Wyrobnicy
fot. hhh13 / UNSPLASH.COM

Mężczyzna w dużej mierze czuje się spełniony wtedy, gdy zostawia coś po sobie. To dzięki pracy najczęściej ma okazję, by robić coś wartościowego, co zostawia ślad.

Marcin Gutowski: Ile powinienem zarabiać, żebym mógł nazwać się prawdziwym mężczyzną?

Jacek Masłowski: To nie wysokość zarobków czyni nas mężczyznami. Chyba że ma pan na myśli próg finansowy, dzięki któremu ktoś może epatować tym, co potocznie uważane jest za męskie. Rzeczywiście w pierwotnym etosie ważne było, w jakim miejscu struktury społecznej znajduje się konkretny mężczyzna, a to było skorelowane z wysokością zarobków. Współcześnie zarobki nie są już wyznacznikiem tego, kiedy można się czuć mężczyzną.

Czyżby? A co w sytuacji, kiedy zaczyna brakować pieniędzy na utrzymanie rodziny? Czy takie trudności nie uderzają w poczucie męskości?

Relatywnie niedawno duża część mężczyzn, pracując samodzielnie, bez udziału żon, była w stanie utrzymywać rodzinę, ale współczesny rynek pracy jest tak skonstruowany, że udaje się to tylko nielicznym. W ich wypadku może to wpływać pozytywnie na ocenę siebie jako mężczyzn, bo w tradycyjnym, patriarchalnym etosie spełniają swoją odwieczną rolę. Jednak dziś kłopotem panów jest raczej nie to, czy potrafią sami utrzymać rodziny, ale to, czy ich partnerki nie zarabiają więcej. Dla wielu mężczyzn jest to realny problem.

Dlaczego?

Nie mamy zbyt wielu utrwalonych wzorców kulturowych, które pokazują, że to coś normalnego. Przecież to stosunkowo nowe zjawisko. Wielu jeszcze się nie nauczyło, jak sobie z nim radzić. Żyjemy w okresie turbulencji – zmiany wartościowania.

Dlaczego praca i zarobki są wciąż dla wielu mężczyzn tak istotnym elementem samoświadomości?

Posłużę się metaforą: kobieta rodzi dzieci kilka razy w życiu, a mężczyzna codziennie rano, gdy wychodzi do pracy. Mężczyzna w dużej mierze czuje się spełniony wtedy, gdy zostawia coś po sobie. To dzięki pracy najczęściej ma okazję, by robić coś wartościowego, co zostawia ślad. Choć oczywiście współcześnie wiele prac jest anonimowych.

Mężczyzna w korporacji to taki dawny stachanowiec albo wyrobnik – ma określone limity i pułapy do osiągnięcia niczym Mateusz Birkut – 200 procent normy na miesiąc. To jest dzisiejszy styl rozwijania ambicji?

Rzeczywiście takie zjawisko jest zauważalne, ale nie dotyczy ono wyłącznie mężczyzn. Bez względu na płeć dotyka ono ludzi o określonym typie osobowości, przede wszystkim narcystycznej, którzy poczucia wartości szukają poza sobą. Korporacja jest doskonałym miejscem do tego, by taka osoba ścigała się sama ze sobą, żeby zyskać uznanie innych. Wchodzi ona w swoistą toksyczną symbiozę z korporacyjnym środowiskiem.

Jak ma się spełniać mężczyzna wepchnięty za biurko, w garnitur i przed komputer, gdzie wyzwania sprowadzają się do większej liczby nadgodzin przy tabelkach, zestawieniach i wydrukach, a sprawczość do grzecznej wymiany maili z przełożonymi?

Po pierwsze, kto go za to biurko wepchnął? To nie jest wyłącznie tak, że on jest ograniczany przez kogoś, ale sam pozwala się ograniczać. Nie dajmy się wtłoczyć w sposób myślenia ofiary, bo to kompletna antyteza męskości. Po drugie, praca za biurkiem w korporacji wcale nie musi przeszkadzać mężczyźnie w samorealizacji. To wszystko kwestia decyzji i podążania za wartościami, które są dla kogoś najważniejsze. Jeśli ktoś się dusi w takiej pracy, ma prawo i możliwości, by to zmienić. Może nie będzie zarabiał

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się