fot. fot. maarten-duineveld/unsplash

Slalom przez niedoczas

Świat ponoć ostatnio wyhamował, a ja z niczym się nie wyrabiam. Ten felieton też wyślę do redakcji spóźniony. Czuję się jak narciarka zjazdowa. Zakręt po zakręcie muszę kłaść cały ciężar ciała na jednej albo na drugiej nodze, żeby nie wypaść z trasy. A może lepiej byłoby, gdybym wreszcie wypadła?

To byłaby ulga – zawalić coś, naprawdę nie dać rady i uznać granice. A tak kładę kolejne slalomowe tyczki, ze wszystkim jestem na ostatnią chwilę, ale nie dość późno, żeby się nie udało. Daję radę pomimo zmęczenia. I to mnie gubi. Bo obrany styl życia to taki slalom, w którym metę albo nowy tor trzeba sobie wyznaczyć samemu. Ja wybrałam pracę i pęd, a w pędzie szczególnie trudno o trzeźwe myślenie i dobre decyzje. Wbrew powszechnemu skojarzeniu do zmiany potrzeby jest nie ruch, a zatrzymanie. Ile to już razy próbowałam zaciągnąć ręczny?

Umiejętności bywają przekleństwem. Wiem to, bo je posiadam, na własne strapienie – dość rozmaite, co mnie kwalifikuje do pakowania się w zawodowe przedsięwzięcia od Rzymu po Krym. Jestem jak bohater dowcipu o facecie, który biega w kółko z pustą taczką, bo nie ma czasu jej załadować. Jeśli mają państwo romantyczną wizję publicystki i pisarki jako postaci przechadzającej się po mieście z zafrasowaną miną lub spoczywającej w fotelu z notesem i ołówkiem, prosz

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się