Siedem filarów drogi do doskonałości

Siedem filarów drogi do doskonałości

Zastanówmy się nad tym, co stanowi istotę naszego życia i co jest naszym wspólnym powołaniem: nad świętością. „Wolą Bożą jest uświęcenie wasze”, mówi apostoł Paweł.

Bądźcie więc wy doskonali

Mt 5,48

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Pragnę was jednak uspokoić — jest to powiedziane w czasie przyszłym: Będziecie! Na szczęście mamy całe życie, by do tego dojść.

Skąd więc ten nakaz skierowany do nas przez samego Boga i bez przerwy powtarzany przez Pismo, przez Stary i Nowy Testament? Jest tak z wielu ważnych powodów tworzących razem „siedem filarów świętości”. I to w perspektywie — zapamiętajmy ten obraz — owej świętej świątyni, która ma zostać zbudowana. „Bo świątynia ta jest święta, a wy nią jesteście!” (1 Kor 3,17).

Jesteśmy dziedzicami

Pierwszy z tych powodów narzuca się niejako od razu. Jest nim to, że nie mamy wyjścia! Jesteśmy dziedzicami. Jesteśmy synami świętości. Tak, „dziedzicami Boga i współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8,17). Jest to pierwszy filar świętości.

Nasz Ojciec jest święty. Jest On „Bogiem świętym”. Jest Świętym par excellence. A my jesteśmy Jego dziećmi, które mogą być „nazwane dziećmi Bożymi, bo rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1)! Możemy przypomnieć sobie o tym, zwracając się do Niego trzy razy dziennie: „Ojcze nasz, któryś jest w Niebie, święć się imię Twoje” (Mt 6,9). Jakżeż odtąd nie chcieć postępować jak prawdziwe dzieci Ojca?

Nasz Brat jest święty. Jest On Synem najświętszym. Będąc, z tytułu Syna Jedynego, Bratem wszystkich, jest On także wzorem wszystkich, bo dla wszystkich stał się „pierwszym spośród wielu braci”. Oto więc jesteśmy przeznaczeni do tego, by „stać się na wzór obrazu Jego Syna” (Rz 8,29). Tak, ten Syn Najwyższego stał się właśnie „Najniższym”, by wezwać wszystkich ludzi — choćby byli najbardziej grzeszni i najbardziej oddaleni — do świętości. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko wstępować w ślady Świętego Brata!

Idźmy jeszcze dalej. Nasz przyjaciel jest święty. Przyjaciel naszych dusz, bliższy nam niż my sami sobie (tak bardzo, że „Jego Duch łączy się z duchem naszym”), jest obecny w nas, będąc źródłem wszelkiej świętości. Jest On nim w najwyższym stopniu, będąc ze swej definicji Duchem Świętym. I ów „Duch Boży mieszka w nas” (Rz 8,9–11). Z Niego się zrodziliśmy i przez Niego jesteśmy na nowo stwarzani. Mamy udział w Jego życiu. Przez Niego wchodzimy w Życie wieczne. „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Ga 5,25)!

Oto więc pierwsze stwierdzenie będące prawdą bardzo wzniosłą. Ojciec, Stworzyciel, uczynił nas „na swój obraz”. Syn, Zbawiciel, pragnie, byśmy byli „na Jego podobieństwo”, a Duch Uświęciciel pragnie być ożywicielem naszego życia. Jesteśmy przeto dosłownie „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1,4). Pisząc do chrześcijan, apostoł Paweł nie waha się już odtąd zwracać się do nich: „święci”! Jesteśmy więc zaproszeni — jeśli oczywiście zgadzamy się na to — by postrzegać siebie jako „współobywateli świętych i domowników Boga” (Ef 2,19).

Kiedy rozpoczęliśmy nasze życie monastyczne w mieście, w sercu Paryża, napisaliśmy: „Nasza przygoda będzie przygodą świętości albo nie będzie jej wcale”. Tak więc jesteśmy bardzo wrażliwi na słowa Ojca Świętego Jana Pawła II:

Życie monastyczne było w historii Kościoła żywą obecnością owego działania Ducha jako uprzywilejowana przestrzeń miłości Boga i bliźniego, świadcząca o Bożym planie uczynienia z całej ludzkości wielkiej rodziny synów Bożych w celebracji miłości 1.

Jakiż to pierwszy filar w budowaniu świętej świątyni „dla świętego kapłaństwa”! Owego kapłaństwa królewskiego i chrzcielnego, do uczestnictwa w którym zaproszony jest każdy chrześcijanin.

Jesteśmy wezwani

Drugim filarem jest naglące wezwanie skierowane do nas przez Pana! Jesteśmy nie tylko dziedzicami, ale też i osobami wezwanymi. W naszej pysze przebranej w fałszywą pokorę chętnie schronilibyśmy się w poczuciu, że nie jesteśmy do niczego zdolni. Bez Bożej łaski jest to bez wątpienia prawda! Jego łaska w nas jednak nie chce „pozostawać daremna” (1 Kor 15,10). Bóg, przeciwnie, w swej wielkiej pokorze z góry obdarzył nas pełnym miłości przeznaczeniem, byśmy mogli stać się „święci i nieskalani w miłości przed Jego Obliczem”; a to „ku chwale majestatu swej łaski” (Ef 1,4–14). Jakie powołanie! I jakąż „nadzieję otwiera nam Jego wezwanie” (Ef 1,18)!

Był w Polsce ktoś, ktoś kto doskonale to zrozumiał. Już mając 20 lat, napisał na pierwszej stronie swojego rekolekcyjnego notatnika: „Chcę zostać świętym. Wielkim świętym!”. Nazywał się Maksymilian Kolbe. Oto najprawdziwsza chrześcijańska pokora. Nie sprzeniewierza się ona „tajemnicy Jego woli” (Ef 1,9). Nie jest głucha na wezwanie Jego głosu. To wezwanie Pana — zarówno osobiste, jak i powszechne, a więc skierowane do każdego — mówi nam: „świętymi bądźcie, bo Ja, YHWH, wasz Bóg, jestem święty”! (Kpł 19,2). Apostoł Piotr powtórzy je dosłownie w swoim Pierwszym Liście. W pierwszej encyklice pierwszego papieża, można by powiedzieć!

Jest więc jasne, że jeśli istnieje ktoś, kto „pragnie pragnieniem wielkim” (Łk 22,15) widzieć nas świętymi, to jest to właśnie On, nasz Bóg trzykroć święty. Możemy powiedzieć, że jest tylko jedno powołanie dla wszystkich, że nie jest ono czymś dowolnym i że jest to powołanie do świętości. „Albowiem wolą Bożą jest uświęcenie wasze” (1 Tes 4,3). Modląc się zatem o spełnianie się Jego woli, modlimy się do Ojca właśnie o ową świętość, jak nauczył nas tego Jezus i jak Duch szepce w nas, mówiąc: Abba!

Oto wielkie Boże wezwanie. Droga została wyznaczona. Cel wskazany. Bóg sam przemówił. Jakże nie pragnąć stać się tym, czym jesteśmy, i znaleźć tego, czego szukamy? Wezwanie rozlegające się od pierwszego dnia naszego chrztu rozlegnie się w taki sam sposób w dniu ostatecznego Wezwania. W dniu, w którym „będą cię sądzić z miłości”, jak mówi św. Jan od Krzyża – „Postępujmy drogą miłości, bo i Chrystus nas umiłował” (Ef 5,2).

Przyjąć Jego świętość

Trzeci filar to powiedzenie sobie, że nasza świętość polega na przyjmowaniu Jego świętości.

Nawet jeśli dziedzictwo jest oczywiste a nakaz przynaglający, stajemy w istocie wobec poważnego problemu. Dwie podstawowe prawdy zdają się zrazu przeszkodą w naszym podążaniu ku świętości. Z jednej strony jest rzeczą pewną, że „Bóg sam jest święty”. Z drugiej strony jest nie mniej pewne, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Jak wyjść z tego dylematu? Czy nie znajdujemy się tu u stóp podwójnego impasu? Tu solus sanctus, śpiewamy w Gloria. „Grzech mój jest zawsze przede mną” (Ps 51,5), wyznaje psalmista. Sprzeczność wydaje się radykalna.

Tak jednak nie jest. Wystarczy się nawrócić. To znaczy powrócić ku owej „wąskiej bramie” (Mt 7,13–14), do przejścia której zaprasza nas Chrystus. Jeśli nie możemy dotrzeć do Boga, to Bóg zstąpił do nas. W owej ślepej uliczce został uczyniony wyłom. Niebo się rozdarło. Boże życie, „Boża miłość rozlana jest w naszych sercach” (Rz 5,5).

