Nie płacić Murzynom

Nie płacić Murzynom

W Afryce Południowej odbyła się konferencja ONZ pod nazwą World Conference Against Racism, Racial Discrimination, Xenophobia and Related Intolerance, czyli światowa konferencja na temat rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z tym nietolerancji.

Przy tej okazji warto przypomnieć kilka mało znanych i niezbyt popularnych faktów. Handel murzyńskimi niewolnikami uprowadzonymi z Afryki i przewożonymi do Nowego Świata stanowi mało chlubną kartę w historii zachodniej cywilizacji i w zasadzie nikt o zdrowych zmysłach nie próbuje dzisiaj go usprawiedliwiać. Proponuję jednak, aby rzecz umieścić w historycznej perspektywie.

Niewolnictwo to instytucja stara jak świat. Opierał się na nim ustrój każdej starożytnej cywilizacji, od Egiptu przez Asyrię, Babilonię, Grecji i Rzymu nie wyłączając. W pierwszych wiekach naszej ery w basenie Morza Śródziemnego niewolnictwo stopniowo zanikło dzięki pojawieniu się chrześcijaństwa. Przetrwało jedynie na Półwyspie Arabskim i w Afryce, gdzie było niezwykle silnie zakorzenione. Gdy na arenę historii wkroczyli Arabowie, którzy podbili ziemie od Iranu po Hiszpanię, z handlu murzyńskimi niewolnikami uczynili gigantyczny przemysł. Mahomet niewolnictwa nie potępił, jego następcy też nie widzieli w nim niczego złego. Nie widzą tego zresztą do dzisiaj: kraje muzułmańskie, w przeciwieństwie do europejskich i do Stanów Zjednoczonych, nie mają z powodu swojego wkładu w handel ludźmi absolutnie żadnych wyrzutów sumienia.

W Ameryce niewolnictwo pojawiło się w pierwszej połowie XVII wieku. Stopniowo handel Murzynami rozkwitł, osiągając apogeum w następnym stuleciu. Jednak opór przeciwko temu okrutnemu procederowi był duży. Kaznodzieje i moraliści potępiali go od samego początku aż ostatecznie w drugiej połowie XVIII wieku udało się zakazać sprowadzania z Afryki nowych niewolników, a także zlikwidować niewolnictwo w stanach północnych. Stopniowo instytucję tę zniesiono w koloniach europejskich. Do roku 1830 niewolnictwo zostało zdelegalizowane prawie wszędzie, gdzie sięgała władza białych Europejczyków. Niechlubnym wyjątkiem były południowe stany USA, gdzie utrzymało się do wojny secesyjnej. Nawet zresztą i tam wielu co światlejszych ludzi uważało, że z moralnego punktu widzenia jest to instytucja nie do obronienia. Notabene bezwzględnym przeciwnikiem niewolnictwa był nie kto inny jak… generał Lee, legendarny dowódca armii Południa w wojnie secesyjnej.

Po kongresie berlińskim w roku 1870 mocarstwa europejskie i Stany Zjednoczone przystąpiły do twardej walki z handlem niewolnikami, który jeszcze tu i ówdzie po cichu miał miejsce. Handlarzy traktowano kulą w łeb. Dzięki temu proceder został wytępiony przy — co trzeba zaznaczyć — ogromnych protestach lokalnej ludności afrykańskiej uważającej prawo do trzymania niewolników za rzecz naturalną i przy oporze arabskich kupców w Afryce, którzy robili majątki na polowaniu na Murzynów.

W każdym razie do końca wieku XIX niewolnictwo w Afryce — dzięki białym kolonizatorom — należało do przeszłości. Był jeden wyjątek. W Abisynii, czyli dzisiejszej Etiopii, przetrwało w niezmienionej formie do lat 30. XX wieku. Stało się tak nie dlatego, że Abisynią rządzili Europejczycy, lecz dlatego, że nią nie rządzili. Było to państwo niepodległe. Kres temu ostatniemu bastionowi niewolnictwa w Afryce położył dopiero podbój włoski za czasów Mussoliniego. Nie chcę tego ostatniego usprawiedliwiać — użycie podczas tej wojny gazów bojowych przeciwko wojownikom uzbrojonym w dzidy nie jest zbyt chwalebne, ale oddajmy mu sprawiedliwość przynajmniej w tej jednej kwestii, że położył kres handlowi ludźmi w tym zakątku świata. Natomiast jeszcze dłużej, bo do lat 60. XX (tak!) wieku niewolnictwo utrzymało się na Półwyspie Arabskim. Jednak o tym nie wolno dziś mówić. Politycznie poprawna cenzura nie pozwala wypowiadać żadnych uwag na temat haniebnej przeszłości dzisiejszych szejków. Są oni współudziałowcami wszystkich większych stacji telewizyjnych i wytwórni filmowych, więc o ponurej przeszłości islamu wspominać nie wolno. Można tylko pisać o tym, jak w ciągu stuleci pod rządami arabskimi kwitły społeczeństwa wielokulturowe.

