Świadectwa
fot. zidane aurell / UNSPLASH.COM

Świadectwa

Do osób uczestniczących w Duszpasterstwie Małżeństw Niesakramentalnych zwróciliśmy się z dwoma pytaniami.

1. Czym jest dla Ciebie Eucharystia?
2. Czy czujesz się odrzucony przez Kościół w sytuacji małżeństwa nieskaramentalnego?

Poniżej drukujemy odpowiedzi.

1. Eucharystia w rozumieniu Komunii świętej, przyjęcia do swego serca samego Boga, tego najgłębszego zjednoczenia się z Jezusem, przynajmniej na obecnym etapie mojego życia, jest czymś nieosiągalnym, niedosięgłym, pragnieniem i tęsknotą niespełnioną. Przez to jest czymś Wielkim, Wspaniałym, Niepojętym. Nie ma słów, które potrafią opisać, czym jest Komunia święta, jak wielkie jest pragnienie, tęsknota i głód Komunii świętej dla człowieka w mojej sytuacji.

Natomiast Eucharystia rozumiana jako msza święta, jako Komunia — „czyli łączenie się z Bogiem i łączenie się z ludźmi” — jest wielkim przeżyciem. Jest to Słowo Boga skierowane do mnie osobiście i Ofiara, którą składa sam Bóg ze swojego życia, żebym mógł żyć mimo wszystko.

Mam świadomość, że nie mogę brać udziału w ukoronowaniu mszy świętej — nie mogę przyjąć Pana Jezusa w Komunii świętej, dlatego cała msza święta, od znaku krzyża do błogosławieństwa, jest moją Komunią świętą. Z uwagą słucham Słowa Bożego, w myślach wypowiadam słowa Ofiarowania, razem z kapłanem modlę się słowami Modlitwy Eucharystycznej, modlitwy o pokój; modlę się słowami, którymi kapłan modli się przed Komunią świętą; Modlitwa Pańska, odpowiadanie kapłanowi, śpiew. Najbardziej dotykają mnie słowa: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. To wszystko pomaga pełniej i głębiej uczestniczyć w Eucharystii, pomaga być bliżej Pana, przyjmować w siebie Boga, mimo że nie mogę Go przyjąć żywego i prawdziwego.

2. Na to pytanie mam tylko jedną odpowiedź: NIE!

Najpierw trzeba stanąć pod Krzyżem i uznać swój grzech przeciw przykazaniu Pana: „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela” (Mk 10,9). Trzeba stanąć przed Ojcem jak syn marnotrawny i powiedzieć: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Tobie” (Łk 15,11–32). Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że to my sprzeniewierzyliśmy się Bogu, że to my przekroczyliśmy przykazania, nie będzie w nas buntu, że nie możemy przystępować do Komunii świętej; nie będzie w nas złości na Kościół, że stoi na straży Ewangelii i wierny jest nauce Chrystusa. Później nie pozostaje nam już nic innego, jak żyć Ewangelią, wiarą, modlitwą, miłością, mszą świętą, słowem Bożym i nadzieją na Boże miłosierdzie. Tak, jak grzeszna kobieta z domu faryzeusza, miłować pana, „bo kto bardzo miłuje, temu jest dużo odpuszczone”. I wtedy na pewno usłyszymy słowa: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju” (Łk 7,36–50).

Pan Jezus nie odepchnął Samarytanki przy studni Jakubowej, tylko poprosił, żeby dała Mu pić. Samarytanka miała pięciu mężów, a ten, z którym żyła, też nie był jej mężem. Jezus o tym wiedział. To jej pierwszej Chrystus powiedział, że jest Mesjaszem i ona ogłosiła to miastu (J 4,1–42). I jak się czuć odrzuconym?

Robert

* * *

1. Bezpośrednim kontaktem z Bogiem i ukoronowaniem: wiary, miłości, nadziei i wewnętrznym spokojem. To jakby dotknięcie Boga.

2. Nigdy nie czułam się odrzucona przez Kościół — czuję się w pełni obecna w Kościele. Jednak z biegiem lat nieprzystępowanie do sakramentów pokuty i eucharystii jest dla mnie bolesne, ale wiem, że jest konsekwencją mojego życia w małżeństwie niesakramentalnym. Możliwość komunii św. duchowej oraz świadomość nieskończonej dobroci, miłości i miłosierdzia Boga umniejsza moje cierpienie.