Nasza świętość polega zatem na przyjmowaniu Jego świętości. Ta zaś nie jest najpierw sprawą heroizmu czy moralizowania. Nawet jeśli w sprawie kanonizacji świętych Kościół mówi o heroiczności cnót i prawości życia, to także one są owocem łaski Bożej. Święty Paweł, mówiąc o tym, używa porywającego zwrotu: „Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie” (Rz 11,32). A jakże bardzo jest miłosierny nasz Ojciec niebieski! Nauczyliście się w ciągu wieków odważnego powierzania się Bożej Opatrzności. Wiecie coś o tym, żyjąc w nasłuchiwaniu wielkiej i pięknej świętej Faustyny.

Pozostaje nam więc jedynie przyjąć tę świętość przekazaną, darowaną. I uczynić ją naszą. Pozwolić się uzdrowić, obmyć, postawić na nogi, nawrócić, poprowadzić do „odnowienia naszego człowieka wewnętrznego”. To tym właśnie jest świętość: zrodzeniem przez Tego, który jest naszym Ojcem o sercu Matki. Zrodzeniem do życia, do Jego życia, które odtąd staje się życiem wiecznym.

„Jak łania spragniona wody żywej” jesteśmy prowadzeni do wody życia. I z zachwytem odkrywamy, że oto jest ona tuż blisko, pochodząca z nieba, lecz „wytryskająca w nas na życie wieczne”. Jeśli zatem pozwolimy owej „łasce uświęcającej”, jak nazywa ją teologia, zamieszkiwać w głębi nas, wówczas ma ona moc, by stopniowo nas przebóstwić! „Osoby powołane do kontemplacji przemienionego oblicza Chrystusa i dawania o nim świadectwa są też powołane do przemienionego życia” 3 – mówił Jan Paweł II. Dotyczy to także wszystkich chrześcijan powołanych do tego, by jaśnieli w sercu świata jak „źródła światła”.

Wystarczy kochać

Cóż więc takiego mamy czynić, by przyjąć w sobie świętość Boga?

Spotykamy tu nowy paradoks. Nie chodzi bowiem o gromadzenie wielkich czynów, mnożenie przedsięwzięć, gromadzenie zasług. Nie. I jest to czwarty filar: świętość polega na miłowaniu. Zawarta jest w tym jednym przykazaniu miłości. Jest tak, gdyż Bóg jest miłością. Żyjąc w miłości, zostajemy zanurzeni w nieskończoność Jego miłości.

Jedno już tylko jest konieczne i w tym zawiera się „najlepsza cząstka” (Łk 10,42). Jak powtarza Pismo, liczy się „tylko wiara, która działa przez miłość” (Ga 5,6). Wystarczy zatem kochać!

Życie nie jest zbyt długie na to, by nauczyć się do tego dochodzić. Z pewnością nic nie jest równie proste, ale zarazem nic nie jest równie trudne. Jeśli żyje się prawdziwą miłością, ma się wszystko. Jeśli nie, nie ma się niczego! Gorzej: jest się niczym.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (…), gdybym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę i wiarę taką, iżbym góry przenosił (…), gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże (1 Kor 13,1–3).

Nie można być bardziej dosadnym! Wraz z miłością ma się wszystko i jest się wszystkim. Bez niej nie ma się niczego i jest się niczym. Oto świętość! Chrześcijanin przestaje być poganinem dopiero od momentu, gdy zaczyna kochać niepodzielnie i bezgranicznie — także swoich nieprzyjaciół. „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”, mówi nam Jezus. „A będziecie doskonali”!

Wszystko jest łaską

Wobec takiego wymagania szybko mogłaby nas ogarnąć pokusa zniechęcenia. To tutaj kolejny filar wspiera budowę świętej świątyni, której architektem jest Bóg, ale który jednak prosi nas, byśmy wznosili ją naszymi rękami. Bo wezwanie do świętości skierowane jest jedynie do grzeszników. Z tego prostego powodu, że na ziemi są jedynie grzesznicy. Grzesznicy, „spośród których ja jestem pierwszy” (1 Tm 1,15), może nawet powtórzyć każdy z nas za apostołem Pawłem.

Pewien hymn z naszej liturgii na uroczystość Wszystkich Świętych wspaniale to wyraża: „Tyś sam jest święty, Panie Jezu, ale w Twej łaskawości i miłości do ludzi przyszedłeś do nas i nas zbawiłeś”. Wszystko zatem jest łaską, bo „tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Zbawiciel istotnie „nie przyszedł do tych, którzy się dobrze mają”, ale by „uleczyć chorych” (Łk 5,31–32). Cóż więc stąd, że wszyscy jesteśmy chorzy i grzeszni! Wszystko może zostać naprawione, obmyte, odnowione, przekształcone, przemienione potęgą Jego łaski. Bo „z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali — łaskę po łasce” (J 1,16).

Wszyscy otrzymaliśmy naszą szansę i nie ma podstaw do znalezienia nawet jednej wymówki dla naszej małej miernoty lub naszych wielkich bezeceństw! Wystarczy — przyjrzawszy się najpierw obliczu łotra przybitego do krzyża i Marii z Magdali — spojrzeć w stronę Augustyna z Hippony, Ignacego Loyoli, Karola de Foucauld lub Sylwana z góry Atos. Nic nie może przeszkodzić świętości Boga w torowaniu sobie drogi do nas, jak tylko odmowa ze strony naszej szalonej wolności.

Spójrzmy na Szymona Piotra i Lewiego Mateusza, na Zacheusza i cudzołożną kobietę. Zobaczymy, do jakiej pełni życia może nas doprowadzić postawa duszy z prostotą otwartej na pokorę i skruchę. Można powiedzieć, że w tym znaczeniu świętość nie jest niczym innym jak nawróceniem.

W imię Chrystusa prosimy was: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy stali się w Nim sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5,20–21).

W ten sposób Chrystus posunął się aż do ogołocenia samego siebie, by napełnić nas swym własnym Życiem! Zobaczcie, jaką nadzieję otwiera nam Jego wezwanie!

Nie można lepiej wyrazić tego, że nasza świętość polega przede wszystkim na przyjęciu Jego świętości. Lubię bardzo ten apoftegmat, w którym słyszymy pewnego starego, świętego mnicha pustyni odpowiadającego młodym braciom, proszącym go o słowo: „Cóż chcecie, abym wam powiedział? Dopiero zaczynam się nawracać!”

Boży Kościół

Szósty filar: tym, który wspiera budowanie naszej świętości, jest także Kościół Boży, dany nam przez Chrystusa. Jeśli istotnie jest on „Jezusem Chrystusem — przedłużanym, przekazywanym, rozpowszechnianym w czasie i przestrzeni” 4, to jest w najwyższym stopniu kanałem wszystkich łask. Przezeń dysponujemy najlepszymi środkami do osiągnięcia ideału życia, do którego sam Pan nas wzywa. Jan Paweł II chętnie nam to powtarzał: „Wszystkie dzieci Kościoła, wezwane przez Ojca do słuchania Chrystusa, mogą jedynie dostrzec głębokie wymaganie do nawrócenia i świętości” 5. Nie można należeć do Kościoła inaczej, jak tylko rzeczywiście odpowiadając na powołanie do świętości, które w imieniu Chrystusa nam głosi.

Mamy do naszej dyspozycji to, co pięknie nazywamy sakramentami. Czyli to, co pomaga nam stać się właśnie ową „świątynią świętą”, którą jesteśmy. Przez chrzest Chrystus nas uświęca. Przez bierzmowanie Duch dopełnia w nas tego uświęcenia. Eucharystia nas do tego uświęcenia prowadzi. Rozgrzeszenie do niego z powrotem przyprowadza. Kapłaństwo i małżeństwo również uświęcają nasz stan życia, a namaszczenie chorych odnawia nas w świętości w momentach najbardziej bolesnych lub krańcowych.

Żadna religia nie proponuje tylu środków, co chrześcijaństwo, o którym można powiedzieć, że z całego Kościoła czyni wielki sakrament. Od kołyski po grób, we wszystkich okresach życia i stosownie do wszystkich stanów życia, znaki zbawienia są nam dane, by napełniały nas skutkami owej wszechobecnej łaski Bożej w ciągu całego naszego życia.

Szczególnie lubimy pewien psalm i w czasie każdego południowego oficjum śpiewamy jedną jego strofę:

Szczęśliwi, których droga nieskalana, którzy postępują zgodnie z Prawem Pańskim. Szczęśliwi, którzy zachowują Jego napomnienia, całym sercem Go szukają (Ps 119,1–2).

Jest to najdłuższy psalm psałterza. Przez 176 wersetów nie przestaje on wysławiać wszechobecności Boga nieustannie pochylonego nad swym małym stworzeniem. Stworzeniem, co do którego pragnie On, by każde stawało się wielką świętą lub wielkim świętym! I tak, olśniona tak wielką czułością, pobudzona takim wymaganiem, dusza z dziecięcą prostotą może jedynie zawołać do Boga, swego Ojca: „Biegnę drogą Twoich przykazań, bo rozszerzasz mi serce!” (Ps 119,32). Zakończmy żywiołowym wołaniem, które staje się jakby ostatecznym wyznaniem świętości: „Zbawienia Twego pragnę, Panie, rozkoszą moją Twoje prawo (…). Nie zapominam o Twoich przykazaniach!” (Ps 119,174.176).

