Spowiedź
– Jak to jest z tą chrześcijańską doskonałością? – zapytała mnie pewna kobieta i podzieliła się swoją refleksją. – Rozmawiałam niedawno ze znajomym księdzem i zwierzyłam się, że czuję, jakbym duchowo stała w miejscu; staram się dążyć do doskonałości, ale mi to nie wychodzi. On się skrzywił i powiedział, że w naszej wierze nie chodzi o doskonałość, tylko o przyjęcie Bożego miłosierdzia. Zdziwiłam się tą odpowiedzią i zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przykładam zbyt dużej wagi do własnej moralnej doskonałości, a zapominam o łasce Bożej i miłosierdziu.
Pogubiliśmy się chyba w rozumieniu tego, czym jest chrześcijańska doskonałość. Używamy słów, nie do końca rozumiejąc, co one znaczą, i w mgle niejasnych pojęć przestaliśmy już widzieć ewangeliczną drogę. Ja również wielokrotnie słyszałem wypowiedzi, w których niedwuznacznie sugerowano, że pojęcie doskonałości chrześcijańskiej to przeżytek i jest nie tylko niepotrzebne, ale nawet szkodliwe. Jak powstają te opinie, które nie są przecież zgodne z nauczeniem Pisma Świętego i tym, co Kościół powtarza od wieków?
Niefortunne skojarzenie z perfekcjonizmem
Spróbujmy odnaleźć źródło dzisiejszej krytyki pojęcia „doskonałość”. Wszystko się zaczyna od błędnego skojarzenia doskonałości z perfekcjonizmem. Kim bowiem jest perfekcjonista? Kimś, kto próbuje za wszelką cenę zrobić wszystko idealnie, nie zważając przy tym na hierarchię ważności. Dla perfekcjonisty zachowanie porządku w mieszkaniu i pomoc choremu człowiekowi są równie ważne. A że w życiu, które jest tak złożone i wielowątkowe, nie da się wszystkiego zrobić perfekcyjnie, perfekcjonista siłą rzeczy zostaje postawiony wobec wyboru: „Jeśli już coś mam robić, to muszę to robić perfekcyjnie (oczywiście, według własnego poczucia doskonałości). A skoro nie mogę wszystkiego zrobić idealnie, to muszę się skupić na tym, co mogę idealnie wykonać”. Ta nieuświadomiona najczęściej logika doprowadza perfekcjonistę do stanu, w którym zaczyna przedkładać sprzątanie mieszkania nad pomoc choremu człowiekowi. Łatwiej jest bowiem posprzątać perfekcyjnie mieszkanie, niż – mówiąc kolokwialnie – wziąć sobie na głowę problemy drugiego człowieka. Perfekcjonista łatwo więc traci poczucie, co jest nieważne, co ważne, a co ważniejsze.
Choroba perfekcjonizmu ma jeszcze inne objawy. Otóż perfekcjonista sądzi, że jeśli to, co ma być zrobione, ma być zrobione odpowiednio, to jedynym człowiekiem, który może osiągnąć ideał, jest on sam. Będzie więc uważał, że musi wszystko robić własnymi rękami, bo w przeciwnym razie robota zostanie spartaczona. Dlatego nie chce, by ktoś z nim współpracował, a jeśli już nawet się na to godzi, to zamęcza nieszczęśnika swoimi skrupułami. Skrupuły bowiem nieustannie męczą perfekcjonistę. Jest permanentnie niezadowolony z siebie samego i z efektów swojej pracy. Chętnie oddaje się marzeniom o nadejściu w przyszłości idealnych warunków, w których będzie urzeczywistniać swoje doskonałe dzieła. W ten sposób niechcący wpada we własne sidła. Perfekcjonizm jest więc utrapieniem przede wszystkim dla samego perfekcjonisty, chociaż obrywają często także ci, którzy go otaczają.
Co się stanie, gdy błędnie skojarzymy chrześcijanina świadomie dążącego do doskonałości z perfekcjonistą? Uzyskamy zupełnie karykaturalny obraz tego pierwszego. Taki chrześcijanin będzie kimś, kto żyje według zasad wypaczonej hierarchii. Nie będzie spełniał tego, co w naszej wierze najistotniejsze, ale będzie zajmował się sprawami drugorzędnymi. Będzie miał też poczucie, że wyłącznie swoją własną pracą może doprowadzić się do stanu doskonałości. Trapić go będą skrupuły, które będą mu boleśnie przypominały, że nie jest tak doskonały, jak sobie zamierzył i postanowił. Taki właśnie obraz chrześcijańskiego perfekcjonizmu traktowany jest dzisiaj często jako nauka o chrześcijańskim dążeniu do doskonałości. Obraz ten sprytnie przeniknął do świadomości chrześcijan i zaczął tym samym kompromitować samą ideę doskonałości. Intuicyjnie przecież czujemy, że nie jest to ideał ewangeliczny, że nie o takiego człowieka chodziło Panu Jezusowi, gdy mówił:
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,48).
Sens chrześcijańskiej doskonałości
W Nowym Testamencie znajdziemy wiele fragmentów, w których zachęca się chrześcijan, by dążyli do doskonałości. Przytoczę tylko cztery:
Jego to głosimy, upominając każdego człowieka i ucząc każdego człowieka z całą mądrością, aby każdego człowieka przedstawić jako doskonałego w Chrystusie” (Kol 1,28).
Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutu, w niczym nie wykazując braków (Jk 1,4).
W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1,4).
A Pan niech pomnoży was liczebnie i niech spotęguje miłość waszą nawzajem do siebie i do wszystkich, jaką i my mamy dla was; aby serca wasze utwierdzone zostały w nienagannej świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego, Jezusa, wraz ze wszystkimi Jego świętymi (1 Tes 3,13).
Warto zwrócić uwagę szczególnie na ostatni cytat. Jest on ważny, ponieważ łączy ideał chrześcijańskiej doskonałości z miłością. Będzie to niezmienną cechą rozpoznawczą chrześcijańskiego pojęcia doskonałości: być doskonałym, to znaczy kochać Boga i bliźniego na wzór miłości Chrystusa. Pięknie pisał o tym św. Tomasz z Akwinu w utworze O doskonałości życia duchowego1. Pisząc o doskonałej miłości, którą powinni się odznaczać wszyscy chrześcijanie, charakteryzuje ją w czterech punktach. Inspiracją jest tekst biblijny:
Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a bliźniego jak siebie samego (Łk 10,27).
Dążymy więc do doskonałości, gdy staramy się kochać Boga „całym sercem”, a więc – jak komentuje Akwinata – chcemy tak uporządkować swoje życie, by było służbą Bogu, by wszystkie codzienne sprawy działy się dla Jego chwały. Kochamy Boga „całą duszą”, gdy wszystko i wszystkich staramy się kochać „w Bogu”, gdy pomni na Jego miłość do nas, mamy ją zawsze przed oczami. Kochamy Boga „całą mocą”, gdy wszystko, co uzewnętrzniamy, nasze słowa i czyny, wypływa z miłości Bożej, tak, że wszystko „dokonuje się w miłości” (1 Kor 16,14). Wreszcie kochamy Boga „całym umysłem”, gdy bez zastrzeżeń wierzymy we wszystko, co nam objawił.
Teraz o miłości bliźniego. Tu Tomasz pisze o czterech jej cechach. Po pierwsze, ten, kto dąży do chrześcijańskiej doskonałości, stara się, by jego miłość była prawdziwa, to znaczy, by była pragnieniem dobra dla kochanej osoby. Nie chce w żaden sposób używać innych ludzi, ale chce kochać ich dla nich samych. Po drugie, chce, by jego miłość była sprawiedliwa i słuszna, to znaczy, chce tak pragnąć dobra kochanej osoby, by naprawdę, a nie tylko pozornie, wzrastała duchowo. Nie chce dla niej czegoś szkodliwego, czegoś takiego, co mogłoby ją odciągnąć od prawdziwego duchowego rozwoju. Po trzecie, zmierzać do doskonałości, to starać się kochać bliźniego święcie, czyli „ze względu na Boga”, który jedyny może dać człowiekowi pełnię szczęścia. Wreszcie, po czwarte:
„Z powyższego sposobu miłowania wyciągamy naukę, aby miłość była skuteczna i czynna. Jasne bowiem, że każdy tak siebie miłuje, że nie tylko chce dla siebie dobra i nie chce zła, lecz każdy w miarę sił stara się dla siebie o dobro i unika zła. Wtedy więc człowiek miłuje bliźniego jak samego siebie, kiedy nie tylko żywi ku bliźniemu uczucie, którym pragnie dla niego dobra, lecz ponadto wypełnia je czynem; toteż powiedziano w Liście Janowym: Nie miłujmy słowem ani językiem, ale czynem i prawdą (1 J 3,18)”2.
Doskonałość chrześcijanina mierzy się więc miłością do Boga, bliźniego i siebie samego. To myśl, która dociera do korzenia ewangelicznej nauki o doskonałości i świętości. Sensem i miarą doskonałości jest miłość. Pamiętając o tym, powróćmy jeszcze do ideału chrześcijańskiego perfekcjonizmu, który mylnie jest identyfikowany jako ideał chrześcijańskiej doskonałości. Napisałem, że dzisiaj wielu chrześcijańskich autorów przy okazji krytyki perfekcjonizmu mniej lub bardziej świadomie rozprawia się także z ideałem chrześcijańskiej doskonałości. Jest to tym bardziej niepokojące, że dobrze rozumiane dążenie do doskonałości jest najlepszą odtrutką na niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą chrześcijański perfekcjonizm. Ktoś szczerze dążący do doskonałości nie powinien bowiem zapominać o rzeczach najważniejszych:
– że doskonałość mierzy się miłością;
– że miłość nie jest uczuciową abstrakcją, ale ma się wyrażać w czynie;
– że chociaż „największa jest miłość” (1 Kor 13,13), to nie ma miłości prawdziwej bez innych cnót: „Wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to bierzcie pod rozwagę” (Flp 4,8);
– że absurdem jest myślenie o dążeniu do doskonałości samodzielnie, bez pomocy Boga. Dążenie do doskonałości nie jest tylko i wyłącznie samodoskonaleniem siebie własnymi siłami, ale polega na przyjęciu Bożej łaski i miłosierdzia;
– że pomyłką jest sprowadzanie istoty życia chrześcijańskiego do uprzytomnienia sobie Bożej życzliwości, miłości i miłosierdzia i twierdzenie, że Bóg nie oczekuje od nas współpracy z Jego łaską; głęboko zaś fałszywy i niebiblijny jest pogląd, że nie powinniśmy walczyć o to, by być doskonalszymi;
– że jesteśmy słabi i że w dążeniu do doskonałości zdarzają się upadki; powinniśmy jednak z cierpliwością powstawać i nie popadać w zwątpienie, ponieważ miłosierdzie Boże jest zawsze większe.
Nie jest to oczywiście wyczerpująca lista zasad, które porządkują autentycznie chrześcijańskie dążenie do doskonałości. Świadomie wybrałem tylko te, które najwyraźniej ukazują różnicę między prawdziwie chrześcijańską postawą a perfekcjonizmem.
Na zakończenie muszę jeszcze napisać o jednej wątpliwości, która towarzyszyła mi podczas pisania tego tekstu. Próbowałem skontrastować w nim chrześcijańskie dążenie do doskonałości z chrześcijańskim perfekcjonizmem. Zastanawiam się, czy był to słuszny wybór. Może bowiem jest tak, że to nie perfekcjonizm jest dzisiaj największym przeciwnikiem autentycznego dążenia do doskonałości, ile raczej obojętność na grzech i płytkie rozumienie Bożego miłosierdzia, jako dobrotliwego przyzwolenia na zło?
1 Św. Tomasz z Akwinu, O doskonałości życia duchowego, nr 6, tłum. Jacek Salij, w: Dzieła wybrane, W drodze, Poznań 1984, s. 221.
2 Tamże, nr 14, s. 236.
Oceń