Wracając z Aleksandrii
fot. mitchell luo / UNSPLASH.COM

Wracając z Aleksandrii

, 0 recenzji

Spowiedź generalna nie jest poprawianiem czegokolwiek, jest poszerzaniem horyzontów, jest pogłębianiem rozumienia, a przede wszystkim jest pomocą w tym, by inaczej patrząc na swoje grzechy, inaczej patrzeć na siebie i swoje relacje z Panem Bogiem.

Byłem młodym, trzydziestotrzyletnim duszpasterzem akademickim, z trzyletnim stażem kapłaństwa, wielkimi pragnieniami w sercu (które już wtedy było „po przejściach”), z niedającymi się uczesać, sterczącymi we wszystkie strony włosami na głowie i takimi samymi myślami i pomysłami w tejże głowie. Na wielkopostne rekolekcje akademickie przyjechał do nas nasz współbrat, świętej i nieodżałowanej pamięci o. Piotr Lenartowicz – jezuita, lekarz, filozof, kapitan żeglugi jachtowej i wybitny rekolekcjonista. Duże życiowe doświadczenie, spokojna i nienarzucająca się mądrość, zadbana siwa broda i głęboki męski głos, którym bardzo cicho, niemal szeptem mówił prościuteńkie słowa, wnikające w serce jak rosa w mech – niezauważalnie, ale skutecznie. Jego rekolekcje zatytułowane „Rozmowy o Panu Bogu” były przepięknym opowiadaniem o Bożej przebaczającej miłości, wciąż szukającej słabego i kruchego, ale przecież tęskniącego za dobrem człowieka. O tym opowiadał w kościele i o tym rozmawiał podczas grupowych i indywidualnych spotkań ze studentami.

Któregoś dnia, pod koniec rekolekcji, siedzieliśmy razem w refektarzu, tylko my dwaj. Ojciec Piotr był po serii indywidualnych rozmów i spowiedzi z naszymi studentami. Siedząc za stołem, delikatnie – tak jak tylko on potrafił – zaczął: „Proszę ojca, nie wiem, czy się ojciec ze mną zgodzi i proszę nie odbierać tego, co powiem, jako zarzutu do sposobu, w jaki formujecie tutaj waszych studentów, ale po rozmowach z nimi odnoszę wrażenie, może mylne, że oni wciąż odbierają grzech w kategoriach jedynie negatywnych. A przecież grzech, dzięki Panu Bogu i Jego łasce…”. I tu nastąpił niezwykle piękny i głęboki Piotrowy miniwykład o tym, że Pan Bóg wykorzystuje nasz grzech do tego, by tym wyraźniej pokazać zwycięską siłę swej przebaczającej miłości. Słuchałem w ciszy. Po pierwsze dlatego, by jak najwięcej zapamiętać, bo mówił niezwykle interesująco, a po drugie, by nic mi nie umknęło, bo – jak zwykle o tym, co najważniejsze – mówił bardzo cicho. Po skończonym posiłku ani moje włosy, ani moje myśli nie stały się bardziej uczesane, ale brwi bardzo mi się podniosły ze zdziwienia i z zachwytu nad cudem odkupienia.

Mozaika z kawałków potłuczonej wazy

Wspominam tę rozmowę i piszę o niej, bo jako – niestety – doświadczony grzesznik wiem, jak ważne i jednocześnie jak trudne jest spojrzenie na własny grzech oczami Pana Boga. A bez tego spojrzenia nie ma (bo nie może być) mowy o żadnym nawróceniu. Bo nawrócenie to nie jest przyjście do Pana Boga z prośbą, by miłosiernie popatrzył na moje grzechy i przebaczył je. Nie. Nawrócenie to jest przyjście do Pana Boga z podziękowaniem za to, że spojrzawszy miłosiernie na moje grzechy, uwolnił mnie od tego, bym – nieustannie je rozpamiętując – wciąż do nich wracał, „jak pies do wymiocin” (por. Prz 26,11).

Nigdzie nie doświadczamy tego miłosiernego Bożego spojrzenia bardziej niż w sakramencie pokuty. To jest jego najgłębszy sens. Nie chodzi w nim przecież o swego rodzaju reset, który sprawia, że znów stajemy przed Panem Bogiem z czystym kontem i bez żadnych długów. Chodzi o tak bliskie spotkanie z przebaczającym Jezusem, że Jego wzruszająca c

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się