Zamyślenia nad śmiercią
fot. zdenek machacek svrwtJKzv / UNSPLASH.COM

Zamyślenia nad śmiercią

Śmierć zawsze przerażała i zachwycała ludzi. Po dzień dzisiejszy budzi ona trwogę. Ludzie uciekają przed spotkaniem ze śmiercią na wszelkie tylko możliwe im sposoby, chcą bowiem zachować to, co śmierć kończy, ich własne życie. Jeśli nie jest pewne miejsce i czas tego spotkania, to pewne jest, że do niego wcześniej czy później dojdzie. W tym sensie rację ma filozof twierdzący, że człowiek jest: byciem ku śmierci.

Po dzień dzisiejszy śmierć fascynuje ludzi, być może dlatego, że jest czymś niesamowitym. Niesamowitość śmierci polega między innymi na tym, że śmierć jest „w środku” życia. Ona nie może się obejść bez życia. Wydaje się, że w tej walce „na śmierć i życie” między życiem i śmiercią, właśnie śmierć ostatecznie zwycięży, że ona jest panem absolutnym. Dlatego niektórzy wybierają śmierć jako absolutny koniec życia, które dla nich stało się nie do uniesienia.

Czy „ucieczka” przed śmiercią ma szansę powodzenia? Co jest „po drugiej stronie” życia? Czy jakieś ludzkie nadzieje dotyczące „życia po śmierci” są do urzeczywistnienia? Jak przedstawia się chrześcijańska wiara, nadzieja i miłość w konfrontacji ze śmierci?

Biorę do ręki pracę filozofa religii B. Welte, w której analizuje on śmierć jako ostateczną próbę nadziei 1: „Celem tutaj podjętych myśli i przeprowadzonych analiz jest przybliżenie pytającemu człowiekowi tego, co może powiedzieć śmierć nam, żyjącym. Przede wszystkim chodzi tutaj o przybliżenie chrześcijańskiej Dobrej Nowiny dotyczącej powstania z martwych i to tak, aby można było coś odczuć z jej powagi i coś zobaczyć w świetle jej obietnicy. Książeczka ta winna zachęcić i dodać odwagi do pracy, jaką podejmują ciągle na nowo wiara i nadzieja”(s. 5).

Książeczka składa się z trzech rozdziałów, które roboczo można zatytułować: 1. Fenomenologiczny opis umierania i walki ze śmiercią, 2. „Wgląd” w istotę śmierci i postawy z nią związane: nadzieja, rozpacz, pociecha, 3. Dobra Nowina Jezusa Chrystusa o śmierci.

Narodziny są początkiem umierania. Człowiek „ma” czas, aby oswoić się ze śmiercią. Ale ludzie nie umierają w tej samej kolejności, w jakiej przyszli na ten świat. Każdy ma własny czas i miejsce spotkania ze śmiercią. Śmierć wybiera! Każdy wiek i każde miejsce jest dla niej dobre. Ona przychodzi nie tylko do podeszłych w wieku, schorowanych, będących na oddziale intensywnej terapii. Ona obejmuje śmiertelnym uściskiem tych, którzy jeszcze nie rozpoczęli samodzielnego życia i tych, którzy zobaczyli dopiero światło dnia. Śmierć wybiera! Przyjdzie do wszystkich, o nikim nie zapomni. Na pytanie: „Dlaczego muszę w tym czasie i w tym miejscu umrzeć?” śmierć odpowiada niezgłębionym milczeniem. Milczenie śmierci jest bardzo wymowne. Co ono nam mówi?

Nauka i technika otworzyła przed człowiekiem niezwykłe perspektywy czasu i przestrzeni. Osiągnięcia nauki i techniki są niezwykłe. Ale niezwykłości osiągnięć nauki i techniki jeszcze bardzo daleko do niesamowitości śmierci. Zrównanie niezwykłości z niesamowitością jest niemożliwe. Człowiek żył, żyje i będzie żyć w cieniu śmierci.

Co możemy „pojąć” z niesamowitości śmierci? Czy jej niezgłębione milczenie jest znakiem nicości, końca ludzkiego bycia, czy raczej znakiem pełni, osiągnięcia przez człowieka siebie samego?

Jakkolwiek ma się sprawa ze śmiercią, czy stanowi koniec ludzkiego bycia, czy wiedzie do jego pełni, jej niesamowitość i jej niezgłębione milczenie objawiają powagę sytuacji, w jakiej znajduje się umierający. Po śmierci nic już nie będzie tak, jak przed śmiercią. W słowie „powaga” mieści się: „ważność”, „waga” śmierci. W śmierci chodzi o wszystko! W życiu chodzi o to lub tamto; w śmierci chodzi o wszystko, o nas samych. Na tym też polega niesamowitość i niewypowiedzialność śmierci. Droga życia wiedzie ku śmierci. Nie można na niej kroku przyśpieszyć, ani zwolnić. Z drogi życia nie można zejść i nie można na niej iść pod prąd. Droga ku śmierci jest jednokierunkowa.

Śmierć wzrusza fundamentami naszego istnienia do tego stopnia, że życie jest wydarzeniem jednorazowym i niepowtarzalnym. Świadomość czasu życia darowanego człowiekowi wiodła do „ćwiczenia dobrej śmierci”, które było niczym innym, jak ciągłym powrotem do życia odpowiedzialnego. Człowiek odpowiada przed sobą za siebie. Jego życie nie polega na wyżyciu, lecz na przeżyciu: wyżycie dokonuje się na poziomie instynktu, przeżycie na poziomie ducha. Śmierć nie jest tylko rozpadem bio–fizyko–chemicznego systemu, bo życie człowieka jest czymś więcej niż tylko organiczną całością. Racjonalny porządek nie jest w stanie ostatecznie wyjaśnić życia, rozum osiąga swoje granice w śmierci. Śmierć jest sytuacją graniczą, w której odsłania się transcendencja, objawia się Absolut. Nic tak nie objawia Absolutu jak śmierć. Absolut można jednak próbować zracjonalizować i żyć rozumną zasadą nadziei. Jaki może być sens takiego przedsięwzięcia?

Rozum nie ostoi się przed Absolutem, tylko wiara. Ale czy siły zatrwożonego serca człowieka mogą oprzeć się niezgłębionemu milczeniu śmierci? Tak! Jeśli bowiem śmierć jest w stanie „wzruszyć” fundamentami życia, tak chrześcijańska wiara, nadzieja i miłość jest w stanie „wzruszyć” fundamentami śmierci. Skąd ta możliwość? W czym jej moc? Wiara, nadzieja i miłość mówią, że człowiek nie jest sam. Sam człowiek nie może oprzeć się śmierci, samotność jest śmiercią. Człowiek nie może być sam, ponieważ stworzenie nie może istnieć bez Stwórcy. Stworzenie jest przez Boga i dzięki Bogu. Znów pojawia się niesamowitość śmierci tym razem przez to, że ona „oddaje” stworzenie Stwórcy. Wszystko jest znów „w porządku”, to, co należy do siebie, jest znów razem! Umierający w chwili śmierci wypuszcza ze swej ręki dłoń kochającego, kochający nie może zatrzymać w wiecznym uścisku umarłego. Co nie jest możliwe dla człowieka, jest możliwe dla Boga. Stwórca nie może nic innego, jak właśnie w chwili naszej śmierci „być–z–nami–i–dla–nas”. Istotą Boga jest istnienie. Imię Boga „pokrywa się” z tym, kim On jest. Jezus, Syn Boży, jako pierwszy Człowiek „przeszedł” przez śmierć do życia wiecznego z Ojcem. Chrzest „na śmierć i życie Jezusa z Ojcem” włącza człowieka tak w Boga, że śmierć nie jest już w stanie mu nic zrobić. Dobra Nowina Jezusa Chrystusa o powstaniu z martwych „wstrząsa” fundamentami śmierci. Ona jest też podstawą naszej chrześcijańskiej wiary i nadziei, że miłości Boga do człowieka i miłości człowieka do Boga nie jest w stanie zniszczyć nawet śmierć.

Maleńka książeczka o śmierci i życiu. Nie można jej czytać jak powieści, jej stronice, akapity, zdania trzeba modlitewnie medytować. Do życia człowieka należy myśl modlitewna. Trzeba myśleć w świetle prawd wiary nad tym, co jest, aby wtedy, kiedy tego, co teraz jest, nie będzie, było tym, czym być winno. Człowiek winien „osiągnąć” siebie, wypełnić swe życie. Zamyślenie nad śmiercią prowadzi — dosłownie i w przenośni — ku pełni życia.

1 B. Welte, Sterben. Der Ernstfall der Hoffnung, Knecht Verlag — Frankfurt am Main 1998, s. 61.

Zamyślenia nad śmiercią
ks. Jerzy Machnacz

urodzony 10 stycznia 1949 r. we Wrocławiu – polski filozof i ksiądz katolicki, były salezjanin, profesor nauk teologicznych, przedstawiciel tomizmu fenomenologicznego. W 1968 roku ukończył naukę w Lotniczych Zakładach Nauk...