Maryja – Przewodniczka (2)

Maryja – Przewodniczka (2)

W życiu duchowym niezmiernie ważna jest umiejętność widzenia i słyszenia. Aby się wsłuchać, trzeba uciszyć w sobie spontanicznie powstające żądania i pretensje kierowane do innych, do świata i ostatecznie do Pana Boga. Maryja jest mistrzynią szarego życia, ale życia całkowicie oddanego Bogu, całkowicie wsłuchanego w Jego wolę, przyjmującego w wierze słowo Boga jako swój niewzruszony fundament.

Nauczycielka wiary

Tutaj odnajdujemy szczególne znaczenie, jakie Maryja ma dla nas. Ona niejako przewodzi nam w pielgrzymce wiary (por. RM 6). Warto zatem od Niej uczyć się Jej zawierzenia, ludzkiej odpowiedzi na Boże powołanie i wybór. Jej historia na kartach Ewangelii zaczyna się od zwiastowania (Łk 1,26–38), ale prawdziwa historia rozpoczęła się o wiele wcześniej. Pisze na ten temat św. Paweł w Liście do Efezjan:

W Nim (tj. w Chrystusie) wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli. ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew — odpuszczenie występków według bogactwa Jego łaski. (1,4–7)

Historia Maryi i każdego z nas „wybranych i umiłowanych” rozpoczęła się przed założeniem świata! Jest to tajemnica zdumiewająca i przekraczająca nasze najśmielsze wyobrażenia. Potem dla każdego z nas, jak i dla Maryi, przyszedł czas wychowania w tradycji religijnej. Maryja wychowana w żydowskiej wierze poznała Boga jako niewzruszoną skałę, jedyną ostoję, Wspomożyciela i Opiekuna, u którego jedynie można znaleźć ocalenie. W psalmach takiego Boga wyznawała i uczyła się jednocześnie miłosnej więzi z Nim, radości z zawierzenia Jego wyrokom. Swoją radość wyraża pieśnią Magnificat, która przypomina psalmy, szczególnie psalm 103. Widać w niej także podobieństwo do pieśni Anny z 1 Sm 1,1–10. Biblijna tradycja głęboko zapadła w Jej serce. W końcu przyszedł moment, w którym spotkała się z wezwaniem od Wszechmocnego. To wezwanie, jak to zwykle bywa w Bo-żym wezwaniu, jest na miarę Boga, zgodnie z Jego odwiecznym planem, a nie na miarę człowieka z jego ludzkimi oczekiwaniami, tak jak je sobie aktualnie uświadamia. Maryja się zadziwiła, pytała, jak to jest możliwe, skoro miała najwidoczniej inne myśli, z którymi stawała przed Bogiem. Jednak wobec Bożego wezwania odpowiada całkowitą zgodą i uległością: Oto służebnica Pańska 1, niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1,38). Maryja uwierzyła, że Bóg dokonuje w Niej wielkich rzeczy. To Ją przerasta, nie rozumie tego w pełni, przyjęła jednak wszystko w bezwarunkowym zawierzeniu.

Z czasem w ludzkim wymiarze jej dotychczasowe pojmowanie mogło się nawet wydawać sprzeczne z orędziem, jakie usłyszała. Znamy przecież obraz Mesjasza, jaki mieli Żydzi. Kurczowe trzymanie się tego obrazu doprowadziło do zupełnego niezrozumienia Jezusa przez nich. Maryja, doświadczając szczególnie mocno sprzeczności pomiędzy obrazem utęsknionego Mesjasza–Króla, a tym, co działo się z Jej Synem, pozostawała wierna i otwarta. Nie musiała rozumieć, nie musiała otrzymać ewidentnych znaków i cudów, nie musiała dotykać, aby uwierzyć. Takie całkowite zawierzenie Bogu odnajdujemy we wzniosłych, poetyckich tekstach Starego Testamentu. Taką wiarę ma Sługa Jahwe z Księgi Izajasza (zob. Iz 52,13–53,12). Taką wiarę wyraża cierpiący Hiob (zob. Hi 19,23–27), taką także znajdujemy w psalmach (zob. Ps 16,9–11; 22,30n; 23,4; 91, 1–16 i inne). Podobnie jak w tych tekstach, wzrastać mogło ono w Maryi jedynie przez głębokie modlitewne wsłuchanie się w Boga.

