Największe wydarzenie medialne

Największe wydarzenie medialne

Dziennikarze starają się podać gotową wersję wydarzeń, ująć sens papieskiego przesłania jednym słowem, hasłowo, a może nawet wyręczyć odbiorców z myślenia.

Sierpniowy numer dwutygodnika „Świat Kobiety” zachęca do lektury frapującym tytułem wyeksponowanym na okładce „Kobiety Papieża”. I nieco niżej: „Te, co mu gotują, te, co mu sprzątają, te, co mu towarzyszą na co dzień”. Wewnątrz numeru sześciostronicowy, a więc olbrzymi jak na standardy tej gazety, bogato ilustrowany materiał, opisujący po kolei: sylwetkę Don Stanislao, czyli ks. bp. Stanisława Dziwisza, postać Pierro Mariniego, „Mistera Watykanu” (taki tytuł „temu przystojnemu biskupowi” przyznać mieli dziennikarze), Gwardię Szwajcarską, program pielgrzymki, sanktuarium w Łagiewnikach („Drugie Lourdes”), aż wreszcie tytułowe kobiety, czyli siostry sercanki („gwardię przyboczną”). Dowiadujemy się o sprawach przyziemnych, logistycznych, a więc o jadłospisie papieża, jego pantoflach, korespondencji itd.

Rzućmy okiem na profil czytelników tego periodyku: w 86% są to kobiety, w ponad 66% czytelnicy mają od 25 do 54 lat, najliczniejszą zaś grupę wśród nich (42%) stanowią osoby z wykształceniem średnim bądź niepełnym średnim (wyższym wykształceniem legitymuje się 8% czytelników „Świata Kobiety”). Ponad połowa zamieszkuje wsie i bardzo małe miasta 1

Statystyczny czytelnik zainteresowany jest właśnie tym, co Ojciec Święty jada, jak się ubiera i kto go obsługuje.

Gustom przeciętnego czytelnika schlebia także redakcja „Gali”, której okładka krzyczy: „Jan Paweł II dla przyjaciół pozostał Lolkiem”.

Hanna Królikiewicz–Kwiatkowska spotkała Karola ponownie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Razem studiowali polonistykę. Przyjaźnili się. Czy łączyło ich coś więcej?

W „Gali” pojawiła się taka sugestia. Nie znalazła jednak dostatecznie silnego potwierdzenia i sprawa miłości Karola i Hanny pozostała niewyjaśniona.

Tu można zarobić

W reakcjach mediów na wizytę Papieża w Polsce należy rozważyć dwie kwestie. Po pierwsze, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wiele dzisiejszych pism nie ma nic wspólnego z gazetami, których obowiązkiem i ambicją jest realizacja misji informowania czytelników o tym, co się wydarzyło. W tytule, który poważnie traktuje czytelnika, liczy się nazwisko autora tekstu, jego dotychczasowe dokonania, autorytet i wiarygodność. Niestety, często dziennikarstwo ma charakter pracy zespołowej i bardziej przypomina proces produkcyjny niż twórczy. Ostateczny rezultat — gazeta czy program w telewizji — coraz bardziej zatraca charakter dzieła autorskiego, stając się tylko jednym z obecnych na rynku produktów. Dla wielu wydawców zysk jest podstawowym wyznacznikiem działania — gazeta musi się sprzedać i zapewnić zysk. Wymusza to dostosowanie się do zasad gospodarki wolnorynkowej. Nie traktuję tej prawdy jako oskarżenia pod czyimkolwiek adresem; tak wygląda świat mediów XXI wieku, czy się to komu podoba, czy nie.

Media są zależne od tego, czy uwaga widzów będzie miała popyt u ludzi, którzy zechcą w nich reklamować produkty i usługi. Ponieważ różnorodne media coraz zacieklej walczą o określoną ilość uwagi, można się spodziewać, że w mediach pojawi się więcej negatywnych treści. (…) Prezentowanie zjawisk negatywnych jest wciągające. Fakt ten obecnie stanowi wytyczną dla profesjonalistów w dziedzinie redagowania wiadomości, w polityce oraz reklamie i należy się spodziewać, że w przyszłości będzie wykorzystywany jeszcze szerzej 2

— twierdzą badacze z amerykańskiego Uniwersytetu Stanforda.

Oczywiście w omawianym tu przypadku nie mówimy o treściach negatywnych, ale o urynkowieniu treści pozytywnych. Niemniej zasada jest ta sama i nie wróży ona dobrze potrzebom apostolskim Kościoła w kontekście ewentualnej współpracy z mediami komercyjnymi.

Po drugie warto zastanowić się, jakie produkty konsumpcyjne odnoszą dziś sukcesy? Te, które pod względem swej zawartości, opakowania, ceny, wizerunku reklamowego i dostępności w handlu spełniają oczekiwania adresata. O oczekiwaniach tych dowiadują się producenci z kilku źródeł, z których najważniejszymi są popyt na oferowane produkty oraz precyzyjne badania ilościowe i jakościowe. W niektórych przypadkach konsumenci uczestniczący w badaniach dokładnie podpowiadają producentom, jaki produkt należy wypuścić na rynek, by spotkał się z ich ciepłym przyjęciem. Profesjonalni producenci nie będą zatem swego konsumenta zanadto edukować czy do czegoś przymuszać, ale raczej schlebiać jego gustom i twórczo odczytywać jego potrzeby.

Czy media mogą postępować inaczej? Czy można liczyć na to, że tygodnik „Chwila dla Ciebie”, w którym poczesne miejsce zajmuje relacja Wygrałam z chorobą. Wyjęto mi z płuc kiełbasę, będzie wyjaśniał nauki Ojca Świętego lub zagłębiał się w subtelności teologiczne? Tygodnik ten i tak wspiął się na wyżyny swoich możliwości, wydając podwójny numer „na powitanie Jana Pawła II”. Znajdziemy tam fotografię ze zjazdu sobowtórów, na której widać postać w białych, przypominających papieskie, szatach, albo inną, na której autorka wyznania: „To zdjęcie zawsze noszę przy sobie”, widnieje tuż obok woskowej figury mającej przedstawiać Jana Pawła II. Liczne wspomnienia czytelniczek uczestniczących w konkursie „Papież w moim domu i w moim sercu” niemal wyłącznie poświęcone są opowieściom o podróżowaniu za Papieżem oraz emocjom rodzącym się w jego bliskości. Czasami, jakby mimochodem, znaleźć można nawiązanie do religijnej płaszczyzny posługi Ojca Świętego. Pytanie, czy godzi się zarabiać na papieskiej pielgrzymce i żerować na prymitywnej religijności własnych czytelników, pozostawiam bez odpowiedzi. Często, aby zwiększyć sprzedaż produktu, dołącza się do niego prezent. „Rzeczpospolita” zamieściła np. płytę CD z nagraniami m.in. Stanisława Sojki oraz Marka Torzewskiego, a „Chwila dla Ciebie” dołączyła chorągiewkę watykańską. Myślę, że podobny cel miało zamieszczanie wizerunku Ojca Świętego na okładkach pism. Na wizycie postanowiły zarobić także gazety zdecydowanie niechętne Papieżowi, Kościołowi i religii, jak „Nie” czy „Fakty i Mity”, ziejąc specjalną dawką nienawiści i opluwając biskupa Rzymu intensywniej niż zazwyczaj. Nie po raz pierwszy okazało się, że papieska popularność ma dla rynku mediów wymierną wartość handlową.

Doskonałym podsumowaniem tego zjawiska jest opinia, którą wygłosił 12 sierpnia 2002 roku redaktor Sławomir Jeneralski, otwierając główne wydanie „Wiadomości”. Stwierdził, że wizyta papieża, to „największe wydarzenie medialne w tym roku”. Nie religijne, ale medialne właśnie. Faktycznie: w artykule Papa–mobilizacja miesięcznik „Press” wylicza, że do obsługi pielgrzymki Ojca Świętego telewizja publiczna oddelegowała ponad 400 dziennikarzy, realizatorów, operatorów kamer, inżynierów, techników, kierowników produkcji i obsługujących plan, a akredytowanych dziennikarzy było 1,4 tys. W czasie pielgrzymki pracowało 13 ekip reporterskich, 15 wozów transmisyjnych, 9 podnośników, 10 stacjonarnych czterometrowych wież do kamer. Również dla komercyjnych stacji telewizyjnych, TVN i TVN–24, obsługa pielgrzymki była największym jak dotąd przedsięwzięciem technicznym 3

Kto nie trywializuje

Potrzebna jest generalna refleksja o społecznej odpowiedzialności mediów. W dobie programów typu reality show oraz bezpośrednich transmisji z działań wojennych pytań rozpoczynających się od: „czy godzi się”, można by zadać z tysiąc. Warto poznać „hipotezę porządku dziennego” (agenda setting), według której

środki masowego przekazu decydują o tym, jakie tematy w danym czasie uznawane są za szczególnie ważne. (…) Środkom masowego przekazu nie przypisuje się zdolności wpływania na to, co my myślimy, ale na to, nad czym się zastanawiamy 4

Jeśli zatem media sugerują, że powinniśmy zgłębiać tajemnice watykańskiej kuchni i parametry techniczne silnika marki Mercedes zainstalowanego w papamobile, pewnie będziemy skłonni podjąć ten temat. Czy jest szansa na to, że jeśli media przy okazji poruszą niełatwy temat miłosierdzia, także zechcemy się nad nim pochylić? Czy raczej odwrócimy się ze wstrętem od czasopisma oferującego tak niestrawny produkt i zdecydujemy się na lekturę opowieści o młodzieńczych latach chętnie poklepywanego po plecach Karola, czyli Lolka?

Nie udzielę odpowiedzi na te pytania, ale uważam, że warto je stawiać i mieć świadomość dylematów, z którymi mają na co dzień do czynienia dziennikarze.

Co ma począć Polak pragnący uczestniczyć w sposób bardziej świadomy w pielgrzymce papieskiej i zainteresowany tematyką religijną? Nie zawsze jest to osoba wykształcona, która sięgnie po „Tygodnik Powszechny” lub inne pisma konfesyjne. Ba! Często jest tak, że nie wpadnie nawet na pomysł nabycia np. „Gazety Wyborczej” czy „Rzeczpospolitej”, które przedrukowują bądź to duże fragmenty wystąpień papieskich, bądź umieszczają je in extenso. Większości pozostaje telewizja, która obszernie relacjonowała wizytę Ojca Świętego.

Rzecz w tym, że na telewizję można liczyć w zasadzie tylko w trakcie pielgrzymki. Poza tymi nielicznymi chwilami Bóg jest w telewizji „Wielkim Nieobecnym”, żeby użyć słów wypowiedzianych przez Ojca Świętego na krakowskich Błoniach. Wprawdzie telewizja emituje programy redakcji katolickiej, jednak dla twórców oferty programowej nadrzędna jest zasada, że wszystko musi się dobrze sprzedać. Co się najlepiej sprzedaje? Wiadomo — papka składająca się z Kiepskich, reklam proszków do prania i płynów do zmywania, Dwóch światów, Big Brotherów, gal biesiadnych, Złotopolskich, no i programów informacyjnych — zawsze z trupami, krwią i przemocą w rolach głównych. Na marginesie można zapytać, czy zdjęcie z anteny katolickiego programu „Czasy” emitowanego w niedzielę po Aniele Pańskim z Papieżem dokonało się z motywów ekonomicznych czy politycznych.

