Metafizyka i kluski ze skwarkami
fot. daniel von appen / UNSPLASH.COM

Metafizyka i kluski ze skwarkami

Błogosławmy czas, gdyż odsłania przed nami w tym, co widzialne, to, co niewidzialne. W tym, co niemożliwe, nowe możliwości.

Jak ten czas leci, jak zwariowany! Za grosz nie mam na nic czasu. Gdyby się dało jakoś czas pochwycić i zatrzymać, albo lepiej, gdybyż to było można czas kupić, jak się kupuje benzynę albo doładowuje telefon. Najlepiej w sklepie internetowym. Ale gdzie tam, nic z tego, mój czas minął, wysiadam, moje nogi nie nadążają za moją głową i brzuchem. No wiesz, nie mam czasu, już biegnę dalej… Dobrze, dobrze, pędź dalej, ja postoję, nie mam jednak zamiaru wysłuchiwać twoich jęków, szkoda czasu, ani tym bardziej z tobą jęczeć. Ja chcę żyć i wycisnę czas jak cytrynę. Jutro? Jutro śmierć nam niesie, więc carpe diem! Albo odwrotnie, przeciwnie, nie ma się co czasem przejmować, to tylko doczesność, marność nad marnościami. Życie jest tylko małą chwilką, tyle, co mrugnięcie okiem, niech przemija. Liczy się wieczność, dla niej warto poświęcić wszystko.

Wygląda jednak na to, że w naszych czasach rzadko w ten sposób, pod kątem wieczności, myślimy o tak zwanej doczesności. Jedynie na kazaniach, pobożnych wykładach i konferencjach można wciąż jeszcze usłyszeć, że najważniejszy dla człowieka i jego zbawienia jest czas spędzony na klęczkach, na ugiętych kolanach, a nie ten przestany, przechodzony, z wyjątkiem pielgrzymek i procesji tudzież pochodów patriotyczno-religijnych, na nogach wyprostowanych, przetańczonych, przebieganych na stadionach i po sklepach. Jednym słowem z braku czasu świat oszalał.

Kto oszalał?

A może to nie czas zwariował? Może jednak przyczyna i wina tego, że czas nas niszczy, nie leży wyłącznie po stronie czasu? Przecież współczesne zegary nie chodzą szybciej niż ich słoneczni pradziadowie. Może zatem to nie zegary, ale my szwankujemy i jeśli mówimy, że jesteśmy coraz bardziej zalatani, zasapani, bardziej umęczeni niż nasi przodkowie, to może tak naprawdę jest. A zatem gdzie leży przyczyna takiego stanu rzeczy? Tej naszej chronicznej zadyszki?

Być może tak się dzieje, bo w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, wśród których też zapewne niejeden narzekał na pośpiech, nasi dziadowie umieli odróżnić konieczne od niekoniecznego. To, co koniecznie trzeba zrobić dzisiaj, od tego, co można odłożyć na jutro, a nawet na rok, dwa, gdyż jaśniej widzieli swoje obowiązki, które najczęściej nie tyle były z wyboru, co zostały im narzucone, powiedzmy, przez naturę. Latem musieli w

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się