Takie zawierzenie Słowu Bożemu stoi w głębokiej sprzeczności z tym, co byśmy dzisiaj nazwali „ziemskim realizmem”, albo może lepiej „realizmem uziemiającym”, czyli realizmem zamkniętym w tym, co tu i teraz dostrzegalne i uchwytne. Wspaniale opisał to myślenie biblijny mędrzec w drugim rozdziale Księgi Mądrości (Mdr 2,1–24). Siłą napędową takiego myślenia jest namiętność, chęć zdobycia tego, co może dać ten świat (Mdr 2,6–9). Mędrzec jednak odsłania jego prawdziwe korzenie, którymi są lęk przed nieznanym, które niesie ze sobą śmierć i rodzącą się rozpacz (Mdr 2,1–5). Jednocześnie chce on udowodnić sobie i światu, że właśnie jest jedynym „realizmem” i nie ma innej możliwości (Mdr 2,12–20). W tle tego wszystkiego jest grzech i śmierć, która przez grzech przyszła na świat (Mdr 2,24).

Taki „realizm” nie wierzy w realizm więzi z Bogiem, w realizm Jego obietnic, nie pozwala także uwierzyć w obecność samego Boga w Jezusie Chrystusie. Z tym myśleniem polemizuje bardzo mocno Pan Jezus (zob. J 10,22– –39). Jemu ulegali niekiedy nawet najbliżsi Mu uczniowie. Św. Piotr zachwiał się na fali, idąc w zawierzeniu do Pana po wodzie. Zwątpił i zaczął tonąć. Św. Tomasz nie chce uwierzyć, jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego (J 20,25). Taki „ziemski realizm” odnajdujemy już na początku w pokusie szatańskiej. Ewa stwierdza pod wpływem sugestii węża, że owoc z drzewa nadaje się do zdobycia wiedzy (Rdz 3,5). Już nie prawda przekazywana przez Boga, wiedza czerpana ze spotkania osobowego, ale przedmioty mają być źródłem poznania. Ta postawa odcina od osobowego zawierzenia i w ten sposób czyni człowieka osamotnionym, ufającym tylko sobie samemu i swojej obserwacji. Nieważne jest nawet to, że Bóg jest Stwórcą tego wszystkiego, co ma być dla człowieka źródłem wiedzy i dlatego stworzenie samo w sobie nie jest w stanie wyrazić całej prawdy dotyczącej więzi Boga z człowiekiem. Taki sceptycyzm osamotnienia w naszym odniesieniu do Boga trawił ludzkie serca przez całą historię aż do dzisiaj. Został on przełamany ostatecznie przez Zmartwychwstanie Chrystusa, a konkretnie w sercach poszczególnych osób przez doświadczenie spotkania ze Zmartwychwstałym. Tak było ze św. Piotrem, Tomaszem, Marią Magdaleną, uczniami z Emaus i innymi. Nie tak było jednak z Maryją, Ona wierzyła od początku do końca. „Ziemski realizm” nie zachwiał Jej wiary. Nie widzimy Jej więc u grobu Jezusowego.

Św. Elżbieta przy powitaniu powiedziała do Niej znane słowa: Błogosławiona [jest], która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana (Łk 1,45). Jan Paweł II napisze w swojej refleksji o Maryi: „Uwierzyć — to znaczy «powierzyć siebie» samej istotnej prawdzie słów Boga żywego, znając i uznając z pokorą, «jak niezbadane są Jego wyroki i niezgłębione Jego drogi» (RM 14). To Jej zawierzenie jest takim, jakie było u człowieka stworzonego przez Boga, jeszcze zanim upadł. Tutaj natrafiamy na ślady tajemnicy Jej niepokalanego poczęcia. Jednocześnie trzeba sobie uświadomić, że takie zawierzenie po upadku człowieka, kiedy w wymiarze społecznym istnieje dziedzictwo braku pełnego zawierzenia, dziedzictwo myślenia osamotnionego w swoim egocentryzmie, odkryć i wytrwać w „zawierzeniu siebie samej istotnej prawdzie słów Boga” jest o wiele trudniejsze, bo musi wypływać ze świadomego zdecydowania wbrew temu, co wokół dominuje. Tym bardziej należy zapytać o modlitwę Maryi, o Jej przyjmowanie Bożego słowa.

