Oni mają lepiej

Oni mają lepiej

Oferta specjalna -25%

Sankofa. Nie zmarnuj życia

1 opinie
||
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Podstawą zazdrości i jej pożywką jest poczucie niskiej wartości, a sprężyną porównywanie się z innymi. Siostrą zazdrości jest zawiść.

Na czwartym miejscu w katalogu grzechów głównych figuruje zazdrość. Jest ona nieodłączną towarzyszką naszej codzienności. Zazdrościmy: samochodu, pieniędzy, posady, talentów, urody, powodzenia, wykształcenia, duchowego rozwoju… Zazdrościmy rzeczy wielkich i drobnych, codziennych i wyjątkowych, świeckich i świętych. Nikt nie jest od tego wolny. Skąd pochodzi zazdrość? Jakie są jej rodzaje? Czy każde uczucie zazdrości jest grzechem? A może jednak odgrywa ona jakąś pozytywną rolę w naszym życiu?

„Bóg mi poskąpił” – zazdrość o coś

„Ona ma ładniejsze rękawiczki. On jest przystojniejszy ode mnie. Oni lepiej się modlą niż ja”… Tę litanię można by ciągnąć w nieskończoność. Któż z nas nie doświadczył podobnych stanów, widząc u innych to, czego nam samym brakowało? Zazdrość, jak ją określa św. Tomasz z Akwinu, jest smutkiem z powodu tego, że nie posiadam dobra, którym dysponują inni.

Zazdrość jest tym silniejsza, im mniej cenimy dobra, które sami posiadamy. Ileż razy myśleliśmy, że życie ludzi wokół nas jest atrakcyjniejsze i ciekawsze, a nam Pan Bóg poskąpił szczęścia, talentu, urody. Podstawą zazdrości i jej pożywką jest więc poczucie niskiej wartości, a sprężyną porównywanie się z innymi. Ludzie z niskim poczuciem wartości nie doceniają tego, co mają, i ulegają złudzeniu, że stan posiadania, bez względu na to, czy są to rzeczy materialne czy duchowe, wpłynie na podniesienie ich wartości. Dlatego ciągle przeglądają się w oczach innych, nerwowo sprawdzając, jak wypadają w takiej konfrontacji (nie trzeba chyba dodawać, że zazwyczaj jej wynik jest dla nich niekorzystny).

Zazdrość jest koślawą próbą poradzenia sobie z dręczącym nas przekonaniem, że to, co nas w życiu spotyka, jest naznaczone niesprawiedliwością. Często w głębi serca żywimy naiwną nadzieję, że gdyby wszyscy ludzie mieli po równo, to świat byłby sprawiedliwy, a nam żyłoby się lepiej. Dlatego ciągle domagamy się różnych rzeczy, które nam się należą, i zazdrościmy tym, którzy już je mają.

Wartościujemy nie tylko stan posiadania, uważając, często subiektywnie, jedne rzeczy za lepsze, a inne za gorsze, ale porównujemy i wartościujemy również wysiłek włożony w zdobycie upragnionego dobra. „On nie musi się w ogóle uczyć do egzaminów i dostaje zawsze najlepsze oceny, a ja, choć zakuwam całe dnie i noce, i tak dostaję same tróje”. Niskie poczucie własnej wartości owocuje tym, że mamy skłonność do postrzegania różnic między ludźmi jako przejawu niesprawiedliwości i wyrządzonej nam krzywdy. Bardzo trudno wówczas zgodzić się na to, że ludzie są różni, że mają różne dary oraz zdolności, których my akurat nie posiadamy. Częściej wtedy zwracamy się z wyrzutem do Boga, pytając, dlaczego innym wiedzie się lepiej, a my mamy ciągle pod górkę, choć naprawdę szczerze się staramy i prowadzimy uczciwe życie.

Zza takiego myślenia wyłania się obraz Boga jako kogoś, kto na wzór bezdusznego księgowego, niesprawiedliwie, a może nawet i złośliwie rozdaje swoje dary. Ludzie z niskim poczuciem wartości mają skłonność do tego, aby postrzegać Boga jako kogoś, kto jednych kocha bardziej, a innych mniej. Tym ostatnim stawia coraz to nowe wymagania, skąpiąc przy tym łaski i wsparcia. Nie ma to nic wspólnego z obrazem kochającego Ojca, który daje każdemu to, co w tym momencie jest dla niego najlepsze. Z taką optyką pozostaje nam jedynie zazdrościć innym i obrażać się na Boga zamiast wykorzystać zadaną nam lekcję świadomie i odpowiedzialnie. Przecież nie jest przypadkiem, że mamy takie, a nie inne życie. Potrzeba sporej dozy dojrzałości i mocnej wiary, aby przyjąć to, co mnie spotyka, robić to, co mogę w danej sytuacji, i nie zarzucać Boga podaniami o zmianę scenariusza. Dopiero wówczas można zaakceptować swoje życie, wziąć ster we własne ręce i odpowiedzialnie współpracować z Bogiem. Wtedy nie ma już miejsca na zazdrość, bo każda sytuacja jest widziana jako szansa, a nie jako przegrana.

„Nie mogę bez ciebie żyć” – zazdrość o kogoś

Przyszli do mnie kiedyś narzeczeni zakochani w sobie na zabój. Nie mogli bez siebie żyć. Problem polegał na tym, że w tej miłości coraz bardziej się dusili. On dzwonił do niej kilkanaście razy dziennie, zapewniając o swoim oddaniu, a przy okazji sprawdzając, co ona robi i z kim spędza czas. Miał pretensje o każde spotkanie ze znajomymi oraz domagał się ciągłych znaków miłości, wyłączności i aprobaty. Ona miała tego coraz bardziej dosyć, ale poświęcała się w imię miłości. Czy rzeczywiście była to miłość, jak twierdzili, czy chorobliwa zazdrość?

Pod zazdrością o kogoś kryje się przeświadczenie, że nie zasługujemy na jego miłość. Zazdroszcząc, boimy się nieuchronnego porzucenia i dlatego ciągle domagamy się absolutnej wyłączności. Poczucie małej wartości sprawia, że nie wierzymy, iż ktoś naprawdę nas wybrał i chce z nami być. Dlatego ciągle podejrzewamy zdradę i oszustwo, myśląc, że ukochana osoba, wcześniej czy później zdemaskuje naszą mistyfikację i opuści nas przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Zazdrość zatruwa nasze relacje, gdy nie potrafimy szanować i kochać samych siebie, a tym samym nie jesteśmy w stanie kochać i szanować innych. Oznaki aprobaty i przywiązania ze strony innych wydają się nam wtedy niezbędne, aby potwierdzić własną wartość. Ich brak podcina nam skrzydła, odbiera radość istnienia, gdyż uderza bezpośrednio w nasze poczucie małej wartości: „Skoro nie odbieram oznak aprobaty ze strony innych, to znaczy, że niewiele jestem w ich oczach wart, a tym samym w ogóle niewiele jestem wart”. Z takim bagażem trudno budować dojrzałe związki, łatwo natomiast uzależniać się od kolejnych osób. Uzależnienie takie polega na tym, że dorośli ludzie wiążą ze swoją relacją nadzieje, których nie są w stanie nawzajem spełnić. Są to nadzieje, które można wiązać jedynie z Bogiem albo – gdy jesteśmy jeszcze małymi dziećmi – z rodzicami. Do uzależnienia, którego oznaką jest chorobliwa zazdrość, dochodzi wówczas, gdy nasze dziecięce pragnienia próbujemy zaspokoić w dorosłych związkach. Potrzebujemy wówczas, aby inni byli całkowicie do naszej dyspozycji, aby cały swój czas i uwagę poświęcali tylko nam. Chcemy czuć się bezwarunkowo przyjmowani i kochani bez względu na to, co zrobimy i jak się zachowamy. Marzymy o bliskim związku, w którym resztę życia spędzimy, siedząc na czyichś kolanach, i nie będziemy musieli chodzić na własnych nogach. Podtrzymujemy w sobie te złudne nadzieje, nazywając je miłością, i nie zauważamy, że nie mają nic wspólnego z dorosłym życiem. Ta iluzja pozwala nam pozostawać wiecznymi dziećmi i nie podejmować trudu rozwoju. Gdybyśmy się na niego zdobyli, to musielibyśmy uznać, że nasze szczęście i spełnienie nie zależą tylko od innych ludzi i ich stosunku do nas, ale że głównie my sami jesteśmy kowalami własnego losu.

Czy zatem w zdrowych relacjach nie może rodzić się zazdrość? Czy na rozstania z ukochanymi ludźmi mamy reagować tak, jakby się nic nie stało? Oczywiście, że nie. Zazdrość może się rodzić w każdej relacji. Zwłaszcza w relacjach małżeńskich zazdrość jest oznaką wyłączności. Jednak intensywność i częstotliwość zazdrości w dojrzałych związkach będzie znacznie mniejsza niż w relacjach, których partnerzy używają jako lekarstwo na niskie poczucie własnej wartości.

Podobnie jest z rozstaniami. Choć prawdziwa miłość zawsze obdarza wolnością, to każde rozstanie z kimś bliskim rodzi w nas złość i żal. Jednak reakcja żałoby po stracie kogoś bliskiego (bez względu na to czy jest to opuszczenie, czy śmierć) będzie inna w wypadku zdrowej miłości, a inna w wypadku uzależnienia. Jeśli zaprzeczymy żałobie po stracie kogoś, kogo koniecznie potrzebowaliśmy do życia, może ona trwać latami. Będziemy próbowali, jak to robiliśmy zazwyczaj w związku, nadal kontrolować osobę, która nas opuściła, ciągle ją idealizując lub oskarżając i dewaluując, a przez to nie pozwalając jej odejść. W zdrowych związkach łatwiej jest przeżywać zdrową żałobę. Będzie ona intensywna, ale przekroczy próg zaprzeczenia, przejdzie przez dolinę uczuć złości, żalu, poczucia winy, dochodząc do wolności pożegnania. Wtedy będziemy mogli wypuścić wolno ukochaną osobę, zatrzymując w pamięci i sercu to wszystko, co było dobre i piękne.

„Zniszczę to, czego nie mogę mieć” – zazdrość a zawiść

Siostrą zazdrości jest zawiść. Zazdroszcząc, chcę posiąść to, czego sam nie mam, a co posiadają inni. Zazdrość wprowadza więc trzecią osobę lub trzeci element: coś lub kogoś, kogo chcemy zdobyć. Zawiść natomiast nie chce posiadać, ale chce zniszczyć to, czego pożądamy i co podziwiamy. „Skoro sam czegoś nie mam, to zniszczę dobro lub jej posiadacza. Wtedy zapanuje równość i już nie będę musiał przeżywać upokorzenia, że jestem gorszy”. Zawiść jest więc połączeniem zazdrości z agresją.

Jedną z subtelnych cech, którymi posługuje się zawiść, jest wyszukiwanie słabości osoby darzonej zawiścią, by podważyć jej mocne strony. Przykład: „Ładne kazanie dziś powiedziałeś, ale dlaczego mówiłeś tak cicho i użyłeś tak mało przykładów? No i tak niewiele było akcentów mariologicznych! Szkoda, bo to naprawdę mogła być dobra homilia”. Jakże kusząca wydaje się perspektywa wyszukiwania błędów drugiej osoby po to, by zmniejszyć znaczenie tych cech, które budzą naszą zawiść. Łatwiej krytykować drugą osobę za jej wady, niż uświadomić sobie, że czujemy zawiść z powodu jej pozytywnych cech.

Niszcząca zawiść to uczucie, które bardzo trudno dopuścić do świadomości, a gdy wychodzi na światło dzienne, budzi poczucie winy i wstyd. Dlatego tak głęboko potrafimy ukryć to uczucie przed sobą i przed innymi.

Nie taka zazdrość straszna…

W konfesjonale dosyć często można spotkać ludzi, którzy spowiadają się z zazdrości. Czy jednak każda zazdrość jest grzechem?

Przypomnijmy, że grzechem jest zły moralnie czyn popełniony świadomie i dobrowolnie. Zazdrość zatem staje się grzechem, gdy próbuje świadomie i dobrowolnie odebrać lub zniszczyć upragnione dobro albo jego posiadacza. Najczęściej mamy wtedy do czynienia z zawiścią (ojcowie pustyni, wymieniając grzechy główne, częściej mówili o zawiści niż o zazdrości). Wiele takich przykładów opisuje Biblia. Oto kilka z nich. Kain, który z zawiści o sukcesy swego brata Abla posuwa się do zabójstwa. Synowie Jakuba, którzy z zawiści o miłość ojca postanawiają zniszczyć swego brata Józefa i sprzedają go w niewolę. Król Saul, który z zawiści o sławę i powodzenie Dawida urządza na niego polowanie. Arcykapłani i faryzeusze, którzy z zawiści o powodzenie i sławę Chrystusa wydają Go na śmierć. Wymienione sytuacje z moralnego punktu widzenia są grzechem. Lekarstwem pozostaje skrucha i prośba o przebaczenie. Z psychologicznego punktu widzenia w radzeniu sobie z zawiścią kluczowe wydaje się dopuszczenie do świadomości zdrowego poczucia winy z powodu zniszczeń, jakich dokonała zawiść. Gdy weźmiemy odpowiedzialność za dokonane zło, pojawi się uczucie żalu, a przez fale zawiści przebije się promień miłości i współczucia oraz pojawi się nadzieja, że uda się naprawić skutki destrukcji.

Znacznie częściej spotykamy się jednak z zazdrością jako uczuciem. Niejednokrotnie zdarza nam się być zazdrosnym o coś lub o kogoś, ale zazwyczaj nie posuwamy się do destruktywnego zachowania. W tym wypadku uczucie zazdrości jak każde uczucie jest z moralnego punktu widzenia obojętne. Nie jest więc problemem, że odczuwasz zazdrość, ale ważne jest, co z nią robisz. Zamiast więc negować swoją zazdrość i ją za wszelką cenę usuwać, zgódź się na nią, jednocześnie powstrzymując się od destrukcyjnych działań, które ci podpowiada. Na tym jednak nie koniec. Uczucie zazdrości nie jest grzechem, ale niesie ono jak każde uczucie ważną dla mnie informację. Spróbujmy ją odczytać.

Zazdrość pozwala nam dostrzec prawdę o tym, jak traktujemy samych siebie i jaki mamy do siebie stosunek. Jeśli często porównujesz się z innymi i intensywnie odczuwasz zazdrość wobec nich, to być może oznaka, że niewystarczająco cenisz siebie i to, co posiadasz. Jeśli więc zmagasz się z niskim poczuciem własnej wartości, to podejmij odpowiednie kroki, żeby się tym zająć. Nie poddawaj się też iluzji, że twoja wartość zależy od tego, co posiadasz i na ile wycenią to inni (często tak samo mało ceniący siebie jak ty). Doceń własne życie – jest ono jedyne i niepowtarzalne, nawet jeśli niedoskonałe i nie takie jak wymarzone, a ty jesteś jedyną osobą, która może je przeżyć.

Zazdrość może ci pokazywać twoje rzeczywiste braki i niezaspokojone potrzeby. Gdy ciągle marzysz o tym, czego doświadczają inni, to być może warto się zastanowić, czy nie są to twoje pragnienia i tęsknoty, których spełnienie jest konieczne, abyś mógł zdrowo i po ludzku funkcjonować. Być może jesteś ciągle głodny i dlatego zazdrościsz innym jedzenia. Postaraj się więc o taki pokarm, który zaspokoi twój rzeczywisty głód.

Zazdrość może pomóc odsłonić twój stosunek do Boga. Jeśli zamiast dziękczynienia za to, co otrzymujesz, ciągle masz pretensje o niesprawiedliwe traktowanie, to być może odnosisz się do boga, którego sam sobie wymyśliłeś na wzór bezdusznego urzędnika. Potraktuj to jako zaproszenie do otwarcia się na Boga, którego pokazuje objawienie.

Częstotliwość i intensywność odczuwanej zazdrości jest papierkiem lakmusowym zdrowia i dojrzałości naszych relacji miłości i przyjaźni. Miłość opiera się na zaufaniu i wolności, zazdrość natomiast próbuje zamknąć drugiego w niewoli. Ucz się więc dojrzałej i partnerskiej miłości, która szanuje wolność drugiego i nie traktuje innych ani jako swojej własności, ani jako jedynej treści swojego życia.

Na koniec ogólna uwaga: odkrycie, jak widzimy samych siebie, jak traktujemy Boga, jakie są nasze relacje, jest wezwaniem do podjęcia trudu rozwoju. Nie jest to łatwe, gdyż zazwyczaj myśl o zmianie wywołuje w nas lęk. Spróbuj więc świadomie i odpowiedzialnie wykorzystać cenną mobilizację do własnego rozwoju i włóż wysiłek w zdobywanie dóbr, których ci brakuje, a których zazdrościsz. Na wiele spraw będziesz mógł mieć wówczas większy wpływ.

Oni mają lepiej
Tomasz Gaj OP

urodzony w 1974 r. – dominikanin, psycholog, psychoterapeuta, ukończył studia teologiczne na PAT oraz psychologiczne na SWPS, absolwent podyplomowego studium terapeutycznego w Laboratorium Psychoedukacji, prowincjalny prowincjalny promotor formacji stałej i duszpasterz do po...