Gdy mniej znaczy więcej
fot. milad b fakurian / UNSPLASH.COM

Gdy mniej znaczy więcej

Oferta specjalna -25%

Twarze i imiona

0 votes
Wyczyść

Siedem dobrych lat, Etgar Keret, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2014

Nie mogę się pozbyć myśli, że wszystko jedno, jak krótką recenzję napiszę, i tak będzie za długa. Już za dużo liter jest, za dużo wyrazów, za dużo zdań. A przecież ta recenzja powinna być mistrzowsko krótka, chodzi wszak o najnowszą książkę pochodzącego z Izraela Etgara Kereta, mistrza krótkiej formy.

Siedem dobrych lat to kilkanaście fantastycznych wprost opowiadań na zaledwie 170 stronach. Ale nie dajcie się zwieść tej mikrej objętości, tej wadze niemal muszej, dobrze się zastanówcie, nim książkę Kereta włożycie do torebki (panie) albo do kieszeni kurtki czy płaszcza (panowie). W zależności bowiem od tego, które z opowiadań przyjdzie nam czytać, śmiech, łzy, a co najmniej chwilę zadumy mamy zagwarantowane. Wszak Keret mistrzowsko potrafi budować nastrój nierzadko nawet kilkoma prostymi zdaniami.

Dotychczas znany u nas przede wszystkim jako mistrz krótkiej formy i często absurdalnego humoru w Siedmiu dobrych latach przynosi nam historie rodzinne i osobiste. Książka to pierwsze siedem lat życia syna autora – małego Lwa. Sam Keret we wstępie pisze o nich tak, jak to ma w zwyczaju, a więc nieco przewrotnie: „Opowiadanie nigdy nie wbiegnie na ruchliwą ulicę i nie spróbuje połknąć bateryjki. I nigdy się nie zaprzyjaźni z niewłaściwymi dziećmi w klasie ani nie zapali papierosa w ukryciu. I co najważniejsze, opowiadanie, nawet jeśli cię zaskoczy, nigdy nie będzie pyskować. I zawsze będzie cię słuchać. Dlatego jako ojciec ponad 200 opowiadań i jednego ośmioletniego dziecka muszę przyznać, że bycie ojcem dziecka jest o wiele bardziej skomplikowane”.

Co ciekawe, relacje ojciec – syn obecne są na kartach Siedmiu dobrych lat nie tylko w odniesieniu do autora i jego syna, ale też na płaszczyźnie między autorem a jego ojcem. Etgar Keret jest więc tutaj pomiędzy ojcem i synem, a także pomiędzy byciem ojcem i byciem synem. Choć w żadnym opowiadaniu nie odnajdziemy tych płaszczyzn nazwanych wprost, ich istnienie się wyczuwa. I choć ani razu autor nie pisze, jakim jest fajnym ojcem ani jakim jest fajnym synem czy bratem, to po lekturze Siedmiu dobrych lat każdy chciałby mieć takiego ojca, syna albo brata.

„Większość opowiadań w tej książce nie wiąże się bezpośrednio z rodzicielstwem, ale wszystkie napisał ojciec ciekawego i ukochanego dziecka, a w ich tle leży próba wyjaśnienia mojemu synowi w nie mniejszym stopniu niż sobie samemu, dlaczego tak trudno jest być człowiekiem i dlaczego, niech to diabli, ciągle warto podejmować ten wysiłek” – kończy wstęp Keret.

Tu i teraz. Tam, dawno temu

Na kartach tej książki o mikrej objętości i wadze niemal muszej umrze ojciec autora, a jego żona poroni. Nie zdradzam tu wielkiej tajemnicy – nie o tym jest najnowszy zbiór opowiadań Etgara Kereta. Siedem dobrych lat to książka o życiu. Tu i teraz, ale też tam i dawno temu.

Fascynuje mnie mama autora, która przeżyła getto i Zagładę, a która dziś z rozbrajającą prostotą potrafi zadawać pytania o popularną na całym świecie grę „Angry Birds”. Niejeden rodzic ma ją w smartfonie, niejedno dziecko zabija zielone świnki, gdy auto utknie akurat w wielkomiejskim korku, niejedno nosi też zimą czapkę, na której dumnie puszy się jeden z bohaterów „Wściekłych ptaków”. Mama autora w kilku prostych pytaniach pokazuje jednak gigantyczny bezsens popularnej na całym globie gry. Rodzina Kereta postanawia nie grać już w „Angry Birds”, co kończy się tym, że…

A skoro już o getcie i Zagładzie… Wzruszające są historie „Czarno-biała Polska” czy „Dżem”. Ta druga wiąże się poniekąd z Domem Kereta, który, wzniesiony przez jednego z artystów, stoi w Warszawie. Dom jest mikry, niczym zbiory opowiadań Kereta, dosłownie wciśnięty między inne kamienice na terenie dawnego getta, ma chyba zaledwie nieco ponad 1,50 m szerokości. Keret spędza w nim nieraz czas, co samo w sobie graniczy z cudem. A co ma do tego dżem? No… ma.