Nauczycielka modlitwy

W odpowiedzi na słowa Elżbiety Maryja wypowiada swoje Magnificat. Trzeba jednak wiedzieć, że nie jest to stenogram modlitwy Maryi, ale jest to hymn, który w tej postaci zapewne został skomponowany później w Kościele 2. Niemniej jest to jedyny tekst modlitwy, jakim w Ewangelii modli się Ma-ryja i można wierzyć, że właściwie oddaje duchowość Maryi. Warto się zatem mu przyjrzeć.

46 Wielbi dusza moja Pana
47 i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim
48 Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia,
49 gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny;
a Jego imię jest święte.
50 Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
51 Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
52 Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
53 Głodnych nasycił dobrami,
a bogaczy z niczym odprawił.
54 Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
55 Jak obiecał naszym ojcom —
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.

Zauważmy, że Maryja reaguje zupełnie inaczej na słowa Elżbiety, niż by to zrobił każdy z nas. Nie przyjmuje postawy fałszywej skromności („ach, co ty mówisz!”), ale od razu wszystko przekształca w dziękczynienie. Magnificat jest odpowiedzią w postaci pieśni uwielbienia i dziękczynienia.

Zazwyczaj mówi się o trzech rodzajach modlitwy: modlitwie prośby, modlitwie dziękczynienia i modlitwie uwielbienia. I podobnie porządkuje się ich „doskonałość”, stawiając najwyżej właśnie modlitwę uwielbienia, która jest najbliższa modlitwie aniołów i zbawionych. Modlitwa prośby jest związana z naszymi potrzebami, najczęściej doczesnymi. Modlitwa dziękczynienia wyraża wdzięczność za dar otrzymany. Uwielbienie natomiast jest odpowiedzią na samo objawienie się Boga w jego wspaniałości, jest w ten sposób najbardziej „bezinteresowne”. Pierwsze słowa Maryi: Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu Zbawcy moim (46n) wyrażają uwielbienie i ono nadaje zasadniczą tonację całej pieśni. Dalsze dziękczynienie za Bożą sprawiedliwość wzmacnia jeszcze to uwielbienie, stanowi okazję do wielbienia Boga.

W wierszach (48–50) Maryja wyraża wdzięczność za wielkie rzeczy, jakie jej uczynił Bóg. Te słowa są jak gdyby echem w sercu Maryi słów powitania, jakie anioł Gabriel do niej skierował: Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami (Łk 1,28) i podobnych słów Elżbiety: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona (Łk 1,42). Wyrażają one w ten sposób zarówno wdzięczność za łaskę, jaką otrzymała, ale jednocześnie są wyrazem wiary, że to Bóg tego wszystkiego dokonuje. Maryja już poczęła, ale przecież do wy-pełnienia się wszystkiego jest jeszcze daleko. Natomiast Jej radość i wdzięczność pełne są niezachwianej pewności, że to już się dokonało, a w przyszłości błogosławić Ją będą wszystkie pokolenia (Łk 1,48). W tym miejscu dotykamy czegoś charakterystycznego dla zasadniczej postawy chrześcijanina: skoncentrowanie się na Królestwie Bożym, na tym, co nadchodzi jako ostateczna rzeczywistość zapowiedziana przez Boga, na eschatologii. Modlitwa ujawnia tę podstawową orientację. Odczytujemy ją we wszystkich prośbach Modlitwy Pańskiej. Jest ona konsekwencją wiary w Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i naszego udziału w nim przez chrzest (zob. Rz 6,3n). Św. Paweł napisze do Kolosan:

Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.

Kol 3,2–4

Poprzez chrzest chrześcijanin staje się „nowym stworzeniem” żyjącym Duchem, w przeciwieństwie do „dawnego człowieka” uwikłanego w ciało, którym rządzi: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, bałwochwalstwo, czary, nienawiść, spory, zawiść, gniewy, pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki (Ga 5,19n). Nastawienie na eschatologię w chrześcijańskim życiu jest zaczepieniem się, jak kotwicą, w królestwie Bożym, umieszczaniem w nim swojej istotnej nadziei. Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy ( 1 J 3,2). Rozstrzygające w życiu staje się to, co odnosi się do tego królestwa. Chrześcijanin już żyje nowym życiem, nie tylko wolnym od lęku przed śmiercią, ale nowym w swojej jakości. Życiem odnowionym przez śmierć i Zmartwychwstanie Chrystusa, które objawia to nowe życie. Na tym polega nowość wiary chrześcijańskiej. Maryja okazuje się tutaj przewodniczką.

