O maturze z religii

O maturze z religii

Lubię czytać felietony i eseje. Na przykład mądrej pani profesor Jadwigi Staniszkis. No, ale nikt nie jest doskonały. W jednym z tekstów w „Ozonie” Pani Profesor negatywnie ocenia pomysł wprowadzenia możliwości zdawania religii na maturze: „to przecież egzamin państwowy, a religia to dar wiary, a nie intelektu”. Śmiem twierdzić, że Pani Profesor zabrakło w kwestii religii wymaganej precyzji. Otóż darem, czyli – mówiąc bardziej teologicznie – łaską Bożą jest niewątpliwie wiara. Natomiast uczenie się religii – choć związane jest z wiarą Kościoła – nie wymaga łaski wiary. Pewien jezuita z Portugalii opowiadał mi, że przez kilka lat uczył religii w szkole i że jego zdecydowanie najzdolniejszym, a jednocześnie najbardziej zainteresowanym religią uczniem był pewien muzułmanin. Ów młody wyznawca islamu chciał po prostu posiąść wiedzę na temat chrześcijaństwa, które ukształtowało znaczącą część naszego globu. Nic w tym dziwnego! Wszak nie brakuje chrześcijan, którzy są specjalistami od islamu, buddyzmu, hinduizmu czy też judaizmu. Rozmawiałem kiedyś z pewnym ateistą, który wychował swojego syna w ateistycznym, dalekim od chrześcijańskiej tradycji duchu. Ów człowiek zwierzył mi się, że jego 18–letni syn – patrząc w muzeum na obraz Ewy podającej jabłko Adamowi – zapytał go, co to za postaci. Ojciec pomyślał wówczas, że swoim wychowaniem pozbawił syna znajomości bardzo ważnej części kultury. To, co się kryje pod słowem „religia”, daleko wykracza poza wyznawaną wiarę. Bez względu na to, czy i jak się wierzy, warto posiadać pewien zasób wiedzy religijnej, tak samo, jak warto znać literaturę i historię.

Benedykt XVI podczas swojej wizyty w Polsce uczył nas, czym jest wiara. Podczas mszy św. w Warszawie wskazał na trzy wymiary wiary: wyznawana doktryna, zachowywanie przykazań, czyli praktyczny styl życia, oraz osobista relacja z Osobą Jezusa Chrystusa. Na religię może uczęszczać osoba, która nie doświadcza jakiejkolwiek więzi osobowej z Bogiem, a ponadto nie przyjmuje większości przykazań Kościoła katolickiego, ale chce się czegoś dowiedzieć o chrześcijaństwie i Kościele katolickim. Innymi słowy, chce intelektualnie poznać katolicką wiarę, przy czym poznawanie doktryny wiary nie oznacza studiowania jedynie abstrakcyjnych nieraz dogmatów, ale wiąże się z historią, geografią, architekturą, językoznawstwem itd. Przestrzeganie przykazań i osobiste doświadczenie Jezusa są oczywistymi elementami inicjacji chrześcijańskiej (np. przyjmowanie sakramentu bierzmowania), ale w nauce religii nie są one niezbędne.

Temat religii na maturze wywołał na forach internetowych masę kretyńskich komentarzy (nawiasem mówiąc, mam nadzieję, że średnia inteligencja w narodzie jest wyższa niż prezentowana w wypowiedziach internetowych). Pomijam tych, którzy nie chcieli usłyszeć, że chodzi o możliwość wyboru (a więc rozszerzenie wolności), i gardłowali, iż oto katoliccy talibowie zmuszają wszystkich do uczenia się religii. Większość internetowych wpisów bezrozumnie kpiła z tego, że oto teraz będzie się zdawać maturę z paciorka i chodzenia do kościółka. Jest przecież oczywiste, że nikt na maturze z religii nie pytałby o to, czy maturzysta kocha Pana Jezusa. Można byłoby natomiast postawić na maturze z religii takie zadania, jak np.: W jaki sposób formowała się Biblia?; Opisz najważniejsze odkrycia archeologiczne związane z historią biblijną; Schizma wschodnia – jej przyczyny i konsekwencje; Najważniejsze etapy ruchu ekumenicznego; Rola Kościoła katolickiego w powojennej historii Polski; Nauczanie społeczne Jana Pawła II. Chodzi tu o konkretną, obiektywną wiedzę, a nie o uczucia, które wzbudza w maturzyście procesja Bożego Ciała.

Warto ponadto zauważyć, że w Polsce – jak i w wielu innych krajach na świecie – teologię studiują nie tylko seminarzyści przygotowujący się do kapłaństwa, ale wiele osób świeckich. Ci, którzy z różnych powodów myślą o studiowaniu teologii, zapewne chętnie zdawaliby maturę z religii. I jeśli obawiałbym się czegoś w związku z wprowadzaniem matury z religii, to jedynie tego, czy katecheci podołaliby zadaniu przygotowania uczniów do egzaminu maturalnego. Zadziwiający jest fakt, że mimo katechezy w podstawówce, gimnazjum i szkole średniej, wiele osób nie ma prawie żadnej wiedzy religijnej. Na pytanie o trzy Osoby Trójcy Świętej bredzą coś o Matce Bożej, św. Józefie i Panu Jezusku albo o Kacprze, Melchiorze i Baltazarze. I nie można ich tłumaczyć tym, że widocznie nie mają daru wiary.

O maturze z religii
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....