Spowiedź
Najnowsza akcja antyizraelskiej propagandy, w postaci kolejnej flotylli z rzekomym zamiarem udzielenia mieszkańcom Gazy „pomocy humanitarnej”, niewiele się różniła od poprzednich. Tyle że tym razem nie było nawet próby udawania, iż chodzi o pomoc humanitarną, a nie o gest wsparcia terrorystycznych rządów Hamasu.
Że ta „flotylla wolności”, jak wszystkie poprzednie, jest inicjatywą skrajnie obłudną, niemającą nic wspólnego z pomocą humanitarną – to wiadomo. Z wielu powodów.
Po pierwsze, gdyby rzekomym obrońcom Palestyńczyków rzeczywiście chodziło o obronę Palestyńczyków i pomoc humanitarną, można by się spodziewać, że przejęliby się ich losem – na przykład – w Syrii. Ale od początku wojny w tym kraju o Syrii słowem nie pisnęli.
Po drugie, ze strony Izraela nie ma żadnej blokady: kilkaset ciężarówek z żywnością i lekarstwami wjeżdża codziennie do Gazy drogą lądową. (Nie mówiąc już o tym, że Izrael zaopatruje Gazę w wodę i elektryczność. W zeszłym roku, podczas wojny z Gazą, gdy ta bombardowała Izrael setkami rakiet, Izraelczycy dosłownie pod ostrzałem, z narażeniem życia, naprawiali dla gazańczyków elektryczność. Izrael regularnie przewozi rannych i chorych do izraelskich szpitali).
Po trzecie, do Gazy są też przejścia z Egiptu, nie tylko z Izraela, ale w odróżnieniu od przejść granicznych z Izraela te są zamknięte już od ponad roku; dlaczego nikt nie piętnuje Egiptu za „blokadę” Gazy?
Po czwarte, „blokada” ze strony morza istnieje po to, by zapobiec przemytowi broni i materiałów do konstrukcji rakiet. A Izrael kontroluje przejścia graniczne z tego samego powodu: ogromna większość materiałów przeznaczonych na budownictwo była wykorzystywana przez Hamas do budowania tuneli służących jako składy broni i schrony dla dowództwa. Nawozy sztuczne – nadal dostarczane przez Izrael – są oczywiście wykorzystywane do bomb.
Po piąte, poza ciężarówkami z żywnością, lekarstwami i sprzętem medycznym granicę z Izraela do Gazy przekracza codziennie sznur ciężarówek z luksusowymi towarami dla dowództwa: amerykańskimi lodówkami, mercedesami, telewizorami. Można znaleźć ich zdjęcia w internecie (są tam też zdjęcia willi z basenami i luksusowych hoteli).
Po szóste, natychmiast po ostatniej wojnie Hamas, głośno narzekając na brak materiałów do rekonstrukcji kraju i winiąc za to izraelską „blokadę”, zabrał się nie do odbudowy zrujnowanych domów, nie do polepszenia życia mieszkańców Gazy, lecz do budowy tuneli w przygotowaniu do kolejnych ataków na Izrael. I całkiem otwarcie o tym mówił. Mówił też o tym, że celem nowej drogi, jaką buduje wzdłuż granicy z Izraelem – głównie za irańskie pieniądze, które też opłacają broń, rakiety i budowę nowych tuneli – jest ułatwienie przyszłych ataków terrorystycznych. Takie zawsze były priorytety Hamasu: nie troska o poziom życia Palestyńczyków w Gazie, lecz zniszczenie izraelskiego wroga. Priorytety te się nie zmieniły.
Po siódme – jak odnotowała nawet ONZ – podczas każdej wojny z Izraelem Hamas umieszczał składy broni w prywatnych domach, szkołach, przedszkolach, a nawet w szpitalach. Regularnie przewoził też broń w karetkach pogotowia, wiedząc, że Izraelczycy ich nie zaatakują. Palestyńczycy, którzy w tych domach mieszkają, służą Hamasowi jako ludzkie tarcze. Izrael zawsze ostrzega przed atakowaniem domu, w którym jest skład broni, ale mieszkańcy tych domów nie zawsze mogą uciec, bo dowództwo Hamasu im nie pozwala, a tunele są dostępne tylko dla dowództwa.
Wróćmy do punktu wyjścia: jak wyglądała ta „pomoc humanitarna”, którą tak dzielnie wiozła do Gazy ostatnia „flotylla wolności”? Otóż składała się ona z dwóch kartonowych pudeł. W pierwszym – tym większym, płaskim, prostokątnym – był panel słoneczny. Jeden. W drugim – małym, kwadratowym – aparat do inhalacji stosowany w astmie.
Hamas jest terrorystyczną organizacją, której otwartym i wielokrotnie głoszonym celem jest zniszczenie i przejęcie całego Izraela. Sytuacja mieszkańców Gazy jest rzeczywiście okropna, ale potrzebują oni nie paneli słonecznych i propagandy wspierającej ich reżim, lecz nieskorumpowanych i nieterrorystycznych rządów.
Oceń