur
Na wrzące usta nakłada pieczęcie,
I każe ludziom tragicznym niemowom,
Gestami dłoni i ruchami palców
Z trudem ujawniać ciężar słów wewnętrznych.

Antygona stojąca przed wizją umierania boi się — przeraża ją zimna, milcząca otchłań śmierci. Jednak „opiekuńczy” chór wyjaśnia, zalęknionej córce Edypa, że: „Śmierć nie jest milczeniem”. Okazuje się, iż tytułowa Cisza zyskuje w tragedii Brandstaettera jeszcze jedno, jakże wymowne znaczenie — symbolizuje ona tutaj rzeczywistość śmierci. Śmierć nie jest milczeniem, nie może zatem być pustką. Chór dziewcząt tebańskich mówi wprost, że śmierć jest Ciszą:

Ciszą, Antygono,
Która jak piorun łączy w jedną całość
Niebo i ziemię, sen z rzeczywistością.
Cisza — to mądrość. Cisza — to spełnienie.
Wszystko, co biegnie z przeciwnych biegunów,
jak w kontrapunkcie łączy się w niej zgodnie
W świętą harmonię.

Widzimy więc, że śmierć jest Ciszą — to jest bramą; świętym zharmonizowaniem wszelkich sprzeczności, łagodnym przejściem w inną rzeczywistość, naznaczoną obecnością Winogronowej Kiści, która tutaj jest symbolem samego Jezusa. Chór mówi do tebańskiej dziewicy:

Idź w stronę ciszy
Jak w stronę harfy. A skoro przekroczysz
Jej kratę, wówczas jak zielony gołąb
Wzleci nad tobą kiść winogronowa.

Chrześcijanie, którzy poczęli się ze Słowa i czczą Słowo, powinni też otaczać autentycznym kultem Ciszę, która jest w jakimś sensie innym tego Słowa Imieniem. Żyć na co dzień Ciszą wiary, aby przez Ciszę śmierci wejść w nieskończoną szczęśliwość niebiańskiej Ciszy. Jednak czy ten postulat nie jest tylko pobożnym, cichym życzeniem?

Krok po kroku, przezwyciężając kolejne sprzeczności,
Wędruję w kierunku ciszy, która wymazuje pytania
I jest szczęśliwością.

Tomasz Merton, kontemplatyk codziennie obcujący z Ciszą, w swoich duchowych zapiskach radzi wierzącym: „Ci, którzy kochają Boga, powinni starać się zachować, czy stworzyć atmosferę, w której można Go odnaleźć. Chrześcijanie powinni mieć ciche domy. Wyrzućcie telewizor — jeśli trzeba koniecznie; nie każdy, ale ci, którzy biorą te rzeczy poważnie. Radia są bezużyteczne. Trzymajcie się z dala od kina — chciałem powiedzieć «za pokutę powstrzymaj się od kina», ale wydawałoby mi się to raczej przyjemnością niż umartwieniem. (…) Niech ci, którzy potrafią znieść trochę ciszy, znajdą innych, którzy lubią ciszę i niech tworzą ciszę i pokój jedni dla drugich. Wychowujcie dzieci, żeby tak nie wrzeszczały. Dzieci są z natury spokojne… gdy się je zostawi samym sobie, a nie drażni od kołyski, ażeby wyrosły na obywateli państwa, w którym każdy wrzeszczy i na którego wrzeszczą. Zapewnić ludziom miejsca, gdzie mogliby pójść i być cicho — odprężyć umysły i serca w obecności Boga — w kaplicy na wsi, a także w mieście” 7.

Czy ostatnimi matecznikami Ciszy pozostały dziś już tylko klasztory, świątynie, cmentarze i może w jakimś sensie szanujące się biblioteki? Przecież próg każdego chrześcijańskiego domu powinien być znakiem strefy Ciszy; każdy wyznawca Chrystusa powinien nosić ją w sercu i rozpylać wokół siebie jej przejmującą, drogocenną woń.

Ciszo serca.
Ciszo zmysłów.
Ciszo słów słyszanych w głębi duszy,
gdyż dobrze, jeśli odnajdujesz
Boga,
który jest ciszą wieczności.

Istnienie człowieka zawiązuje się w Ciszy. Poprzez krzyk manifestuje on światu swoje narodziny. Potem okręt jego życia unoszą fale słów — czasem zawija on do przystani Ciszy. U końca tej żeglugi, po wypowiedzeniu ostatniego słowa — niemy staje przed bramą śmierci — Ciszy; i przekraczając ją ma nadzieję, że po drugiej stronie zanurzy się w stwórcze tchnienie Boga, który jest „Ciszą wieczności”.

Panie!
Otwórz pewnego dnia wielkie wrota
przed hałaśliwą ludzką rasą, wpuść stworzenia do ogromnej szopy
i kiedy czas przeminie, znajdź każdemu miejsce
w spichlerzu wieczności…
Ciszo, porcie, gdzie zawija statek.
Ciszo Boża, porcie wszystkich statków.

1 A. de Saint–Exupéry, Hymny do ciszy, w: Twierdza, Pax, Warszawa 1998, s. 127–129; stąd i inne cytaty nie zaznaczone odnośnikiem.
2 T. Janson, Dolina Muminków w Listopadzie, Nasza Księgarnia, Warszawa 1988, s. 100–101.
3 A. de Saint–Exupéry, dz. cyt., s. 45.
4 L. Mądzik, Język teatru i telewizji, w: Bóg w telewizji, Niepokalanów 1996, s. 125.
5 J. Ku-dasiewicz, Odkrywanie Ducha Świętego, Jedność, Kielce 1998, s. 206.
6 A. de Saint–Exupéry, dz. cyt., s. 77.
7 T. Merton, Znak Jonasza, Znak, Kraków 1962, s. 286.

Cisza
ks. Andrzej Turek

kapłan diecezji tarnowskiej, rzecznik V Synodu Diecezji Tarnowskiej....