Piętno Kaina

Piętno Kaina

Nad bramą świata, w którym żyjemy, wyryto herb demonów. Piętno Kaina na twarzy człowieka zakryło cieniem podobiznę Boga. Nigdy nie było na świecie tyle poczucia winy i smutku, cierpienia i strachu. Nigdy wcześniej ziemia nie była tak nabrzmiała od krwi. Nasi rodacy okazali się aniołami śmierci dokonującymi monstrualnego i niepojętego dzieła zagłady.

Zawstydzeni i przerażeni pytamy: kto ponosi za to odpowiedzialność?

Historia to piramida starań i pomyłek. Czasem staje się Świętą Górą, na której Bóg sprawuje sąd nad narodami. Niewielu ludzi posiadło przywilej pozwalający dostrzec im boskie wyroki w historii ludzkości. Wszyscy jednak mogą kierować się słowami Baalszema: „Jeśli człowiek zobaczy zło, niech wie, że zostało mu pokazane, by poznał własną winę i okazał skruchę. Gdyż to, co mu pokazano, jest także w nim”.

Używaliśmy imienia Boga do czczych rzeczy. Nadaremno sięgaliśmy po ideały. Wzywaliśmy Pana. Pan przyszedł. I został zignorowany. Głosiliśmy, co należy czynić, a równocześnie unikaliśmy Go. Wznosiliśmy pieśni pochwalne, buntując się przeciw Niemu. Teraz zbieramy owoce naszych zaniedbań. Przez wieki Jego głos był wołaniem na puszczy. Jak zręcznie udało się nam pochwycić Go i uwięzić w świątyniach! Ileż razy Go zagłuszaliśmy i wypaczaliśmy. Teraz widzimy, jak stopniowo milknie, porzucając jeden po drugim kolejne ludy, opuszczając ich dusze, pogardzając ich mądrością. Umiłowanie dobra zniknęło całkowicie ze świata. Mnożą się okrucieństwo, nienawiść i zbrodnia.

Przerażające rzeczy, których jesteśmy dzisiaj świadkami, rodzą wyrzuty sumienia i nieustający wstyd. Sprofanowaliśmy imię Boga, a bogactwo naszej ziemi, pomysłowość ludzkiego umysłu i bezcenne życie naszych synów i córek wydaliśmy na zatracenie. Nigdy przedtem ludzkość nie miała tylu powodów do wstydu, co obecnie. Nad ogromnymi obszarami ziemi zalega bezlitosna cisza. Dzień Pański jest dniem bez Pana. Gdzie jest Bóg? Dlaczego nie zatrzymałeś pociągów wiozących Żydów w bydlęcych wagonach na rzeź? Tak trudno wychować dziecko, troszczyć się o nie i wykształcić je. Dlaczego pozwalasz na to, by tak łatwo można było je zabić? Zakrywamy twarze jak Mojżesz, ponieważ boimy się spojrzeć na Tego, którego imię brzmi Elohim, na Jego sąd pełen mocy. Faktycznie, gdzie byliśmy, kiedy ludzie w dniach głodu uczyli się nienawiści? Kiedy szaleńcy siali ziarna gniewu w sercach ludzi bez pracy i bez środków do życia?

Współczesne dyktatury nie mogą być alibi dla naszego sumienia. Nie walczyliśmy — chociaż powinniśmy byli — o to, co prawe, sprawiedliwe i dobre. To dlatego musimy dzisiaj walczyć z tym, co złe i niesprawiedliwe. Nie składaliśmy ofiar na ołtarzu pokoju i dlatego złożyliśmy ofiary na ołtarzu wojny. Czy słyszeliście kiedyś opowieść o grupie niedoświadczonych turystów, którzy wybrali się na wycieczkę w dzikie, górskie okolice bez przewodnika? W czasie wspinaczki urwała się nagle półka skalna, na której stali, i wszyscy wpadli do głębokiej i ciemnej jaskini. Kiedy ocknęli się w ciemnościach, ujrzeli przerażeni, że wokół kłębi się pełno rozwścieczonych żmij. W miejsce każdej, którą udało im się zabić, pojawiało się natychmiast dziesięć nowych. Wszyscy desperacko walczyli z niebezpieczeństwem z wyjątkiem jednego mężczyzny, który stał z boku i patrzył. Kiedy zatrwożeni i oburzeni towarzysze zaczęli go strofować za bezczynność, odkrzyknął im: „Jeżeli tu zostaniemy, zginiemy szybciej niż żmije. Ja szukam wyjścia z jaskini dla nas wszystkich”.

Nasz świat niewiele się różni od jaskini, w której jest kłębowisko żmij. Nie wpadliśmy do niej w 1939 roku ani nawet w 1933. Osunęliśmy się w jej czeluście wiele pokoleń temu, a żmije wstrzyknęły swój jad w krwiobieg ludzkości, stopniowo nas paraliżując, uśmiercając nerw po nerwie, otępiając umysł, zaciemniając widzenie. Granica między dobrem i złem, kiedyś różnymi od siebie jak dzień i noc, zatarła się i rozmyła. W codziennym życiu czciliśmy siłę, mieliśmy w pogardzie współczucie i nie byliśmy posłuszni żadnemu prawu, a jedynie naszym niezaspokojonym żądzom. Idea tego, co święte, umarła całkowicie w duszy człowieka. Kiedy już dojrzały w nas chciwość, zawiść i niczym nieskrępowane pragnienie władzy, żmije wyhodowane na łonie naszej cywilizacji wypełzły z jaskiń i rzuciły się na bezbronne narody.

Wybuch wojny nie był wcale niespodzianką. Było to długo oczekiwane następstwo katastrofy duchowej. Ludzie, którym wpojono zasadę, że prawdą jest to, co przynosi korzyść, okazywanie zaś szacunku to przejaw słabości, przystali chętnie na jeszcze większą korzyść, którą przynosi kłamstwo: „nasze nieszczęście to Żydzi”; oraz ulegli pysze: „jutro cały świat będzie nasz”, „demokracje ludowe muszą opierać się na sile”. Ryk bombowców nad Rotterdamem, Warszawą i Londynem był jedynie echem myśli, które przez lata pielęgnowali w swych umysłach pewni ludzie i które potem przyjęły ochoczo całe narody. To z powodu naszego zaniedbania ludzie zaczęli podejrzewać, że nauka służy do wykorzystywania innych, mównice w parlamentach hipokryzji, a religia jedynie uspokojeniu sumienia. W umęczonych duszach tych, którzy wierzyli w ideały, dogmatem stała się podejrzliwość, a jedyną pociechą pogarda. Myląc tłumienie wyrzutów sumienia z intelektualnym heroizmem, wielu myślicieli wykorzystywało swoją inteligencję i pióro do tego, by szydzić z szacunku dla życia, czci wobec prawdy i wierności sprawiedliwości. I tak człowiek, który gotów był się powiesić, dochodził do wniosku, że łatwiej powywieszać innych.

Sumienie świata zostało uśmiercone przez tych, którzy mieli w zwyczaju obwiniać innych zamiast siebie. Nie zapominajmy o tym. Czciliśmy instynkty, a nie ufaliśmy prorokom. Pracowaliśmy niestrudzenie nad udoskonaleniem silników samochodów i samolotów, a tymczasem nasze wnętrze stało się wysypiskiem śmieci. Śmialiśmy się z przesądów, aż utraciliśmy zdolność wiary. Pomogliśmy zagasić światło, które zapalili nasi ojcowie. Przehandlowaliśmy świętość za wygodę, wierność za sukces, miłość za władzę, mądrość za informację, tradycję za modę.

Nie możemy zamieszkiwać spokojnie pod słońcem naszej cywilizacji tak, jak wyobrażali to sobie nasi przodkowie. O czym w ostatnich godzinach swego życia myśleli nasi umęczeni bracia? Umierali, gardząc cywilizacją, w której zabijanie cywilów stało się okazją do dobrej zabawy; cywilizacją, która dała ludziom panowanie nad siłami natury, lecz wymknęły się w niej spod kontroli siły naszego „ja”.

Samoloty i czołgi nie zbawią ludzkości; nie zbawi jej też odkrywanie poczucia winy za pomocą swobodnych skojarzeń ani podejrzliwość wobec własnego umysłu. Człowiek z rewolwerem jest jak zwierzę bez rewolweru. Zabijanie żmij uratuje nas, ale tylko na chwilę, nie na zawsze. Zwycięstwo wywalczone bronią nie zakończyło wojny, ponieważ nie udało się nam pokonać tego, co hańbi duszę: obojętności wobec zbrodni, jeśli dotyka innych. Zło jest niepodzielne. Jest takie samo w myśli i w mowie, w życiu prywatnym i publicznym. Największe zadanie naszych czasów to wydobyć dusze ludzi z jaskini pełnej żmij. Świat przekonał się, że chodzi w tym wszystkim o Boga. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, że poczucie tego, co święte, jest nam równie niezbędne, jak światło słońca. Nie ma przyrody bez ducha, świata bez Tory, braterstwa bez ojca, ludzkości bez przywiązania do Boga.

Bóg powróci do nas, kiedy będziemy chcieli przyjąć Go do siebie — do naszych banków i fabryk, do Kongresu i do klubów, do sal sądowych i komisji parlamentarnych, do domów i teatrów. Bóg jest wszędzie lub nigdzie, jest Ojcem wszystkich ludzi bądź nikogo, troszczy się o wszystko albo o nic. Tylko w Jego obecności nauczymy się, że chwałą człowieka nie jest jego pragnienie mocy, ale moc współczucia. Człowiek jest albo obrazem Jego obecności, albo uosobieniem bestii.

Rzucający się w nieprzyjacielski ogień żołnierze dają świadectwo, że życie nie jest wyłącznie pogonią za przyjemnościami, ale służbą; iż są rzeczy cenniejsze niż nasze jednostkowe istnienie i że świat nie jest próżnią. Od nas zależy, czy uczynimy go ołtarzem Boga, czy też zaludnią go demony. Nie ma w nim miejsca na neutralność. Jesteśmy albo sługami tego, co święte, albo niewolnikami zła. Oby bluźnierstwo naszych czasów nie stało się skandalem na wieki. Oby przyszłe pokolenia nie znienawidziły nas za to, że nie ustrzegliśmy i nie przechowaliśmy tego, co prorocy, święci, męczennicy i studiujący Pismo stworzyli przez tysiące lat. Apostołowie siły i przemocy pokazali, że są doskonali w czynieniu zła. Pokażmy, że potrafimy być równie doskonali w dobru. Przetrwamy, jeżeli w biurach, domach, w Kongresie i w klubach będziemy tak doskonali i gotowi do poświęceń jak nasi żołnierze na polu walki.

Jest takie Boże marzenie, które pielęgnowali w sobie prorocy i rabini, które wypełnia nasze modlitwy i przenika wszystkie akty autentycznej pobożności. Jest to marzenie o świecie uwolnionym od zła dzięki łasce Boga i staraniom człowieka poświęcającego wszystkie siły na to, by ugruntować w świecie Boże królowanie. Bóg czeka na nas, abyśmy odkupili świat. Nie powinniśmy spędzać naszego życia na gonitwie za trywialnymi przyjemnościami, gdy niecierpliwy Bóg nieustannie czeka na nasze wysiłki i poświęcenie.

Wszechmocny nie stworzył świata po to, byśmy mogli zaspokoić naszą chciwość, zazdrość i ambicje. Nie po to przeżyliśmy, by marnować lata na rzeczy wulgarne i puste. Męczeństwo milionów wymaga od nas, byśmy poświęcili nasze życie wypełnianiu Bożego marzenia o zbawieniu świata. Izrael nie przyjął Prawa ze swej własnej woli. Gdy Izrael przybliżył się do góry Synaj, Bóg uniósł ją i trzymając nad głowami ludu, powiedział: „Albo przyjmiecie Torę, albo zmiażdży was ta góra”. Góra historii znowu wisi nad naszą głową. Może powinniśmy odnowić przymierze z Bogiem?

1952

tłum. Aleksander Gomola

Fragment książki A. J. Heschla Prosiłem o cud. Antologia duchowa, która wkrótce ukaże się nakładem wydawnictwa W drodze.

Piętno Kaina
Abraham Joshua Heschel

(ur. 11 stycznia 1907 w Warszawie – zm. 23 grudnia 1972 w Nowym Jorku) – żydowski teolog, filozof, poeta, mistyk, reformator społeczny i historyk. Potomek rodu chasydzkich cadyków, studiował w Wilnie i Berlinie. Przed Zagładą uciekł do USA. Pisał o Biblii, Talmudzie, myśli średniowiecznej, filozof...