Śmierć Mojżesza

Śmierć Mojżesza

I Bóg powiedział do Mojżesza: „Dzień twojej śmierci jest już bliski”. „A kiedy on także wznosi się aż do nieba i głową dosięga chmur… znika i nie ma go”. O czym tu mowa? Mowa jest o dniu śmierci. Człowiek może, niczym ptak, przypiąć sobie skrzydła i wznieść się do nieba, ale przychodzi godzina śmierci, skrzydła się łamią i człowiek spada na ziemię.

„A kiedy on także wznosi się do nieba”. Słowa te odnoszą się do Mojżesza, który wzniósł się do nieba, stąpał po chmurach, stał się równy aniołom, twarzą w twarz z Bogiem rozmawiał i z ręki Boga Torę otrzymał. Gdy nadszedł kres jego życia, Bóg powiedział do niego: „Dzień twojej śmierci jest już bliski”.

A

Kiedy Mojżesz się przekonał, że wyrok na niego już został wydany, zakreślił wokół siebie koło. Stanął w środku i rzekł:

— Nie ruszę się z tego miejsca, dopóki Ty, Boże, nie odwołasz wyroku. Włożył na siebie worek i tarzając się w prochu i popiele, zaczął błagać Wiekuistego, oby był błogosławiony, aż niebo i ziemia, i cała natura zaczęły drżeć i zadawać sobie pytania: „Może Bóg postanowił zniszczyć istniejący świat, żeby zbudować nowy?”.

I rozległ się głos z nieba:

— Jeszcze nie objawiła się wola Boga, żeby odnowić świat, ale tylko „w Jego rękach spoczywa dusza każdego z żyjących”.

I Bóg rozkazał, by ogłoszono we wszystkich bramach niebieskich, że modlitw Mojżesza nie wolno dopuścić do Boga, ponieważ wyrok na niego już jest podpisany. I kiedy słowa modlitwy Mojżesza stawały się coraz głośniejsze, Bóg zawołał służebne anioły i tak im polecił:

— Szybko lećcie do wszystkich bram niebieskich i natychmiast je zamknijcie, albowiem modlitwa Mojżesza jest jak miecz, który tnie i siecze, i nikt nie może jej powstrzymać.

I Mojżesz zawołał do Boga, oby był błogosławiony:

— Panie świata, Tobie znany jest mój trud i ból, którego doznałem, nim przekonałem Żydów, żeby uwierzyli w Ciebie. Ileż cierpień zniosłem, zanim zdołałem utrwalić w nich wiarę w Twoją Torę i przykazania. Myślałem, że tak jak byłem świadkiem ich cierpień i bólu, tak też będę świadkiem ich szczęścia. A teraz, kiedy szczęście jest już blisko, powiadasz: „Ty nie przekroczysz Jordanu”. W ten sposób zadajesz kłam własnej Torze, w której napisałeś: „W jego dniu dasz mu [robotnikowi] jego zapłatę”. Czy to ma być moją zapłatą za czterdzieści lat pracy, dzięki której Żydzi stali się narodem świętym i wiernym Tobie?

Odpowiada mu na to Bóg:

— Taki wyrok wydałem!

I Mojżesz odpowiada:

— Panie świata, jeśli ja nie mogę jako żywy wkroczyć do Ziemi Obiecanej, pozwól mi po śmierci być tam, jak Józef, pochowany.

Na to Bóg powiada:

— Mojżeszu, Józef po przybyciu do Egiptu nie zataił, że jest Żydem. Na odwrót, podkreślił to z naciskiem. Ty zaś podczas pobytu u Midianitów nie przyznałeś się do żydowskiego pochodzenia. Kiedy córki Jetra przedstawiły cię jako Egipcjanina, udawałeś, żeś tego nie słyszał.

Broni się Mojżesz:

— Panie świata, jeśli nie chcesz mnie wpuścić do Ziemi Izraela, pozwól mi żyć tak, jak żyją zwierzęta w polu. Tak jak one będę się żywił trawą i pił wodę ze źródeł, ale za to będę mógł oglądać świat.

Zniecierpliwił się Bóg i zawołał:

— Dosyć!

Ale Mojżesz nie ustępował:

— Panie świata — zawołał — jeśli się na to nie zgadzasz, to pozwól mi żyć tak, jak żyje ptaszek, który w dzień lata swobodnie po świecie i żywi się tym, co znajdzie, w nocy zaś wraca do gniazda.

— Dosyć już! — zawołał Bóg.

Słońce i księżyc uniosły się z pierwszego nieba do trzeciego, zwanego Zwul, i tak przemówiły do Boga:

— Panie świata, jeśli wymierzysz sprawiedliwy wyrok synowi Amrama, znowu będziemy świeciły nad światem. Jeśli nie, przestaniemy świecić.

Bóg cisnął w nie ogniste strzały i włócznie, mówiąc:

— Codziennie kłaniają się wam ludzie, a nie przestałyście świecić. O moją cześć nie dbacie, a przejmujecie się honorem zwykłego śmiertelnika.

B

Kiedy Mojżesz spostrzegł, że Bóg nie ma zamiaru zmienić decyzji, udał się do nieba i ziemi, prosząc je, by wstawiły się za nim u Boga:

W odpowiedzi usłyszał:

— To my powinnyśmy raczej prosić o zmiłowanie. My też nie jesteśmy wieczne. O nas jest powiedziane: „Niebo jak dym się rozwieje, a ziemia jak szata się rozleci”.

Poszedł więc Mojżesz do gwiazd i znaków Zodiaku, żeby prosiły Boga o zmiłowanie dla niego. W odpowiedzi usłyszał:

— To raczej o zmiłowanie dla nas powinnyśmy prosić Boga. O nas bowiem zostało powiedziane: „Rozprysną się na kawałeczki wszystkie władztwa na niebie”.

Poszedł wtedy Mojżesz do wysokich gór i tak do nich przemówił:

— Proście o litość dla mnie.

Odpowiedź gór była krótka:

— Raczej o zmiłowanie nad nami powinnyśmy prosić Boga. O nas bowiem tak powiedziano: „Góry się rozpłaszczą, a wzgórza się rozpadną”.

Podszedł wtedy Mojżesz do morza i tak przemówił:

— Proś o zmiłowanie nade mną.

A morze tak odpowiedziało:

— Synu Amrama, czym się różni dzisiejszy dzień od wszystkich pozostałych? Jesteś przecież tym samym Mojżeszem, który laską uderzył mnie i rozbił na dwanaście ścieżek, a ja nie mogłem ci się przeciwstawić. A teraz co się z tobą stało?

Kiedy morze przypomniało mu czyny, których dokonał w młodości, Mojżesz gromko zawołał:

— Jak odzyskać lata młodości? Kiedy onego czasu stałem przed tobą, byłem królem świata, teraz zaś padam na ziemię, błagając o zmiłowanie, ale nikt nie zwraca na mnie uwagi.

Zaraz po rozmowie z morzem zwrócił się Mojżesz do Metatrona, anioła stojącego na czele służebnych aniołów przy tronie Najwyższego.

— Proś, aniele, Boga o zmiłowanie nade mną. Nie chcę umierać.

Na to Metatron odpowiedział:

— Mojżeszu, mój rabbi! Daremny twój trud! Sam zza firanki usłyszałem, że twoja błagalna modlitwa nie zostanie wysłuchana.

Schwycił się Mojżesz za głowę, rozpłakał się i zawołał:

— Do kogo mam się teraz udać, żeby prosić o zmiłowanie?

I Bóg bardzo się na Mojżesza gniewał, dopóki ten nie zawołał:

— Boże, Boże miłosierny i wielkoduszny!

I Święty Duch Boży natychmiast się uspokoił. Powiedział wtedy do Mojżesza:

— Mojżeszu, złożyłem dwie przysięgi. Jedną, że zniszczę Żydów za to, że odlali złotego cielca i oddali mu cześć należną Bogu, i drugą, że umrzesz na pustyni i do Ziemi Izraela nie wstąpisz. Pierwszą przysięgę, dzięki tobie, unieważniłem. Tyś bowiem o zmiłowanie nad Żydami prosił. Teraz zaś prosisz, abym unieważnił drugą przysięgę. Chcesz ciągnąć za sznur z obu końców. Jednej przysięgi muszę dotrzymać. Wybierz jedną z nich!

Usłyszawszy to, Mojżesz zawołał:

— Panie świata, niech zginie Mojżesz i tysiąc innych jemu podobnych, ale nie dopuść do tego, żeby choć jeden paznokieć z ludu Izraela został uszkodzony.

I w dalszym ciągu powiada do Boga:

— Panie świata, czy nogi, które doznały szczęścia wstąpienia do nieba, i twarz, która zetknęła się oko w oko z Szechiną, mają teraz tarzać się w prochu ziemi?

Odpowiedział mu Bóg:

— Tak postanowiłem i taki jest porządek rzeczy na świecie. Każde pokolenie ma swoich przedstawicieli, swoich przywódców. Do dnia dzisiejszego był czas twego przywództwa. Obecnie nadszedł czas, żeby twój uczeń objął przywództwo.

Odparł wtedy Mojżesz:

— Panie świata, skoro mam z powodu Jozuego zejść z tego świata, to wolę pójść do niego, żeby zostać jego uczniem.

— Jeśli tak wolisz, to idź.

C

Z samego rana Mojżesz udał się do namiotu Jozuego. Jozue właśnie wykładał uczniom Torę. Mojżesz stanął przed nim pochylony, z ręką na piersi. Oczy Jozuego były jednak przymknięte, nie widział Mojżesza. Nie chciał, żeby z jego powodu cierpiał i, powodowany żalem, zapragnął umrzeć.

Żydzi idący do namiotu Mojżesza uczyć się Tory pytali:

— Gdzie jest Mojżesz, nasz nauczyciel?

Dowiedzieli się, że poszedł do namiotu Jozuego. Przychodzą więc do namiotu Jozuego. Widzą, że Jozue siedzi, a Mojżesz stoi. Pytają Jozuego:

— Co się z tobą dzieje? Nasz mistrz, Mojżesz, stoi, a ty siedzisz!

A kiedy Jozue otworzył oczy i zobaczył stojącego Mojżesza, podarł na sobie szaty i z płaczem zawołał:

— Mój rabbi, mój nauczycielu! Ojcze mój! Ojcze!…

Zwrócili się zatem Żydzi do Mojżesza:

— Nauczycielu nasz, Mojżeszu, ucz nas Tory.

Na to rzekł Mojżesz:

— Nie mam pozwolenia nauczania.
— Ale my ciebie nie opuścimy — zawołali Żydzi.

Rozległ się wtedy głos z nieba:

— Uczcie się u Jozuego.

Pogodzili się Żydzi z tym poleceniem i zasiedli w namiocie Jozuego, by słuchać jego wykładu.

Na honorowym miejscu zasiadł Jozue. Po jego prawicy Mojżesz, po lewicy synowie Arona. I Jozue uczył Mojżesza. Mojżesz pozbawiony został skarbnicy mądrości, która przeszła na Jozuego.

Po wykładzie wyszli z namiotu. Mojżesz szedł po lewej stronie Jozuego. Dotarli do Namiotu Świątynnego. Kiedy weszli do środka, rozdzielił ich obłok. A kiedy obłok zniknął, Mojżesz zapytał:

— Jozue, o czym Bóg z tobą rozmawiał?
— Czy kiedy Bóg z tobą rozmawiał — odpowiedział Jozue — powiedziałeś mi, o czym była mowa?

Mojżesz, słysząc to, zawołał:

— Lepiej sto razy umierać niż jeden raz zazdrościć! Władco świata, dotychczas błagałem Cię o życie, ale teraz gotów jestem oddać Ci duszę.

Kiedy Mojżesz pogodził się z myślą o śmierci, Bóg zaczął się żalić:

— Kto wstawiać się będzie za Żydami, gdy rozgorzeje płomień mego gniewu? Kto będzie prosił o zmiłowanie nad nimi, kiedy zgrzeszą?

D

Samael, najwyższy szatan, nie przestawał wypatrywać duszy Mojżesza. Co chwila powtarzał:

— Kiedy wreszcie nastąpi śmierć Mojżesza? Kiedy zstąpię, żeby zabrać mu duszę…? Kiedy wreszcie anioł Michael zacznie lamentować, a ja będę mógł roześmiać się triumfalnie?

Powiada Bóg do Gabriela:

— Idź i odbierz duszę Mojżesza.
— Panie świata — odpowiada anioł Gabriel — jak mogę przyglądać się śmierci tego człowieka, który sam jeden równy jest sześciuset tysiącom?

Polecił Bóg aniołowi Michaelowi, żeby przyniósł duszę Mojżesza.

— Byłem — powiada Michael — jego nauczycielem, jak mogę przyglądać się śmierci mego ucznia?

I rzekł Bóg do Samaela:

— Idź i przynieś duszę Mojżesza!

Samael natychmiast naładował się złością, przypiął do pasa miecz i, pałając żądzą mordu, udał się do Mojżesza. Zastał go siedzącego przy stole i zapisującego pełne Imię Boga na zwoju papirusa. Twarz Mojżesza jaśniała blaskiem słońca. Wyglądał jak anioł. Na ten widok ogarnął Samaela strach. Zadrżał. Nie zdołał wymówić ani jednego słowa. Dopiero pytanie Mojżesza otworzyło mu usta. A pytanie Mojżesza brzmiało:

— Złoczyńco, czego potrzebujesz? Po coś przyszedł?
— Przyszedłem zabrać twoją duszę.
— Kto cię przysłał?
— Ten, który powołał do życia wszystkie stworzenia świata.
— Precz stąd, bo chcę chwalić Pana Boga! Nie umrę. Żyć będę i o czynach Boga będę opowiadał.
— Cześć i chwałę Boga opiewają niebiosa.
— Każę im zamilknąć i ja będę Go chwalił: „Nakłońcie uszy, niebiosa, a ja mówić będę. I niech słucha ziemia słów ust moich”.
— Dusze wszystkich stworzeń świata zostały mnie powierzone.
— Moja siła jest większa od siły wszystkich stworzeń na świecie.
— Na czym polega twoja siła?
— Jestem synem Amrama. Już jako dziecko poczułem w sobie boską moc. Bez lęku wstąpiłem do pałacu faraona i zerwałem mu koronę z głowy… W wieku osiemdziesięciu lat dokonałem cudów w Egipcie. Na oczach wszystkich mieszkańców tego kraju wyprowadziłem z niewoli sześćset tysięcy Żydów. Rozbiłem morze na dwanaście części i wstąpiłem do nieba, na którym wydeptałem drogę. Zmagałem się z aniołami i pokonałem ich. Tajemnice aniołów wyjawiłem ludziom. Rozmawiałem z Bogiem twarzą w twarz. Z Jego rąk otrzymałem Ognistą Torę i udostępniłem ją ludowi Izraela. Stoczyłem bitwy z dwoma mocarzami. Ogiem i Sychonem. Jednym uderzeniem laski zabiłem jednego po drugim. A na niebie wstrzymałem słońce i księżyc. Kto jeszcze na ziemi potrafi dokonać takich rzeczy? Precz stąd! Nie oddam ci duszy.

Odstąpił Samael od Mojżesza i przekazał Bogu jego odpowiedź. Ale Bóg polecił Samaelowi jeszcze raz udać się do Mojżesza po duszę.

Wyciągnął Samael miecz z pochwy i, stanąwszy przed obliczem Mojżesza, znowu zażądał jego duszy.

Zapałał gniewem Mojżesz, wziął do ręki laskę, na której wyryte było pełne Imię Boga, i natarł całą swą potęgą na Samaela. Ten, ogarnięty strachem, zaczął uciekać. Mojżesz, goniąc go, wysłał za nim z oczu promień, od którego Samael całkowicie oślepł.

I rozległ się głos z nieba:

— Wybiła godzina. Musisz zejść z tego świata.
— Przypomnij sobie, Boże — zawołał Mojżesz — ów dzień, kiedy objawiłeś mi się w gorejącym krzaku. Przypomnij sobie dzień, kiedy wstąpiłem na górę Synaj, żeby czterdzieści dni i nocy czekać na Torę. Błagam Cię, nie oddawaj mnie w ręce Anioła Śmierci.

I znowu rozległ się głos z nieba:

— Nie bój się. Ja sam się zajmę tobą i twoim pogrzebem.
— Zaczekaj — powiada Mojżesz — aż udzielę błogosławieństwa Żydom, którzy nie mieli ze mną lekkiego życia, gdyż stale strofowałem ich, ostrzegałem i karałem.

I Mojżesz zaczął błogosławić każde plemię oddzielnie. Kiedy zauważył, że ma mało czasu, połączył wszystkie plemiona w jednym błogosławieństwie. Do ludu Izraela tak powiedział:

— Sprawiłem wam wiele zmartwień z powodu Tory, jej nakazów i zakazów. Proszę, przebaczcie mi!

I wszyscy jak jeden mąż odpowiedzieli:

— To my przysporzyliśmy ci wiele zmartwień i kłopotów. Zadałeś sobie przez nas wiele trudu. To ty raczej przebacz nam!
— Wybaczam wam — odpowiedział wzruszony Mojżesz.

I znowu rozległ się głos z nieba:

— Wybiła ostatnia chwila. Musisz zejść z tego świata.

A na to Mojżesz:

— Błogosławione jest Imię Tego, który żyje wiecznie.

I, zwróciwszy się do Żydów, dodał:

— Kiedy dotrzecie do Ziemi Izraela, nie zapomnijcie o mnie i moich kościach. Wspomnijcie mnie tymi słowy: „Biada synowi Amrama, który biegł przed nami jak koń, a jego kości pozostały na pustyni”.

I znowu rozległ się głos z nieba.

— Pozostało ci pół minuty. Zbieraj się. Musisz umrzeć.

Złożył wtedy Mojżesz ręce na piersi i rzekł:

— Żydzi, zobaczcie, jaki koniec czeka człowieka.

Po tym Mojżesz wstał i przyoblekł się świętością jak anioł. Bóg zstąpił z wysokich niebios, żeby wziąć jego duszę. Towarzyszyło mu trzech aniołów — Michael, Gabriel i Zagzegiel. Michael wyścielił trumnę Mojżesza, Gabriel podłożył pod głowę lnianą tkaninę, a Zagzegiel taką samą pod nogami.

Z jednej strony trumny stał Michael, z drugiej Gabriel. Powiada Bóg do Mojżesza:

— Mojżeszu, zamknij oczy!

I Mojżesz zamknął oczy.

— Połóż ręce na piersi!

I położył Mojżesz ręce na piersi.

— Złóż razem nogi!

I Mojżesz złożył razem nogi.

Do duszy zaś Mojżesza Bóg tak przemówił:

— Córko moja, sto dwadzieścia lat trzymałem cię w ciele Mojżesza. Teraz nadeszła chwila, żebyś je opuściła. Nie zwlekaj!”
— Panie świata — odpowiada dusza — doskonale wiem, że Ty jesteś Bogiem wszystkich duchów i władcą wszystkich dusz. Tyś mnie stworzył i Tyś mnie umieścił w ciele Mojżesza na sto dwadzieścia lat. Czy jest teraz na świecie ciało czystsze niż Mojżeszowe? Kocham ciało Mojżesza i nie chcę z niego wyjść!

Powiada do niej Bóg:

— Wyjdź, zabiorę cię do najwyższego nieba i umieszczę pod moim Tronem obok serafinów i cherubinów.

I Bóg, oby było błogosławione Jego Imię, pocałował Mojżesza i wraz z tym pocałunkiem wziął jego duszę.

tłum. Michał Friedman

Powyższy tekst jest formą agady (legendy, mitu, przypowieści), które obok halachy (Prawa) stanowią część Talmudu. Agady traktują o sprawach wiary i moralności. Odwołują się do historii, folkloru i legend najczęściej osnutych na Biblii.