Matka Boża parlamentarzystów

Matka Boża parlamentarzystów

Swego czasu znakomity felietonista Rafał Ziemkiewicz wspomniał w jednym ze swoich tekstów w „Rzeczpospolitej” o inicjatywie polskich parlamentarzystów, aby Matka Boża Trybunalska została ogłoszona ich patronką. List w tej sprawie – zaadresowany do Ojca Świętego Benedykta XVI – podpisali m.in. marszałkowie Sejmu i Senatu oraz wszyscy wicemarszałkowie Sejmu, łącznie z wicemarszałkiem z SLD. Ziemkiewicz zapewne Matkę Bożą darzy należytym szacunkiem, ale zauważył, że stosowniejszym patronem byłby św. Franciszek Salezy, który „miał wielkie doświadczenie w opiece nad trudną młodzieżą i znaczne zasługi w wyprowadzaniu rozhukanych młodzieńców, a nawet rzezimieszków, na ludzi statecznych i bogobojnych”. W perspektywie różnych wydarzeń w Sejmie postulat Ziemkiewicza – choć złośliwy – nie wydaje się pozbawiony racji.

Dlaczego jednak – mimo wszystko – Matka Boża Trybunalska bardziej się nadaje na patronkę rozhukanych niekiedy parlamentarzystów? Ano ze względu na historię. Najstarsze zapisy historyczne wskazują, że w 1580 roku obraz został ofiarowany Trybunałowi Koronnemu, który dwa lata wcześniej ustanowił w Piotrkowie król Stefan Batory. Przed posiedzeniami sądowymi obraz Matki Bożej Trybunalskiej przenoszono w procesji do kaplicy trybunału. Przed swoją patronką modlili się ludzie o sprawiedliwe sądy i rządy. Wizerunek Matki Bożej Trybunalskiej towarzyszył obradom trybunału przez ponad 200 lat. Dalsza burzliwa historia obrazu znalazła swe godne zwieńczenie – podczas mszy św. sprawowanej 26 maja 2006 roku na placu Piłsudskiego w Warszawie Benedykt XVI dokonał jego uroczystej koronacji.

Bez wchodzenia w te historyczne zawiłości Ziemkiewicz stwierdza, że czymś niewłaściwym jest „zmuszanie Maryi do patronowania notorycznej obstrukcji i zamętowi”. Ba! Taki jest właśnie niełatwy los patronów, że wzywani są nie wtedy, kiedy wszystko spokojnie toczy się wyznaczonym torem, ale wówczas, gdy źle się dzieje. Do patronów zwracano się na przykład wtedy, gdy zaraza wybuchła w mieście albo gdy u bram stanął wróg. Nie widzę zatem nic niestosownego w tym, że w gmachu Sejmu zawiśnie obraz Matki Bożej Trybunalskiej, patronki parlamentarzystów. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że żyję w kraju, w którym parlamentarzyści chcą mieć patronkę.

W wielu innych parlamentach byłoby to nie do pomyślenia. A szkoda! Na przykład Parlamentowi Europejskiemu przydałaby się ona bardzo. Może wówczas inaczej wyglądałyby doniesienia o pierwszej podróży naszego premiera do Brukseli. Otóż – jako świadomy obywatel – chciałem zapoznać się z przebiegiem tego wydarzenia i zasiadłem o 18.45 przed telewizorem: „Wydarzenia”, „Fakty”, „Wiadomości”… Po godzinie podniosłem się z fotela zażenowany. Okazało się, że premiera pytano przede wszystkim o prawa homoseksualistów nad Wisłą. Opublikowana nazajutrz w „Dzienniku” rozmowa z Johannesem Laitenbergerem, rzecznikiem Komisji Europejskiej, pogłębiła moje zakłopotanie. Stwierdził on, że w czasie spotkania Barroso – Kaczyński mówiono m.in. o „prawach podstawowych”, a na pytanie, co kryje się pod hasłem „prawa podstawowe”, odpowiedział: „Chodziło m.in. o prawa homoseksualistów. Premier Kaczyński wyraźnie powiedział, że nie ma jakiejkolwiek dyskusji, by te prawa ograniczać”. Rzeczywiście, szef naszego rządu przekonywał na różne sposoby, że w Polsce mniejszościom seksualnym nie dzieje się źle. Stwierdził nawet, że osób homoseksualnych nie brakuje wśród polityków, i to również po prawej, czyli dzierżącej władzę, stronie. Odnotować należy, że ta szczerość premiera nie wszystkim się podobała. Niektórzy bowiem nabrali podejrzeń, że ktoś tu kogoś śledzi i zagląda do sypialni.

Tak! Patroni to dobra rzecz. Choć różnie to bywa… Kiedyś pewien ksiądz zwracał podczas kazania uwagę na zbieżność między flagą europejską z kręgiem złożonym z dwunastu gwiazd a fragmentem z Księgi Apokalipsy: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Z wywodów kaznodziei wynikało niezbicie, że patronką Unii Europejskiej jest właśnie apokaliptyczna Niewiasta, czyli Maryja. Niejeden europejski ateusz zapewne oburzyłby się na takie mieszanie katolicyzmu z ideą europejskiej jedności. Atak na kaznodzieję przyszedł jednak z niespodziewanej strony. Otóż pewna starsza, aczkolwiek pełna energii parafianka, wtargnęła po mszy do zakrystii i przywołała księdza do porządku, nazywając go masonem. Niełatwe bywa życie patronów i ich czcicieli!

Matka Boża parlamentarzystów
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....