Tabu, odpowiedzialność i inne starocie

Tabu, odpowiedzialność i inne starocie

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
Wyczyść

Poszukując w tych tekstach – pisanych w różnych epokach i poruszających tak wiele problemów – łączącej je wspólnej idei, można dojść do wniosku, iż wszystkie one traktują o niepewności jako cesze życia społecznego. Demokracja zawsze wyzwala siły zagrażające jej samej. Kołakowski chce rozmawiać ze wszystkimi, którzy próbują refleksją ogarnąć rzeczywistość. A już obowiązkowo powinni tę książkę czytać politycy, biskupi, dziennikarze etc., czyli wszyscy uczestniczący bezpośrednio w debacie publicznej.

Nieśmiertelna utopia

Po lekturze ostatniego zbioru szkiców Leszka Kołakowskiego niejeden czytelnik zapewne powie: „Przecież to takie oczywiste!”. Czy profesor z Oksfordu uprawia niewdzięczną sztukę prawienia banałów, doświadczając rozterek znanych dobrze belfrom i kaznodziejom, zawodowo przekonującym do słusznej sprawy? Autor Moich słusznych poglądów na wszystko posiada wyjątkową umiejętność mówienia w zajmujący sposób o sprawach wcześniej, wydawać by się mogło, ostatecznie zbanalizowanych. Leszek Kołakowski postępuje jak nauczyciel, który tak prowadzi wykład, by po jego zakończeniu uczeń był przekonany, że sam wszystko wcześniej wiedział.

O czym jest ta książka? Po pierwsze — o komunizmie i jego piątej kolumnie na Zachodzie, czyli Nowej Lewicy. W przypadku Kołakowskiego warunkiem pozwalającym na zabranie głosu w tej kwestii pozostaje uczciwy stosunek do własnej biografii. W przeciwnym razie nie byłyby bezzasadne zarzuty, które można streścić w zdaniu: „Panie Kołakowski, pomstujesz na system, który cię wykształcił, dzięki któremu rozpocząłeś świetną naukową karierę!”. Filozof nie przemilcza ani nie usprawiedliwia grzechów młodości. W liście otwartym do Roberta Thompsona, lewicowego historyka, pisze: „Zarówno Ty, jak i ja w latach czterdziestych i pięćdziesiątych byliśmy aktywistami w partiach komunistycznych, do których należeliśmy, co znaczy, że jakkolwiek szlachetne były nasze intencje, jakkolwiek czarująca niewiedza (czy też odmowa wiedzy) — popieraliśmy, wedle naszych skromnych możliwości, ustrój oparty na masowej pracy niewolniczej i najstraszliwszym terrorze, jaki zna ludzka historia” (s. 389). Kołakowski, w odróżnieniu od swego korespondenta, potrafił jednak komunistyczny dogmat nie tylko poddać rewizji, ale i odrzucić.

Po co dzisiaj czytać raz jeszcze teksty Kołakowskiego o komunizmie? Owszem, przed paru laty (a tym bardziej w „minionej epoce”) jego artykuły mogły otwierać oczy na kłamstwa systemu i niebezpieczną naiwność wspierających go lewicowych intelektualistów. Dzisiaj, kiedy dostępne są prace Roszkowskiego, Paszkowskiego, Kunerta, Baliszewskiego i innych rzetelnych historyków, myśli filozofa nie mają — wydawać by się mogło — takiego znaczenia, jak przed laty. Jednak korzyść z lektury esejów Kołakowskiego o nieudanej próbie zrealizowania utopii jest nie do przecenienia, z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze — autor pokazuje komunizm jako byt nieśmiertelny. Jak długo będzie istnieć ludzkość, zawsze znajdą się ludzie gotowi pospiesznie realizować — piękne i słuszne skądinąd — utopijne ideały. Hasła równości i braterstwa oraz przeniesione w sferę polityki odwieczne chiliastyczne marzenie (czyli chęć zrealizowania planu historii i stworzenia raju na ziemi) w każdym momencie mogą znów stać się groźne. Druga korzyść z lektury myśli Kołakowskiego o komunizmie wynika z tego, że nikt z podobną przenikliwością nie tropi lewicowych sztanc, mających się — mimo klęski państw sprawiedliwości społecznej — całkiem nieźle.

