Świątynia Przymierza
fot. zdenek machacek / UNSPLASH.COM

Świątynia Przymierza

Oferta specjalna -25%

Nowe stare błędy

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

„Najlepszym, najbardziej odpowiednim, naturalnym miejscem dla sztuki nowej jest w każdej niemal sytuacji wnętrze nowo wzniesionego kościoła” 1 — pisał przed laty ks. Janusz Pasierb. Rady autora książki Ochrona zabytków sztuki kościelnej i zarazem jednego z najlepszych znawców przedmiotu wciąż na niewiele się zdają. Lęk przed „nową sztuką” nie jest jednak wyłącznie polskim problemem. „Nowe” jest podejrzane, niechciane czy nawet zakazane. Budzi nie tylko kontrowersje — często staje się przedmiotem rozlicznych ataków i działań, w których swoich racji nie broni się bynajmniej mocą przekonujących argumentów.

Kiedy polska rzeźbiarka, Ludwika Ogorzelec, wykonała drogę krzyżową w paryskim kościele Saint–Pierre–de–Gros–Caillou, mimo że swojego projektu i tak nie mogła doprowadzić do końca, jej „śmiała” realizacja miała więcej wrogów niż zwolenników. Pomysł drogi krzyżowej, w której kolejne stacje umieszczone zostały w — rozciągającej się przez całą świątynię — cierniowej koronie okazał się zbyt… awangardowy. Przykłady można by mnożyć, lecz sytuacja, w której zamysł artysty zyskuje konkretny kształt i tak jest często najlepszą z możliwych. Artyście pozostaje zazwyczaj gorzkie doświadczenie niezrozumienia. Nierzadko też pojawia się podejrzenie o… odstawanie od kościelnej — czyli uświęconej — rzeczywistości. I choć jedyną racją „przeciw” bywa założenie, iż „ludziom nie będzie się to podobać”, względy społeczne czy, raczej, środowiskowe okazują się „nie do przebicia”.

Jakby wbrew dominującym trendom, wbrew licznym oponentom, powstawał kościół Notre–Dame–de–l’Arche–d’Alliance w piętnastej dzielnicy Paryża. Podobnie jak katedra w Evry, zbudowana według projektu Mario Botta, Świątynia Przymierza jest dla niektórych przykładem odwagi, symbolem nowego wieku. Zdaniem innych świadczy o zamiłowaniu Arcybiskupa Paryża „do metalu”. Dla jeszcze innych jest znakiem czasu… dowodem zlaicyzowania, upodobniania się Kościoła do świata. „Im mniej kościołów, tym mniej ludzi uczestniczy we Mszy świętej” — tłumaczył kardynał Lustiger. Uznał, że w dzielnicy, gdzie liczba praktykujących jest znikoma, potrzebna jest nowoczesna świątynia.

Kościół Notre–Dame–de–l’Arche–d’Alliance kosztował 23 miliony franków. Jego powierzchnia wynosi w całości 2500 m2, powierzchnia użytkowa — 1500 m2, zaplecze parafialne — 500 m2. Do powstałej przy kościele parafii należą 52 tysiące mieszkańców. Arcybiskup Paryża uważa, że normą dla parafii jest liczba 15–20 tysięcy osób. „Co oznacza dla parafii 15 tysięcy mieszkańców, skoro wiadomo, iż praktykujący stanowią znaczną mniejszość”— pytał na łamach „Le Monde” Xavier Ternisen 2. Kościół, wkomponowany w przestrzeń urbanistyczną, nie naruszający jej struktury, zaprasza przechodzących w miejsce szczególne, gdzie odnaleźć można skupienie i ciszę. Konstrukcja, jak tłumaczą inwestorzy, odpowiada nowej koncepcji parafii. Wprawdzie są tacy, którzy preferują „publiczne ogrody” albo wolą w niedzielę „pograć z dziećmi w piłkę”. Chociaż wśród przeciwników budowy nowej świątyni byli i tacy, którzy uważali, że o wiele bardziej w dzielnicy potrzebne jest nowe centrum handlowe, nie wolno pozostać obojętnym na głos tych, którzy szukają „czegoś innego”, którym nie wystarczą świąteczne zakupy czy spacer z rodziną. Nie wolno też zapominać, że co roku we Francji o chrzest prosi ponad 10 tysięcy młodych ludzi.

„Architecture–Studio”, czyli wykonawca projektu, przypomina, że biblijna Arka Przymierza była drewnianą skrzynią, nakrytą złotą płytą, podtrzymywaną przez cherubinów, gdzie przechowywano tablice prawa, była ona miejscem zamieszkania Boga. Przez wieki przestrzeń, w której objawiał się ten sam Bóg Izraela, przybierała różne formy. Pan Bóg — mówiąc inaczej — wybierał sobie różne „przestrzenie”. Kościół nie jest tylko materialną inwestycją, jest miejscem spotkania człowieka z Bogiem, miejscem odczuwalnej Jego obecności. Nie można wciąż powielać tych samych wzorców. Nie można myśleć wciąż tymi samymi kategoriami i nie dostrzegać tak społecznych, jak i religijnych przemian.

„Za granicą, szczególnie w Polsce i Rumunii, gdzie projekty kościołów są tak banalne jak świąteczna rozrywka, nie ma takiego problemu: zawsze jest i nawa, i dzwonnica. Wydaje się [tam], że Corbusier, Ronchamp i Tourette nigdy nie istnieli. Ani August Perret, który wiedział, jak obronić swoje dzwonnice…” — twierdzi autor artykułu o Świątyni Przymierza. Frédéric Edelmann zauważa przy okazji, że ten sam problem pojawia się w wielu religiach. Pisząc o kościołach, synagogach i meczetach konstruowanych przy pomocy „ekierki i cyrkla” powołuje się na „straszną kopię rzymskiej bazyliki Świętego Piotra” w Yamoussoukro, nowe synagogi w dwunastej i dziewiętnastej dzielnicy Paryża oraz wielki meczet w Casablance.

Coraz częściej pojawiają się opinie, że brakuje dzisiaj wybitnych architektów, potrafiących stworzyć taką przestrzeń, która sprzyjałaby medytacji. Jeśli musimy kopiować — to znaczy, że postępujemy tak, jak byśmy sami nie umieli myśleć, wierzyć, modlić się. Dominuje gigantomania i architektoniczne „materii pomieszanie”. Wychodzi się poza skalę człowieka, buduje się przestrzeń „nie liczącą się z ludzkimi doświadczeniami”. Wznosi się takie „miejsca święte”, które prawie niczym nie różnią się od naszych domów, gdzie wystarczą „dziury do wejścia i dziury do patrzenia na świat”. Kościelne decorum odzwierciedla kiczowate wnętrza naszych mieszkań. Świątynię coraz rzadziej traktuje się jako miejsce kontemplacji, staje się ona jedynie miejscem (religijnej ponoć) manifestacji.

„Bardzo ważne jest, aby wykonanie nowego dzieła sztuki do zabytkowego kościoła powierzać zawsze artyście najwyższej klasy. Należy powrócić do dawnej i dobrej tradycji, zgodnie z którą Kościół miał na swoich usługach artystów najwybitniejszych” 3 — pisał ks. Janusz Pasierb. Dodać wypada, iż nie tylko zabytkowe kościoły należy powierzać „artyście najwyższej klasy”. Wbrew temu, co się głosi, nie brakuje wybitnych malarzy, rzeźbiarzy czy architektów. Brakuje sprzyjającej atmosfery, otwartości, myślenia „na przyszłość”. Brakuje, jeśli chodzi o kościelne instytucje, ludzi kompetentnych, a często zwykłej pokory, umiejętności powiedzenia sobie, że nie jestem specjalistą od wszystkiego. Brakuje rozeznania, wiedzy, dobrego smaku, intuicji…

Gdyby nie biskup Campins i Barceló z Palma na Majorce, którego Gaudi poznał w 1899 roku, czy biskup Juan Bautista Grau i Vallespinós — z hiszpańskim architektem–ekspresjonistą łączyło ordynariusza León miejsce urodzenia — zapewne inaczej wyglądałaby dzisiaj palmańska katedra, pałac biskupi w Astorga czy słynna Sagrada Familia w Barcelonie. Gdyby nie przychylność kardynała Lustigera, Martin Robain nigdy nie zrealizowałby swojego „trudnego projektu”.

„Jezus jest więźniem administracji” — mówi ks. Emmanuel Schwab, proboszcz Świątyni Przymierza. Kościelni administratorzy muszą pamiętać o tym, że „także sztuka naszej epoki oraz wszystkich narodów i regionów może się swobodnie rozwijać w Kościele”. Ordynariusze mają się starać — jak radzi soborowa Konstytucja o liturgii świętej — „raczej o szlachetne piękno aniżeli o sam przepych”. Vaticanum II nie tylko nie popiera „niskiego poziomu, przeciętności lub naśladownictwa”, ale też zaleca zasięgać opinii „wybitnych znawców”, a nawet „otaczać opieką artystów”. Idzie jeszcze dalej, widzi bowiem możliwość „zakładania szkół lub akademii sztuki kościelnej w tych krajach, w których okaże się to potrzebne” 4.

Jezus nie musi być „więźniem administracji”, Jego wyobrażenie nie musi koniecznie być dostosowane do wyobraźni tych, którzy dysponują środkami, ale nie zawsze mają odpowiednie predyspozycje czy, po prostu, nie znają się na rzeźbie, obrazach i architekturze. Więcej chyba szkody wyrządzają ci, którzy „masakrują krajobraz” i profanum mylą z sacrum, niż ci, którzy czasem gubią się w swym poszukiwaniu.

Jeśli zarządcy i budowniczowie nie pozwolą współczesnym artystom „dołączyć swojego głosu do tego cudownego hymnu chwały, który w poprzednich wiekach najwięksi artyści wyśpiewali na cześć wiary katolickiej”, Jezus pozostanie więźniem naszej ubogiej wyobraźni, zaś wieki przyszłe — jak mijające stulecie — mierzyć będziemy nie miarą dokonań, lecz miarą upadku. Jeśli nie będziemy mieli zaufania do tych, w których Duch Święty także działa, skazani będziemy na działanie innego ducha… a nasze domy i świątynie w niczym nie będą przypominały „świętego miejsca”, do którego się ucieka, za którym się tęskni, w którym przebywać się pragnie.

Paryż

1 Janusz St. Pasierb, Ochrona zabytków sztuki kościelnej, Warszawa 1995, s. 165;
2 „Le Monde” z 19 czerwca 1998 roku, s.26;
3 Ks. Janusz St. Pasierb, dz. cyt., s.167;
4 KL 123–128.

Świątynia Przymierza
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...