W Polsce mało kto zdaje sobie sprawę, że w przeszłości nasz kraj także był terenem polowań na niewolników. Sprzymierzony z Turcją chanat krymski utrzymywał się z wypraw na ziemie Ukrainy i południowo–wschodniej Polski właśnie w celu porywania niewolników, sprzedawanych następnie w Konstantynopolu. W Rzeczpospolitej, niestety, nigdy nie pojawił się przywódca wystarczająco silny, aby z wrzodem na ciele Europy, którym był chanat, definitywnie się rozprawić. Dopiero caryca Katarzyna, mało w Polsce popularna z uwagi na rozbiory, zdołała kontynent uwolnić od zarazy, anektując Krym. Jednak o muzułmańskim wkładzie w niewolnictwo mówić dzisiaj nie wolno, dlatego nie ma co liczyć na to, że Polska otrzyma jakiekolwiek odszkodowania od Turcji. Tak samo jak nie powinny liczyć na odszkodowanie narody bałkańskie, które przez kilka stuleci żyły pod jarzmem osmańskim. W przekonaniu tzw. ludzi postępowych i tolerancyjnych kolonializm i podboje są złem tylko w wykonaniu białych Europejczyków.

Przy okazji konferencji przeciwko rasizmowi pojawiły się projekty domagające się, aby dawne państwa kolonialne wypłaciły odszkodowania za praktykowanie w przeszłości niewolnictwa. Oczywiście pieniądze mają zostać wypłacone nie potomkom niewolników — co jeszcze można by od biedy uzasadnić, ale „organizacjom pozarządowym i międzynarodowym”, co należy rozumieć tak: prawnicy oraz zawodowi obrońcy praw człowieka chcą się obłowić, natomiast Murzyni nie dostaną nic. Oczywiście nikt nie domaga się odszkodowań od np. sułtana Omanu (w przeszłości władcy tego kraju zarabiali na polowaniach na niewolników w Afryce Wschodniej) ani od Sudanu (gdzie niewolnictwo Murzynów kwitnie do dziś). O nie! Zadzieranie z szejkami lub muzułmańskimi fundamentalistami to poważna sprawa, oni mogą poderżnąć gardło. Natomiast krytykowanie Stanów Zjednoczonych jest łatwe, proste, przyjemne i dochodowe. Z tego powodu postulaty wypłacenia odszkodowań adresowane są tylko pod adresem USA i Europy. Nie da się ukryć, że stanowi to wybitnie europocentryczny punkt widzenia, pomijający wkład, który w historię niewolnictwa wniosły narody nieeuropejskie.

Tymczasem postulat, aby kraje europejskie i USA wypłaciły krajom afrykańskim odszkodowania za niewolnictwo ma ciekawe konsekwencje prawne. Po pierwsze nie bardzo wiadomo, dlaczego np. amerykańscy Polacy czy Włosi powinni płacić odszkodowania Murzynom. Ostatecznie wielka fala imigracji polskiej i włoskiej do USA miała miejsce już po wojnie secesyjnej i po zniesieniu niewolnictwa. Ani Polska, ani Włochy nigdy w handlu murzyńskimi niewolnikami nie brały udziału. Czy odszkodowania powinien płacić biały mieszkaniec Nowego Jorku, którego przodkowie walczyli podczas wojny secesyjnej — a być może nawet polegli — w imię wyzwolenia murzyńskich niewolników?

Zwolennicy poglądu, że Stany Zjednoczone mają obowiązek wypłacić odszkodowania krajom afrykańskim argumentują, że dzisiejsze bogactwo USA zostało zbudowane przez niewolników, więc ich potomkowie powinni otrzymać swój w nim udział. Otóż nieprawda — Stany Zjednoczone są bogate nie dzięki niewolnictwu, lecz pomimo! W każdej książce można sprawdzić, że Południe było biedne i zacofane — właśnie dlatego, że darmowa praca niewolników czyniła nieopłacalnym mechanizowanie produkcji. Północ była uprzemysłowiona właśnie dlatego, że nie znała niewolnictwa — co zmuszało fabrykantów do zastępowania robotników maszynami, aby zmniejszyć koszty.

Warto też, aby wszyscy, którzy domagają się wypłacenia krajom afrykańskim odszkodowań, wzięli pod uwagę, że wbrew temu, co się sądzi, biali handlarze wcale na Murzynów nie polowali osobiście. Nie musieli tego robić — wyręczały ich w tym lokalne plemiona afrykańskie z terenów nadbrzeżnych polujące na swoich, mieszkających w głębi lądu pobratymców, aby ich sprzedawać białym kupcom. Gdy pojawiły się projekty, aby kraje zachodnie wypłaciły narodom afrykańskim odszkodowania za niewolnictwo, prezydent Senegalu Abdoulaye Wade uznał je za niedorzeczne. Nie bez powodu: Dakar, stolica jego kraju, był jednym z wielkich centrów eksportowych „czarnego złota” i gdyby miało dojść do płacenia odszkodowań, to nie bez racji dzisiejsi amerykańscy Murzyni mieliby podstawy domagać się od dzisiejszych Senegalczyków odszkodowań za to, że ich przodkowie sprzedali ich białym. Prezydent nie powiedział głośno, że sam jest potomkiem lokalnych królów, którzy dorobili się na handlu rodakami, więc i od niego można się domagać rekompensaty…

Nie płacić Murzynom
Tomasz Włodek

urodzony w 1965 r. – pracownik naukowy, przebywa w USA, publikował w miesięczniku „W drodze” oraz w polskiej prasie wydawanej poza granicami kraju. Autor cyklu felietonów pt....