Nie zdążyła zapytać
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 votes
Wyczyść

Dlaczego nie powiedział im prawdy o sobie? „Może nie chciał narażać nas na antysemityzm” zgaduje córka.

Wiadomość o śmierci przyszła w Wielki Piątek.
Pamięta, że przed wyjazdem nakreśliła mu na czole krzyżyk. Przejęła to po nim: robił tak zawsze swoim dzieciom, gdy szły spać albo gdy rozstawali się na dłużej.
– Kreślenia krzyżyka na czole tata nauczył się w czasie wojny – mówi Małgorzata, córka Feliksa. Kiedy żegnała się z nim po raz ostatni, nie wiedziała, że był Żydem.
Powieść
Miriam Akavia, izraelska pisarka ocalała z Holocaustu, napisała autobiograficzną powieść Jesień młodości. Na ponad stu stronach opisała przejmująco ostatnie miesiące życia swojego siedemnastoletniego brata w okupowanym przez nazistów Lwowie.

Fragment książki

Drzewa są tymi samymi drzewami, ale ja nie jestem już tym samym chłopcem. W wewnętrznej kieszeni płaszcza noszę nowy dowód osobisty, według którego nazywam się Jurek Kowalik, syn Walezego i Bronisławy z domu Kubik, z Warszawy. Dowód ten kosztował mojego ojca krociową sumę. Obrabowany z całego majątku, ostatnie grosze wydał na ten dokument, bo wierzył, że w ten sposób nabywa dla mnie prawo do życia.
Jurek przed wojną nosił imię Jeszajahu.
Miriam Akavia: „W domu nazywaliśmy go zdrobniale Iziu”.

Lotnisko

Tel Awiw przywitał ich słońcem. Gdy rok temu po Bożym Narodzeniu wylatywali z Polski, było szaro i zimno.
Wuj Aleksander wyjechał po nich na lotnisko. Małgorzata nie pamięta, jakie były jego pierwsze słowa. Raczej nie o tym, że przez sześćdziesiąt pięć lat szukał ich ojca.
O tym powiedział im wcześniej – przez telefon, gdy go odnaleźli.

Jedynak

Przedwojenny Lwów.
Ona – Franciszka Czoban – jest lekarzem, specjalistą chorób wewnętrznych i pediatrą. On – Józef Sandauer – adwokatem.
Ona urodziła się w Husiatyniu z rodziców Sary i Nakhuma. Ma starszego o siedem lat brata Alfreda.
On pochodzi z Sambora.
Franciszka i Józef pobiorą się w 1927 roku i zamieszkają w secesyjnej kamienicy przy ulicy Kraszewskiego w samym centrum Lwowa. Rok później urodzi im się syn – Feliks. Wszyscy będą mówić: Feluś, a potem Felek.
Będzie jedynakiem.

Sen

Że w jej żyłach płynie żydowska krew, Małgorzata odkryła w swoje trzydzieste ósme urodziny. Pamięta jak dziś: był 26 maja 1991 roku. O trzeciej nad ranem przebudziła się i nie mogła zasnąć. Przypomniała sobie książkę Miriam Akavii; niedawno ją czytała. Zaczęła składać rodzinne fakty.
Pomyślała: Los Jurka mógł być podobny do losu jej ojca.
I uświadomiła sobie: Tata pochodził z żydowskiej rodziny, a jego rodzice zginęli w czasie Zagłady.
Dlaczego spośród 365 dni w roku – właśnie w dniu urodzin odkryła swoje rodzinne korzenie? I dokładnie w godzinę przyjścia na świat? Bo urodziła się dziesięć minut po trzeciej nad ranem. I właśnie o tej godzinie, 38 lat później się przebudziła.
Uznała, że to nie mógł być przypadek. – To tak, jakby sam tata powiedział mi prawdę o sobie.

Kuzyn

Feluś Sandauer ma we Lwowie kuzyna. Jasnowłosy Oleś jest synem Alfreda, starszego brata Franciszki.
Olek wstydzi się chodzić do żydowskiej szkoły – uważa się za Polaka. Kiedy jego ojciec rozmawia z dziadkiem w jidysz – ucieka na drugą stronę ulicy. Płacze, gdy umiera Piłsudski.
Kuzyni są rówieśnikami. Od dziecka trzymają się razem. Któregoś dnia ich drogi się rozejdą.
Na zawsze.

Pytania

W warszawskim mieszkaniu kilkuletnia dziewczynka dopytuje, co stało się z jej dziadkami ze strony ojca. Zna tylko dziadków ze strony mamy. To znaczy babcię, bo dziadek, ojciec mamy, był porucznikiem i zginął w Katyniu. Chociaż wtedy nie mówiło się głośno o Katyniu, zwłaszcza przy dzieciach. – Ale ja wiedziałam, że dziadka zastrzelili Rosjanie – przypomina sobie po latach Małgorzata.
O rodzicach ojca nie wiedziała nic. Nawet babci nie poznała. Bo to, że dziadkowie nie żyli – było bardziej normalne. – Wtedy rodziny były poszatkowane – powie dziś. Wtedy, czyli kilkanaście lat po wojnie. – Babcia i dziadek zginęli podczas bombardowania – mówi jej któregoś dnia mama o swoich teściach.
Przez wiele lat będzie myślała, że to prawda.

Getto

Lwów, 30 czerwca 1941, poniedziałek. Po dwóch latach sowieckiej okupacji do miasta wkroczył Wehrmacht.
W połowie lipca komendant wojskowy Lwowa każe Żydom nosić białe opaski z błękitną gwiazdą Dawida. Niemcy do spółki z ukraińskimi nacjonalistami mordują dwa tysiące żydowskich mieszkańców miasta, niszczą synagogi i cmentarze. We wrześniu w dzielnicy Zniesienie powstaje getto. Do połowy grudnia hitlerowcy zamkną tam prawie 140 tysięcy Żydów.
Niektórych naziści oszczędzają – między innymi lekarzy. Na razie są im potrzebni.
Franciszka Sandauer nie idzie z rodziną do getta – jest lekarzem. Niemcy każą jej wypełnić okupacyjną ankietę. W odpowiednie rubryki wpisuje datę i miejsce urodzenia, nazwisko rodowe, imiona dziadków, wiek syna.
Wojna się przedłuża. Sandauerowie wiedzą już, co Niemcy robią z Żydami. Nie mają złudzeń, że czeka ich to samo. Chcą ocalić chociaż swojego jedynaka.
Czas nagli.

Zdjęcie

Na czarno-białej fotografii, pożółkłej ze starości, ciemnowłosy chłopiec obejmuje za szyję kobietę w ciemnej sukience w duże grochy. Kobieta jest szatynką, ma krótkie włosy, uśmiecha się.
Zdjęcie zrobiono we Lwowie, kilka lat przed wojną. Chłopiec z fotografii to Feluś Sandauer. Kobietą jest jego matka – Franciszka Sandauer z domu Czoban.
Feliks Sawicki pokazał zdjęcie córce, gdy miała kilkanaście lat. Potem będzie stało na szafce przy jego łóżku. Małgorzata wie na razie, że rodzice ojca zginęli w czasie wojny od niemieckich bomb. Więcej pytań nie zadaje. Mama tłumaczy, że dla ojca to bolesny temat.

Spaliny

Rok 1942. Niemcy rozpoczęli „Operację Reinhard”. To kryptonim „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Tak enigmatycznie nazywa się Zagłada: hitlerowcy wywożą Żydów z podbitej Europy do obozów śmierci na terenie Generalnego Gubernatorstwa.
We Lwowie Wielka Akcja – czyli wysiedlanie ludzi z getta – rozpocznie się w sierpniu. Niemcy wywiozą stąd do obozu w Bełżcu 50 tysięcy lwowskich Żydów.
W Bełżcu od marca do grudnia 1942 roku funkcjonuje niemiecki obóz śmierci. Jego komendant Christian Wirth jest oszczędny i pomysłowy – do uśmiercania ludzi zamiast tlenku węgla z butli gazowych każe używać spalin z silnika radzieckiego czołgu. Zaczadzeni umierali w straszliwych męczarniach przez pół godziny. W komorach gazowych zginie tu ponad 600 tysięcy Żydów. I półtora tysiąca Polaków, za pomoc udzieloną Żydom.

Pollyanna

W wakacje ojciec lubi chodzić z Małgorzatą na spacery i opowiada o swoim dzieciństwie: o mamie, która była lekarką, o ulubionych książkach, o Skołyszynie, gdzie spędził okupację.
Opowiada, jak czytał Pollyannę – wzruszającą historię dziewczynki, którą po śmierci rodziców wychowywała ciotka. Któregoś dnia Pollyannę potrącił samochód i długo nie mogła chodzić. Mimo to zachowała pogodę ducha.
Ojciec też chodzi o lasce, mimo młodego wieku. To ślad po ciężkiej chorobie. I też zachowuje pogodę ducha.

Pacierz

W dużym mieszkaniu Franciszki i Józefa Sandauerów we Lwowie kwateruje dwóch włoskich oficerów. Oficjalnie to sojusznicy Hitlera – przyjechali walczyć z Armią Czerwoną.
Kiedy w sierpniu 1942 roku hitlerowcy wejdą do secesyjnej kamienicy przy ulicy Kraszewskiego po Józefa, Franciszkę i jej matkę Sarę, włoscy oficerowie ukryją Felka pod pierzyną. Potem pójdą pod adres, który dała im Franciszka. Tam powiedzą pewnej kobiecie, żeby zabrała chłopca.
Franciszkę Sandauer i jej męża wyprowadzono z lwowskiej kamienicy 10 sierpnia. Do Bełżca podobno pojechali… z własnej woli – Franciszka nie chciała, by jej matka jechała sama.
Nie wiadomo, kiedy zginęli.
Dlaczego włoscy oficerowie uratowali żydowskie dziecko? Tego nie wiemy. Może żal im było chłopca? A może nie podzielali poglądów wodza Trzeciej Rzeszy?
Pod adresem, który Franciszka dała włoskim oficerom, mieszka jej przyjaciółka Aleksandra Dąmbska (siostra Izydory – przyszłej profesor filozofii). Umówiły się, że kiedy Niemcy będą wywozić Żydów ze Lwowa, Aleksandra zaopiekuje się chłopcem. Felek mówi do niej: ciocia Lesia.
Aleksandra wywiezie wkrótce Felka do wsi Skołyszyn pod Jasłem. W tamtejszym majątku mieszka jej druga siostra: Maria Dąmbska-Brykczyńska.
Maria opowiada wszystkim, że chłopiec jest synem jej przyjaciółki, którą Niemcy aresztowali. Na wszelki wypadek uczy Felka pacierza i pokazuje, jak się przeżegnać.
W Skołyszynie Felek idzie do chrztu – wkrótce zostanie ministrantem. Jest o rok młodszy. I nazywa się Feliks Sawicki.
W grudniu 1944 roku Maria umiera na raka. Miesiąc później Niemcy wycofują się ze Skołyszyna. Przed ucieczką zdążą jeszcze podpalić dwór Brykczyńskich. Mąż Marii, jego czworo dzieci i Felek schronią się na plebanii.

Syjonizm

Olek ma mniej szczęścia niż jego ulubiony kuzyn Felek. Po śmierci ojca matka zabiera Olka, jego siostrę Irenę i ich babcię do Zimnej Wody – małej miejscowości pod Lwowem. Hitlerowcy założyli tam obóz pracy dla Żydów. Olek pracuje przy wyrębie lasu.
Któregoś dnia matka mówi do córki: Idź z bratem do pracy. Jakby coś przeczuwała. Gdy rodzeństwo wróci – nie zastanie mamy ani babci; naziści dokonali na Żydach masakry.
Olek i Irena ukrywają się w lesie. Potem pomagają im Polacy. Oboje przeżyją nazistowską okupację.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej Aleksander trafi do domu dziecka. Potem odnajdzie go we Lwowie ciotka. W końcu wyjedzie z siostrą do Izraela. Ożeni się, będzie miał trzy córki.
Przeżycia wojenne sprawią, że dawny admirator Piłsudskiego, krzywiący się na jidysz, nawróci się na syjonizm i nauczy hebrajskiego.

Lekarz

Feliks Sawicki zostanie w Polsce. Po wojnie zamieszka u Aleksandry Dąmbskiej w Gdańsku (przyjechała ze Lwowa). Zatrudni się jako robotnik w porcie, żeby zarobić na utrzymanie. Jednocześnie się uczy. W 1946 roku zdaje maturę w Liceum Chrobrego w Sopocie i rozpoczyna studia na Akademii Medycznej w Gdańsku.
Jest gorliwym katolikiem. Działa w akademickiej Sodalicji Mariańskiej – wkrótce zostanie jej gdańskim prezesem. W Polsce trwa stalinizm – udzielającym się w Kościele studentem medycyny zaczyna się interesować bezpieka. Na dwa ostatnie lata studiów Felek przeniesie się do Warszawy. Po ich ukończeniu będzie współzałożycielem warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.
Jest obiecującym chirurgiem – jedzie na staż do słynnej kliniki chirurgicznej w Paryżu. W wieku 30 lat łapie go paraliż – do końca życia będzie musiał chodzić o lasce.
Kalectwo uniemożliwia karierę chirurga. Zajmie się epidemiologią i będzie twórcą polskiej statystyki medycznej. W Polsce to dziedzina mało znana – jeździ więc na specjalistyczne kursy do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Robi doktorat, habilituje się.
Ożeni się. Będzie miał córkę i dwóch synów.

Płyta

Małgorzata kojarzy fakty: – Tata nigdy nie opowiadał dowcipów o Żydach – pamięta.
Kiedyś znalazła płytę z żydowską muzyką. Pożyczyła ją koleżance, płyta gdzieś się zawieruszyła.
Do dziś ma z tego powodu wyrzuty sumienia.
Kiedy zamawiał mszę świętą za swoich rodziców, ksiądz odczytywał intencję, że modlą się za Franciszkę i Mariana Józefa. Zastanawiało ją to – zawsze myślała, że dziadek miał na imię Marian. Po latach dowie się, że nie Marian – tylko Józef.

Hebrajski

10 czerwca 1955 roku, Jerozolima, Instytut Yad Vashem.
Yad Vashem znaczy po hebrajsku: „miejsce i imię”. Władze Izraela przechowują tam dane o ofiarach Holocaustu.
W czerwcu 1955 roku do powstałego co dopiero Muzeum Pamięci idzie Aleksander Czoban. Na listę ofiar wpisuje imiona i nazwiska swoich bliskich: ojca, matki, ciotki Franciszki, dziadków.
Przy ciotce nie używa polskiego imienia Franciszka. Napisał: Fanka. Wszyscy tak do niej mówili.
Aleksander Czoban zrobił wpis po hebrajsku.

Śmierć

12 kwietnia 1979 roku. Wielki Czwartek.
Feliks Sawicki jedzie dużym fiatem do Krakowa. Towarzyszy mu małżeństwo Amerykanów. Współpracuje z nimi od dawna nad przewlekłymi chorobami układu oddechowego.
Dzień wcześniej pożegnał się z córką. Zawsze, gdy wyjeżdżał, lubił do niej wpaść. Rozstali się w progu mieszkania. – I jeszcze krzyżyk, żeby nic złego się nie stało – powiedziała, gdy już miał odchodzić.
Sam ją tego nauczył. Gdy była mała, robił jej krzyżyk na czole, kiedy szła spać. Albo gdy rozstawali się na dłużej.
Dojeżdżali do Dąbrowy Górniczej, gdy na zielonego fiata wpadł żuk. Kierowcy żuka nic się nie stało. Kierowca i pasażerowie fiata zginęli na miejscu.
Małgorzata: – O śmierci taty dowiedzieliśmy się w Wielki Piątek, trzynastego kwietnia.
Po pogrzebie mama pokazała jej i braciom zdjęcia ojca z dzieciństwa. Było na nich sporo postaci – wśród nich chłopiec z jasnymi włosami.
Małgorzata powiedziała: – Już nigdy się nie dowiemy, kto jest na tych zdjęciach.

Poszukiwanie

Rok 1990. W Polsce upadł komunizm. Aleksander Czoban przyjeżdża z Izraela do Warszawy. Wcześniej nie mógł – pracował w lotnictwie i nie wolno mu było podróżować do krajów socjalistycznych.
W Warszawie odwiedza swoją rodzinę, dopytuje o kuzyna Felka. Ma nadzieję, że może przeżył wojnę.
Nie wie, że Felek od kilkunastu lat nie żyje.

Pisarka

Maj 1992. Do Warszawy na Międzynarodowe Targi Książki przyjeżdża Miriam Akavia.
Małgorzata chce podejść do pisarki i powiedzieć, że książka pomogła odkryć prawdziwą historię jej ojca. Spróbuje zapytać, czy w Izraelu można odnaleźć jego rodzinę.
Zastanawia się, jak ma zacząć rozmowę z Miriam Akavią. Przecież tak mało wie. I nie ma dowodów.
Nie podeszła.

Żywi

Kwiecień 2009. Minęło 30 lat od śmierci Feliksa Sawickiego. Jego córka ogląda w telewizji Marsz Żywych – drogę od bramy z napisem „Arbeit macht frei” w byłym Auschwitz do ruin obozu w Birkenau co roku pokonują w milczeniu tysiące młodych Żydów z całego świata, żeby uczcić ofiary Zagłady.
Małgorzata słyszy, że w Yad Vashem w Jerozolimie mają listę ofiar Holocaustu. Siada przed komputerem i wpisuje nazwisko Sandauer. Ale nie ma tam ani Franciszki, ani Mariana Józefa. – Postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby moi dziadkowie też znaleźli się na tej liście – mówi.
Dzwoni do ambasady Izraela w Warszawie. Opowiada historię dziadków i wojenne losy ojca. Kobieta po drugiej stronie słuchawki obiecuje wysłać odpowiedni wniosek i namawia ją, żeby wystąpiła o przyznanie medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata ludziom, którzy ukrywali w czasie wojny jej ojca.
We wniosku jest dużo rubryk. Małgorzata zna tylko imiona i nazwisko dziadków, zawody, jakie wykonywali, rok urodzenia babci i nazwisko panieńskie. Nie wie, skąd pochodzili, jak nazywali się ich rodzice, w którym roku urodził się dziadek, nie zna ich lwowskiego adresu.
Idzie do Żydowskiego Instytutu Historycznego. Ma szczęście – instytut prowadzi projekt genealogiczny. Na dzień dobry otrzymuje wydruk z przedwojennej księgi adresowej i książki telefonicznej Lwowa. Dowiaduje się, że dziadek miał na imię Józef. – Imię Marian było wpisane do fałszywych dokumentów taty – mówi Małgorzata.
Urzędniczka wręcza jej też wydruk ankiety, którą wypełniali wszyscy lekarze po wkroczeniu Niemców do Lwowa. Jest lwowski adres dziadków i miejscowość, w której urodziła się babcia. W rubryce dzieci wpisane było: jedno dziecko, 13 lat. – Zgadzało się: mój tata miał wtedy 13 lat – mówi Małgorzata. (Kilkanaście lat wcześniej w Polskim Słowniku Biograficznym ukazał się życiorys jej ojca – stamtąd wiedziała, że w sfałszowanej metryce wpisano mu późniejszą o rok datę urodzenia).
W dokumentach Żydowskiego Instytutu Historycznego była też adnotacja, że Franciszka dobrowolnie udała się z matką do Bełżca.
– O dziadku Józefie informacji nie było.

Literat

W Warszawie zamieszkał po wojnie Artur Sandauer, znany literat. Postać niejednoznaczna politycznie: występował jednocześnie przeciwko socrealizmowi, cenzurze, pisał do paryskiej „Kultury”, a w stanie wojennym poparł Jaruzelskiego.
Feliks Sawicki mógł przypuszczać, że są krewnymi. Nigdy się z nim nie skontaktował.

Metryka

W warszawskim Urzędzie Stanu Cywilnego przechowują zabużańskie metryki. Przewieziono je do Polski z terenów zajętych po wojnie przez Związek Radziecki.
W archiwach może być akt ślubu dziadków: Franciszki i Józefa. Gdyby udało się go odnaleźć, byłyby tam imiona ich rodziców i wiadomo byłoby, skąd pochodził dziadek.
Małgorzata dzwoni do urzędu. Zna datę urodzenia ojca. Zakłada, że dziadkowie wzięli ślub rok wcześniej.
Urzędnik znalazł metryki. Pyta, czy Sawicki zalegalizował po wojnie zmianę nazwiska. Nie zalegalizował. Nie może więc pokazać dokumentów – nazwisko Sandauer nie jest jej nazwiskiem panieńskim. – Nie mogłam udowodnić, że mam coś wspólnego z tą rodziną.