Kołakowski, krytyk państwa komunistycznego, nie jest apologetą państwa liberalnego. Nie należy do tych zaperzonych komentatorów współczesności, wedle których najlepszym sposobem na katar jest amputacja nosa. Nie będzie chyba błędem przyjąć, że z esejów zebranych w tym tomie układa się następująca diagnoza dzisiejszych zachodnich demokracji: nigdzie i nigdy państwo nie pozostawiało tak wielu spraw swobodnej decyzji obywateli, podziwiając jednak współczesny ustrój, nie można zamykać oczu na jego oczywiste wady. Autor Moich słusznych poglądów na wszystko pokazuje, że niektóre z dogmatów dzisiejszej demokracji są nierealistyczne. Tak jest na przykład z postulatem państwa neutralnego światopoglądowo. Zdaniem Kołakowskiego, nie sposób wyobrazić sobie państwa bez indoktrynacji. Cnoty obywatelskie trzeba wpoić, nie wykształcają się one spontanicznie. Niebezpiecznym, choć brzmiącym pociągająco, hasłem jest neutralność szkoły, ta instytucja przecież „nie może się uchylić od obowiązku powiedzenia, jak odróżnić dobro od zła” (s. 177).

Społeczeństwo urządzone konsekwentnie według liberalnego projektu mogłoby, w sytuacji kryzysowej, pogrążyć się w chaosie i wpaść w ręce przeciwników wolności, brak mu bowiem mechanizmów gwarantujących trwałość międzyludzkich więzi. Tak autor widzi ostateczne skutki chorób, których objawy, jak łatwo zauważyć, występują również we współczesnej Polsce: „Ekspansja nihilizmu moralnego i hedonistycznej obojętności, zanik poczucia obywatelskiej odpowiedzialności, rozkład mechanizmów wychowania, wzrost nierówności do stopnia, w którym zawiść staje się wybuchowa, mogą uczynić społeczeństwo łupem despotyzmu” (s. 183).

Nie ma winnych

Jak wspomniałem, stanął Kołakowski w obronie niepopularnej indoktrynacji. Równie obmierzłe współczesnym pojęcie „tabu” znalazło w nim swego stronnika. Dwudziestowieczna kultura jest, zdaniem filozofa, owładnięta obsesją obalania wszelkich tabu, tymczasem są one naturalnymi — i może niezbędnymi — barierami wzniesionymi przez instynkt. Ich konsekwentne niszczenie to jeden z przejawów wprowadzania w życie racjonalności doskonałej, będącej w istocie ideałem samobójczym.

Odpowiedzialność — to kolejne niemodne pojęcie, któremu autor esejów chce przywrócić należną rangę. Według diagnozy Kołakowskiego, cywilizacja wyzuwa z sensu doświadczenie winy i niszczy idee odpowiedzialności osobistej. Wina za błędy, słyszymy z różnych stron, nie spoczywa na konkretnym sprawcy, ale na instytucjach — rodzinie, szkole, państwie. Również psychologia nie ustaje w wysiłkach usprawiedliwienia człowieka. Wymazywanie poczucia odpowiedzialności prowadzi prostą drogą do zaniku ludzkiej osobowości. Rozdział poświęcony tej kwestii to najważniejszy fragment Moich słusznych poglądów na wszystko. Można powiedzieć, że Kołakowski charakteryzuje w nim najpoważniejszą wadę współczesnej kultury, uderzającej w związek sił wzajem utrzymujących się przy życiu: wolności i odpowiedzialności.

Zawsze aktualny

Pisałem dotąd o „ogólnej” przydatności tych opisujących najważniejsze cechy dwudziestowiecznej cywilizacji esejów. W trakcie lektury przekonałem się o ich pożyteczności „doraźnej”. W ostatnich miesiącach polscy politycy i publicyści zajmowali się przede wszystkim trzema sprawami: stopami podatkowymi, polską wersją akcji afirmatywnej (czyli „kwotami” dla kobiet — polityków) oraz prawnymi aspektami pornografii. Fragmenty poświęcone dokładnie tym treściom znajdowałem w najnowszej książce Kołakowskiego! Świadczy to nie tyle o fenomenalnym wyczuciu rynku przez wydawcę, ile o tym, że pewne kwestie w państwach demokratycznych nigdy nie będą ostatecznie rozwiązane. Obserwowane przez Kołakowskiego demokracje Zachodu lekcję przerabianą przez nas po raz pierwszy powtarzały już wielokrotnie.

Chciałbym przywołać jeszcze jeden komentarz do bieżących wydarzeń zawarty w Moich słusznych poglądach na wszystko. Niedawno przywódcy Chin i Rosji, z irytacją odnosząc się do nieśmiałych amerykańskich wezwań do opamiętania w wojnie czeczeńskiej, mówili o tym, że nikt nie ma prawa narzucać innym reguł własnej cywilizacji. Czytałem wtedy u Kołakowskiego o tym, jakie konsekwencje wynikają z potulnej i wygodnej zgody na dogmat: „My mamy swoje wartości, a oni mają swoje”. Idee pluralizmu i tolerancji osiągają w ten sposób poziom absurdu: „Czy mamy uznać, że różnica między jaroszem a ludożercą jest tylko sprawą smaku?” (s. 253).

Poszukując w tych tekstach — pisanych w różnych epokach (najstarszy z zamieszczonych w zbiorze esejów powstał w 1974 roku, najświeższe — w 1997) i poruszających tak wiele problemów — łączącej je wspólnej idei, można dojść do wniosku, iż wszystkie one traktują o niepewności jako cesze życia społecznego. Demokracja zawsze wyzwala siły zagrażające jej samej. Jeśli jesteśmy przekonani, że wolność jest naturalna jak powietrze i zagwarantowana raz na zawsze, to tym poważniejsze jest niebezpieczeństwo chaosu lub despotyzmu.

Jeśli powyżej starałem się przedstawić najważniejsze, moim zdaniem, wątki tej książki, czyli odpowiedzieć na pytanie: „Co mówi Kołakowski?”, pozostaje jeszcze wyjaśnić: „Jak i dla kogo?”.

Nie owija w bawełnę

W ucho rzuca się retoryczność tych esejów. To po prostu dobrze wygłaszane wykłady akademickie. Wytropić można w tych tekstach echa rozmaitych starych gatunków: gawędy, homilii, listu. Tajemnica sukcesu polega na zastosowaniu, jak mawiają poloniści, wyrazistego podmiotu autorskiego. Ten, kto w tej książce zwraca się do czytelnika, to bezpośredni, uczciwy człowiek. Nie owija w bawełnę, w jasny sposób mówi o sprawach podstawowych i dla niego osobiście zajmujących, a przy tym nie popisuje się swoją wiedzą i nie kokietuje stylistycznymi efektami. Kołakowski doskonale rozumie to, o czym wiedzieli starzy profesorowie, umieszczający w notatkach do wykładów uwagę na marginesie: „Tu powinien pojawić się żart”. Czytelnik tej książki ma powody zarówno do dłuższych chwil zadumy nad nędzą świata, jak wybuchów śmiechu, wywołanych złośliwymi komentarzami autora.

Dla kogo? Kołakowski chce rozmawiać ze wszystkimi, którzy próbują refleksją ogarnąć rzeczywistość. A już obowiązkowo powinni tę książkę czytać politycy, biskupi, dziennikarze etc., czyli wszyscy uczestniczący bezpośrednio w debacie publicznej.

Jak się okazuje, pożytek z lektury tej książki mogą odnieść także specjaliści od reklamy. W jednym ze szkiców Kołakowski zauważa, że w kampaniach równie dobrze sprawdzają się odwołania do przeszłości („tradycyjny smak”), jak ostentacyjne podkreślanie nowości produktu. Połączenie w odpowiednich proporcjach tradycji i nowoczesności jest warunkiem powodzenia każdego ludzkiego przedsięwzięcia — autor Moich słusznych poglądów na wszystko nie złorzeczy wszelkim współczesnym nowinkom, przestrzega jednak przed zbyt pochopnym pozbywaniem się dziedzictwa przeszłości. Istnienie, jak wiadomo, wspiera się na pamięci i oczekiwaniu. Ale to powiedział już zupełnie kto inny.

Leszek Kołakowski, Moje słuszne poglądy na wszystko, Wydawnictwo „Znak”, Kraków 1999.

Tabu, odpowiedzialność i inne starocie
Wiesław Ratajczak

urodzony w 1969 r. – historyk literatury, dr hab., prof. UAM, w latach 2012-2016 kierownik Pracowni Badań nad Tradycją Europejską w Instytucie Filologii Polskiej, badacz kultury polskiej drugiej połowy XIX wieku....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze