Smutni nie chcą śpiewać
fot. daryan shamkhali / UNSPLASH.COM

Smutni nie chcą śpiewać

Śpiew w kościele to nie karaoke. Nie śpiewamy dlatego, że pieśń nam się podoba lub nie. Mamy śpiewać, bo to przede wszystkim modlitwa.

Mija mija mija mija mijaaaa…

– Troszkę wyżej – dyrygent wciska klawisz przenośnych organów.
– Mija mija mija mija mijaaa – śpiewam, zaczynając od podanego dźwięku.
– I jeszcze trochę wyżej.
– Mija mija mi… – dość! Bo się uduszę. Poddaję się. Dociągnęłam ledwo do E, wyżej są F, G, A… Najlepsze chórzystki swobodnie wyciągną A dwukreślne, chociaż – by czysto śpiewać w sopranach – spokojnie wystarczy G.

Chóry kościelne zrzeszają się w Federacji Caecilianum. Federacja ma cztery oddziały. Region warszawski liczy 106 chórów, poznański – 29, bydgoski – 14, krakowski – 22. Razem: 171. Liczby chórów niezrzeszonych nikt nie zna. Można jednak założyć, że jest ich zdecydowanie więcej.

Chóry występują na festiwalach psalmów, przeglądach pieśni pokutnej, pasyjnej, dają okolicznościowe koncerty kolęd. Spotykają się na imprezach międzynarodowych, na przykład na praskim Advent Choral Meeting. Nawiązują kontakty, zapraszają się nawzajem: chórzyści z Polski jadą wtedy za granicę, mieszkają u zagranicznych kolegów, ćwiczą wspólnie religijne utwory. Najlepsze chóry z federacji można usłyszeć co roku na przeglądzie.

Przede wszystkim jednak chóry kościelne śpiewają we własnych parafiach.

Chórzyści z chóru Nova im. Stanisława Moniuszki ćwiczą w sali centrum duszpasterskiego przy poznańskim kościele świętego Rocha. Przychodzą ubrani jak na wizytę. Panie w ładnych sweterkach, panowie w krawatach. Starsi, młodsi, średnia wieku około pięćdziesiątki. Sięgają po nuty, siadają w grupkach, podzieleni na głosy. Tu soprany, tam alty, tenory, barytony i basy. Wyprostowani na krzesłach, żeby nie uciskać przepony.

– To może „Mizerna cicha” – ordynuje dyrygent. – Ścigamy się z hipermarketami – komentuje, a po sali przebiega szmer śmiechu. Jest początek listopada, w sklepach znicze nie zdążyły jeszcze ustąpić miejsca ozdobom świątecznym, a zespół już przygotowuje się do noworocznego koncertu kolęd. Przed godzinnym występem odbędzie 14 prób.

Dostaliśmy specjalną zgodę

– Moja ulubiona kolęda? „Bracia patrzcie jeno”. W repertuarze mamy też kolędy niemieckie i norweskie. Ale tym polskim, tradycyjnym nie dorównują – mówi Rafał Kiełczewski. Rzeczowy, konkretny, w koszuli o stalowej barwie i granatowym krawacie, jest prezesem chóru Nova. Zwolnił się z części próby, by mi o nim opowiedzieć.

Zespół stworzyła w 1920 roku grupa reemigrantów z Nadrenii i Westfalii. Trzy lata temu, z okazji 90. rocznicy swego istnienia chór Nova zaśpiewał „Mszę koronacyjną” Mozarta. Kiedyś był wielki, liczył dobre sto osób. Dziś zostało 25 chórzystów. Skurczył się po kryzysie w 1989 roku. Ówczesny dyrygent chciał, by zespół działał komercyjnie, nie amatorsko. Odszedł z częścią chórzystów. Chyba im się nie powiodło, Kiełczewski już później o nim nie słyszał. Choć zespołu nie udało się w pełni odbudować, Nova śpiewa nieprzerwa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się