Wieczory nad Lednicą

Wieczory nad Lednicą

Kiedy przed laty częściej bywałem w Genewie, któregoś razu Maciej Iżycki, serdeczny przyjaciel, z którym wiodę od lat długie niedokończone rozmowy, zawiózł mnie do Ouchy, maleńkiej miejscowości u podnóża Lozanny, przy samym jeziorze, gdzie znajdują się cudnie usytuowane hotel i restauracja Beau Rivage. Pragnął mi pokazać miejsce szczególne, jego zdaniem, niezwykle ważne dla kultury umysłowej nie tylko polskiej. Kiedy tam przybyliśmy, Maciej przystanął i powiedział: – To tutaj, na tym tarasie w ostatnich latach XIX wieku jezuita ks. Marian Morawski spotykał się i rozmawiał, broniąc Chrystusa i chrześcijaństwa. Owocem tego była książka, dialogi filozoficzne Wieczory nad Lemanem, przetłumaczona później na wiele języków i wielokrotnie wznawiana. Usiedliśmy wtedy na tarasie, jak tamci przed ponad stu laty, w cieniu dwóch rozłożystych akacji, tuż nad niebieską taflą jeziora. Zachodziło słońce, jak wtedy. Naprzeciwko nas piętrzyły się góry, wspaniale powykrawane w lazurze nieba. Na prawo widać było na widnokręgu Genewę świecącą mnogością świateł o wiele większą niż w czasach księdza Mariana. Na lewo zaś jezioro ciągnęło się jakby bez końca.

Wtedy towarzystwo było nieliczne, ale doborowe, i od razu uderzało ogólną dystynkcją, jak zaznacza ks. Morawski. My zaś z Maciejem siedzieliśmy bez dystynkcji – żal nam było nawet na szklankę wody, bo ani on, emigrant, ani ja, przybysz z socjalistycznej Polski, nie mieliśmy pieniędzy. Jednakże świadomość wyjątkowości miejsca tak bardzo i przemożnie na nas działała, że postanawialiśmy sobie solennie napisać ciąg dalszy owych sławnych rozmów z Wieczorów nad Lemanem. Miałem się zabrać do tego zaraz po powrocie, a i Maciej miał nie próżnować, sięgając po tematy z najwyższej półki naukowej, był przecież wtedy pracownikiem CERN–u. Wzniosłość naszych postanowień natychmiast uziemiła codzienność, pozostawiając napisanie ciągu dalszego jako dotychczas niezrealizowaną tęsknotę.

Wiele zmieniło się od tamtych czasów, jesteśmy dzisiaj dość daleko od tego, do czego doszli ludzie rozmawiający na tarasie Beau Rivage. Czy jednak postęp jest tak wielki? Nad wszystkimi pytaniami i wątpliwościami dominuje odpowiedź, którą daje Chrystus swoim krzyżem. I jest to odpowiedź ponadczasowa. Może nie wprost, ale najlepsza. Właśnie Chrystus i przede wszystkim Chrystus. Do rozważań o Chrystusie niewiele można by dodać w XXI już wieku.

Wokół innych tematów zmieniło się wiele. Doszły nowe badania i odkrycia. Ale wiele sądów w Wieczorach jako owoce kontemplacji zachowuje zadziwiającą świeżość.

W lipcu nad Lednicą zasiadaliśmy po kolacji do wspólnego czytania książki Jana Pawła II Pamięć i tożsamość. Ktoś z obecnych czytał głośno, a ja od czasu do czasu komentowałem i objaśniałem trudniejsze pojęcia czy fragmenty. Te moje wtręty, dopowiedzenia czy aluzje pobudzały do śmiechu, zaostrzały uwagę, rozwijały jakąś myśl. I oto nagle lektura stawała się niezwykle aktualną potrzebną dotyczącą w jakimś sensie i stopniu każdego. To głośne wspólne czytanie stawało się impulsem do snucia opowieści własnej, aktualnej, koniecznej.

Aluzje i dopowiedzenia bywały różne: ad verbum, co do jakiegoś słowa, ad sensum, co do znaczenia poszczególnych okresów, i ad mentem, co do zamysłu i intencji całości. I znowu tak jak dawniej, jeszcze za czasów duszpasterstwa młodzieży szkół średnich w piwnicy klasztoru poznańskiego, siadaliśmy, by wspólnie czytać przemówienia Jana Pawła II. Te przemówienia z pielgrzymek do Polski były naszym pokarmem, sposobem myślenia, oddechem. Z uporem maniaka zachęcałem do tej wspólnej lektury, pokazywałem jej wartość, sensowność i korzyści. Budowała ona przestrzeń, inspirowała, ubogacała. Teksty Jana Pawła II czytaliśmy także i później w duszpasterstwie akademickim. Toteż kiedy po śmierci Ojca Świętego kilka osób podziękowało mi za wprowadzenie w myśl Jana Pawła, byłem bardzo wzruszony.

Z biegiem lat uzależniłem się od tej myśli i nie zamierzam z niej w przyszłości zrezygnować. Wracamy stale do przemówień Ojca Świętego do młodzieży. Tam znajduje się program wzrostu i rozwoju. Tam nadal jest świeży i pożywny pokarm dla umysłu i serca. Tam jest program Pełni. Jan Paweł II myślał po polsku i rozumiał młodych. Przede wszystkim ich kochał. Ta Jego miłość przeziera z każdego zdania.

Uświadomiłem sobie, że te nasze wieczorne spotkania to nie tylko zabieg pedagogiczny, aby utrzymać grupę w karności, ale że to jest wejście w głęboki nurt polskiej domowej rodzinnej kultury.

Stworzyliśmy swoisty gatunek literacki, słowo mówione wyrastające na bazie słowa pisanego, a może raczej nawiązaliśmy tylko do czegoś, co nazywało się gawędą szlachecką, niezmiernie cenioną w życiu dworów i dworków przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. W tej swojej opowieści nawiązywałem przecież do wspomnień młodości, do doświadczeń innych ludzi, do dawniejszych pokoleń młodzieży, broniłem i wywyższałem życie z wiary i życie wiarą. Wzruszyłem się, kiedy uświadomiłem sobie nasze uczestnictwo w tym nurcie kultury narodowej, tak bardzo rodzimym i swojskim. Kiedy niektórym zamykały się już oczy, trzeba było kończyć. Zmawialiśmy jeszcze jedną tajemnicę różańca. Czas płynął wtedy tak niemiłosiernie szybko. A ja myślami wracałem do Paleśnicy, na plebanię do tych chwil błogosławionych, kiedy klękaliśmy wszyscy w kuchni poopierani o stół czy łóżko Honorki i w mroku odmawiali kolejne Zdrowaś Maryjo.

Jeszcze przed maturą dość często jeździłem do stryja księdza na plebanię do Paleśnicy, tam, gdzie teraz całkiem niedaleko jest nasz dom na Jamnej. Stara plebania, jej strychy, zakamarki i przyległości były terenem moich wypraw, poszukiwań i zainteresowań. Lubiłem się gdzieś zaszyć i przeglądać stare czasopisma i książki. Czas płynął szybko.

Wieczorami jednakże, zaraz po kolacji spożywanej przy świetle lampy naftowej, którą ceremonialnie wnosiła kucharka Honorka, odmawialiśmy w kuchni różaniec. Klękali do niego wszyscy: służba i goście. Tylko stryj, stary pleban siedział na krześle i trzymając w ręce różaniec, prowadził modlitwę. Wtedy dla mnie, niedorostka, czas płynął bardzo powoli. Dłużyła mi się ta obowiązkowa modlitwa.

Teraz, kiedy dom nad Lednicą zaczyna nabierać życia i codziennego rytmu, przemyśliwuję nad organizacją dnia i sensem poszczególnych zajęć i spotkań. Wszystkie niby to zwyczajne i potrzebne. Ale wspólne wieczory stały się zajęciem szczególnym, podniosłym, oczekiwanym.

Któregoś dnia tuż pod moim oknem w pokoju nad Lednicą zatrzymał się samochód, a z niego wyskoczył niestary jeszcze tatuś i biegnąc ku Bramie Rybie, wołał: – Chodźcie, chodźcie szybko, bo to tutaj wszystko się zaczęło. – Co się zaczęło? – zapytała jedna z dziewczynek, powoli gramoląc się z samochodu. – Jak to co? Jak to co? – odpowiedział pytaniem zgorszony tatuś. – Tutaj zaczęła się Polska! – odkrzyknął ze stuprocentową pewnością i wiarą.

Podzielając tę wiarę, dziękuję młodzieży, uczestnikom naszych wieczorów nad Lednicą, która wiedziona tajemnym instynktem każdego wieczoru po kolacji zasiadała do stołu, aby słuchać nauk Jana Pawła II i tworzyć coś, na co trudno mi w tej chwili znaleźć odpowiednie słowo. A mieliśmy do dyspozycji interesujące filmy i sprzęt odpowiedni do ich odtworzenia, wybieraliśmy jednak wspólne bycie wokół myśli i wspólną modlitwę. Wspólna lektura tekstów Jana Pawła II stworzyła w nas nową przestrzeń. Za to Bogu niech będą dzięki.

Wieczory nad Lednicą
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...