Przyjemności i samych sukcesów

Przyjemności i samych sukcesów

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Nie wiem, czy to maniera poznańska, czy też ogólnopolska? Nie wiem, czy ci, którzy składają mi takie życzenia, są do końca świadomi, co mówią. Może powtarzają za innymi, próbując opanować emocje? Jakież ubogie i straszne byłoby życie, gdyby zasady przyjemności i sukcesów rządziły nami i były wyznacznikami ludzkiego szczęścia. Zniknęłyby braterstwo i bezinteresowność, a dążenie do przyjemności zdominowałby nasze życie, czyniąc zeń brutalną walkę. Podobnie rzecz się ma z sukcesem.

Przed świętami, przyjmując życzenia i przeglądając te nadesłane, niemalże na każdej kartce (z wyjątkiem tych od zakonnic) pojawiało się to samo: dużo przyjemności i samych sukcesów. Siedziałem zatem kilka godzin, wrzucając te wszystkie przyjemności i sukcesy do kosza, a studenci, którzy mi asystowali, wynosili jeden worek za drugim. Źle się czuję, gdy ktoś życzy mi smacznego na rozpoczęcie jedzenia oraz przyjemności i samych sukcesów. To nie jest poziom mojego życia, to nie jest miara moich dokonań, to nie jest klimat, w którym mi dobrze.

To nieprzystawanie słowa do rzeczywistości jest okropne, mało – bolesne. Ktoś powie: nadwrażliwiec. Ale smacznego życzyło się wtedy, kiedy nie było lodówek i ludzie zjadali coś niesmacznego, aby się nie zmarnowało. Teraz wszystko jest smaczne, a życzenie smacznego podważa zaufanie do gospodarza, że ewentualnie mogłoby nam coś nie smakować i trzeba się dodatkowo zachęcać, aby coś włożyć do ust.

Gorsza natomiast jest ta życzona powszechnie przyjemność. Obrzydliwy standard. Przyjemności! – mówi się w Poznaniu na pożegnanie. Raz się zdenerwowałem i odpowiedziałem niegrzecznie: – Nie bywam w burdelu, jakiej przyjemności? Moje życie jest służbą, dającą wprawdzie satysfakcję, ale to żadna przyjemność. To ciężka praca. Nie ten poziom, nie ta kategoria. Nigdy nie chciałbym się spełniać na poziomie przyjemności. Budzi to we mnie niesmak. Przyjemność nie jest ani kryterium, ani poziomem, ani szczęściem w życiu – może być co najwyżej produktem ubocznym. Nie jest też kryterium podstawowych wyborów. Jest zawsze jakoś trochę lubieżna.
Podobnie sukces nie jest kryterium. Lepiej przegrać z Chrystusem niż wygrać z diabłem. Samych sukcesów! To okropne. To musi być jedno wielkie nieszczęście. Sukces jest miarą produkcji, wytwarzania, natomiast życie ludzkie nie jest żadną produkcją. Ale relacją z Bogiem i drugim człowiekiem. Moment konstrukcyjny osoby nie jest w niej, ale poza nią, w Bogu i drugim człowieku. Sukces nie jest też miarą zbawienia.

Mój przyjaciel wygłosił zdanie, że marzy mu się stworzenie sytuacji – układu, kiedy przyjemność ukocha obowiązek. Ładnie to wymyślił, ale on skończył studia techniczne i nie czuje, że są to postacie z dwóch różnych środowisk. Przyjemność jest stanu niskiego, a obowiązek stanu wysokiego. Przyjemność jest roszczeniowa, a obowiązek (służba i zobowiązanie) jest zasługujący. Przyjemność jest braniem, a obowiązek jest dawaniem. Taki mezalians trudno sobie wyobrazić, aby markietanka, którą jest przyjemność, rzucała się w objęcia damie, którą jest służba wartościom, powinność czy obowiązek. Być może przesadziłem i doznałem ukąszenia przez Kanta, jak mi to sugeruje ojciec Nikodem, ale to tylko troszeczkę dla zobrazowania zagadnienia. Bo i sam nie stronię od przyjemności, byleby była wpisana w coś większego, i staram się, aby moje życie było służbą Bogu.

Nie chcę zatem życzeń przyjemności, nie chcę życzeń samych sukcesów, ale życzenia sensu życia, osobistej świętości i spełnienia się w służbie Bożej. Nie chcę brać udziału w tym wyścigu szczurów. Bo nie chcę robić dużo, a nawet za dużo, ale to – czego Bóg ode mnie oczekuje.

Przyjemności i samych sukcesów
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...