Modlę się, wierząc, że w ostatniej godzinie życia dostąpię tego szczęścia i przystąpię do Komunii św.

Maria

* * *

1. Eucharystia jest dla mnie sensem życia. W Eucharystii na każdej mszy świętej przeżywam sens istnienia. Za mnie Pan Jezus umiera i zmartwychwstaje. W akcie tym, sprowadzanym często obecnie tylko do roli symbolu, zawiera się cała mądrość ludzkiego istnienia. Tylko wiara nadaje sens mojemu życiu. Wiara w miłość i miłosierdzie Boże. Pan Bóg tak bardzo nas umiłował, że dla nas zesłał swojego Syna, Jemu wskazał i nakreślił drogę ziemskiego życia, aby każdy na swój sposób mógł, naśladując Jezusa, w miarę swoich umiejętności pojmowania dzieła stworzenia, dążyć do pełnej jedności z Panem. Współczesny człowiek często zabiegany, zapracowany, w trosce o rodzinę ziemską, zatraca system wartości, jakie wskazuje nam Ewangelia. Dla mnie wiara jest najważniejsza, ale… nie mogę wychodzić na spotkanie z Panem Bogiem, na uzdrawiające spotkania, które dokonują się w Eucharystii pod postacią chleba i wina. Moje życie pokręciło swoje ścieżki, ja pokręciłam swoje życie, decydując się na rozwód. Czy do końca zdawałam sobie sprawę z konsekwencji, jaki w ślad za tym idą? Nie sądziłam, że okaże się to takie trudne i bolesne. Zdecydowałam się jednak na powtórny związek; na marginesie pragnę zaznaczyć, że jest w nim wielkie zrozumienie, życie zgodne z przykazaniami Bożymi i co najważniejsze — wielka miłość. Nie żałuję decyzji, którą podjęłam, zawierając drugie małżeństwo, a nawet czasem zastanawiam się, czy nie było w tym wszystkim „palca Bożego”. Jestem szczęśliwą żoną, szczęśliwą matką. Karą za moje obecne szczęście jest pragnienie pełnego uczestnictwa we mszy świętej. Stało się to jeszcze bardziej bolesne, gdy moja dwuletnia córeczka zaczęła swoimi pierwszymi zdaniami pytać: „mamo, dlaczego ty nie idziesz do Pana Boga, chodź z Ewą!” Niestety, nie mogę obecnie jej tego wytłumaczyć. Ona uparcie na każdej mszy świętej ciągnie jak nie mnie to tatę za rękę do stołu Pańskiego.

Wiem, że dziecko w okresie swoich pierwszych trzech lat życia uczy się najwięcej w porównaniu do reszty życia. Bierze przykład z rodziców, naśladuje ich, używa takiego samego słownictwa. Pokutując za swoje grzechy, wypaczam swojej córeczce system wartości. A przecież wiem, że umiejętność spotykania Pana Boga również w Eucharystii wykształca się w dziecku od pierwszych lat. Dziecko przystępując do swojej Pierwszej Komunii świętej powinno gorąco pragnąć spotkania z Jezusem w Eucharystii. Będzie to pragnienie większym, kiedy dziecko zda sobie sprawę, że osiąga coś bardzo ważnego, będzie uczestniczyć w spotkaniu Jezusa, w którym do tej pory mogli uczestniczyć tylko jego rodzice. Do Pierwszej Komunii mojej córeczki jest jeszcze dużo czasu, mnie pozostaje modlitwa do Pana i wiara, że potrafię to jakoś sensownie wytłumaczyć.

2. Z wypowiedzi na temat: „Czym jest dla mnie Eucharystia” można wywnioskować, że czuję się odrzucona właśnie przez Kościół. Ufam bowiem w nieskończone Miłosierdzie Boże i myślę, że nie tak to Pan Bóg zaplanował. Nie popieram rozwodów, ale też nie akceptuję twardego stanowiska Kościoła w tej sprawie. Uważam, że małżeństwo trwa nie dlatego, że zostało zawarte przed obliczem Boga, ale dlatego, że jest w nim miłość. Żyć bez miłości, w nienawiści, obok siebie, przekazywać taki wizerunek życia rodzinnego dzieciom, czyż to nie jest wypaczenie moralne i ciągłe sianie zła wobec własnych dzieci. Czy tego naprawdę chce Pan Bóg? Czy żal za grzechy, silne postanowienie poprawy i życie w miłości do bliźnich i Pana Boga nie jest właściwszym rozwiązaniem?

Uczestnictwo w spotkaniach małżeństw niesakramentalnych uczy mnie również głębokiej pokory w tym aspekcie i staram się odsuwać ten problem od siebie. Staram się, ale on wraca, nabrzmiewa i nie wpływa pozytywnie na moje życie wewnętrzne. Na zakończenie chciałabym zasygnalizować jeden problem, innego traktowania sprawy spowiedzi i Komunii świętej w tym samym Kościele katolickim w innych krajach, szczególnie zachodnich. Pozostawię to bez komentarza. Ufam, że problem ten za sprawą Pana Boga zostanie przez instytucję Kościoła zweryfikowany i ujednolicony w odniesieniu do wiernych całego świata.

Mirosława

* * *

1. Istnieje wiele społecznie ciężkich grzechów, które są nam darowane i nie zamykają nam drogi do przyjmowania Eucharystii. Zdrady małżeńskie, znęcanie się nad rodziną, wypaczanie moralne dzieci, zaniechanie ich religijnego wychowania. Każdy człowiek jest powołany do życia w określonym stanie. Mam tu na myśli małżeństwo, kapłaństwo, życie zakonne. Moim zdaniem, człowiek nie powinien żyć na siłę w innym stanie niż ten, do którego został albo czuje się powołany. Nie może też do końca ponosić odpowiedzialności za współmałżonka. Kiedy moja była żona zażądała rozwodu i gdy już przekonałem się, że nie ma od tego odwrotu, wiedziałem, iż nie będę w stanie reszty życia spędzić sam, a co ważniejsze, nie czułem, aby żądał tego ode mnie Pan Bóg. Tyle się mówi o rodzinie, o miłości. Miłość jest w ogóle najważniejsza. Bez miłości człowiek nie może egzystować normalnie. Dlaczego pozbawiać go tego? Jestem przeciwny rozwodom. Dopóki sprawa ta nie dotyczyła mnie, wydawała mi się absurdalną, nie wyobrażałem sobie w ogóle, aby mnie dotknęła. Dla obojga z nas Wiara i Pan Bóg były sprawami najważniejszymi. Jednak z biegiem lat system wartości u mojej małżonki zaczął się zmieniać. Nie dała mi żadnego wyboru. Mogłem się zgodzić na rozwód albo więcej nie zobaczyć mojego syna. Możliwe, że to były tylko groźby. Wtedy jednak uznałem, że szarpanie się po sądach w sprawie rozwodowej, a także szarpanie się o prawa do dziecka jest bez sensu i tylko dziecko najwięcej na tym ucierpi. W moim życiu, gdy mam trudności z podjęciem decyzji, zawsze zastanawiam się, jak postąpiłby Pan Jezus na moim miejscu. W tym przypadku uznałem, że rozejście się w miarę dobrych stosunkach jest najlepszym wyjściem. Chciałbym dodać, że w końcowym etapie mojego pierwszego małżeństwa nasze współżycie nie układało się zbyt dobrze. Jednak z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, iż nigdy nie zdecydowałbym się na wystąpienie o rozwód. Ale muszę też przyznać, że dopiero w drugim małżeństwie odnalazłem prawdziwą miłość i prawdziwą rodzinę. Moje pierwsze małżeństwo zawierałem mając 21 lat. Czy to, iż nie umiałem przewidzieć, że moja żona tak diametralnie zmieni się po prawie 15 latach małżeństwa, jest moją winą? Następną absurdalną, choć z punktu widzenia matematycznego uzasadnioną, jest sprawa możliwości przystępowania do Komunii świętej niesakramentalnych małżonków żyjących ze sobą jak brat z siostrą. Przecież pierwsze zawarte małżeństwo tak czy tak nie istnieje, a było zawierane w obliczu Pana Boga. Ja tego po prostu nie rozumiem. Mam wrażenie, że jest to jakieś omijanie pewnych obiektywnych stanów.

2. Czy czuję się odrzucony… Oczywiście, że tak. I to w bardzo wielu aspektach. Na wstępie pragnąłbym uściślić, że nie czuję się potępiony i odrzucony przez Pana Boga, a jedynie przez przedstawicieli Pana Boga na ziemi. Aby uwypuklić niedorzeczność takiego stanu, należy dodać, iż sprawy te różnie są traktowanie w różnych państwach na świecie, choć w tym samym Kościele.

Podsumowując, chciałbym wyraźnie powiedzieć, że jestem przeciwny rozwodom, ale jednocześnie przeciwny też jestem temu, aby utrzymywać małżeństwo na siłę ze szkodą dla dzieci i samych małżonków, żyć w ciągłym stresie i mieć pretensje do całego świata, że jest się w takim położeniu. Czasami wydaje mi się, że jedynym uzasadnieniem niemożności spowiadania się i przyjmowania Komunii świętej jest odwodzenie innych od rozwodu i zawierania związków niesakramentalnych. Przecież nie o to chodzi. Nie każdy rozwód może być mierzony tą samą miarą. Wydaje mi się nieuzasadnionym zabronienie zbliżania się do Pana Boga kochających się i żyjących bogobojnie współmałżonków w związkach niesakramentalnych.

Jerzy

* * *

1. Eucharystia jest dla mnie pięknym domem, darem danym mi przez samego Boga. Mimo że zdaję sobie sprawę, iż sam Jezus Chrystus przychodzi do mnie poprzez Eucharystię, nie potrafię w pełni docenić owego zbawczego cudu, z powodu moich licznych ułomności duchowych. Wydaje mi się, że człowiek do końca nie jest w stanie zrozumieć bezinteresowności, potęgi i chwały ukrytej w Eucharystii mszy św. To Eucharystia jest zwieńczeniem wkroczenia osobowego Pana Boga w dzieje człowieka. Jest też doskonałym łącznikiem pomiędzy Starym i Nowym Przymierzem.

Jestem przekonany, iż wiekopomne słowa Jezusa Chrystusa „Czyńcie to na moją pamiątkę” są najbardziej zobowiązujące dla ułomnego człowieka. Tymi słowami Jezus zobowiązuje każdego człowieka do wypełniania woli Boga z radością i wiarą w życie wieczne.

Eucharystię rozumiem nie tylko jako symbol, lecz przede wszystkim jako życie Jezusa Chrystusa na Ziemi, poprzez które unaocznił ludziom sens miłości, męki cierpienia i śmierci za drugiego człowieka. Słowem, Eucharystia jest dla mnie przypomnieniem życia i działalności Jezusa Chrystusa, które naśladując i wiernie wypełniając, można dojść do doskonałości.

2. W żadnej mierze nie czuję się odrzucony przez Kościół katolicki z racji trwania w małżeństwie niesakramentalnym. Jestem głęboko przeświadczony o zasadności bezwzględnego poszanowania sakramentu małżeństwa, co się wyraża w jego nierozerwalności. Przecież to Jezus Chrystus powiedział: „Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. Dzięki Piotrowi naszych czasów, Janowi Pawłowi II, czuję się wręcz przygarnięty, a nie odrzucony. Ten widzialny szafarz Jezusa Chrystusa głosi, iż każdy człowiek może być zbawiony, ponieważ w mocy Boga jest przebaczyć i darować nawet największe grzechy największemu grzesznikowi. Ileż to razy naród wybrany podnosi swój twardy kark i zaciśniętą pięść przeciw Bogu swojemu, lecz Bóg w swym miłosierdziu przebacza mu wszystko, jeśli okaże szczery żal za swoje grzechy. Osobiście czuję się jak syn marnotrawny wobec Kościoła katolickiego, którego prawo niestety odrzuca mnie, zabraniając złączyć się istotowo z moim Bogiem i Panem.

Całym sercem i duszą kocham Jezusa Chrystusa i Jego Kościół, i szczerze żałuję za grzechy. Dlaczego więc nie mogę połączyć się z Nim w Komunii świętej?

Bolesław