Szalona nadzieja
fot. matthew hamilton / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%
Wyczyść

Zdarza się, że któryś z moich braci zabiera głos w sprawie kontrowersyjnej. Czasem są to tematy polityczne, czasem eklezjologiczne, kiedy indziej jest to radykalne stanowisko w sprawie moralnej lub jednoznaczna ocena postępowania jakiejś ważnej osoby. Co jakiś czas któryś z klasztorów dominikańskich zrobi coś, co budzi kontrowersje. Na przykład dopuści do prelekcji kogoś z prawej strony. Za chwilę inny klasztor zgodzi się na wykład kogoś z lewej. Trafiają wtedy do mnie protesty, interwencje, listy, maile, a sekretarze odbierają telefony: Co się u was dzieje!? Dlaczego pozwalacie, by dominikanin mówił takie rzeczy? Jak możecie się zgadzać, by tacy ludzie zabierali głos pod waszym dachem? Problem polega na tym, że jedni oburzają się na to, co drudzy chwalą, a potem jest zmiana i pierwsi popierają to, przeciwko czemu protestują drudzy.

Uroda naszego zakonu polega na tym, że jest on różnorodny: od zawsze występowały w nim silne indywidualności, zdecydowane opcje i radykalnie formułowane zdania. Odmienność widzenia świata jest zjawiskiem naturalnym, problemem jest tylko to, jak w takim systemie zachować jedność, jak nim zarządzać, jak sprawować posługę prowincjała czy przeora w zakonie, w którym wszystkie władze są kadencyjne i wybierane od dołu, a prawa są stanowione samodzielnie. Zaraz po świętach wielkanocnych rozmawiałem na ten temat z prowincjałami Europy w Madonna dell’Arco. Najciekawszy był referat ojca Viviana Bolanda z Irlandii, który przekonywał, że z punktu widzenia psychologii, socjologii lub politologii, nasz zakon powinien już dawno się rozpaść, jest to bowiem system destrukcyjny. Tymczasem istnieje już osiem wieków i choć daleko mu do świetności, to ma w sobie wiele sił żywotnych. Na czym zatem polega fenomen tej sprzeczności? Dominikanie starają się tworzyć wspólnotę ludzi wolnych. Nie jest to najefektywniejsza forma zarządzania, dlatego wielu braci – nie mówiąc już o ludziach z zewnątrz – ulegało i ulega pokusie niecierpliwości. Marzą, by przez jednoznaczne decyzje kogoś, kto będzie stał na czele wspólnoty, zyskała ona zdolność jednoznacznego zabierania głosu lub błyskawicznego reagowania na stające przed nią zadania. Wydaje im się bowiem, że wielogłosowość prowadzi do anarchii, a tempo podejmowania decyzji przez rozdyskutowane kapituły jest zbyt wolne. Narzekają na szalony indywidualizm braci i widzą w demokratycznych sposobach podejmowania decyzji siłę destrukcyjną. Jednak ojciec Vivian twierdzi, że spełnienie marzeń o centralizacji prowadziłoby najpierw do degradacji, a potem do śmierci naszego zakonu.

Struktura dominikańska jest próbą urzeczywistnienia opisu z Dziejów Apostolskich, mówiącego o wspólnocie uczniów mających jedno serce i jednego ducha. Biblijne źródła naszej instytucji każą myśleć nie tyle o dominikańskiej demokracji, co raczej o koinokracji, czyli systemie, którego źródłem jedności jest wspólnotowe staranie o uzyskanie jednomyślności w tym, co najistotniejsze. Zadaniem przełożonego nie jest stworzenie idealnego i jednorodnego klasztoru czy prowincji, ale zadbanie, by każdy z braci mógł maksymalnie dojrzewać w wolności, a jako dojrzały i wolny człowiek podejmował decyzję o życiu zgodnym z duchem Jezusa Chrystusa. Przełożony nie ma sam kierować każdą sprawą, ale pomagać braciom, by zgodnie ze swoimi kompetencjami i umiejętnościami odczytywali wolę Bożą i podejmowali słuszne decyzje. Podstawą naszej jedności nie jest zatem odgórny rozkaz, ale oddolna pasja przepowiadania Jezusa Chrystusa na sposób św. Dominika, czyli wszystkim, wszędzie i na wszelkie sposoby. Staramy się, by nasze kaznodziejstwo było oparte na poszukiwaniu prawdy, a wypowiadane słowa przemodlone. W takiej wspólnocie każdy powinien działać zgodnie ze swoim najlepszym rozeznaniem, wsłuchując się w głos Boga i braci zebranych na kapitułach. Dążymy do nieosiągalnej jednomyślności w szalonej nadziei, że Ten, który jest Trójjednością, zatroszczy się o jedność dominikańskiej różnorodności. Jak na razie udaje się to nam od 800 lat.

Szalona nadzieja
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego, odznaczony Krzyżem Wo...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze