Nawróceni na slow life
fot. daniel von appen / UNSPLASH.COM

Nawróceni na slow life

Dużo ważniejsza od środków finansowych jest świadomość, że są wokół mnie ludzie, których w razie czego mogłabym poprosić o pomoc. Gdybym zaniedbała relacje z bliskimi, wtedy naprawdę byłabym człowiekiem biednym.

Znajdźcie mi kogoś, kto nie marzy o spokojnym życiu i harmonii między różnymi jego dziedzinami. Nawet miłośnicy zawrotnego tempa i adrenaliny miewają chwile słabości i chcieliby – chociaż na moment – odetchnąć od wszystkich wrażeń czy bodźców. Kiedy jednak dobijają się do nas takie myśli, szybko ganimy siebie, oczywiście z należytą osobom dorosłym powagą, bo przecież do życia trzeba podchodzić odpowiedzialnie, rachunków nikt za nas nie zapłaci, a jeśli chce się coś mieć i coś osiągnąć, to trzeba sobie na to (nierzadko w pocie czoła) zapracować.

Pogoń za spokojem

W II wieku rzymski pisarz Plaut (w każdym razie jemu przypisuje się te słowa) lamentował:

Niechaj bogowie przeklną męża, co jako pierwszy pojął
Jak odmierzać czas – i niechaj przeklną także tego,
Co wzniósł tutaj zegar słoneczny,
By tak koszmarnie ciąć i rąbać moje dni
Na drobne kawałeczki!

Życie Marzeny Laren, autorki bloga „Slow Life by Marzena”, do pewnego momentu było w zasadzie przerąbane na dwie części. Pierwsza z nich to praca w dużej firmie w dziale sprzedaży, w którym obowiązywały procedury i standardy, gdzie dążyło się nie tylko do realizacji wytyczonych celów, ale frajdą (i – powiedzmy szczerze – także obowiązkiem) było tych celów ciągłe przekraczanie. W nagrodę dostawało się naprawdę niezłe jak na polskie warunki pieniądze. Normalny człowiek musiał być z takiej pracy (nieprzerwanie) bardzo zadowolony.

Kłopot jednak w tym, że Marzena koło trzydziestki zaczęła poważnie chorować. Ale w pracy, jak wiadomo, się pracuje, a nie cierpi, więc swój ból próbowała skrzętnie ukrywać pod uśmiechem. Maskę zdejmowała dopiero w domu stanowiącym tę drugą część jej życia. Jednak dom w tym przypadku nie oznaczał oazy – chociaż czekał tam dobry i wyrozumiały mąż – ale przestrzeń, w której skrywana w ciągu dnia choroba mogła wreszcie dojść do głosu. Marzena zaczęła odnosić wrażenie, że od jakiegoś czasu nie tyle żyje, ile wegetuje. – Współczes- ny świat narzuca nam ciągły pęd – mówi – a mnie nadążanie za nim kosztowało coraz więcej.

Czara goryczy przelała się pięć lat temu, kiedy mierzyła się już nie tylko z własnymi kłopotami zdrowo





Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się