W słowach Maryi odkrywamy skierowanie ku przyszłości obiecanej przez Boga. Oczami wiary już ją widzi i raduje się. Jest to zgodne z duchem Jej całkowitego oddania się Bogu: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1,38). Przypominają się tutaj słowa Pana Jezusa: Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11,24). W Magnificat Maryja nawet nie prosi, Ona za tę obietnicę Bożą już dziękuje.

Dziękczynienie, jakie wyraża Maryja, ma jednak przede wszystkim wymiar wspólnotowy. Maryja ma świadomość przynależności do ludu Bożego. Tutaj znowu natrafiamy na charakterystyczny moment bardzo istotny w modlitwie chrześcijańskiej. Kiedy uczniowie prosili Pana Jezusa: naucz nas modlić się (Łk 11,1), wówczas usłyszeli: Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze nasz… (Łk 11,2).

Modlitwa chrześcijańska jest modlitwą we wspólnocie braci. Wyrasta ona ponad indywidualizm osamotnionego człowieka. Drugi człowiek znowu jest kimś bliskim, jest kością z moich kości, ciałem z mego ciała…” (Rdz 2,23), a nie kimś obcym, całkowicie poza mną, winnym mojej winy (zob. Rdz 3,12), obiektem pożądania lub przyczyną lęków (Rdz 3,16–19). Jego cierpienie jest moim cierpieniem, jego radość jest moją radością. Jest kimś, z kim w najgłębszym sensie związany jest mój los. W spotkaniu z nim spotykam Chrystusa i On kiedyś na sądzie spyta mnie o mojego brata. Jednocześnie, podobnie jak ja, i on jest w drodze do Boga, w drodze, w której sam Bóg jest obecny w swoim zbawczym działaniu. I mnie i jego przerasta ta tajemnica Bożego działania. Ale dlatego jego doświadczenie może mi dziś dużo powiedzieć o moim spotkaniu z Bogiem. Obaj należymy do ludu prowadzonego przez Boga. W ten sposób powstaje całe ogromne dziedzictwo doświadczenia Bożego działania. Maryja doskonale to czuje i wyraża. Wysławia ona Boga za Jego miłosierdzie z pokoleń na pokolenia dla tych, co się Go boją (1,50). W Jej modlitwie obecna jest cała historia Jej narodu i poszczególnych osób w ich spotkaniu z Bogiem (w. 51–55).

Maryja czerpie świadomość ze słuchania Słowa Bożego w sposób żywy i przemyślany. Jak wcześniej zauważyliśmy, św. Łukasz napisze o Niej: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19; por. 2,51). Odnosiło się to do wydarzeń, jakie sama przeżywała, niemniej Jej przeżywanie solidarne z narodem i poszczególnymi osobami przejawów mocy ramienia Bożego wskazuje na sposób odczytywania Pisma Świętego. Biblijne wydarzenia stają się dla Niej światłami na drodze poznania Boga. Teraz, przeżywając wielkie rzeczy, jakie uczynił jej Wszechmocny, odnajduje się w gronie tych, którzy wcześniej takich rzeczy doświadczyli. Swoją radość dzieli z nimi i wszystkimi tymi, którzy jej kiedyś doświadczą. Radość ze swej natury chce być dzielona z innymi. W ustach Maryi brzmi już zapowiedź ostatecznego wypełnienia się obietnicy Boga wobec ludu Bożego Izraela.

W życiu duchowym niezmiernie ważna jest umiejętność widzenia i słyszenia. Jezus wyrzucał Żydom, że mając oczy, nie widzą; mając uszy, nie słyszą (Mk 8,18). Nauczał w przypowieściach dlatego, bo patrząc nie widzą i słuchając nie słyszą, ani nie rozumieją (Mt 13,13) i w ten sposób spełnia się proroctwo Izajasza:

Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie,
patrzeć będziecie, a nie zobaczycie.
Bo stwardniało serce tego ludu,
ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli,
ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił.

Mk 13,14n; Iz 6,9n LXX

Magnificat jest odpowiedzią na prawdziwe widzenie. Elżbieta przez swoje słowa pobudza Maryję do wypowiedzenia swojego przeżywania Boga w Jego zbawczym działaniu. Nam w życiu zazwyczaj przeszkadza widzieć Boga działającego „ziemski realizm”. Przecież bardzo często doświadczamy, że pyszni zdobywają zaszczyty, a ludzie skromni i uczciwi są wyzyskiwani. Podobny dylemat przeżywa psalmista (Ps 73,3–5). Dopiero kiedy wniknął w święte sprawy Boże, i przyjrzał się końcowi tamtych [tj. bezbożnych] (Ps 73,17) zrozumiał dramat ludzi ślepych na Bożą obecność. U Maryi Boża obecność i Jego zbawcze działanie jest rzeczywistością mocniejszą niż to, czego doświadcza w naturalnym ludzkim wymiarze. Widzi ją dzięki wniknięciu w święte sprawy Boże. Zapisane są one w tradycji przekazywanej przez Słowo Boże. Prorocy i mędrcy są nauczycielami odczytywania i rozumienia „spraw Bożych” dziejących się w historii narodu. W ich słowa trzeba się wsłuchać i przeżywać autentycznie w sercu. Dopiero wówczas można odkryć prawdę o owych świętych sprawach Bożych.

Aby się wsłuchać, trzeba uciszyć w sobie spontanicznie powstające żądania i pretensje kierowane do innych, do świata i ostatecznie do Pana Boga. Trzeba się uniżyć, aby usłyszeć prawdę, pozwolić przemówić Bogu. Św. Jakub napisze w swoim liście: Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was (Jk 4,10). Powtarza w ten sposób mądrość znaną już w Starym Testamencie: Bóg sprzeciwia się pysznym, pokornym zaś daje łaskę (Jk 4,6 za Prz 3,34). W Magnificat Maryja wysławia Boga, bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia (48). Świadomość „niskości Służebnicy” jest wyrazem pokory, która wynika z uznania i przyjęcia metafizycznej prawdy o małości człowieka, a jednocześnie o wielkim obdarowaniu go przez Boga. W Piśmie Świętym odnajdujemy teksty wyrażające obie prawdy. Kohelet, mędrzec smutnej prawdy o człowieku, mówi o człowieku widzianym jedynie w naturalnej perspektywie:

Ze względu na synów ludzkich tak się dzieje.
Bóg chce ich bowiem doświadczyć, żeby wiedzieli, że sami przez się są tylko zwierzętami.
Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt;
los ich jest jeden:
jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego,
i oddech życia ten sam.
W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, bo wszystko jest marnością. Wszystko idzie na jedno miejsce:
powstało wszystko z prochu
i wszystko do prochu znów wraca.

Koh 3,18–20

Podobny ton odnajdujemy w Ps 144,4:

Człowiek jest podobny do tchnienia wiatru,
dni jego jak cień mijają.

Na tym tle psalmista odkrywa wspaniałą prawdę o Bożej łasce:

Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym — syn człowieczy, że się nim zajmujesz?
Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich,
chwałą i czcią go uwieńczyłeś.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich;
złożyłeś wszystko pod jego stopy (…)
Panie, nasz Panie.
jak przedziwne jest Twe imię po całej ziemi!

Ps 8,5–7.10

Od tego podwójnego uznania może rozpocząć się dopiero prawdziwa więź człowieka z Bogiem. Pan Jezus, kiedy zarzucano Mu, że przebywa z celnika-mi i grzesznikami, powiedział: nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (…) Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników (Mt 9,12n). Pokora jest zasadniczą i jedyną właściwą postawą człowieka wobec Boga i Jego tajemnicy. Wszelkie odniesienie się do Boga bez pokory nie buduje więzi z Nim, a jedynie ma na celu doczesną chwałę człowieka. Dotyczy to nawet wiary i pobożności. Pan Jezus ostro krytykował pyszną wiarę faryzeuszy i uczonych w Piśmie. W przypowieści o faryzeuszu i celniku w świątyni dał bardzo mocną i jednoznaczną ilustrację tego, że jedynie pokorna modlitwa jest przez Boga wysłuchiwana (zob. Łk 18,9–14). Podobnie mówi w Ewangelii Mateusza:

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który jest w ukryciu, odda tobie.

Mt 6,5n

Podstawową przeszkodą na drodze do Boga jest pycha zakorzeniona w ser-cu, w której człowiek uważa, że Bóg mu nie jest potrzebny. Jednocześnie paradoksalnie w tej samej pysze człowiek uważa, że mu się coś od Boga należy. Dla takiego człowieka pokora kojarzy się z upokorzeniem i odebraniem godności. W uniżeniu przed Bogiem nie chodzi jednak tyle o odkrycie własnej „nicości”, swojej niewystarczalności, ile raczej staje się ono tłem do odkrycia prawdy o obdarowaniu przez Boga. W Magnificat właśnie akcent pada na łaskę Bożą, na „wielkie rzeczy”, jakie uczynił „Wszechmocny” i „Święty”.

Owocem pokory jest bojaźń Pańska, bogactwo, szacunek i życie (Prz 22,4). Maryja wysławia Boga za miłosierdzie nad tymi, co się Go boją (50). Bojaźń Boża jest wielkim tematem całego Pisma Świętego, w szczególności ksiąg mądrościowych. Kiedy słyszymy słowo bojaźń, kojarzymy je zazwyczaj z lękiem. W bojaźni Pańskiej jednak nie chodzi o lęk, nawet jeżeli jej początki biorą się z lęku, jak to było pod górą Synaj na pustyni, gdy Bóg objawił się Izraelowi (zob. Wj 20,18n). Bóg pragnie więzi miłości z człowiekiem. A jak pisze św. Jan w Pierwszym Liście: w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk (1 J 4,18). Rzeczywiście, czasem autentyczna więź z Bogiem rozpoczyna się od lęku, niemniej jest to jedynie początek, a nie dojrzała relacja do Boga. Niemniej bojaźń nie kojarzy się z czymś łatwym czy lekkim. Zawiera ona w sobie pewną powagę. Być może nawet polega ona po prostu na poważnym traktowaniu Boga i Jego słowa. W pokorze właśnie o takie poważne traktowanie słowa Bożego chodzi. Maryja przyjmuje je poważniej niż to wszystko, co jej niesie świat, zarówno od strony pozytywnych, jak i negatywnych doświadczeń. W bojaźni przed Bogiem te wszystkie doświadczenia trzeba Jemu powierzyć i odczytać ich znaczenie zgodnie z Jego słowem. Ale to wymaga czasu, wierności i wytrwałości. Chwilowe przeżycie nie może o tym rozstrzygać. Maryja była wierna i wytrwała w przyjmowaniu słowa Bożego: Błogosławiona jest, która uwierzyła… (Łk 1,45). Dalsza część pieśni jest wyrazem owego uwierzenia i widzenia przez nie Bożych obietnic w ich realizacji. Tego także oczekuje od nas Chrystus. Ta wiara wyraża istotę chrześcijańskiego życia. Sakramenty, poczynając od sakramentu chrztu, który inicjuje samo chrześcijańskie życie, są misterium zbawczej łaski Bożej już obecnej i działającej, choć czekającej na pełne urzeczywistnienie. Stąd wytrwałość we wierze jest najważniejszą moralną cnotą chrześcijanina, tak jak to widzimy w Najświętszej Maryi Pannie.

Spójrzmy zatem na Jej wiarę w obliczu najważniejszych wydarzeń, jakie się rozgrywały w Jerozolimie.

Błogosławiona, która uwierzyła

Doświadczenie paschalne było bardzo trudne dla uczniów i przyjaciół Pana Jezusa. Właściwie nikt nie rozumiał tego, co się działo. Dopiero późniejsza refleksja, już po Zesłaniu Ducha Świętego, pozwoliła zrozumieć gesty Pana Jezusa, zobaczyć sens Jego śmierci i wcześniejszych zapowiedzi. Dla wszystkich kolejne wydarzenia były całkowitym zaskoczeniem.

Niestety, nie mamy żadnych wypowiedzi Maryi. Z wydarzeń pozostaje jedynie scena pod krzyżem. Spróbujmy jednak ze strzępów wiadomości zobaczyć Ją w tych dniach.

Była w tym czasie w Jerozolimie, bo św. Jan opisuje Ją pod krzyżem. Prawdopodobnie była również w domu gospodarzy, u których Pan Jezus wraz z uczniami spożywał Ostatnią Wieczerzę. Nie ma Jej jednak w górnej sali, gdzie odbywała się Wieczerza. Widać Bóg nie przewidział tam dla Niej miejsca. Egzegeci przypuszczają, że spożywała taką ucztę wraz z rodziną gospodarza. Maryja nie narzuca się Synowi. Umie z pokorą przyjąć miejsce, jakie Jej daje. To zresztą jest cechą Jej wszystkich odniesień do Syna. Jedynie w Kanie Galilejskiej prosi Go o coś, ale w sprawie innych ludzi, nie swojej. Jej ciche bycie z Synem, bez narzucania się, harmonizuje z postawą „służebnicy”.

Widzimy Ją później pod krzyżem. W cichości uczestniczy w cierpieniach Syna. W drodze krzyżowej rozważamy stację „spotkanie Syna z Matką”. Takie spotkanie, lub przynajmniej Jej bliskość podczas drogi na Golgotę, jest bardzo prawdopodobne. Bólem Matki jest niemożność udzielenia pomocy. Może jedynie być z Synem i modlić się do Boga. Hieronim Bosch w swoim obrazie na temat drogi krzyżowej maluje szereg twarzy powykręcanych w ironii, złości, szyderstwie. Jedynie trzy twarze odbijają się na tle pozostałych ludzkim wyglądem. Jest to twarz samego Pana Jezusa, twarz Maryi i Weroniki. Ten obraz chyba wspaniale oddaje rolę, jaką Maryja speł-niała w tych ostatnich chwilach dla Syna. Była kimś bliskim, ludzkim, widzącym los Syna w tajemnicy woli Ojca. To zrozumienie w wierze dramatycznej woli Bożej wobec oszalałego otoczenia było jak ukojenie.

Na krzyżu padają słowa: Oto syn Twój (…) Oto matka twoja (J 19,26n). Ten gest wtedy mógł być zrozumiany jako gest Syna, który nie miał komu powierzyć swojej Matki. Niemniej dzisiaj patrzymy na te słowa teologicznie. Przypominają się wcześniejsze słowa Pan Jezusa z innej sceny: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8,21 i par.). W perspektywie tych słów Jezusa Maryja jest nam dana za Matkę w wierze. Ponadto Jan, po ludzku, matki nie potrzebował — jego rodzona matka Salome stała obok krzyża (Mk 15,40).

Po pośpiesznym pogrzebie Pana Jezusa, w niedzielę wczesnym rankiem trzy niewiasty wybrały się do grobu, aby dopełnić namaszczenia ciała Pana Jezusa. Wśród nich nie widzimy Maryi. Dlaczego? Można by różnie tłumaczyć tę nieobecność. W naturalny sposób, jako osoba najbliższa zmarłemu, powinna tam być. Nie ma Jej tam jednak. Przypominają się nam w tym miejscu słowa wypowiedziane do Niej przez Elżbietę: Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana (Łk 1,45). Maryja jest jedyną osobą, która uwierzyła trzykrotnym zapowiedziom Pana Jezusa o Jego zmartwychwstaniu.

Nie mamy również żadnej sceny spotkania Syna Zmartwychwstałego z Matką. Ich wzajemna więź pozostaje dla nas tajemnicą. Spotkanie ze Zmartwychwstałym było potrzebne ludziom, którzy nie wierzyli albo załamali się w wierze. Pan Jezus wyraźnie powie to św. Tomaszowi przy spotkaniu z nim: Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20,29). W scenach spotkania ze Zmartwychwstałym powtarza się stale zdumienie z faktu, że Jezus żyje. Nie mamy takiej sceny z Maryją, chociaż pobożna wyobraźnia utrwaliła ją w pieśni wielkanocnej (Wesoły nam dzień dziś nastał).

Następnie widzimy Ją w gronie Apostołów i braci Jezusa w Wieczerniku na modlitwie. Jest w środku modlącej się wspólnoty w momencie narodzenia się Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy (zob. Dz 1,14 i 2,1–4). Jest to Jej najwłaściwsze miejsce i takie będzie na zawsze. Kiedyś Duch Święty zstąpił na Nią i moc Najwyższego okryła Ją, aby urodziła Świętego Syna Bożego (por. Łk 1,35), teraz ten sam Duch Święty rodzi ze wspólnoty uczniów Mistyczne Ciało Syna Bożego.