Fanka

Małgorzata znowu jest na stronach Yad Vashem. Wpisuje nazwisko: Sandauer. Znajduje: Fanka Sandauer, datę i miejsce jej urodzin. Odkrywa, że chodzi o Franciszkę, jej babcię. Poznaje imiona jej rodziców, czyli swoich pradziadków: Sara i Nakhum.
Przeczytała, że kartę wypełnił Aleksander Czoban. Dawno – 10 czerwca 1955 roku.
Małgorzata wpisuje nazwisko: Czoban. Znajduje Alfreda Czobana. Jego rodzice też mają na imię: Sara i Nakhum, czyli to brat babci Franciszki.
Kartę też wypełnił Aleksander Czoban, 10 czerwca 1955 roku. Podał, że jest synem Alfreda.
Dla Małgorzaty to najważniejsza wiadomość. – Dowiedziałam się, że tata miał kuzyna, Aleksandra – opowiada.
Zadaje sobie pytanie: Czy Aleksander żyje?
Alfred był starszy od swojej siostry Franciszki, czyli jej babci, o siedem lat. – A więc Aleksander mógł być starszy od taty. Miałby teraz grubo po osiemdziesiątce – kalkuluje.
Zmartwiła się.
Dzwoni telefon. To brat Małgorzaty – pracuje w Strasburgu w Radzie Europy. Siostra opowiada mu, co znalazła.
Przez telefon – ona w Warszawie, on w Strasburgu – tworzą drzewo genealogiczne swojej rodziny. Na razie ze strony babci.
– Ciągle nic nie wiedzieliśmy o Sandauerach.

Drzewo

Przepisy udaje się obejść. Pracownik Urzędu Stanu Cywilnego podpowiedział Małgorzacie, że o wydanie metryk może wystąpić Żydowski Instytut Historyczny w celach badawczych.
Kilka tygodni później dostają odpowiedź. Sporządzili drzewo genealogiczne dziadka: na początku XIX wieku w Samborze rodzą się dwaj bracia: Mordko i Israel. Ich dziadek – Józef Henryk jest wnukiem Mordko. Artur Sandauer – wnukiem Israela.
Kilka lat wcześniej Małgorzata napisała list do wdowy po Sandauerze. Pytała, czy są rodziną.
Odpowiedzi nie dostała. Teraz umawia się z ich synem – Adamem.
– W Warszawie mieszka jeszcze jakiś daleki kuzyn – mówi Adam Sandauer. Więcej powiedzieć nie potrafi.

Stryj

Małgorzata znalazła w internecie stronę moikrewni.pl. Wpisuje nazwisko Sandauer. W Polsce noszą je najwyżej trzy osoby – wszystkie mieszkają w Warszawie.
Dzwoni do Justyna Sandauera, opowiada mu swoją historię.
Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki pyta, gdzie mieszkali dziadkowie i jak miał na imię ojciec.
– Tak zwany Feluś – odparł, gdy tylko usłyszał imię ojca Małgorzaty.
– Okazało się, że to starszy kuzyn taty ze strony jego ojca, czyli mojego dziadka – mówi Małgorzata.
Pamiętał Olka i Felusia z lwowskich czasów. Często widywał ich razem. I najważniejsze: powiedział, że Olek i Feluś byli w tym samym wieku.
Odnaleziony stryj podał jej swój adres. – Mieszkał w tym samym domu, co kuzynka mojej mamy – mówi Małgorzata. – Mama często ją odwiedzała.
Może kiedyś minęli się na ulicy.

Susan

We wrześniu 2009 roku brat Małgorzaty z Rady Europy je w Londynie lunch z Susan, urzędniczką z izraelskiego Knesetu. Opowiada jej, że rodzina szuka krewnych swego ojca w Izraelu. Kobieta jest poruszona historią. Obiecuje pomóc.
Kilka tygodni później proszą Susan, żeby pomogła odnaleźć Aleksandra Czobana. Wiedzą, że urodził się najprawdopodobniej w 1928 roku we Lwowie i że po wojnie wyjechał do Izraela.
Susan znajduje w książce telefonicznej trzy nazwiska, które brzmią podobnie. Szuka dalej. W internecie natrafia na informacje o książce, w której Aleksander opisał swoje wspomnienia. Podał przy nich nazwisko Sarel.
Małgorzata: – To był nasz Aleksander. Jego szukaliśmy.
Spotkanie
Pierwszy zadzwonił brat. Wuj Aleksander powiedział, że szukał ich ojca 65 lat.
Umawiają się, że przyjadą do Tel Awiwu po Bożym Narodzeniu. Na lotnisku w Warszawie żegna ich szara, zimna pogoda.

***

Małgorzata pamięta, że gdy była już dorosła, ojciec powiedział kilka razy: – Wszystkiego o mnie nie wiecie.
– Czekał, że zapytam, o co chodzi.
Zawsze myślała, że jeszcze zdąży.

Nie zdążyła zapytać
Stanisław Zasada

urodzony w 1961 r. – dziennikarz, reporter, absolwent polonistyki na UMK w Toruniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Gazetą Wyborczą”. ...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze