„Maryja, Białorusi Ajakunka”

„Maryja, Białorusi Ajakunka”

Każdy nasz oddech niech będzie podziękowaniem Tobie, Matko, za szczęście życia na tej ziemi 1

Od czasu zwiększenia swobód religijnych na Białorusi każdego roku wyrusza piesza pielgrzymka z Mińska do Budsławia. To mała miejscowość w północno–zachodniej części województwa mińskiego. Istnieje od 1504 roku. Do drugiej wojny światowej Budsław leżał jeszcze w granicach Polski. Nazwa pochodzi podobno od budy pasterskiej stojącej na ziemi, którą Aleksander Jagiellończyk podarował klasztorowi Bernardynów w Wilnie, temu przy kościele św. Anny.

Dzieje sanktuarium w Budsławiu rozpoczynają się, kiedy do istniejącego tu od 1591 roku drewnianego kościoła trafia w 1613 roku obraz Matki Bożej, podarowany przez papieża Klemensa VIII wojewodzie mińskiemu Janowi Pacowi. W latach 1633–1643 powstał tu pierwszy murowany kościół, dzisiejsza kaplica św. Barbary stanowiąca część bazyliki. Świątynia w obecnym kształcie powstała w drugiej połowie XVIII wieku prawdopodobnie według projektu Józefa Fontany. Znajdują się w niej wartościowe późnobarokowe malowidła ścienne (9 iluzjonistycznych ołtarzy, postaci 12 apostołów, 14 stacji drogi krzyżowej). Po wojnie kościół pełnił funkcję magazynu kołchozowego. Po cichu dbano jednak, aby zniszczenia budowli nie zaszły zbyt daleko. Od 1996 roku bernardyni znów są opiekunami tego miejsca.

W tym roku pielgrzymka do Budsławia szła po raz czternasty. Grupy wyruszają z różnych miast: Brześcia, Pińska, Słonimia, Baranowicz, Połocka, Witebska, Brasławia, Postaw czy Naroczy, i docierają do sanktuarium 1 lipca w wigilię dawnego święta nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Dominikanie idą w dwóch grupach pielgrzymkowych: witebskiej, ponieważ prowadzimy w tym mieście parafię, i mińsko–mohylewskiej, gdyż współpracujemy z dominikankami ze stolicy. W ostatnich dwóch latach grupa mińsko–mohylewska liczyła ponad 300 osób. Szli wszyscy: od przedszkolaków do emerytów. Przeważali licealiści. Dziewcząt było więcej niż chłopców, co nie dziwi w kraju, w którym na ulicach widoczna jest przewaga kobiet.

Odległość między Mińskiem a Budsławiem to niecałe 150 km, które pokonuje się w ciągu pięciu dni. Na Białorusi pokonuje się dłuższe etapy niż np. na pielgrzymce warszawskiej, ale też dłuższe są odpoczynki. Szybsze jest tempo marszu. Na noclegi dociera się, gdy słońce jest jeszcze wysoko na niebie.

Pielgrzymka wychodzi z katedry, dawnego kościoła jezuitów, po mszy św. o godz. 8, której przewodniczy ks. kard. Kazimierz Świątek. W ubiegłym roku wychodziliśmy po raz pierwszy już z samej katedry jako zwarta grupa. Przewodnik pielgrzymki, wikary katedralny i opiekun niedzielnej mszy radiowej ks. Jury Bykow ustalił z władzami, że pielgrzymka przejdzie przez jedyny zachowany sprzed 1914 roku fragment Mińska — Troickie Przedmieście. Trasa bardzo urokliwa. Obok stacji metra Niemiga, nad szeroko rozlanym Świsłoczem, obok Wyspy Łez z cerkwią poświęconą pamięci tych, którzy nie wrócili z Afganistanu, po kocich łbach… Charakterystyczne dla mijanych na trasie pielgrzymki krajobrazów jest malownicze, morenowe pofałdowanie terenu. Idzie się głównie wśród łąk i pól. Osady są tu rzadkie, a wsie oddalone od głównej drogi. Daje to wrażenie wielkich przestrzeni, nad którymi wędrują równie ogromne chmury. Dziewczęta chętnie plotą specyficzne dla tych stron wianki, z których kwiaty opadają 10–15 centymetrów poniżej obręczy wkładanej na głowę. Na skraju drogi rośnie często dziki łubin o ciemnofioletowych kwiatach, a zapach rozdeptywanego na poboczu szosy rumianku wypełnia chwilami powietrze, zagłuszając właściwy dla tej pory roku aromat traw wygrzanych słońcem. Lasów, jak na warunki białoruskie, jest na tej trasie niewiele. Za to jeden z nich, złożony ze strzelistych jak okrętowe maszty sosen wynagradza wszystko. Pośród tego lasu odbija w prawo droga do wsi Kozary, zupełnie jak w Byli i będą Marii Rodziewiczówny.

Idąc do Budsławia, pielgrzymka przekracza przedwojenną granicę między Polską a Związkiem Sowieckim. Brak tu jakichkolwiek świątyń, nawet cerkwi, a przydrożne krzyże są tu też czymś bardzo rzadkim. Mimo kilkunastoletniej już tradycji mieszkańcy tych stron nie rozumieją sensu pielgrzymki. Zupełna dziura w świadomości. Nie umniejsza to jednak ich serdeczności i gościnności. Na zakończenie trzeciego dnia nocujemy w Alkiewiczach, kiedyś pierwszej parafii po polskiej stronie ryskiej granicy. Do neogotyckiego kościoła z czerwonej cegły przychodzą ludzie z paru wsi rozrzuconych wśród okolicznych lasów. Ubogo tu, ale chędogo. Kościół odmalowany i wysprzątany aż błyszczy. Na zewnątrz elegancko wykoszona trawa. Wszystko to mówi o gospodarzu. Proboszczem jest tu trzydziestoparoletni ks. Włodzimierz Kasparewicz. Wymagający od ludzi, a jeszcze bardziej od siebie, cieszy się szczerą miłością parafian jako gospodarz i kapłan. Przykładem jego inicjatywy jest sala wystawowa, którą urządził w pomieszczeniu położonym naprzeciw zakrystii. Podziwialiśmy tam ornaty uszyte z XVIII–wiecznych tkanin obiciowych z fragmentami pasów słuckich, narzędzia pracy na wsi, z kompletnym warsztatem tkackim, modlitewnik białoruski z początku XX wieku drukowany „łacinką”Wilnie.

Językami pielgrzymki mińskiej, tak jak i Kościoła katolickiego na Białorusi, są białoruski i polski, choć w praktyce czasem korzysta się też z języka rosyjskiego. Siłą tradycji sięgającej początków pielgrzymki dominikanie głoszą konferencje, a miejscowi kapłani homilie w czasie mszy świętych. Wielu Białorusinów, nawet jeżeli nie mówi płynnie po polsku, doskonale rozumie ten język. Staraliśmy się jednak tłumaczyć konferencje na białoruski. Najczęściej robiliśmy to na postojach. Przeradzało się to czasami we wspólne poszukiwanie najodpowiedniejszego dla danej myśli zwrotu w języku białoruskim. Troska o język stanowi ogromny wkład Kościoła katolickiego w odrodzenie narodowe na Białorusi.

Co niosą w swoich sercach budsławscy pielgrzymi? Przede wszystkim głęboką wiarę w siłę modlitwy i moc ofiary cierpienia i trudu pielgrzymki. Między dziesiątkami różańca podają do odczytania wiele intencji. Niosą też często w swoich sercach cierpienie niezrozumienia przez bliskich ich wiary i wynikających z tego wyborów. Niosą miłość do swojej Ojczyzny. Troskę o świętość powołań, jedność rodzin, o lepszą przyszłość. Nie ma w tym ostentacji i polityki, raczej wierność w małych sprawach. Zegarek z Pogonią na tarczy, pleciona z biało–czerwono–białych nici bransoletka, ludowy pleciony ze słomy kapelusz, kawałeczek biało–czerwono–białej wstążki przywiązany do plecaka. Ogromna staranność w unikaniu rusycyzmów i dbałość o język ojczysty.

