Świąteczny dyżur
Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
Wyczyść

Za naszą wschodnią granicą spędziłem łącznie około czterech lat. Wielokrotnie spotykałem ludzi, którzy doświadczyli na swojej skórze komunistycznych represji za wierność religii chrześcijańskiej. Byli wśród nich więźniowie łagrów i zesłańcy na Sybir. Natrafiałem również na przemyślnych duchownych, którzy wyprowadzali w pole śledzących ich agentów. Na przykład ojciec Darzycki z Szarogrodu miał zezwolenie na odprawianie tylko jednej mszy w ciągu dnia. Robił to z samego rana, po czym siadał w zatopionym w półmroku konfesjonale, by spowiadać.

W tylnej ściance konfesjonału było tajemne przejście, którym zakonnik wychodził z kościoła, a jego miejsce zajmował tymczasem podobny do niego mężczyzna. Kiedy sobowtór odgrywał rolę spowiednika, ojciec Darzycki objeżdżał sąsiednie wioski, odprawiał tam msze i udzielał sakramentów. Miejscowe KGB miało niezły zgryz, gdy przychodziły do nich raporty agentów, którzy w tym samym czasie widzieli księdza w dwóch różnych miejscach – jedni spowiadającego w konfesjonale, inni udzielającego komunii dwadzieścia kilometrów dalej. Do dziś w Szarogrodzie parafianie śmieją się, że dla kagiebistów był to dowód na bilokację duchownego.

Muszę jednak przyznać, że ogromne wrażenie robiły na mnie zawsze relacje z okresu, gdy komunizm chylił się już ku upadkowi, zwłaszcza z drugiej połowy lat 80. System tracił zęby, przestawał kąsać, ale dalej nienawidził religii.

Mojej rodzinie mieszkającej w Użhorodzie co roku na Boże Narodzenie przytrafiała się ta sama historia. W pierwszy dzień świąt przychodził do nich rano do domu nieznajomy człowiek, siadał na taborecie w przedpokoju, czytał gazetę i siedział tak przez cały dzień. Miał torbę, a w niej zapas kanapek i termos z herbatą. Od czasu do czasu prosił, czy może skorzystać z toalety. Około dwudziestej drugiej żegnał się i wychodził. Człowiek ten był na dyżurze, a jego zadaniem było pilnowanie, czy przypadkiem domownicy nie świętują Bożego Narodzenia.

Rodzina była na to przygotowana. Już dzień wcześniej gotowe były wszystkie świąteczne posiłki oraz gałązki choinki i prezenty, które leżały pochowane po szafach i szufladach. Kiedy tylko dyżurny opuszczał dom, zasuwano okna grubymi zasłonami, gaszono światło, zapalano świeczki, odłączano telefon z gniazdka i wyjmowano wszystko ze schowków. Dopiero wtedy zaczynała się wigilijna wieczerza – bardzo cicha jednak, by nie narazić się na donosy sąsiadów.

Znam wiele opowieści o martyrologii chrześcijan w Związku Sowieckim, ale kiedy myślę o komunistycznych represjach wobec ludzi wierzących, zawsze staje mi przed oczami to właśnie zdarzenie. Może dlatego, że miało miejsce za mojego życia – w czasach, gdy byłem bierzmowany. Może dlatego, że mówi mi więcej o sytuacji chrześcijan, niż opisy martyrologii – oddać życie można w końcu tylko raz, a znosić dokuczliwości trzeba było codziennie.

Świąteczny dyżur
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze