Jak mówić o potępieniu wiecznym?

Jak mówić o potępieniu wiecznym?

Rozpoznawszy początki piekła już na tej ziemi, możemy niejako empirycznie przekonać się, że prawdziwa nasza nadzieja jest tylko w Bogu, i w ten sposób uniknąć piekła wiekuistego. Ostrzeżenia przed potępieniem wiecznym będą jednak dla nas prawdą martwą i szkodliwą, jeśli nie zobaczymy, że są one słowem Bożej miłości do nas. Co to znaczy i co z tego wynika dla głoszenia tej prawdy? Znaczy to, że mamy głosić nowinę o zbawieniu, a nie zajmować się informowaniem ludzi, iż mogą osiągnąć zbawienie albo dostać się do piekła.

Dopóki Pismo święte będzie podstawą nauczania wiary chrześcijańskiej, czyli aż do końca świata — nie da się o potępieniu wiecznym nie mówić. Zbyt często i zbyt wyraźnie temat ten pojawia się w księgach świętych, żeby dało się go w nauczaniu kościelnym przemilczeć.

Najwięcej mówił o piekle sam Pan Jezus

Co więcej, mówił o nim przede wszystkim sam Pan Jezus. Hans Urs von Balthasar — można się pytać, jak zharmonizować tę jego naukę z poszukiwaniami zawartymi w książce pt. Czy wolno mieć nadzieję, że wszyscy będą zbawieni? — zauważył, że trzeba było dopiero wyraźnego ogłoszenia przez Chrystusa Pana obietnicy życia wiecznego, ażeby można było mówić o niebezpieczeństwie jego nieodwracalnej utraty:

Jezus proklamuje swoje orędzie miłości, otwierając o wiele okropniejsze otchłanie niż te, które w Starym Testamencie były w ogóle możliwe do przewidzenia. Błogosławieństwo i szczęśliwość, tak jak przekleństwo i potępienie, mogły mieć wówczas sens tylko w czasowej rozciągłości; ponieważ niebo nie było otwarte (por. Hbr 11,40), nie mogło być także piekła (lecz jedynie pewien stan przejściowy do obu: Hades, Szeol). Teraz, kiedy niebo się otwiera, otwiera się jednocześnie po raz pierwszy wieczne piekło 1.

Hans Urs von Balthasar mówił mocniej: gdyby nie odkupieńcza ofiara Chrystusa Pana, piekło byłoby losem nas wszystkich, a jak straszliwie jest ono rzeczywiste, ujawniło się to na Kalwarii:

W opuszczeniu Ukrzyżowanego przez Boga rozpoznajemy, z czego my sami zostaliśmy wybawieni i uchronieni, mianowicie przed ostateczną utratą Boga, która została nam oszczędzona nie poprzez jakikolwiek własny wysiłek, a tylko przez łaskę. (…)

Piekło nie jest żadną wychowawczą groźbą ani też nie jest czysto teoretyczną możliwością: ono jest rzeczywistością, którą doskonale zna Opuszczony przez Boga, gdyż nikt, nawet w przybliżeniu, nie może doświadczyć tak straszliwego opuszczenia przez Boga jak tylko Syn, odwiecznie istotowo zjednoczony z Ojcem. W ten sposób dwojaki los naszej wieczności leży odtąd wyłącznie w Jego ręku; właśnie dlatego, że On jest naszą łaską, jest On także naszym sądem, jest naszym sędzią, ale już jako nasz Zbawiciel. Będąc chrześcijanami, wiemy, że grzech knuty jawnie przez tych, którzy poznali miłość, ma ogromny ciężar w porównaniu z grzechem popełnionym w stanie niewiedzy 2.

Po wyjaśnieniu, dlaczego dopiero w nauce Pana Jezusa pojawiła się wyraźnie prawda o potępieniu wiecznym, przypomnijmy, że On najczęściej wyrażał ją za pomocą trzech metafor. Jest to, po pierwsze, metafora wyrzucenia na zewnątrz, ciemności, więzienia (Mt 8,12; 22,13; 25,30; Ap 22,10), następnie, metafora męki i ognia (Mt 18,8; 25,41; Mk 9,47n; Hbr 10,27), i wreszcie, metafora zguby, śmierci, zatracenia (Mt 7,13; Łk 13,3– –5; Ga 6,8; 2 Tes 1,9).

Mówił Pan Jezus o potępieniu wiecznym również bez metafor. Fałszywi uczniowie, którzy wyznają Go ustami, ale nie sercem, usłyszą z Jego ust straszne słowa: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości” (Mt 7,23). Natomiast w Jego wypowiedzi na temat grzechu przeciw Duchowi Świętemu synonimem potępienia wiecznego są wypowiedziane w podniosły sposób słowa, że grzech ten „nie będzie odpuszczony ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt 12,32). Analogiczny ton pobrzmiewa w słowach apostoła Pawła: „Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy…, ani złodzieje…, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą” (1 Kor 6,9n; por. Ga 5,19–21).

Na czym polega piekło?

Wydaje się, że głównym powodem, dla którego ewangeliczne przestrogi przed potępieniem wiecznym uległy we współczesnym nauczaniu Kościoła wyciszeniu 3, jest ucieczka przed ogromnie popularnym dziś zarzutem, iż chrześcijaństwo stworzyło cywilizację lęku.

W tym kontekście warto przypomnieć pogląd Karla Jaspersa, który, sam będąc człowiekiem niewierzącym, wskazywał na istotnie pozytywny wymiar tradycyjnego lęku przed piekłem i twierdził, że również człowiek niewierzący powinien — pod sankcją stoczenia się w egzystencjalną bylejakość — pielęgnować w sobie lęk analogiczny do chrześcijańskiego lęku przed piekłem, mianowicie lęk przed zmarnowaniem swojego istnienia. Zdaniem Jaspersa, fatalne są obie możliwości: zarówno pozbycie się tego lęku, jak jego rozpanoszenie się w naszym wnętrzu. Ów lęk powinien być w nas, ale jako przezwyciężony przez postawę trwałego zwrócenia ku temu, co najgłębiej pozytywne.

Interesujący jest ten głos w obronie lęku przed piekłem wypowiedziany przez filozofa, który w istnienie piekła nie wierzy:

Jeżeli lęk przed piekłem jest dla niezliczonych dusz podstawą wyboru dobra zamiast zła, to rzadko bywa to wyłącznie lęk przed czymś rzekomo realnym. Lęk ten, zaszyfrowany w obrazie piekła, może raczej uprzytamniać głębokie egzystencjalne motywy własnego istnienia. Lęk o własny byt to podstawowa cecha człowieka rozbudzonego. Spokój, który płynie z negacji piekła, nie wystarcza, spokój musi wyrastać z pozytywnego zaufania, z ustroju duszy, która kieruje się dobrą wolą zawsze przezwyciężającą lęk. Człowiek, który wyzbył się lęku, to człowiek już tylko powierzchowny 4.

Piekło jako nieodwracalne zmarnowanie samego siebie (np. ostateczna i nienaprawialna niezdolność do miłości) — to zapewne najgłębsze spojrzenie na ten temat, jakie możliwe jest w horyzoncie człowieka niewierzącego. Spojrzenie wiary — w pełni podpisując się pod powyższą formułą — idzie nieskończenie dalej: piekło jest to niepodlegające zmianie znalezienie się poza Bożą obecnością, „z dala od oblicza Pańskiego i od potężnego majestatu Jego” (2 Tes 1,9).

Zatem straszliwość tej sytuacji rozpoznawalna jest tylko w takim stopniu, w jakim rozumiemy, kim dla człowieka jest Bóg, którego obecności piekło jest pozbawieniem. My jednak nigdy w pełni nie ogarniemy, kim dla nas jest Bóg, zatem jakżeż moglibyśmy pojąć do końca, co oznacza oddalenie od Niego? Krótko mówiąc, z całą pewnością piekło to stan bardziej straszny, niż to potrafimy pomyśleć i zrozumieć — i zapewne dlatego sam nawet Pan Jezus oddawał go za pomocą owych strasznych obrazów, jakie znajdują się w Ewangelii.

Brak tych obrazów w opisie stanu wiekuistego oddalenia od Boga, podkreślenie jedynie tego oddalenia, nie czyni opisu mniej przerażającym. Chyba że ktoś nie ma nawet zielonego pojęcia o tym, że Bóg jest Miłością i Źródłem wszelkiego sensu.

Spójrzmy na dwa opisy przedstawione z prawdziwie kobiecą delikatnością. Oto wzorcowo apofatyczny opis Simone Weil:

Ze śmiercią jedni znikają w nieobecności Boga, inni w obecności Boga. Nie możemy pojąć tej różnicy. Dlatego też, aby w przybliżeniu dostępnym wyobraźni to ująć, utworzono obrazy raju i piekła 5.

Bardzo analogicznie odczuwała to Beata Obertyńska:

Nie rozumiem ni nieba, ni piekła… To wszystko
zbyt ogromne na myśl mą — ciasną i kaleką.
Wiem tylko, że to będzie albo Ciebie blisko,
albo od Ciebie daleko 6.

Niektórzy nawet próbowali ową przerażającą i nieodwołalną nieobecność Boga opisywać paradoksalnie jako stan pełnego szczęścia i zaspokojenia dla ludzi, którzy Boga w żaden sposób nie potrzebują ani za Nim nie tęsknią. „Poza niebem — wyobrażał sobie, nie wiem, czy jeszcze zgodnie z wiarą Kościoła, Clive S. Lewis — jedynym miejscem, gdzie możesz się czuć całkiem zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami i utrapieniami, jakie niesie z sobą miłość — jest piekło” 7.

Jeśli uważnie przypatrzymy się wielkiej różnorodności formuł, którymi oddawano stan bezsensu ostatecznego, widać jasno, że dotyczą one tej samej nieszczęsnej sytuacji. A zatem piekło to stan ostatecznej samowoli i nieposłuszeństwa 8, „jest realnym panteonem tych wszystkich, którzy się uważają za bogów” 9, „jest stanem najwyższego egoizmu i samotności” 10.

Święty Tomasz z Akwinu opisywał piekło negatywnie, jako przeciwieństwo szczęścia wiecznego. „Otóż ostateczne szczęście człowieka polega w zakresie umysłu na pełnym oglądaniu Boga, natomiast w zakresie postawy na tym, że wola człowieka jest niewzruszenie utwierdzona w Dobroci pierwszej. Zatem ostateczne nieszczęście będzie polegało na tym, że umysł będzie całkowicie pozbawiony światła Bożego, postawą zaś człowiek będzie zatwardziale odwrócony od Bożej Dobroci. I to jest najważniejsze nieszczęście potępionych, które się nazywa karą potępienia” 11.

Najgłębsza chyba intuicja na temat tego, czym jest piekło, została sformułowana już w czasach patrystycznych. Ogniem piekielnym byłaby — trudno się dziwić temu, że w Kościele rzadko kto tę myśl podejmuje — ta sama nieskończona miłość Boża, która jest szczęściem zbawionych. Quod erit iucunditas mentibus nitidis, hoc erit poena maculosis — mówił papież Leon Wielki. „To, co dla dusz jasnych będzie szczęściem, dla zbrukanych stanowić będzie karę” 12.

Krótko mówiąc, człowiek może się doprowadzić do takiej negacji Boga, że całym sobą nie chce, żeby Bóg był. A Bóg po prostu jest. I nie może przestać być sobą, czyli Bogiem. Nie może przestać być wszechobecną Miłością. Owszem, tutaj, na ziemi, człowiek może ogłosić Jego nieistnienie albo swoją wolę, że nie chce mieć z Nim nic wspólnego. Jednak po śmierci rzeczywistość Boga stanie przed każdym z nas bezpośrednio. Tam nie da się być poza wszechobecną Bożą Miłością. Nieobecność Boga dla potępionych polegałaby na całoosobowym skurczu protestu przeciwko temu, że Bóg jest Miłością, oraz przeciwko temu, że jest się zanurzonym w Bożej Miłości 13.

Piekło zaczyna się już teraz

Senatores boni viri, senatus — mala bestia. „Poszczególni senatorzy to dobrzy ludzie, senat to złe zwierzę”. Myślę, że można się posłużyć intuicją zawartą w tym przysłowiu do opisania sytuacji duchowej naszej epoki: nawet jeżeli wielu nam współczesnych to ludzie bliscy Bogu, nie zmienia to, niestety, faktu, iż żyjemy w czasach gigantycznej ucieczki od Boga żywego i prawdziwego.

Wielu ludzi nosi dziś w sobie pragnienie, żeby Boga nie było, a chyba jeszcze więcej ludzi wyobraża sobie Boga po pogańsku: jako mądrą, potężną i dobrą istotę, która istnieje gdzieś bardzo daleko, do której można odwołać się w momentach wyjątkowych (ślub, urodziny dziecka, pogrzeb, coroczne święta) i szukać u niej ratunku w momentach trudnych.

Otóż jeśli żyje się tak, jakby Boga nie było albo jakby był On bardzo daleko, jest to sytuacja ewidentnie zmierzająca ku temu, cośmy wyżej opisali właśnie jako piekło. Przecież samą istotą piekła jest bycie daleko od Boga i zamykanie się na Jego obecność. W tej sytuacji wyciszanie ewangelicznych przestróg przed potępieniem wiecznym — czy wręcz łudzenie bezbożników (jak wiadomo, wśród katolików również bywają autentyczni bezbożnicy) obietnicą powszechnego zbawienia — może służyć tylko utrwaleniu tego piekła, jakie zaczynamy sobie budować już na tej ziemi.

Nie trzeba się dziwić temu, że odejście od Boga sprowadza na nas egzystencjalną dezorientację, tak jak nie dziwimy się temu, że jeśli człowiek się nie naje, wówczas jest głodny. Oznak wspomnianej dezorientacji znajdziemy w naszym życiu współczesnym wiele 14. Wzrastające poparcie dla aborcji i eutanazji, rozpadanie się najbardziej nawet elementarnych więzi rodzinnych i kryzys praktycznie wszystkich autorytetów społecznych, pogłębiające się poczucie bezsensu życia i plaga narkomanii, pogrążanie się milionów ludzi w destruktywnej samotności i zmniejszające się zrozumienie dla służby społecznej — to najbardziej rzucające się w oczy dowody, że cywilizacja śmierci stanęła już u naszych bram.

Po prostu rzeczywistość jest Boża, cała zanurzona w obecności Boga kochającego. Nie leży w naszej mocy ustanowić, że my nie chcemy, by Bóg był tak blisko, że wolimy Go mieć gdzieś daleko. Kiedy zaczynamy kształtować świat daleko od Boga, znaczy to po prostu, że uciekamy od rzeczywistości; i nie tylko od Boga wówczas uciekamy, ale również od samych siebie, a nawet od sensownego radowania się wartościami doczesnymi. Wcześniej czy później okaże (i okazuje) się, że umieściliśmy swoje życie w jakichś wymiarach ułudy, gdzie króluje nicość i śmierć.

Bóg na ten nasz bunt odpowiada prawdziwie po Bożemu: „Jakąż nieprawość znaleźli we Mnie wasi przodkowie, że odeszli daleko od Mnie?” (Jr 2,5). To przecież po to, żeby nas uratować, dał nam swojego Jednorodzonego Syna. Również nikogo z nas Bóg nie chce potępić, ale chce wszystkich i każdego z nas doprowadzić do zbawienia (por. J 3,17; 1 Tm 2,4; 4,10). Jednak podobnie jak głodnego nie nasycą rozmowy o jedzeniu, tylko musi zacząć jeść, tak samo przez słuchanie opowieści o powszechnym zbawieniu nie wyjdziemy z bram piekła, w które ewidentnie, całymi społeczeństwami zaczynamy już wchodzić. My musimy się po prostu nawracać do Boga i w Nim składać całą naszą nadzieję.

Podsumujmy: ażeby nasze mówienie o potępieniu wiecznym nie było ideologiczne, lecz żeby było to mówienie w wierze, musi się w nim znaleźć miejsce na uprzytamnianie sobie, jak źle i niezgodnie z najgłębszymi potrzebami ludzkiej natury jest człowiekowi być daleko od Boga; musimy ponadto wyraźniej zobaczyć, jak wiele niepotrzebnych i przeklętych rachunków płacimy za to, że błąkamy się w oddaleniu od Boga.

Jest zresztą coś błogosławionego w tym, że nie ma prawdziwego szczęścia poza Bogiem. Już Ojcowie Kościoła domyślali się, że to, co Pismo święte nazywa gniewem Bożym, jest w gruncie rzeczy przejawem miłości Boga do grzeszników i znakiem Jego opieki nad buntownikami.

Nie opuścił Bóg Adama — wyjaśniał święty Jan Złotousty — kiedy nakazał mu opuścić raj. Nakazał mu to nie z innego powodu, tylko ze względu na Jego przyjaźń do człowieka (philantropia)… Wyrzucenie z raju było dziełem raczej Bożej opieki niż gniewu. Takie są bowiem obyczaje naszego Pana, że przez zesłanie kary okazuje nam nie mniejszą troskę, niż kiedy udziela dobra, gdyż wymierza nam tę karę w celu upomnienia. Przecież gdyby wiedział, że bezkarność grzechu nie uczyni nas gorszymi, nigdy by nas więcej nie karał. Żeby jednak powstrzymać nasze staczanie się ku gorszemu i usunąć wzmagającą się przewrotność, jest konsekwentny w swojej przyjaźni do człowieka i dlatego wymierza karę… Zauważ, nasz Pan okazuje stałą swoją dobroć dla człowieka w poszczególnych swoich dziełach. Również poszczególne rodzaje Jego kar pełne są Jego wielorakiej dobroci 15.

Również przejawem raczej opieki Bożej nad nami niż porzucenia nas przez Boga jest to, że — oddaliwszy się od Niego — wprowadziliśmy w nasze życie tyle bezsensu, zakłamania i śmierci. Rozpoznawszy początki piekła już na ziemi, możemy empirycznie przekonać się, że prawdziwa nasza nadzieja jest tylko w Bogu, i w ten sposób uniknąć piekła wiekuistego.

Nauka o potępieniu jako słowo miłości

Ostrzeżenia przed potępieniem wiecznym będą jednak dla nas prawdą martwą i szkodliwą, jeśli nie zobaczymy, że są one słowem Bożej miłości do nas. Każde zdanie Ewangelii wyraża miłość. Również kiedy Pan Jezus mówi nam o potępieniu wiecznym, jest to słowo Jego miłości do nas.

Co to znaczy i co z tego wynika dla głoszenia tej prawdy? Znaczy to, że mamy głosić nowinę o zbawieniu, a nie zajmować się informowaniem ludzi, że mogą osiągnąć zbawienie albo dostać się do piekła; tym bardziej nie wolno nam okłamywać ludzi, że ewangeliczna nauka o potępieniu wiecznym to tylko takie Jezusowe straszenie kominiarzem.

Podstawową prawdą naszego głoszenia musi być nowina, że Jezus chce i może nas zbawić. „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10). Przypowieść o synu marnotrawnym i o pasterzu poszukującym zagubionej owieczki, duchowa obietnica zawarta w Chrystusowych uzdrowieniach i konkretny los ocalonej przez Niego cudzołożnicy, licznych celników i łotra wraz z Nim ukrzyżowanego, a wreszcie sama Jego śmierć i zmartwychwstanie — krótko mówiąc, cała Ewangelia jest jedną wielką obietnicą zbawienia i wezwaniem do tego, żeby się na nie otworzyć.

Wezwaniem do zbawienia przeniknięte są również Chrystusowe ostrzeżenia przed potępieniem wiecznym. Podobnie jak znaki drogowe informujące o utrudnieniach i ostrzegające przed niebezpieczeństwami przeniknięte są obietnicą bezpiecznego przejazdu przez tę drogę. Podobnie jak ostrzeżenia mass mediów przed muchomorami przeniknięte są nadzieją, że zbieracze przyniosą pełne kosze grzybów jadalnych, i tylko jadalnych.

Gdybyśmy zgubili w nauce Chrystusa Pana o potępieniu wiecznym zawartą w niej miłość, głosilibyśmy nie prawdę, tylko jakąś jej imitację, podróbkę, falsyfikat. Owszem, prawdziwa miłość sięga niekiedy po środki twarde i ostre: jeśli nie ma innego sposobu, żeby doprowadzić do opamiętania tego, kogo się kocha. Serce ludzkie może bowiem obrosnąć tłuszczem albo kamieniem. Może do tego stopnia utracić wrażliwość, że nie rozumie nawet moralnego i duchowego elementarza. Wtedy nie ma rady, trzeba nieraz sięgnąć nawet po młotek, żeby ten kamień rozbić i dotrzeć do żywego serca.

Pan Jezus próbował dotrzeć nawet do takich serc i używał wówczas środków różnych. Potrafił w oczy powiedzieć faryzeuszom, że są plemieniem żmijowym i grobami pobielanymi, ostrzegał nas wszystkich, żebyśmy sobie nie przygotowywali ognia wiecznego. Są to środki ostateczne, którymi próbował dotrzeć do zatwardziałych serc, niewrażliwych już na inne argumenty. Sięgał po nie dlatego, że nas kocha, że nie jest Mu obojętny los faryzeuszy ani los kogokolwiek. Przecież to miłość kazała Mu tak często mówić o potępieniu wiecznym. Bo On jest pierwszym, który chciałby, żeby piekło było puste 16.

Niekiedy jednak, bardzo rzadko, wolno — jak sądzę — powiedzieć komuś: „Ty idziesz prosto do piekła, czeka cię potępienie wieczne”. Wolno powiedzieć tak człowiekowi, który własnej niedołężnej matce powtarza ze złością: „Kiedy ty wreszcie zdechniesz?”. I temu, kto cynicznie i bez wstydu żeruje na cudzej biedzie czy nieporadności. I seksualnemu zboczeńcowi, który demoralizuje dzieci. Ale przecież celem tego tak ostrego słowa nie jest wydawanie wyroku, tylko doprowadzenie do opamiętania. Cel takiego mówienia komuś: „Ty przecież pójdziesz do piekła”, polega właśnie na tym, żeby go przed piekłem uchronić 17. Zatem to bardzo mocne słowo jest nie tylko obroną tych, którzy doznają krzywdy, ale zarazem posługą miłości wobec krzywdziciela.

Ratowanie ludzi zagrożonych potępieniem wiecznym

Z powyższych rozważań jasno wynika, że złą przysługę oddawałby ortodoksji katolickiej taki teolog czy duszpasterz, który głosiłby po prostu, że niektórzy ludzie będą zbawieni, niektórzy zaś potępieni. Prawdy o potępieniu wiecznym nie wolno głosić z perspektywy akceptującego obserwatora. O potępieniu wiecznym należy myśleć jako o czymś, co się nie może stać ani ze mną, ani z kimkolwiek. Miłość podpowiada nawet, że gdyby w ogóle kogoś miało spotkać potępienie, to już lepiej mnie niż kogokolwiek innego.

W ten sposób rozumieli tę prawdę wielcy mistycy.

