Ku chrystokształtności kultury

Ku chrystokształtności kultury

Przyszłość kultury zależy od jej wierności osobowemu kształtowi Chrystusa: Bóg i człowiek im bardziej zjednoczeni, tym bardziej są tożsami.

Ostatnie dwa lata obrodziły w Polsce wielkimi debatami na temat kultury: Kongresem Kultury Chrześcijańskiej „Sacrum i kultura — chrześcijańskie korzenie przyszłości”, który odbył się w Lublinie, oraz kilkoma kongresami kultury polskiej. Przyczyn owej aktywności należy szukać w powszechnej zgodzie z opinią, którą wyraził ostatnio Ryszard Kapuściński:

(…) wiek XXI będzie wiekiem kultury. O ile w dawnych cywilizacjach wartością była ziemia, a w cywilizacji nowożytnej — maszyna, to wartością taką w nadchodzącej cywilizacji staje się umysł ludzki, jego zdolności poznawcze i kreatywne. Aby umysł ten miał wszystkie warunki rozwoju, musi on dojrzewać i doskonalić się w otoczeniu kulturalnym najwyższej jakości, takim, jakie będzie go nieustannie inspirować i wzbogacać 1

Jeśli tak ma być, to jest nad czym myśleć i co robić. Zwłaszcza w optyce — nierozłącznie przecież związanej z chrześcijaństwem — solidarnej odpowiedzialności za przyszły kształt planetarnej cywilizacji, optyce, która kulturze przypisuje rangę najwyższą w procesie humanizacji naszego świata, zgodnie ze znanym i uznanym określeniem Jana Pawła II: „Kultura jest tym, przez co człowiek jako człowiek staje się bardziej człowiekiem” 2 Słowo „planetarna” nie pojawiło się w poprzednim zdaniu przypadkowo, podstawowy bowiem kontekst namysłu nad przyszłością kultury to fenomen globalizacji. Raz jeszcze znakomity diagnostyk epoki, Kapuściński: „O ile kiedyś Marshall McLuhan powiedział, że świat stanie się globalną wioską, to dzisiaj możemy już powiedzieć, że w każdej wiosce znajdzie miejsce globalny świat” 3 Dodajmy: z tysiącem szans i zagrożeń w tle.

O miejscu, z którego myślę

Poniższy tekst jest glosą do kongresu „Sacrum i kultura — chrześcijańskie korzenie przyszłości”. Nie stać nas — jako Kościół w Polsce — na zmarnowanie owoców tego wydarzenia. Warto i trzeba je bardziej uwewnętrznić, pogłębić, rozwinąć. Zebrałem tu myśli nieuładzone jeszcze ostatecznie i nieułożone w system, ale pochodzące z dziedziny, którą roboczo można by nazwać „chrystologią kultury”.

Czymś ważnym dla tej sprawy jest próba określenia miejsca, z którego te myśli pochodzą. Mam nadzieję, że opis owego miejsca tłumaczy dwustronność spojrzenia na problem, a zarazem broni całości refleksji przed posądzeniem o nadmierny subiektywizm czy mieszanie porządków poznawczych. A jest to miejsce „pomiędzy”. Tak brzmi tytuł wiersza ks. Janusza St. Pasierba napisanego w Lizbonie w październiku 1990 roku, podczas kongresu „Europa — Świat”. Doświadczenie, które wyraża on w wierszu, jest głęboko „moje” i stąd też śmiałość cytatu:

pośród uczonych jestem podejrzanym artystą
pośród poetów znowuż jakimś profesorem
pomiędzy księżmi i jednym i drugim
w Polsce Europejczykiem a tutaj Polakiem
ciągle pomiędzy jak zając na miedzy

W końcu zasadnicze pytanie utworu i ważna odpowiedź:

kim jestem wobec tych światów
w najlepszym razie posłańcem
bo nie Wysłańcem przecie
za wysokie progi.

Z tego więc miejsca formułuję myśli i tak właśnie się czuję: trochę jak zając na miedzy, trochę jak posłaniec (raz jeszcze: toutes proportions gardées), trochę jak — proszę wybaczyć patos porównania — budowniczy mostów. Niech to więc będzie reportaż z placu budowy mostów między sacrum i kulturą na chrześcijański sposób, który oznacza ostatecznie troskę o chrystokształtność ludzkiej kultury.

Ku przyszłości: chrześcijaństwo — kulturze

Chrześcijaństwo ma pilnie do powiedzenia kulturze XXI wieku prawdy następujące:

Jest rzeczą fundamentalnej wagi, by kultura przyszłości była tworzona w paradygmacie wcielenia

Tylko wtedy będzie ona prawdziwie proludzka. Istnieje bowiem dramatyczny rozdźwięk między kulturą tworzoną w modelu „Bóg–człowiek” a kulturą rozwijaną w modelu „Człowiek–bóg” 4 Ta pierwsza jest wielką szansą, druga — poważnym zagrożeniem. Bóg może się „w–cielić” (czyli „w–człowieczyć”), ale człowiek nie może się „w–bóstwić”. Ratunek potrafimy jedynie przyjąć w darze, nie potrafimy go wytworzyć sami. To podstawowa lekcja chrześcijaństwa, oferta dla człowieka i świata: trzeba wybrać między Jezusem Chrystusem a Dionizosem (i jego licznymi duplikatami), czyli między teologią wcielenia Boga a antyteologią ubóstwienia ciała, między Boskim człowieczeństwem a Człowieczym bóstwem, a w końcu między kulturą życia a kulturą śmierci.

W ostatecznym, najgłębszym rozrachunku, paradygmat wcielenia jako model myślenia o optymalnym kształcie ludzkiej kultury i kultura powstająca w kręgu takiego myślenia są jedynym możliwym lekarstwem na nowe postaci starych jak człowiek chorób umysłu i ducha. Śmiercionośne infekcje atakujące cywilizacje są bowiem w swej istocie zawsze takie same, zmieniają się tylko akcenty i kierunki uderzeń, powstają nowe mutacje wirusa. Z pewnym uproszczeniem filozoficzno–teologicznych zawiłości dałoby się je sprowadzić do jakoby koniecznej (a naprawdę pozornej i przez to fałszywej) alternatywy: albo monizm (materializm, komunizm, natura człowieka i świata jest całkowicie dobra itp.), albo dualizm (skrajny spirytualizm, manicheizm, natura człowieka i świata jest całkowicie zła, diabelska itp.).

Tymczasem konsekwentna optyka inkarnacyjna, czyli rozumienie kultury i tworzenie jej w paradygmacie wcielenia Bożego Syna pomaga wyjść z tego niszczącego myśl i ducha labiryntu. Chrystocentryzm, umieszczając w centrum rozumienia rzeczywistości tajemnicę Chrystusa, to znaczy misterium Jego wcielenia, śmierci i zmartwychwstania, staje się soteriologią ludzkiej kultury. Człowiek i jego dzieła (cywilizacja, kultura, sztuka) zostają wówczas wyzwolone z zaklętego kręgu błędnych alternatyw: „albo monizm, albo dualizm”, „albo materializm, albo spirytualizm”, „albo wojujący fundamentalizm, albo szyderczy sceptycyzm”. Także od najgorszej z nich, zatrutego źródła wszystkich pozostałych, źródła bijącego gdzieś z głębinowych pokładów pierworodnej winy: „albo Bóg, albo człowiek”. Odejście od prawdy inkarnacji stawia współczesnych pod ścianą tego właśnie fałszywego wyboru: wybierasz Boga — musisz odrzucić człowieka; wybierasz człowieka — odrzuć Boga.

Chrześcijański paradygmat wcielenia pokazuje zaś w genialnej wizji chrystologicznej ortodoksji (choćby w formule chalcedońskiej z 451 roku) i ortopraksji, że osoba Jezusa Chrystusa jest dowodem na to, iż Bóg nie maleje, gdy rośnie człowiek (i odwrotnie), i że dobrze jest Bogu i człowiekowi „być razem” w osobowym zjednoczeniu. Tak brzmi istota Dobrej Nowiny głoszonej od dwudziestu wieków przez chrześcijaństwo: takie jest centrum historii świata, taki jest klucz do tajemnicy życia i losu każdej ludzkiej osoby, taki jest fundament ludzkiej kultury 5

Przyszłość kultury zależy od jej wierności osobowemu kształtowi Chrystusa: Bóg i człowiek im bardziej zjednoczeni, tym bardziej tożsami.

Jedynie Jezus Chrystus jest odpowiedzią na pytania o zło i cierpienie

Nasza współczesność jest szczególnie wyczulona na problem bólu. Pytania o źródła, sens i kres cierpienia są pytaniami bodaj najczęściej stawianymi w kulturze przełomu tysiącleci. Niemały wpływ na taki stan umysłów i serc ma ocean krwi, w którym odchodzący wiek się pławił. W każdym razie wydaje się, że pytania „skąd zło?” i „co na to Bóg?” determinują kształt współczesnej kultury w jej elitarnym i masowym wydaniu, w odpowiedziach wprost i niewprost, a nawet wtedy (tym bardziej wtedy!?), kiedy ucieka ona (tłumiąc w ten sposób zgrozę, najprawdopodobniej) w konsumpcję, prześmiewczość, bluźnierstwo.

Kultura Polski, kraju, w którym pod koniec wieku panuje wyjątkowy urodzaj na doskonałą poezję, doczekała się wielu znakomitych wysłowień owej szczególnej wrażliwości na ból. Sięgnijmy choćby do wiersza Pani Zofia autorstwa artystycznego objawienia ostatnich lat Jacka Szubera:

Jej młodość i wiek dojrzały znałem z fotografii,
Elegancka kobieta, pedantka, dobra gospodyni
Starej daty: wyszukane ciasta i pasztety,
Czas poddany dyscyplinie ładu i umiaru,
Kunsztowny haft pisma, pasjans i lektura.
W ostatnich latach życia przestała być sobą:
Upokorzony umysł, węch i obrzędy z wydalaniem,
Ślady ekskrementów na przedmiotach,
Zegar bez wskazówek, bełkot w miejsce mowy.
Tego doświadczenia nie mogłem zrozumieć;
Nie ból, śmierć, kalectwo — to było źródłem mego buntu;
Zdegradowanej nie dźwigały wzniosłe monologi Hioba 6

Właśnie jeśli chodzi o cierpienie, bunt i pytania najtrudniejsze z możliwych, chrześcijaństwo ma do powiedzenia człowiekowi i jego kulturze rzecz najważniejszą i oryginalnie własną: monologi Hioba nie podźwigną Zdegradowanej — tu zgoda. Ani monologi Prometeusza, ani Syzyfa. Jednak jest monolog, który dźwiga całą zgrozę kalectwa Pani Zofii: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34). To krzyk wcielonego Bożego Syna, krzyk bezgranicznej udręki dobiegający z krzyża, z wnętrza „mroku, który ogarnął całą ziemię” (Mk 15,33). Krzyk skuteczny: ten monolog dźwiga Panią Zofię i uwzniośla jej upokorzenie, jej starczy bełkot, jej obrzędy… W zmartwychwstaniu Ukrzyżowanego bowiem okazało się, że nie był to monolog, ale dialog z Ojcem i akt absolutnej solidarności Boga–Miłości z tym, co najbardziej otchłanne w cierpieniu człowieka i świata. I że ostatecznym słowem na temat degradującego cierpienia jest Sens.

Troska o chrystokształtność kultury jest więc troską o kulturę przyszłości, bo jest troską o obecność w niej jedynego źródła nadziei.

Chrystologiczna refleksja w myśleniu o kulturze wzmacnia rolę słowa

To znaczy: refleksja chrystologiczna chroni przed ponowoczesną marginalizacją te istotne dla kultury cechy, które zwykliśmy określać jako dialogiczność, komunikatywność, sensowność.

Chrześcijaństwo jest religią Słowa. Oczywiście w najgłębszym i ściśle teologicznym sensie jest ono religią tego Słowa, które „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Zadzierzga ono pierwotne i misteryjne pokrewieństwo ze słowem jako takim. Słowo, język, mowa, rozmowa, rozumienie zajmują wysoką pozycję w chrześcijańskiej teologii i kulturze. Stąd też w chrześcijańskim universum tak silna awersja do przeróżnych odmian bełkotu i irracjonalnego fideizmu. Stąd też uprzywilejowane miejsce pytania o sens, które jest w swej głębi pytaniem o Boga — Sinnfrage als Gottesfrage (pytanie o sens jako pytanie o Boga), jak wyraża to teologia niemieckojęzyczna. Słowo wypowiedziane („zrodzone, a nie stworzone”) przez Ojca stało się człowiekiem, by „wszystkich ludzi i wszystkie byty” wszczepić w Siebie 7 by Prawda stała się dostępna.

W tym aspekcie i znaczeniu chrystokształtność nadziei byłaby więc przezwyciężeniem fundamentalnego rozczarowania „urządzeniem świata”, pokusy rozpaczy, poczucia niedosiężności sensu. Jeśli bowiem Słowo „zamieszkało wśród nas”, ludzka kultura również nie jest bezdomna.

Ku przyszłości: kultura — chrześcijaństwu

To, co wyżej — próba wyrażenia teologicznego punktu ciężkości glosy — stanowi zapewne clou mojego wywodu. Jednak to jeszcze nie cała glosa. Myśląc konsekwentnie w inkarnacyjnym modelu, dostrzeżemy z łatwością rewers problemu. Czyli to, co ludzka kultura ma do powiedzenia chrześcijaństwu — że jest (skromniej: może być) sojusznikiem w „sprawie człowieka i świata”. Ograniczając się do sztuki — która według Elzenberga jest „sercem serca kultury” 8 — jako jednego z najważniejszych pasm autentycznie ludzkiej kultury, chcę tu jedynie zasygnalizować kilka możliwych wariantów sojuszu. Oto — na przykład — teologia chrześcijańska może postrzegać sztukę (z korzyścią dla realizmu i ewangelizacyjnych skutków swojej refleksji!):

Jako proroka

Chodzi, rzecz jasna, o prorokowanie w sensie judeochrześcijańskim, czyli nie tyle w sensie „wieszczenia przyszłości” czy „ekstatycznego przepowiadania spraw ukrytych”, ile w znaczeniu biblijnym: solidarnego uczestnictwa w życiu współczesnego sobie pokolenia, przewodzenia duchowego, bezkompromisowej służby dobru i nadziei 9 Wielkim mistrzem oryginalnego rozumienia i praktycznego dostrzegania „profetyzmu sztuki” był ks. Janusz St. Pasierb. Twierdził on, że źródło owego prorokowania tkwi w darze „widzenia świata i czasu” swojego. Ludzka twórczość — pisał Pasierb — pozwala „przemówić milczącemu światu”, jak również wymierza „sprawiedliwość widzialnemu światu” 10. Jest ona bowiem „prorokiem–sędzią”. Stale też kwestionuje świat „jaki jest” i w tym geście wyraża tęsknotę za lepszym, spodziewa się przyszłego. Ludzka twórczość bywa więc Widzącym, a jeśli nie zawsze, to jednak stale Widzących wspiera.

Jako niosącą pociechę

Poezja jest terapią — pisał wielokrotnie Miłosz. Przeciwko nicości tworzyli najwięksi — w każdej z dziedzin sztuki — a wielka listopadowa (w 2000 roku) debata poetów w Krakowie odbyła się pod hasłem „Trudniej runąć w nicość, gdy w dole rozciąga się wiersz” 11. Sztuka nawet wówczas (a może: zwłaszcza wówczas), gdy eksploruje mroczne rejony bycia — sławi światło i życie. Choćby ŕ rebours. Choćby ze ściśniętym gardłem; przez sam fakt wyartykułowania głosu na temat cudu życia. Choćby był on jedynie szeptem czy nawet skowytem.

Jako pełniącą służbę kapłańską

W specyficznym, metaforycznym sensie, ale zgodnym co do litery i ducha z myślą Jana Pawła II posiłkującego się intuicją Beethovena: „artysta poniekąd powołany jest do służby kapłańskiej” 12. W jaki sposób, w jakim sensie? Właśnie tak, jak o tym mówił Pasierb: sztuka przez „gardło muz” udziela głosu rzeczom, „które pragną przemówić przez człowieka”. Troska o świat nie jest przecież niczym innym, jak uczestnictwem w kapłaństwie Jezusa Chrystusa. Oczywiście, bez naiwności: istnieje lucyferyczna postać „kapłańskiego” wymiaru sztuki. Dzieje się tak wtedy, kiedy artysta w postawie non serviam wobec religii, czcząc jedynie wartości czysto estetyczne, występuje wyłącznie w roli sacerdos musarum. Tak bywa. Jednak wartość „kapłańskiej służby” sztuki polega głównie na nieustannym mobilizowaniu religii do „wypływania na głębię” (Łk 5,4). Wielka sztuka „nie tyle dostarcza substytutu objawienia religijnego, co wyzwala nas od jego uproszczenia” 13.

Jako czuły sejsmograf

rejestrujący wszelkie tąpnięcia ludzkiego ducha. Jako „zwierciadło współczesności” 14.

Ku chrystokształtności, czyli nadziei

To wszystko jest możliwe i realne, kiedy ludzka kultura staje się autentycznie proludzka, czyli kiedy przybiera kształt Chrystusa. Wtedy, kiedy powstaje w paradygmacie rozumienia życia i sensu jako „od–Boskiego” daru. Kiedy powstaje z myślenia inspirowanego inkarnacją: im bliżej Boga, tym lepiej dla człowieka i świata. Wszak jedna z najbardziej gorzkich, ale i przenikliwych, diagnoz lubelskiego kongresu brzmiała: „horyzont kończącego się tysiąclecia zamknął się nad przywiędłymi już obietnicami nowoczesności, gdzie mit Prometeusza, który stał się na powrót Syzyfem, tonie w Narcyzie”15.

Postulat chrystokształtności kultury jest niezgodą na okaleczenie wizji świata. Kultura jako świadek tego, co Boskie, staje się wybawcą tego, co ludzkie 16.

Chodzi wszak o nadzieję, najważniejszy, niezbywalny budulec przyszłości. Zakończmy więc jednym z najważniejszych zdań, które zostawił nam ks. Józef Tischner: „Ewangeliczne budowanie nadziei nie na tym polega, żeby odsłonić przed człowiekiem nieznaną przyszłość, ale na tym, by pokazać człowiekowi Tego, w kim może złożyć swe nadzieje” 17.

Lublin, 15–20 XII 2001 roku

1 „Globalny świat w każdej wiosce”. Wystąpienie otwierające debatę na Kongresie Kultury Polskiej, „Plus Minus”, dodatek „Rzeczpospolitej”, 2000 nr 49, s. 1.
2 „W imię przyszłości kultury”. Przemówienie w UNESCO, Paryż, 2 czerwca 1980 r., w: Jan Paweł II, Wiara i kultura. Dokumenty, przemówienia, homilie, wyb. i oprac. M. Radwan, S. Wylężek, T. Gorzkula, Rzym — Lublin 1988, s. 55.
3 Ibidem, s. 1.
4 Por. Cz. Miłosz, Ziemia Ulro, Warszawa 1982, s. 68–69, 159–163; idem, Zaczynając od moich ulic, Paryż 1985, s. 281– –290; idem, Widzenia nad zatoką San Francisco, Paryż 1980.
5 J. Szymik, Paradygmat Wcielenia jako fundament ludzkiej kultury. Teologiczna refleksja — literackie świadectwo, w: Wokół Tajemnicy Chrystusa. Materiały Seminarium Wykładowców Dogmatyki, Gniezno 17–18.09.1997, red. A. Czaja, Z. Glaeser, G. Iwiński, Opole 1997, s. 9–22.
6 „Przegląd Polski”. Tygodniowy dodatek literacko–społeczny „Nowego Dziennika” (Nowy Jork), 3 listopada 2000 roku, s. 10.
7 Cz. St. Bartnik, Adopcja świata w Chrystusie, „Ethos”, 13 (2000) nr 49–50, s. 46.
8 J. St. Pasierb, Miasto na górze, Kraków 1973, s. 282.
9 L. Stachowiak, Prorocy — słudzy Słowa, Katowice 1980, s. 7–10.
10 J. St. Pasierb, Czas otwarty, Poznań –Warszawa 1972, s. 15; idem, Miasto na górze, s. 282; idem, Pionowy wymiar kultury, Kraków 1983, s. 148–149.
11 „Kontrapunkt”, dodatek „Tygodnika Powszechnego”, 2000 nr 11 (49).
12 „Natura i sztuka drogami prowadzącymi do tajemnicy Boga”. Spotkanie z przedstawicielami świata nauki i sztuki, Wiedeń, 12 września 1983 roku, w: Jan Paweł II, Wiara i kultura…, s. 209.
13 A. Debeljak, w: „Trudniej runąć w nicość, gdy w dole rozciąga się wiersz”, materiały z II Spotkania Poetów, Kraków 2000, s. 11.
14 „Znak”, 52 (2000) nr 10 (545) — zeszyt poświęcony kinu jako „zwierciadłu współczesności”.
15 P. Poupard, Pomiędzy barbarzyństwem i nadzieją. Kryzys współczesnej kultury i chrześcijańska odpowiedź, w: Sacrum i kultura — chrześcijańskie korzenie przyszłości, Lublin 2000, s. 23.
16 Ibidem, s. 22, 24.
17 J. Tischner, Miłość nas rozumie, Kraków 2000, s. 18.

Ku chrystokształtności kultury
ks. Jerzy Szymik

urodzony 3 kwietnia 1953 r. w Pszowie – kapłan archidiecezji katowickiej, teolog, dogmatyk i poeta, profesor nauk teologicznych, wykładowca teologii dogmatycznej, członek watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej (2004-2014)....