Oczywiście trywializowanie wizyty Ojca Świętego nie jest specjalnością wszystkich mediów. Niektóre czasopisma adresowane do osób wykształconych realizują swą komercyjną misję właśnie poprzez inspirowanie intelektualne i stawianie pytań, poprzez zamieszczanie pogłębionych analiz lub omówień i komentarzy. Czytelnik „Polityki” czy „Newsweeka” oczekuje bowiem właśnie materiałów inteligentnych, dających do myślenia, niewpisujących się w pielgrzymkową, bezrefleksyjną histerię czytelniczek kolorowych magazynów.

Redakcje tych tygodników doszły najwyraźniej do wniosku, że wizyta Papieża w Ojczyźnie skłania czytelników do religijnego skupienia. Zamiast zatem epatować czytelników szczegółami organizacyjnymi pielgrzymki, czasopisma te zaprosiły odbiorców do poszukiwania odpowiedzi na pytania Gdzie jest niebo? („Newsweek”) lub też Czy Polska potrzebuje nawrócenia? („Polityka”). Co prawda Andrew Nagorski postawił w „Newsweeku” pytanie, czy nie nadszedł czas, by Ojciec Święty, przytłoczony cierpieniem, ustąpił ze Stolicy Piotrowej, ale Papież odpowiedział tygodnikowi pośrednio w trakcie dialogu z młodzieżą w Krakowie, że nie dopuszcza możliwości dezercji. W kolejnym numerze „Newsweek”, jakby kontynuując tę wymianę zdań z Ojcem Świętym, pokazuje w zbliżeniu jego pełną cierpienia twarz, tym razem opatrując fotografię cytatem z papieskiego przemówienia wygłoszonego do chorych w 1983 roku:

W cierpieniu udziela nam się niejako tajemnica Odkupienia, staje się w szczególny sposób obecna wśród nas, widzialna i dotykalna. Ci cierpiący, ta cierpiąca młodzież, jest jakimś szczególnym przedłużeniem cierpiącego Chrystusa. A cierpiący Chrystus, ukrzyżowany Chrystus — to nasza mądrość i nasza moc.

Pyta też „Newsweek” Po co nam niebo? i — w ramach cyklu W poszukiwaniu szczęścia — pokazuje jedną z możliwych dróg prowadzących do nieba: otwarcie się na drugiego człowieka, czego doświadczył w czasie dwóch prób wstąpienia do zakonu dominikanów jeden z dziennikarzy tego pisma Szymon Hołownia. Rzadko zdarza się zetknąć czytelnikom tygodników publicystycznych czy informacyjnych z tak dużą dawką refleksji religijnej.

Z kolei „Polityka” uznała, że w czasie wizyty apostolskiej Ojca Świętego warto przedstawić czytelnikom sylwetki innych misjonarzy. W obszernym raporcie: Tragarze Ewangelii ukazała nam życie tych, którzy podjęli się orki na ugorze w najdalszych zakątkach świata, a w materiale Zawsze wierni? autorzy nazywają pielgrzymkę papieską tak, jak na to zasługuje: „wydarzeniem religijnym, społecznym, ale i politycznym”.

Jaka szkoda, że łączny nakład obu periodyków wynosi zaledwie 700–800 tys. egzemplarzy.

Podsumowania

Ile w nas pozostało ze słów Ojca Świętego? Czy wciąż jeszcze je słyszymy, czy też jesienny wiatr skutecznie je w nas zagłuszył?

Janusz Piechociński, jeden z liderów PSL, pytany przez „Rzeczpospolitą” po zakończeniu pielgrzymki o jej najważniejsze przesłanie, powiedział, że

najważniejsze przesłanie nie zawierało się w słowach, tylko w przeświadczeniu, że papież jest też człowiekiem. Patrzyłem na jego walkę z chorobą, starością. Był przekonujący jak nigdy dotąd, bo było widać, jak zmaga się z własną słabością, że choć jest absolutnym autorytetem, jego też dotyka przemijanie, niemoc ciała. Tę pielgrzymkę traktuję jak podsumowanie pontyfikatu.

W podobnym tonie wypowiedział się na łamach tej gazety prominentny polityk SLD, Marek Dyduch. W pamięci utkwiło mu

nawoływanie do wrażliwości. W wymiarze osobistym, rodzinnym, społecznym. Zwracanie uwagi na to, że nie tylko dobra materialne są ważne. (…) Najważniejsze były jednak nie tyle konkretne słowa, ile wrażenie, że papieskie przesłanie jest głębsze niż kiedykolwiek dotąd.

Pewnie w niejednym czytelniku może zrodzić się podejrzenie, że pozytywne wypowiedzi polityków z opcji odległych od chrześcijaństwa są analogiczne do działania mediów — służą zbiciu politycznego kapitału w okresie przedwyborczym. Myślę jednak, że warto na te dwie wypowiedzi zwrócić uwagę, bo są charakterystyczne dla szerszych kręgów społeczeństwa opierającego swą wiedzę o pielgrzymce i o papieskim przesłaniu na przekazie mediów. Obaj politycy przyznają, że nie słowa są najważniejsze, lecz „ogólne wrażenie”, a ono było pewnie dość łzawe i wzruszające, ale też napompowane patriotyzmem i dumą.

Co z papieskiej wizyty postanowiły odnotować media adresowane do osób, które na „ogólnym wrażeniu” niekoniecznie chcą poprzestawać? Tygodnik „Polityka” (Strażnik niezłomny, 24.08.2002) opisuje wielki festiwal polskości, romantyzmu i miłości do „naszego papieża”, jednak nie daje się uwieść kolorowym wizjom zasłuchanych tłumów. Adam Szostkiewicz proponuje raczej chłodną analizę koncepcji kreślonych przez Ojca Świętego. Zaczyna od poszukiwania współczesnych znaczeń Bożego miłosierdzia, wskazując, że Ojcu Świętemu chodziło o coś więcej niż tylko sprawiedliwość społeczną — raczej o wzbudzenie w nas wrażliwości na los bliźnich. Krytykę liberalizmu autor analizy wkomponował w kontekst koncepcji demokracji chrześcijańskiej głoszonej przez Leona XIII. Pisze jednak Szostkiewicz cokolwiek zgryźliwie:

Jan Paweł II nie rozwinął w Krakowie swej krytyki liberalizmu. Poprzestał na bardzo uproszczonej etykietce: „wolność bez prawdy i odpowiedzialności”, przechodząc do porządku nad długą, bogatą i mocno zróżnicowaną tradycją myśli i polityki liberalnej. Nie pomógł w ten sposób ani polskiej refleksji nad wolnością, ani nawet polskiej chadecji. W naszej historii politycznej tak się zaś układało, że miejsce chadecji zajmował agresywny katolicki nacjonalizm, który papieżowi na pewno nie jest przecież bliski. Tym jednak mogą się martwić politycy polskiej prawicy, także tej umiarkowanej, liberalno–konserwatywnej i specjaliści od idei, choć wbrew pozorom sprawa ma ogromne znaczenie dla kierunku dalszych zmian w Polsce. Nic dziwnego, że media próbowały natychmiast wycisnąć z polityków, z premierem Millerem na czele, jakiś komentarz do antyliberalnego fragmentu homilii z Błoni. A dziennikarze zachodni upewniali się, czy ten „atak” oznacza, że papież już nie popiera członkostwa Polski w Unii Europejskiej, a Kościół wezwie do głosowania przeciw w referendum na wiosnę.

I dochodzi „Polityka” do konkluzji, że cały ten polityczny zgiełk obcy jest papieżowi i odległy jego słowom: on nie chce proponować koncepcji politycznych, on głosi miłosierdzie.

Te usiłowania upolitycznienia i ideologizacji słów Ojca Świętego zauważył też tygodnik „Wprost”. W obszernym materiale pt. Co powiedział papież („Wprost”, 1.09.2002) Rafał A. Ziemkiewicz pisze: „Czy papież jest za kapitalizmem, czy za socjalizmem? Oto pytanie, które od dawna zdaje się najbardziej interesować polskich polityków. Pytanie, na które odpowiedź jest zresztą prosta: nie jest ani za jednym, ani za drugim”. Wizyta Jana Pawła II staje się dla publicysty pretekstem do analizy nauki społecznej Kościoła pod kątem ewentualnych sympatii kapitalistycznych lub socjalistycznych, jak również do podjęcia próby przedwczesnego podsumowania tego — wciąż wszak trwającego — pontyfikatu. Opinie na temat pielgrzymki redakcja „Wprost” pozostawiła cytowanym w osobnej ramce korespondentom zagranicznym oraz… redaktorom układającym podpisy pod zdjęcia. („Tłumy słuchały papieża głównie dlatego, że jego przekaz nie zawierał nowych wymagań, lecz niósł nadzieję”).

Drogą poszukiwania politycznych czy ideologicznych odniesień w przesłaniu papieskim Anno 2002 poszedł też „Przegląd” (2 września 2002 roku), który uznał za stosowne zapytać różne osobistości o sens potępienia „hałaśliwej propagandy liberalizmu” przez Papieża. Pytanie zadano m.in. bp. Bronisławowi Dembowskiemu, prof. Marii Szyszkowskiej, Henryce Bochniarz, ks. Adamowi Bonieckiemu, Januszowi Lewandowskiemu, Andrzejowi Micewskiemu, o. Maciejowi Ziębie. Warto przytoczyć trafne podsumowanie całego zagadnienia ostatniego z wymienionych, który nie owijając w bawełnę, stwierdził:

Najgłupszą rzeczą byłoby przyginanie papieskiej wizji do swoich poglądów i mówienie, że potwierdza on ideologię lewicy, prawicy albo centrum. Papież nie wchodzi w spór o system polityczny czy gospodarczy, ale w spór o człowieka, krytykuje fałszywą ideologię wolności i propagandę liberalizmu negującą związek między prawdą i wolnością (trzeba też dodać, że — zwłaszcza patrząc historycznie — dla większości liberałów związek ten był czymś naturalnym). Współcześnie bowiem istnieje realne niebezpieczeństwo oddzielania prawdy od wolności, a ściślej mówiąc, negacja istnienia prawdy, która zwalnia człowieka od odpowiedzialności za swoje czyny. Wypływa z tego problem ateizmu, przynajmniej praktycznego („życie, tak jakby Boga nie było, a nawet stawianie samego siebie na Jego miejsce”, mówił Papież na krakowskich Błoniach). I papieska polemika z obecną w kulturze od oświecenia wizją Boga jako rywala człowieka lapidarnie streszczoną przez Sartre’a: „Jeśli Bóg jest, człowiek jest niczym, jeśli Boga nie ma, człowiek jest wszystkim”. Istotą papieskiego orędzia jest pokazanie, że sytuacja jest prawie dokładnie odwrotna. Jeśli Bóg istnieje, człowiek jest „umiłowanym dzieckiem bożym”, jeśli Go nie ma, człowiek jest jedynie inteligentnym zwierzęciem.

Czy możemy się jednak oburzać, że niektórzy dziennikarze za wszelką cenę chcieliby w słowach Papieża doszukać się politycznego sensu i znaczeń ideologicznych? Może warto — aby uzmysłowić sobie, że nasi, polscy, dziennikarze jeszcze nie są tacy źli, przynajmniej pod tym względem — zapoznać się z fragmentem artykułu poświęconego wizycie Ojca Świętego w Polsce, który ukazał się na łamach prestiżowego pisma „The Economist” (tłumaczenie za „Forum”, w którym artykuł przedrukowano z datą 2 września 2002 roku). Oto on:

Nie padło jednak ani jedno słowo o Unii Europejskiej. (…) Jednoznaczna wypowiedź papieża popierająca polskie członkostwo w Unii miałaby więc istotne znaczenie. Właściwym dla niej miejscem byłyby Błonia. Większość zgromadzonych tam wiernych stanowili ludzie pracy z prowincji. Jedynie co szósty z 7 mln Polaków udających się rokrocznie na pielgrzymki mieszka w miastach. I właśnie elektorat wiejski rząd powinien przekonać do członkostwa Polski w UE. Tymczasem prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i premierowi Leszkowi Millerowi nie udało się uzyskać od papieża słów zachęty. (…) Przedstawicielom rządu niezwykle potrzebna byłaby choć krótka wypowiedź w tym duchu. Rolą papieża nie jest jednak spełnianie oczekiwań polityków. Do spraw doczesnych nawiązał on w Polsce tylko przelotnie.

Jak widać „The Economist” nie cofa się nie tylko przed recenzowaniem Papieża; chciałby wręcz pisać mu teksty kazań i radzić, w którym miejscu, jakie słowa byłyby najbardziej stosowne!

Miłosierdzie w cieniu

Ks. Adam Boniecki w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział, że głównym przesłaniem pielgrzymki była prawda, że „nie można rozwiązać naszych trudnych problemów społecznych tylko za pomocą ścisłej sprawiedliwości rozliczeniowej. Musi być miejsce na miłosierne potraktowanie drugiego człowieka. Sprawiedliwość nie wystarczy, tak jak rynek nie wystarczy”.

Analiza rozmowy z ks. Bonieckim potwierdza moje podejrzenie, że media zrelacjonowały wizytę powierzchownie, chętnie posługując się uproszczeniami i kliszami, poszukując bądź to odniesień osobistych (stan zdrowia Ojca Świętego), bądź politycznych (liberalizm). Już jedno z pierwszych zadanych redaktorowi „Tygodnika Powszechnego” pytań dotyczy sensu papieskiego domniemanego ataku na liberalizm.

Jestem ciekaw, czy papież spodziewał się, że niewinne słówko „hałaśliwa” — w sposób oczywisty pejoratywne — w odniesieniu do propagandy liberalizmu zrobi w polskich i zagranicznych mediach tak oszałamiającą karierę i położy cień na o wiele ważniejsze słowo tej pielgrzymki: miłosierdzie.

Obserwacja zachowania mediów przed pielgrzymką, w jej trakcie oraz po niej prowadzi mnie do refleksji, że odczuwają one silną potrzebę — być może dyktowaną przez odczytywanie oczekiwań czytelników, radiosłuchaczy i telewidzów — nazywania rzeczy po imieniu. Nawet w omawianym powyżej wywiadzie znajdujemy zdecydowane uzasadnienie takiego poglądu. Już pierwsze pytanie Romana Graczyka kierowane do ks. Bonieckiego brzmi: „Jakie jest główne przesłanie właśnie zakończonej pielgrzymki Jana Pawła II?”. Oznacza to, że dziennikarze starają się podać czytelnikom gotową wersję wydarzeń, ułatwić wypracowanie własnych poglądów, ująć sens tej wizyty jednym słowem, hasłowo, a może nawet wyręczyć nas z myślenia i zaszufladkować papieskie przesłanie.

1 Media w badaniach, red. Monika Polewska, Poznań 2002, s. 38.
2 Byron Reeves, Clifford Nass, Media i ludzie, tłum. Hanna Szczerkowska, PIW, Warszawa 2000, s. 156.
3 Paweł Polimirski, Papa–mobilizacja, w: „Press” 8 (79), Poznań 2002, s. 19.
4 Michael Kunczik, Astrid Zipfel, Wprowadzenie do nauki o dziennikarstwie i komunikowaniu, tłum. Jerzy Łoziński i Wojciech Łukowski, Scholar, Warszawa 2000, s. 183.

Największe wydarzenie medialne
Paweł Kwiatkowski

urodzony w 1967 r. – były rzecznik prasowy Kompanii Piwowarskiej SA, autor licznych publikacji prasowych i książkowych o mediach oraz tłumaczeń z języka angielskiego, m.in. Alvina Tofflera, Johna Naisbitta, Michaela Dobbsa, Philippa Zimbardo....