W 12 rozdziale Apokalipsy św. Jan kreśli obraz zmagania się Kościoła ze Smokiem. Na niebie ukazuje się znak Niewiasty obleczonej w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu oraz Smoka barwy ognia (Ap 12,1.3). Wąż strącony z nieba zaczął walczyć na ziemi z Niewiastą. Ale dano Niewieście dwa skrzydła orła wielkiego, by na pustynię leciała na swoje miejsce, gdzie jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu, z dala od Węża (Ap 12,14). Niewiasta–Kościół jest bezpieczna w swojej istocie od zakusów Szatana. Jednocześnie Maryja, według nauczania Soboru, jest typem Kościoła i Jego najcenniejszą cząstką. Scena Zesłania Ducha Świętego umieszcza Ją właśnie w centrum modlącego się Kościoła. Do niej także można wtórnie odnieść apokaliptyczny obraz Niewiasty uniesionej na pustynię z dala od Węża. Jan Paweł II napisał o Niej: „Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje wprowadzona w samo centrum nieprzyjaźni, owego zmagania, jakie towarzyszy dziejom ludzkości na ziemi, a zarazem dziejom zbawienia” (RM 11). A Drugi Sobór Watykański, powtarzając słowa św. Ireneusza stwierdza: „Węzeł splątany przez nieposłuszeństwo Ewy rozwiązany został przez posłuszeństwo Maryi” (KK 56). Sobór daje nam w ten sposób zasadniczy klucz do zrozumienia Jej zwycięstwa nad Szatanem. Wydaje się, że mogła Ona za swoim Synem powtórzyć: Moim pokarmem jest wypełniać wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4,34). Maryja przez swoją pokorę i posłuszeństwo stała się doskonałym narzędziem w ręku Boga. Jej uległość pozwoliła całkowicie działać Duchowi Świętemu. Można powiedzieć, że była całkowicie przeźroczysta dla światła łaski Bożej. To uczyniło Ją niezwyciężoną dla „Węża”. W Apoftegmatach Ojców Pustyni odnajdujemy piękną sentencję Abba Antoniego Wielkiego: „Zobaczyłem wszystkie sidła nieprzyjaciela rozpostarte na ziemi, jęknąłem więc i powiedziałem: «A któż się im wymknie?» I usłyszałem głos mówiący do mnie: «Pokora»” (1 Ap 7). Myślę, że ta sentencja odsłania mądrość i siłę Jej życia, które bezpiecznie doprowadziły Ją do końca. W Kościele wyznajemy wiarę w Jej bezgrzeszność. Wniebowzięcie jest swoistą konsekwencją tej tajemnicy wiary. Tajemnica Niepokalanego poczęcia i Wniebowzięcie ukazują Jej całkowitą, od początku do końca, przynależność do Boga i oddanie Jego dziełu. Wszystko to dokonuje się w zwykłym domowym życiu, bez nadzwyczajnych czynów, bez podejmowania nadzwyczajnych przedsięwzięć.

Maryja jest mistrzynią szarego życia, ale życia całkowicie oddanego Bogu, całkowicie wsłuchanego w Jego wolę, przyjmującego w wierze słowo Boga jako swój niewzruszony fundament. W tym przede wszystkim widzę Ją jako wzór dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich miejsca w społeczeństwie, miejsca urodzenia w czasie i przestrzeni. Ta świętość nie narzuca się jednak, nie budzi łatwej fascynacji, ponieważ nie widać w Jej życiu żadnych spektakularnych wydarzeń. Trzeba ją odkryć w ciszy medytacji, na modlitwie, w osobistym kontakcie z Bogiem. Historia powolnego odkrywania Jej wielkości przez Kościół wydaje się potwierdzać takie rozumienie tajemnicy Jej świętości. Błogosławiona, która uwierzyła, staje się dla nas wzorem i nauczycielką wiary podejmowanej na co dzień.

1 W tekście greckim nie ma „ja”, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w polskich przekładach. Ten brak być może podkreśla jeszcze mocniej bezwarunkowość jej oddania Bogu. Nieważne jest Jej „ja”, ale Boża wola.
2 Niektórzy egzegeci podtrzymują autentyczność kantyku, na podstawie wielu kryteriów.

Maryja – Przewodniczka (2)
Włodzimierz Zatorski OSB

(ur. 27 czerwca 1953 r. w Czechowicach Dziedzicach – zm. 28 grudnia 2020 r.) – polski benedyktyn, absolwent fizyki na UJ i teologii na PAT w Krakowie, w 1991 roku założył wydawnictwo TYNIEC, przeor klasztoru w Tyńcu (2005-2009), publicysta, autor książek o tematyce religijne...