Lepiej będzie dla mnie — modliła się święta Katarzyna ze Sieny — jeśli wszyscy będą zbawieni, a ja sama będę znosić męki piekielne, bylebyś tylko mi zostawił miłość do Ciebie… Jeśli Twoja prawda i sprawiedliwość zgodzą się na to, chciałabym zupełnego zniszczenia piekła albo przynajmniej, żeby żadna dusza tam się więcej nie dostała. A najbardziej bym się cieszyła, gdybyś położył mnie na paszczę piekła, żeby ją zamknąć i żeby nikt więcej tam się nie dostał. Bo w ten sposób wszyscy moi bliźni byliby zbawieni 18.

Niektóre świadectwa modlitewnej walki o dusze zatwardziałych grzeszników przypominają walkę Jakuba z Bogiem (Rdz 32,25–33) czy słynny werset z Księgi Ezechiela (22,30).

Pan sprawiał, że często musiałam przechodzić stany bolesne — pisze święta Małgorzata Maria Alacoque. — Raz wśród nich ukazał mi kary, jakie chciał wymierzyć pewnym duszom. Rzuciłam się wtedy do Jego stóp świętych, mówiąc doń: „O mój Zbawicielu, wyładuj raczej na mnie cały swój gniew i wymaż mnie z księgi żywota, niż miałbyś gubić te dusze, które Cię tak wiele kosztowały!”. A Pan mi odrzekł: „Ależ one cię nie kochają i nie przestaną cię nękać”. „Nic nie szkodzi, o mój Boże, byle Ciebie miłowały. Nie zaprzestanę Cię błagać, byś im przebaczył”. „Nie opieraj mi się, już ich więcej nie mogę znosić”. A ja, objąwszy Zbawiciela jeszcze mocniej: „Nie, mój Panie, nie puszczę Cię wcale, póki im nie przebaczysz” 19.

Święta siostra Faustyna ma poczucie, że swoją modlitwą wyrwała z paszczy piekła wiele zagrożonych dusz. Kiedyś, po jednej ze swoich wielkich modlitw za zatwardziałych grzeszników, miała następujące widzenie:

Obstąpiło mnie mnóstwo psów czarnych, wielkich, skacząc i wyjąc, chcąc mnie poszarpać na kawałki. Spostrzegłam, że nie są to psy, ale szatani. Jeden z nich przemówił ze złością: „za to, żeś nam odebrała tej nocy tyle dusz, to my cię poszarpiemy na kawałki”. Odpowiedziałam, że jeżeli taka jest wola Boga najmiłosierniejszego, to szarpcie mnie na kawałki, bo na to słusznie zasłużyłam, bo jestem najnędzniejsza z grzeszników, a Bóg jest zawsze święty, sprawiedliwy i nieskończenie miłosierny. Na te słowa odpowiedzieli wszyscy razem szatani: „uciekajmy, bo nie jest sama, ale jest z nią Wszechmocny” 20.

Zwycięska walka, jaką jeszcze w dzieciństwie stoczyła święta Teresa od Dzieciątka Jezus o duszę pewnego zbrodniarza, zapoczątkowała w niej wzrastające przez całe życie pragnienie, aby nieustannie walczyć o uratowanie dusz, którym grozi potępienie wieczne:

Od tej łaski jedynej w swoim rodzaju moje pragnienie ratowania dusz wzrastało z każdym dniem. Zdawało mi się, że słyszę Jezusa mówiącego do mnie jak do Samarytanki: „Daj mi pić!”. Była to prawdziwa wymiana miłości. Duszom dawałam krew Jezusową, a Jezusowi ofiarowywałam te same dusze ożywione Boską rosą. Sądziłam, że w ten sposób ugaszę Jego pragnienie; im więcej dawałam Mu pić, tym bardziej wzrastało równocześnie pragnienie mojej biednej małej duszy, a to żarliwe pragnienie dawał mi On, jako najsłodszy napój swej miłości 21.

Jakby podsumowaniem tej wielkiej tradycji mistycznej są słowa, jakie — być może pod wpływem objawień z Fatimy — napisał papież Pius XII w swojej encyklice Mystici Corporis Christi, 46:

Zaiste, straszliwa to tajemnica, i trzeba się bez końca nad nią zastanawiać: oto zbawienie wielu ludzi zawisło od modlitw i dobrowolnych umartwień członków mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa.

We współczesnym Kościele obserwujemy raczej kryzys tej postawy duchowej, która przymuszała wielu Bożych przyjaciół do wielkiego błagania za tymi, którzy wydają się najbardziej zagrożeni utratą zbawienia. Można pytać, czy kryzys ten świadczy o tym, że bakcyl indywidualizmu zniekształca w nas samą nawet nadzieję zbawienia, czy może jest to efekt szerzenia się łatwej nadziei na powszechne zbawienie i w konsekwencji lekceważenia sobie niebezpieczeństwa jego utraty.

To tylko zauważmy, że fałszywe jest takie uznawanie prawdy o potępieniu wiecznym, któremu towarzyszy łatwe pogodzenie się z istnieniem piekła. Ale może jeszcze bardziej odbiega od prawdy „pocieszanie się” domysłami, że piekło zapewne jest puste, zwłaszcza jeżeli postawie tej towarzyszy brak osobistego zaangażowania, ażeby zbawienie, jakim Bóg nas obdarza w Jezusie Chrystusie, dotarło do wszystkich, również do tych, którzy wydają się całkowicie na nie zamknięci.

Obie postawy — zarówno pogodzenie się z istnieniem piekła, jak odrzucanie jego istnienia — budują fałszywe wyobrażenia o Bogu i, co za tym idzie, wypaczają religijny stosunek do Niego. Tam, gdzie istnienie piekła nie budzi religijnego sprzeciwu, łatwo kształtuje się obraz Boga jako surowego Władcy, a lęk może stać się jednym z najistotniejszych wymiarów religijności. Tam z kolei, gdzie z góry się wie o tym, że piekła nie ma, miłosierdzie Boga, który pragnie uzdrowić i napełnić swoją kochającą obecnością nawet największego grzesznika, łatwo rozumieć fałszywie jako pobłażliwość Boga dla naszego zła. Zatem ostatecznie jest to postawa beznadziei co do możliwości naszego wyzwolenia z grzechu; człowiek liczy jedynie na to, że Bóg w swojej pobłażliwości i tak go doprowadzi do szczęśliwego końca.

1 Hans Urs von Balthasar, Wiarygodna jest tylko miłość, Kraków 1997, s. 72n.
2 J.w., s. 74.
3 Odnotujmy jednak jasne przedstawienie nauki wiary na ten temat w Katechizmie Kościoła Katolickiego, 1033–1037. Por. przemówienie Jana Pawła II podczas audiencji generalnej 28 lipca 1999 pt. Piekło jako ostateczne odrzucenie Boga, „Wiadomości KAI”, 30/1999, s. 11.
4 Karl Jaspers, Filozofia i religia, „Więź” 5/1983, s. 44.
5 Simone Weil, Wybór pism, Paryż 1958, s. 129.
6 Beata Obertyńska, Grudki kadzidła, V, LVIII.
7 W harmonii z prawdą zarówno metafizyki, jak wiary, myśl tę sformułowała powieściopisarka, Sigrid Undset, przedstawiając ją w formie absurdalnej, absolutnie nierealnej hipotezy: „Gdyby człowiek nie czuł tęsknoty za Bogiem, wtedy czułby się dobrze i w piekle, a tylko my nie moglibyśmy pojąć, iż znalazł tam to, czego serce jego pragnęło” (Sigrid Undset, Krystyna córka Lawransa, t. 1, Warszawa 1956, s. 35). Inaczej, ale w gruncie rzeczy to samo mówi L. Boros: „Gdyby Bóg przestał kochać istotę potępiającą się, to natychmiast i piekło przestałoby być piekłem. Ale Bóg nie może inaczej, jak tylko kochać… Potępiony jest uwięziony w swoim «ja» pośrodku świata, który przenika Bóg” (Istnienie wyzwolone, Warszawa 1971, s. 114).
8 „Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu: «bądź wola Twoja», i tych, do których Bóg powie na końcu: «bądź wola twoja»” (Clive S. Lewis, Rozwód ostateczny, Warszawa 1994, s. 67).
9 Jean Guitton, Mój testament filozoficzny, Warszawa 1999, s. 217.
10 Piekło polega na tym, „że człowiek nie chce nic przyjmować i chce być całkowicie samowystarczalny. Jest wyrazem zamknięcia się wyłącznie w tym, co własne. Istota tej otchłani polega właśnie na tym, że człowiek nie chce przyjmować, nie chce nic otrzymywać, tylko wyłącznie na sobie się opierać, sam sobie wystarczać. Jeśli ta postawa dojdzie do ostatecznych granic, człowiek staje się nieczuły, samotny, nieprzystępny. Piekłem jest chcieć–być–tylko–sobą, do czego się dochodzi, gdy człowiek zamyka się wyłącznie w sobie samym” (Joseph Ratzinger, Wprowadzenie w chrześcijaństwo, Kraków 1970, s. 259). Por. dwuwiersz Adama Mickiewicza pt. Ja: „Gdyby szatan na chwilę mógł wynijść sam z siebie, / To by w tej samej chwili już ujrzał się w niebie”.
11 Streszczenie teologii, 174, w: św. Tomasz z Akwinu, Dzieła wybrane, Poznań 1984, s. 76.
12 Św. Leon Wielki, O błogosławieństwach, hom. 95,8, w: Liturgia Godzin, t. 4, Poznań 1988, s. 169.
13 Por. wstrząsający wiersz Sergiusza Awierincewa pt. L’Enfer c’est les autres (tenże, Modlitwa o słowa, Poznań 1995, s. 48n: „(…) Miłość sama – / jest nieodpartym, nieznośnym płomieniem / trawiącym otchłań. (…) / (…) Nie może nie być Bóg, / i wszystko / W płomieniu Jego miłości, i płomień / jeden dla wszystkich; lecz dla Piekła Bóg / jest Piekłem”.sposób bardzo prostolinijny pisał o tym również Adam Mickiewicz, w dwuwierszu pt. Upór: „Pan dotąd miłosiernie patrzy na szatana, / Lecz szatan odwraca się, by nie widział Pana”.
14 Św. Tomasz z Akwinu wskazuje na pięć przejawów piekła, które może zaczynać się już na tej ziemi. Dwa pierwsze to zakłamanie oraz zatwardziałość w tym zakłamaniu, niezdolność do opamiętania. Po trzecie egoizm — postawa absurdalna, bo człowiek, myśląc tylko o sobie, w rzeczywistości działa przeciwko sobie. Czwartym znakiem piekła zaczynającego się już na tej ziemi jest ten rodzaj duchowych ciemności, kiedy człowiek nie dostrzega, że nasz świat jest Boży, i wydaje mu się, że nasze życie jest bezsensowne albo że ostatecznym jego sensem jest interes i wygoda. I wreszcie po piąte antycypacją potępienia wiecznego są zgryzoty sumienia, które tym się różnią od wyrzutów sumienia, że nie prowadzą do nawrócenia, tylko bezpłodnie męczą człowieka i osłabiają jego duchową energię. Szerzej temat ten przedstawiłem w artykule: Bóg na zawsze utracony, „Ateneum kapłańskie” 98 (1982), nr 439, s. 227–235.
15 Św. Jan Złotousty, In Genesim 3, hom. 18,3 (PG 53,151n).
16 Bardzo trafnie domysły o piekle pustym, domysły, że nauka o potępieniu wiecznym to ze strony Boga tylko zabieg pedagogiczny, skomentował św. Jan Złotousty: „Bóg karze, a ty powiadasz, że to tylko pogróżka. Gdyby tak było, czyżbyś nie był skłonniejszy do upadku? Gdyby Niniwici byli wiedzieli, że mieli do czynienia tylko z groźbami, nie byliby uczuli skruchy; ponieważ zaś oddali się pokucie, zatrzymali pogróżkę na słowach. Chcesz, żeby to była tylko pogróżka? Od ciebie to zależy. Stań się lepszym, a zatrzyma się na pogróżce, jeżeli zaś, czego ci nie życzę, lekceważysz pogróżki, doświadczysz samej rzeczy. Gdyby ludzie przed potopem zlękli się byli groźby, nie byliby ponieśli kary. I my, jeżeli się będziemy bali gróźb, nie narazimy się na ukaranie” (Na List do Filemona, hom. 3,3, w: św. Jan Złotousty, Homilie na Listy Pasterskie świętego Pawła, Kraków 1949, s. 391).
17 por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1036.
18 Legendy dominikańskie, opr. Jacek Salij, Poznań 1982, s. 185n. W tym samym duchu, choć w skromniejszej formie, odczuwał święty Ignacy Loyola, który „mając do wyboru albo rychłą śmierć wraz z pewnością zbawienia, albo długie życie z wielką możliwością pracy dla większej chwały Bożej, choć przy ryzyku i niepewności własnego zbawienia, wybrałby bez wahania to drugie” (św. Ignacy Loyola, Pisma wybrane, t. 1, Kraków 1968, s. 382).
19 Św. Małgorzata Maria Alacoque, Pamiętnik duchowny, Kraków 1947, s. 99. Por. świadectwo św. Teresy z Avili: „Poczęła się we mnie ta boleść niewypowiedziana, jakiej doznaję na widok tylu dusz idących na potępienie… Dla wybawienia choćby jednej od takich strasznych mąk, tysiąc razy ochotnie ofiarowałabym się na śmierć” (Życie napisane przez nią samą, w: św. Teresa od Jezusa, Dzieła, t. 1, Kraków 1962, s. 375). 20 Dzienniczek, zapis pod datą 9 sierpnia 1934.
21 Rękopis „A” dedykowany Matce Agnieszce od Jezusa, folio 46 v., w: św. Teresa od Dzieciątka Jezus, Pisma, t. 1, Kraków 1971, s. 159.

Jak mówić o potępieniu wiecznym?
Jacek Salij OP

urodzony 19 sierpnia 1942 r. w Budach na Wołyniu – polski prezbiter rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta, autor setek książek i tysięcy artykułów, przez 40 lat prowadził rubrykę Szukającym drogi w miesięczniku „W drodze”, którego naz...