Ostatniego dnia pielgrzymki — między pierwszy o drugim postojem, podczas którego jest odprawiana msza św. — wszyscy niosą polne kamienie. Symbol swoich trosk i ofiar, z których budowany jest ołtarz na skraju wspaniałego lasu. Potem jeszcze podziękowanie Matce Bożej, gdy na horyzoncie pojawiają się wieże sanktuarium. Grupa zastyga na kolanach w cichej modlitwie. Na mińskiej pielgrzymce jest zwyczaj klękania przy każdym spotkanym krzyżu przydrożnym.

Tuż przed wejściem do Budsławia pielgrzymka schodzi z głównej drogi na pobocze. Ludzie stają w parach naprzeciw siebie na wyciągnięcie rąk, kładą dłonie na ramionach drugiej osoby i lekko kołysząc się w rytm melodii wolnego walca, śpiewają:

Niechaj Ciebie Pan Bóg błogosławi,
Niechaj Tobie pokój da,
W Twoim sercu miłość On położył,
Na zawsze On z Tobą jest.

Ta sama zwrotka jest wielokrotnie powtarzana, ludzie zamieniają się w parach, a i tak nie ze wszystkimi się człowiek pożegna… Zdumiewająca jest w tym powściągliwość uczuć. Ale jak płakać, kiedy pochodzi się z narodu, który był już tyle razy oswobadzany i tak wiele razy zdradzany. A może to tylko cecha melancholików, którzy żyją bardziej w głąb niż na zewnątrz…

Ludzie wracają na szosę i formują się znów w zwartą grupę. Sztandary unoszą się dumnie w górę. Kolumna rusza. Z głośników padają słowa pieśni: Maryja, Białorusi Ajakunka… Wszyscy podejmują dostojną powolną melodię: Maryja, moilsja za nasz kraj… Chorągwie płyną jakby wyżej na tle błękitów i bieli, unosząc prośbę ku niebu. Wchodzimy do Budsławia. Przed świątynią wita nas jeden z kustoszy sanktuarium. Na schodach przed kościołem ślady chabrów i paproci. Znak, że Brasław przyszedł przed Mińskiem. Brasławszczyzna to część witebszczyzny (przed wojną skraj archidiecezji wileńskiej), która graniczy z Łotwą. Mimo że jest to teren słabo zaludniony, kraina jezior i lasów, ma zawsze grupę liczącą ponad dwie setki ludzi. Wyróżniają się tym, że wchodzą do Budsławia z bukietami chabrów i paproci, którymi wszystkich pozdrawiają. W drzwiach kościoła klękamy i na kolanach podchodzimy do ołtarza, do obrazu w srebrnej sukience o złoconych elementach roślinnych, do Królowej w złotej, zdobnej turkusikami koronie. Dopiero obszedłszy ołtarz dokoła, wstajemy z klęczek, by zająć miejsce na chwilę osobistej modlitwy.

Budsław przypomina trochę Częstochowę lat 70. To samo przepełnienie ludźmi, choć w innej skali. Wielość straganów z dewocjonaliami, z plastikowo– jarmarczną galanterią, z różnego rodzaju jedzeniem, z kolorowymi napojami w wielkich plastikowych butelkach. Między tym niezawodny żółty beczkowóz z kwasem chlebowym i bodaj ze trzy stoiska sprzedające z walizek bezdebitowe białoruskie wydawnictwa, ceramiczne herby z Pogonią oraz biało–czerwono–białe chorągiewki i wstążki. Nad wszystkim unosi się radosna atmosfera odpustu udzielająca się także wyraźnie niepielgrzymkowo ubranej młodzieży i milicjantom w zsuniętych na tył głowy wielkich czapkach.

1 Modlitwa pielgrzyma, w: Śpiewnik pielgrzymkowy Gloria, Mińsk 2003.

„Maryja, Białorusi Ajakunka”
Krzysztof Lipowicz OP

urodzony w 1958 r. – dominikanin, w latach 1999-2001 pracował w Baranowiczach na Białorusi, w latach 2007-2009 posługiwał w DPS Mielżyn, mieszka w Katowicach i jest opiekunem Legionu Maryi oraz Żywego Różańca. Życzenia imi...