Demiurgowie europejskich wartości

Demiurgowie europejskich wartości

Kara śmierci jest niezgodna z europejskimi wartościami; niezgoda na karę śmierci jest wyznacznikiem europejskości – twierdzi Komisja Europejska. Ciśnie mi się na usta pytanie, skąd Komisja Europejska wie, co jest, a co nie jest europejską wartością. Kto i z czego wyprowadza wartości, które mają być przestrzegane na naszym kontynencie? Kto i na jakiej podstawie określa kanon europejskości? Nie! Nie chcę przekonywać, że karę śmierci należy wprowadzić. Choć w Corrigendzie do Katechizmu Kościoła katolickiego czytamy, że „tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci” (nr 2267). Irytują mnie jednak biadolenia, że pomysły niektórych polskich polityków, aby powrócić do kary śmierci, są zupełnie absurdalne, bo psują nam opinię w Europie. Dlaczego w Europie nie może być polityków, którzy wierzą w sensowność kary śmierci w pewnych przypadkach i nie tylko głośno o tym mówią, ale aktywnie działają na rzecz jej przywrócenia?

Na europejskich salonach mile widziani są politycy, którzy domagają się wprowadzenie prawa do aborcji na życzenie oraz finansowania badań na ludzkich embrionach. Komisja Europejska zapewne życzliwie wspiera polityków, którzy domagają się nazywania pełnoprawnym małżeństwem związku homoseksualnego. W kanonie wartości europejskich mieści się też eutanazja. Jak to jest?! Aborcja, eutanazja, adopcja dzieci przez pary homoseksualne – to wszystko nie jest w niezgodzie z wartościami europejskimi. Kara śmierci natomiast okazuje się zdecydowanie sprzeczna z duchem Europy.

Wartości chrześcijańskie wyprowadzane są – choć nie bez trudności i nie w sposób automatyczny – z Biblii, nauczania Jezusa Chrystusa oraz wielowiekowej tradycji judeochrześcijańskiej. Ponadto opierają się na wierze, że Duch Boży prowadzi swój Lud do prawdy i nie pozwoli nam w sprawach ważnych nieodwracalnie pobłądzić. W Kościele istnieje Urząd Nauczycielski z biskupem Rzymu, któremu przysługuje nieomylność w sprawach wiary i moralności, kiedy przemawia ex cathedra, czyli mocą swego autorytetu. Oczywiście, nieomylność papieża jest sprawą wiary w tego rodzaju szczególną asystencję Ducha Świętego. Można wierzyć, można nie wierzyć, ale przynajmniej wiadomo, o co chodzi.

Natomiast w wypadku moralnego nauczania Brukseli nie wiadomo, o co chodzi. Oto bliżej nieokreślony Urząd Nauczycielski Brukseli określa jako dogmat, że kara śmierci zawsze i wszędzie jest niegodziwa. Co więcej, masa wyznawców twierdzi, że ów brukselski dogmat jest nieomylny, a wszyscy, którzy jemu przeczą, zasługują na pogardę i stanowczy sprzeciw jako heretycy zagrażający europejskiemu ładowi. Jednocześnie brukselscy „papieże” piszą adhortacje i encykliki, w których nieomylnie nauczają o aborcji, eutanazji i homoseksualnych małżeństwach jako filarach wolności człowieka.

Nie! Nie jestem przeciwnikiem Unii Europejskiej, ale skoro Unia coraz śmielej wypowiada się w sprawach tego, co dobre, a co złe, chciałbym wiedzieć, w jakim ogrodzie rośnie unijne drzewo poznania dobra i zła. Czy unijne rozstrzygnięcia etyczne są kwestią brukselskiej wiary, czy mają ściśle naukowe i obiektywne uzasadnienie?

Ktoś mógłby powiedzieć, że sprawa jest prosta. Wszak popieramy demokrację, a zatem kontrowersyjne kwestie staramy się rozwiązywać w sposób demokratyczny. Decyzje są podejmowane przez demokratycznie wybrane władze lub w wyniku powszechnego głosowania. Niby tak, ale przecież w wypadku kary śmierci tzw. elity odrzucają jakąkolwiek próbę rozstrzygnięcia sprawy w tak demokratycznej procedurze jak referendum. W tym bowiem wypadku referendum okazuje się nie narzędziem demokracji, ale nędznym instrumentem cynicznych populistów, jeśli nie faszystów. Rozumiem, dlaczego Kościół twierdzi, że pewnych spraw się nie głosuje, bo – jako określone przez Boga – są niezmienne. Skąd jednak antydemokratyczna niezmienność unijnych zapisów?

W kontekście powyższego poszukiwania fundamentów dobra i zła warto zwrócić uwagę na przypadek znakomitego aktora i reżysera Mela Gibsona. Media – niektóre z nieskrywaną satysfakcją – doniosły, że twórca Pasji jechał samochodem po pijaku, a zatrzymany przez policję okazał się zwyczajnym antysemitą, gdyż nieoczekiwanie wygłosił kilka tyleż niepochlebnych, co bzdurnych opinii o narodzie żydowskim. No cóż! Gibson się niewątpliwie zbłaźnił, a mówiąc bardziej teologicznie – zgrzeszył. I nie ma co go bronić, opowiadając, że skoro niektóre środowiska żydowskie przed premierą Pasji wylewały na niego pomyje pomówień, to się po pijaku odegrał. Mel Gibson zresztą się nie tłumaczył, tylko wyraził skruchę. Problem polega na tym, że niektórzy zacierali ręce i sugerowali, że taki grzech, jak wypowiadanie pod wpływem alkoholu antysemickich głupstw, jest grzechem śmiertelnym, który – przynajmniej w tym życiu – nie może być odpuszczony. Ergo, najnowszy film Gibsona powinien zostać zbojkotowany, a on sam pójść w zapomnienie i do końca życia tkwić w długach. Antysemityzm jest grzechem, ale grzechem jest też manipulowanie antyantysemicką histerią, która paradoksalnie rodzi antysemityzm. Poza tym kto ma prawo określać, który grzech jest lekki, a który śmiertelny, czyli definitywnie eliminujący z grona ludzi mogących robić filmy w Hollywood?

Demiurgowie europejskich wartości
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....