Z wojennej zawieruchy godne polecenia jest też opowiadanie, w którym Keret gości z wizytą autorską w Niemczech i nagle podczas kolacji wydaje mu się, że słyszy coś zupełnie innego, niż zostało powiedziane. Co wyniknie z tej pomyłki? Każdy może przeczytać sam.

Wracam na chwilę do mamy autora, która jest fascynującą postacią Siedmiu dobrych lat. Podobnie jak żona Kereta czy jego siostra, o której za chwilę. Ten zbiór opowiastek mógłby się właściwie nazywać Historie rodzinne, gdyby bohaterki były nieco bardziej widoczne. A jednak pozostają w tle prawdziwie męskiego świata, który mniej lub bardziej świadomie buduje Keret ojciec w relacjach z synem i Keret syn w relacjach ze swoim ojcem. Chwilami trochę żal, że kobiety w tej książce są na drugim planie. Choć trzeba przyznać, że to zacne drugoplanowe role.

Co to znaczy dobry rok

Czytając opowiadania Kereta, nieraz będziemy musieli się zatrzymać i zastanowić: Co to znaczy dobry rok?

Czy dobry rok jest wtedy, gdy znów udaje nam się wyjść cało spod ostrzału wroga? Nie, to nie jest hipotetyczna sytuacja. Pamiętajmy, że Keret mieszka z rodziną w Izraelu, gdzie bombardowania są nierzadko codziennością dziś, w XXI wieku. A więc ta chwila, gdy jedziemy autem i zaczyna się alarm, gdy wyskakujemy z auta, gdy nasz kilkuletni syn nie chce się schować i musimy udawać, że jesteśmy kanapką, a on wędliną między nami, i tak bawimy się niemal bez końca, i jeszcze, i wciąż, byle tylko przeżyć… Wreszcie alarm się kończy, możemy wsiąść do samochodu i jechać dalej tam, dokąd zmierzaliśmy. Czy to jest dobra chwila? Czy ona się składa na dobry rok?

Albo co z taką chwilą: „ – Ja się nie gniewam, że nie płaczesz – mówi Lew i kładzie mi na ramieniu małą rączkę, jakby czuł moje zakłopotanie. – Ja tylko chciałbym zrozumieć dlaczego. Dlaczego mama tak, a ty nie”. Czy taka refleksja wygłoszona przez kilkuletniego chłopca jest świadomie dojrzała, czy to tylko przypadek? Czy gdy ojciec słyszy od swojego syna takie słowa, to myśli wtedy, że to dobra chwila? I czy ona się składa na dobry rok?

I co począć z chwilą, gdy „moja nieodżałowana siostra” na progu dorosłości postanawia, że ma dość Izraela wyzwolonego, liberalnego, nieopętanego wielowiekową wiarą przodków? I że chce przejść na ortodoksyjną stronę mocy? I ile trzeba mieć w sobie miłości, by po latach dostrzec w tej siostrze, a teraz już matce licznej gromadki dzieci, kobietę naprawdę spełnioną i szczęśliwą, choć się w ogóle nie wierzy w ten świat, który ona tak troskliwie buduje w ortodoksyjnych Bnei Brak czy Mea Szearim. I wreszcie, jak bardzo trzeba się starać, by podczas sziwy po zmarłym ojcu człowiekowi nie pękło serce, gdy siostra nie może przytulić swojego brata, choć na całym świecie w takich właśnie chwilach tak właśnie zachowują się rodzeństwa…

Czytając Siedem dobrych lat, nieraz się zastanawiałam, czy tytuł jest bardziej przewrotny, czy bardziej głęboki. I wciąż nie wiem.

Ale wiem, że warto ją przeczytać, choć recenzja – jak przeczuwałam – jest za długa. Ale wiecie co? Jeśli nie znaleźliście Siedmiu dobrych lat pod choinką, kupcie je sobie teraz. To świetna książka na styczeń, w sam raz na początek nowego, dobrego roku.

Gdy mniej znaczy więcej
Zofia Kotlińska

urodzona w 1979 r. – absolwentka socjologii, podróżniczka. Obecnie mieszka i pracuje w Poznaniu....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze