Różańcowa podróż

Różańcowa podróż

Odmawianie różańca nieco przypomina podróż. Zwłaszcza długą Jazdą koleją — z jej miarowym stukotem kół, osobliwym rytmem kolorów za oknem, powtarzającymi się raz po raz motywami stacji i trakcyjnych słupów. Istotny wydaje się właśnie ów niespieszny, kołyszący rytm. To dzięki niemu wyprawa staje się tym, czym jest w swej istocie: oderwaniem od chaosu codziennych zajęć, nabieraniem dystansu, zmianą perspektywy oglądania świata i samego siebie. To właśnie rytm sprawia, że każda prawdziwa wędrówka jest nie tylko eskapadą w dal, ale i w głąb — usposabia do medytacji. To właśnie za sprawą rytmu przebyta droga ma zawsze pewien dodatkowy wymiar — rozgrywa się nie tylko na osi poziomej, ale też — jeśli tak można powiedzieć — na osi pionowej, w znamiennym układzie góra–dół.

Odmawianie różańca, podobnie jak podróż, można więc zacząć o dowolnej porze i w każdym niemal miejscu. Naturalnie, zarówno modlitwy, jak i wyprawy porą nocną mają swój specyficzny, podszyty jedwabistym srebrem, ciemnogranatowy odcień, któremu niepodobna odmówić uroku. Pewne miejsca nadają im osobliwy klimat — zasadniczo jednak ani miejsce, ani czas nie stanowią dla obydwu istotnej przeszkody. Ważne wydaje się raczej usposobienie: to, czy się chce wyjechać, a więc coś zostawić, czy też nie.

Symbolicznym znakiem gotowości do podróży jest, co wydaje się oczywiste, spakowanie walizki i zamknięcie na klucz drzwi mieszkania. Nie dopełniając tych czynności, z góry skazujemy naszą podróż na niepowodzenie. Prawdopodobnie z powodu owych zaniedbań wrócimy do domu najbliższym pociągiem lub zgoła taksówką. Podobnie rzecz się ma z różańcem: trudności w jego odmawianiu są związane, jak się zdaje, z trudnościami w zamykaniu na klucz pewnych przestrzeni życia i nieudolnością w dobieraniu zawartości podróżnych kuferków. Zasada jest prosta, choć niełatwa w realizacji, wymagająca odwagi, hartu i pewnego treningu: zostawiamy w domu wszystkie niepotrzebne rzeczy. Z czasem nabiera się w tym doświadczenia. Zawsze pomaga Jezus — wysyłający swych uczniów na wędrówkę bez trzosa i boso, zatem bez niczego.

Odmawianie różańca, podobnie jak podróż, ma aspekt nie tylko czynny, ale i bierny. Naturalnie jest w jakimś sensie zdobywaniem, podbojem nowych horyzontów, lecz może bardziej jeszcze jest przyjmowaniem, powierzaniem się coraz to nowym pejzażom — choćby to były trudne do ogarnięcia i objaśnienia krajobrazy Łaski, zdumiewające widoki na czerwcowe łąki i splątaną sieć dróg Bożego Królestwa. Podróżny niezaprzątnięty grzebaniem w torebce, nieobciążony w czasie wędrówki przesadną troską o rzeczy (bo ich nadmiar zostawił w domu pod czujną opieką zamków i Anioła Stróża) więcej dostrzega i przyjmuje. Oby nic nie zakłócało mu kontaktu z odsłaniającą się za oknem jasną smugą obejmującej świat zbawczej miłości. Odmawianie różańca — podobnie jak peregrynacja — wymaga oczyszczenia. Ale też samo w sobie — pod pewnymi względami — oczyszcza, nieuchronnie odwraca wzrok od pasjonującego skądinąd kłębowiska mód i sensacji, i kieruje ku niewzruszonej skale Tajemnicy.

Istotnym warunkiem istnienia różańca i podróży jest właśnie tajemnica. Po cóż mielibyśmy wstawać z fotela przed telewizorem, gdyby nie owo skryte w nas, niezrozumiałe przekonanie, że nie wszystko jest jasne? Po cóż mielibyśmy się kręcić po pokoju, przestępować z nogi na nogę, wyglądać przez okno i to przez wiele dni, aż do czasu, gdy z ulgą wciągniemy w nozdrza niepokojący zapach kolejowych podkładów? W jaki sposób można by było wyjaśnić ów dziwny, chroniczny stan, gdyby nie było już nic do odkrycia? Jaki cel miałyby rytm, oczyszczenie i ufność — podstawowe składniki podróży — jeśli nie ten, by doprowadzić nas do niedającego się z niczym porównać doświadczenia Tajemnicy? Tajemnica jest więc jedną z istotnych przyczyn pielgrzymowania. Różaniec jest istotnym sposobem obcowania z Tajemnicą.

Tajemnica — wiedzą o tym wszyscy wytrwale odmawiający różaniec — jest tajemnicą miłości. Odmawianie różańca można porównać do podróży ku miejscom i zdarzeniom, w których owa Miłość objawiła się w sposób szczególny, do cierpliwego czuwania przy owych miejscach po to, by Miłość nas przemieniała i dzięki temu promieniowała na świat. Oglądany krajobraz — wiedzą o tym podróżni — zmienia nas. Nieraz nie do poznania. Użycza nam czegoś z siebie i czyni nas, jeśli tak można powiedzieć, swym rzecznikiem. Odmawiając różaniec, przyjmujemy na siebie szyderstwo, biczowanie i śmierć. Odmawiając różaniec, przyjmujemy na siebie Ducha, zmartwychwstanie i moc.

Różańcowa podróż
Wojciech Kudyba

urodzony 18 września 1965 r. w Tomaszowie Lubelskim – polski poeta, krytyk, historyk literatury, norwidolog, doktor nauk humanistycznych KUL. Żonaty, mieszka w Nowym Sączu....