Czy wojna może być sprawiedliwa?

Czy wojna może być sprawiedliwa?

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 votes
Wyczyść

Kwestia przystąpienia do wojny dotyczy ochrony życia ludzkiego, wartości najważniejszej, a nie można przecież nie zauważyć tego, że na wojnie giną ludzie.

Niedawny wyrok sądu wojskowego uniewinniający wszystkich żołnierzy oskarżonych o zabójstwo sześciorga afgańskich cywili pod Nangar Khel wywołał lawinę komentarzy. Dotyczyły one głównie słuszności (większość) lub niesłuszności wyroku. Czy jednak decyzja sądu z 1 czerwca 2011 roku oraz tragiczne wydarzenia z 16 sierpnia 2007 roku nie powinny nas skłonić do szerszej refleksji oraz zadawania pytań o moralny wymiar polskiego udziału w wojnie w Afganistanie?

Andrzej Lepper jako polski pacyfista

11 września 2001 roku na terenie Stanów Zjednoczonych doszło do czterech zamachów terrorystycznych, w wyniku których zginęło około 3000 osób. O ich dokonanie amerykańska administracja oskarżyła organizację Al-Kaida dowodzoną przez Osamę bin Ladena (przyznał się do nich dopiero w 2004 roku w telewizji Al-Dżazira), która od końca lat 90. XX wieku korzystała z gościny rządzonego przez talibów Afganistanu. 20 września 2001 roku prezydent George W. Bush postawił talibom ultimatum, w którym żądał m.in. wydania przywódców Al-Kaidy i zamknięcia obozów szkoleniowych wszelkich organizacji terrorystycznych. 21 września ultimatum zostało odrzucone. W niedzielę 7 października 2001 roku połączone amerykańskie i brytyjskie siły powietrzne rozpoczęły bombardowanie wyznaczonych celów na terenie Afganistanu, rozpoczynając tym samym do dziś trwającą wojnę. 22 czerwca 2011 roku prezydent Barack Obama ogłosił, że całkowite wycofanie amerykańskich wojsk z Afganistanu nastąpi do 2014 roku.

Już w listopadzie 2001 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz premier Leszek Miller zaproponowali, by do Afganistanu wysłać polskich żołnierzy. Podczas głosowania w sejmie decyzję tę poparły wszystkie kluby parlamentarne z wyjątkiem Samoobrony oraz Ligi Polskich Rodzin. Największym i najbardziej zaciekłym przeciwnikiem wysłania tam polskich żołnierzy był Andrzej Lepper.

Stanowisko o polskim udziale w tej wojnie potwierdzały i podtrzymywały wszystkie kolejne rządy i wszyscy prezydenci. Nasz kontyngent był stopniowo zwiększany, by obecnie osiągnąć liczbę ponad 2600 żołnierzy. Polskie ofiary konfliktu zbrojnego w Afganistanie to 28 żołnierzy i jeden ratownik medyczny.

Teoria wojny sprawiedliwej

Ponieważ od 1999 roku Polska jest członkiem NATO, decyzja o przystąpieniu do wojny mogła się opierać na artykule 5. traktatu waszyngtońskiego. Mówi on o tym, że członkowie NATO będą zawsze udzielać sobie pomocy militarnej w wypadku ataku na którekolwiek z państw członkowskich. Zatem pod względem prawnym – zarówno w świetle prawa polskiego, jak i międzynarodowego – nasza wojskowa obecność w Afganistanie nie budzi wątpliwości. Czy jednak nie można mieć w tej kwestii wątpliwości natury moralnej?

W sprawach dotyczących wojen, ich wypowiadania bądź brania w nich udziału, świat chrześcijański posługuje się teorią wojny sprawiedliwej. Za jej twórcę uważa się powszechnie św. Augustyna (354–430 r.), choć wiadomo też, że pisał o niej jeszcze w starożytności Cyceron (106–43 r. przed Chr.). Teoria ta przetrwała do czasów współczesnych, czego wyrazem jest jej wyartykułowanie w aktualnym Katechizmie Kościoła katolickiego z 1992 roku. Czytamy tu:

Należy ściśle wziąć pod uwagę dokładne warunki usprawiedliwiające uprawnioną obronę z użyciem siły militarnej. Powaga takiej decyzji jest podporządkowana ścisłym warunkom uprawnienia moralnego. Potrzeba jednocześnie w tym przypadku: aby szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów była długotrwała, poważna i niezaprzeczalna; aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne; aby były uzasadnione warunki powodzenia; aby użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę współczesnych środków niszczenia. Są to elementy tradycyjnie wymieniane w teorii tzw. wojny sprawiedliwej. Ocena warunków uprawnienia moralnego należy do roztropnego osądu tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za dobro wspólne (KKK 2309).

Zabrakło debaty

Politycy, którzy uważają się za katolików i którzy wspierali swoim głosem decyzję o przystąpieniu do wojny w Afganistanie, najwidoczniej uznali, że wymienione wyżej warunki w tym wypadku zostały spełnione i można godziwie włączyć się – jak to określa Katechizm – w obronę z użyciem siły militarnej.

A jakie jest stanowisko polskiego Kościoła? Niestety, dokładnie nie wiadomo. Najbardziej słyszalnym głosem naszego Kościoła (zarówno duchownych, jak i świeckich jego przedstawicieli) jest jego milczenie. Wszak kwestia przystąpienia do wojny dotyczy bez wątpienia obszaru moralności, czyli tradycyjnego terenu kościelnego oddziaływania. Co więcej, dotyczy też ochrony życia ludzkiego, wartości najważniejszej, a nie można przecież nie zauważyć tego, że na wojnie giną ludzie. Dlaczego więc przez polskie katolickie społeczeństwo nie przetoczyła się inspirowana przez Kościół debata o godziwości udziału polskich żołnierzy w operacji wojskowej w Afganistanie?

Jedynym głosem hierarchicznego Kościoła w tej sprawie, na podstawie którego można by ocenić jego stanowisko, jest wysłanie wraz z żołnierzami wojskowych kapelanów. Naturalnie kapelani jako żołnierze po prostu wykonują rozkazy, ale jeśli nie słyszeliśmy żadnych poważnych głosów sprzeciwiających się ich udziałowi w wojnie, można domniemywać, że odbyło się to z aprobatą polskich biskupów. Logiczne byłoby zatem stwierdzenie, że nasz episkopat – tak jak i większość klasy politycznej – uznał tę wojnę za wojnę sprawiedliwą.

Można by również użyć argumentu usprawiedliwiającego wysyłanie kapelanów do Afganistanu nawet w wypadku, gdyby biskupi wcale tej wojny za sprawiedliwą nie uznawali. Skoro przecież żołnierze jadą tam walczyć, a więc również zabijać i umierać, to lepiej, że w sytuacjach tak ekstremalnych będą im towarzyszyć duchowi przewodnicy. Może nawet obecność księży przyczyni się do zmniejszenia agresji, utemperuje nieco wrogość i nienawiść, a w efekcie uratuje kilka istnień ludzkich? Taka argumentacja wydaje się sensowna. Czy jednak nie byłby to w takim wypadku casus wyboru mniejszego zła, który przy okazji zło większe usprawiedliwia?

Dwuznaczna misja kapelanów

Załóżmy przez chwilę ten drugi, w poprzednim akapicie opisany wariant. Wyobraźmy sobie, że tak naprawdę wielu biskupów, księży i wiernych świeckich ma negatywny stosunek do udziału polskiego wojska w wojnie afgańskiej, uznając, że operacja ta absolutnie nie spełnia kryteriów obrony z użyciem siły militarnej. Jednak z różnych względów – koniunkturalnych, w imię dobrych relacji z władzami cywilnymi i wojskowymi itp. – ta część Kościoła postanawia milczeć i nie przeszkadzać. Dlatego nie protestują przeciwko wysłaniu kapelanów do Afganistanu, licząc też na wspomniane wyżej korzyści płynące z ich obecności.

Warto przypomnieć w tym momencie zupełnie inną sprawę: gdy w 1995 roku w Niemczech uchwalono ustawę o pomocy kobietom ciężarnym oraz rodzinom, aborcja nadal pozostała niezgodna z prawem. Ale na mocy nowej ustawy usunięcie płodu nie pociąga za sobą sankcji karnych, o ile dokonane zostanie w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży i było poprzedzone konsultacją w jednej z autoryzowanych przez państwo poradni planowania rodziny. Krótko mówiąc, odbycie takiej konsultacji stawało się de facto zezwoleniem na legalną aborcję. Ponieważ wiele z tych autoryzowanych poradni od lat prowadził Kościół katolicki, pojawił się dramatyczny dylemat: czy udzielać konsultacji prowadzących do aborcji, mając nadzieję, że choć niektóre z tych rozmów zakończą się zmianą decyzji matki, czy też całkowicie wycofać się z poradnictwa, odcinając się od współodpowiedzialności, ale też rezygnując z możliwości uratowania ludzkich istnień. Dyskusja była niezwykle burzliwa – koniec końców przeważył osobisty głos papieża Jana Pawła II i Kościół wycofał się z poradnictwa.

Sytuacje z Afganistanu i ta z Niemiec w gruncie rzeczy wykazują pewne podobieństwo. I tu, i tam chodzi o ludzkie życie. Oczywiście skala jest nieporównywalna, gdyż obecność kapelana w oddziale nie oznacza od razu śmierci jakiegoś człowieka. Jednak ta obecność niejako uprawomocnia i usprawiedliwia (w świetle wiary) ewentualne ludzkie straty, których można było uniknąć, po prostu nie przyłączając się do tej wojny.

I w Afganistanie, i w Niemczech istnieje rozwiązanie, które może w jakiś minimalny sposób ograniczyć wyrządzaną na wojnie czy podczas aborcji krzywdę. Jednak w odróżnieniu od toku myślenia papieża, który chcąc uniknąć dwuznaczności, nakazał wycofanie się, polska decyzja o wysłaniu kapelanów (lub też brak sprzeciwu wobec tej decyzji) oznacza daleko posuniętą dwuznaczność.

Pytania bez odpowiedzi

Kiedy na początku czerwca ogłoszono wyrok wojskowego sądu uniewinniający wszystkich żołnierzy oskarżonych o zabójstwo sześciorga afgańskich cywili pod Nangar Khel, znów nie usłyszeliśmy w tej sprawie komentarza ze strony Kościoła. A przecież jest śmierć, są ofiary, są polscy żołnierze, zapewne w większości katolicy. Widać jednak, że dwuznaczna gra, w którą Kościół się wplątał, uniemożliwia trzeźwą ocenę niejednoznacznych moralnie sytuacji.

A przecież wszyscy chcielibyśmy wiedzieć: czy wojna w Afganistanie jest wojną sprawiedliwą? Czy Kościół popiera nasze w niej uczestnictwo? Kto moralnie odpowiada za śmierć afgańskich cywili? Kto i jak powinien zadośćuczynić rodzinom ofiar? Czy te pytania na zawsze pozostaną bez odpowiedzi?

Czy wojna może być sprawiedliwa?
Konrad Sawicki

urodzony w 1974 r. – absolwent teologii, publicysta, redaktor „Więzi”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego” i Deon.pl, redaktor naczelny polskiego wydania portalu internetowego Aleteia....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze