Zaraza, gambarotta i epilog
fot. alex block / UNSPLASH.COM

Zaraza, gambarotta i epilog

„O tem że dumać, w kwarantannie ciszy, kiedy od moru ludzkość ledwie dyszy i z przerażeniem patrzy, jak kruszeje, to w czem dotychczas składała nadzieje”.

O tem że dumać i o tem że pisać. Nie można o czem innem. Wzięło mnie na parafrazowanie Mickiewicza, bo oto na naszych oczach coś się kończy i wszyscy piszemy epilog tego, co właśnie odchodzi. Nie można więc pisać o czym innym, bo nie można pominąć milczeniem tej niespodziewanej i niewiarygodnej codzienności – zarówno własnej, jak i tylu milionów ludzi na całym świecie. Nie można nie pisać o tym, że oto kruszeje świat, który zbudowaliśmy, do którego przywykliśmy i który dawał nam poczucie bezpieczeństwa i stabilności, siły i samowystarczalności. Trwałby on dalej niezmiennie, gdyby nie to, co właśnie nam przyniósł koronawirus.

Znana to prawda, że kiedy nie ma innej możliwości, by dotrzeć do serca człowieka, to trzeba nim jakoś potrząsnąć, a jeśli i to nie skutkuje, to trzeba czekać lub sprawić, aż coś w nim pęknie, coś się załamie, coś się pokruszy. I choć pisze się o tym tak lekko, to ów proces kruszenia, pękania i łamania bywa niezwykle bolesny. Łatwo się recytuje słowa psalmu „sercem skruszonym nie pogardzisz, Panie”, ale jeśli ktoś z własnego doświadczenia wie, o czym mówi psalmista, to nie trzeba mu tłumaczyć, że „straszną

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się