Taka ogarnięta i w Boga wierzy
fot. matthew feeney / UNSPLASH.COM

Taka ogarnięta i w Boga wierzy

W szyderstwach na temat Kościoła albo obojętności na to, co jest osią mojego życia, nie doskwiera mi pogarda wobec mnie samej, ale właśnie wobec Niego. Ogarnia mnie autentyczny strach, że ktoś Go nigdy nie pozna.

Z oczywistych powodów nie powinnam pisać tego tekstu. Po pierwsze dlatego, że zdarza mi się w pracy przeklinać. Po drugie, mam ledwie śladowe ilości miłosierdzia dla swoich współpracowników. Po trzecie wreszcie, naprawdę nie wiem, jak „być porządnym chrześcijaninem w firmie”!

Zaufałabym pierwszemu odruchowi i odmówiła, gdyby nie próżność każąca mi myśleć, że skoro mnie poproszono, to może jednak mam coś do powiedzenia. Brak dostatecznej praktyki w świadomym sprawianiu komuś zawodu dodatkowo pchnął mnie w ramiona tego tekstu.

Nieudolność

Zacznę od wyznania. Nigdy nie udało mi się nawrócić nikogo gadaniem. Co niestety nie oznacza, że udało mi się to zrobić jakąś inną metodą.

Są w moim życiu osoby, w które zainwestowałam sporo energii – rozmawiając, argumentując, podsyłając książki i nieustannie kombinując, jak na nie wpłynąć. Nie dość, że na nic się to zdało, to jeszcze wywołało w pełni uzasadnione usztywnianie się drugiej strony. Dziś myślę, że do miłości może pociągnąć tylko miłość, i dlatego coraz mniej wierzę w moc intelektualnych dyskusji, mogących kogoś do Boga „przekonać”.

Powodem, dla którego postanowiłam porzucić rozwiązania siłowe, był nie tylko brak sukcesów. Zrozumiałam po czasie, że zwyczajnie mnie boli, gdy ktoś odrzuca Boga, który jest mi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się