Prawdziwie żyją jedynie święci

Na koniec jeden pewnik. Na nim również oparte jest całe podążanie do świętości. Siódmym filarem świętej świątyni, którą tworzymy, jest to, że tak naprawdę istnieją jedynie święci!

Jest rzeczą pewną, że na końcu nie będziemy mogli się ostać przed Jego obliczem i stanąć w obecności Boga najświętszego, o ile nie będziemy na Jego obraz i Jego podobieństwo. Pierwszy plan Boga wobec człowieka pozostaje jego celem ostatecznym. W Królestwie niebieskim mieszkają jedynie święci. W Domu Bożym przebywają jedynie „współobywatele świętych” (Ef 2,19).

Istotnie bowiem, jak żyć wiecznie z Bogiem, jeśli nie trwa się w całkowitej przyjaźni z Nim? Czyściec będzie owym uświadomieniem sobie tego przez nas samych i „od środka” sprawiającym, że na widok odległości dzielącej nas jeszcze od Boga będziemy pragnęli jak najszybciej spalić wszystkie zaśmiecające nas brudy i niedoskonałości w ogniu Jego miłości. To przejście przez tygiel już się zaczęło. Inaczej trzeba by je bardzo przedłużyć, by osiągnąć owo „złoto siedmiokroć oczyszczone” (Ps 66,10), o którym mówi psalm.

Kryje się tu być może jeszcze coś więcej. To, że w tym życiu, tak, w tym ziemskim życiu, rzeczywiście, prawdziwie, w pełni żyją jedynie święci! Chodzi bowiem nie o to, by żyć, korzystając z życia lub życia używając. Chodzi o to, by być ludźmi żywymi! Ludźmi żywymi, do których zwraca się liturgia, głosząc: „Wy, którzy żyjecie, błogosławcie Boga, Pana nieba i ziemi!” (Ps 115,18).

Czym bowiem jest życie? Nie jest to najpierw powodzenie ekonomiczne, rozwój intelektualny, posiadanie jakiejkolwiek władzy społecznej i owej „chwały ludzkiej” (J 12,43), którą gani Jezus, a którą dzisiejsza socjologia nazywa prestiżem. Każdy aż nazbyt dobrze wie, jak to wszystko jest kruche… Nawet dla tych nowych bogaczy, którym czasem miałoby się ochotę pozazdrościć! Prawdziwe życie jest tym, które „daje radość, jakiej nikt odebrać nie zdoła”; daje światło, czyniące nas synami światłości; daje pokój, który nie jest, jak „ten, który daje świat”.

Prawdziwe życie jest we wnętrzu. Na poziomie głębi naszego serca, naszej nieśmiertelnej duszy. Jest ono ożywiane tym słowem, Jego słowem. Słowem, o którym Jezus mówi: „Jeśli ktoś zachowuje moje słowo, nie ujrzy, nie zazna śmierci na wieki” (J 8, 51–52). Prawdziwe życie jest napełnione eucharystią i opromienione Bożą łaską. Prawdziwe życie oświetlone jest wiarą, niesione nadzieją i rozradowane miłością. Miłością, którą jest sam Bóg. Bo „każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga (…) przeszedł on już ze śmierci do życia” (1 J 4,7). Jednym słowem, życie jest prawdziwe i piękne jedynie wtedy, gdy jest ono wieczne.

Jedynie żyją więc święci. Stańcie się więc wszyscy świętymi!

Tekst jest fragmentem książki Pierre Marie Delfieux O świętości i modlitwie, która niebawem ukaże się nakładem Wydawnictwa W drodze.

1 Przemówienie końcowe IX Synodu biskupów, 27 października 1994 roku, DC 91, s. 985. 
2 Św. Jan od Krzyża, Słowa światła i miłości. Przestrogi 59; przeł. Bernard Smyrak OCD, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2003. 
3 Adhortacja apostolska Vita consecrata, 35 b. 
4 J. B. Bossuet, Lettre sur l’unité de l’ Église. 
5 Adhortacja apostolska Vita consecrata,35 b.

Siedem filarów drogi do doskonałości
Pierre-Marie Delfieux

(ur. 4 grudnia 1934 r. w Campuac – zm. 21 lutego 2013 r. w La Ferté-Imbault) – francuski ksiądz katolicki, teolog, filozof, socjolog, założyciel i przełożony generalny Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich.W 1961 roku otr...