Razem na studiach, osobno w łóżku

Razem na studiach, osobno w łóżku

Trudno się dzisiaj żyje młodym ludziom. Wielokrotnie daje się słyszeć opowieści tych, którzy próbują się odnaleźć w życiu dorosłym: inwestycja w zdobycie wyższego wykształcenia, podjęcie pracy zawodowej, konieczność ciągłego rozwijania się, samodzielność w wielkim mieście – często daleko od domu rodzinnego – to wszystko bywa dla wielu nie do udźwignięcia. I do tego jeszcze próby zrealizowania marzenia i zadania życiowego, jakim jest założenie rodziny. Co prawda ludzie młodzi mają zazwyczaj sporo sił i energii w tym ważnym czasie wchodzenia w dorosłość. Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, że zadania, które przed nimi stoją, do łatwych nie należą.

Małżeństwo „przy okazji”

Jeśli mowa o dojrzewaniu do małżeństwa, chciałbym już na wstępie podkreślić, że aby zrealizować powołanie do miłości, pośród wszystkich zadań, wyzwań i obowiązków, o których wspomnieliśmy, koniecznie trzeba znaleźć czas na to, by stwarzać okazje do budowania związków otwartych na perspektywę małżeństwa. Nie jest to ani proste, ani nie zrobi się samo i nigdy nie ma optymalnych warunków do takiej duchowej pracy.

Dlatego też często spotyka się dziś osoby, które próbują zbudować małżeństwo jakby przy okazji, bez dodatkowych obciążeń, nie rezygnując z niczego, co może mieć wpływ na budowanie własnej pozycji i przyszłej kariery.

Kolejnym problemem, który pojawia się aż nazbyt często i bywa traktowany bezrefleksyjnie, jest próba budowania relacji narzeczeńskiej, która tak naprawdę sprowadza się do symulowania małżeństwa. Są też tacy, którzy znając się tylko pobieżnie, próbują stwarzać sytuację podobną do małżeństwa, mając nadzieję, że z czasem taki związek w sposób naturalny się w nie zamieni. Przyznam szczerze, że nie potrafię pojąć, czym miałoby być i na czym tak naprawdę miałoby się opierać małżeństwo budowane w taki właśnie sposób.

Trzeba się „dopasować”

Każda relacja miłości, w której zakochani godzą się na udawanie małżeństwa, opiera się zwykle na toku rozumowania, który można streścić w następujący sposób: w zasadzie jest między nami miłość i coraz więcej nas łączy. Myślimy poważnie o wspólnej przyszłości. Warto się lepiej poznać i „dopasować”, być może wtedy z tego wszystkiego „coś” wyjdzie, więc… zamieszkajmy razem. Tak będzie praktyczniej. Dalej, ponieważ mieszkamy razem, nie udawajmy, że nic nas nie łączy. Pragnienie bliskości prowadzi do tego, że zaczynamy sypiać w jednym łóżku. To przecież logiczne. I konsekwentnie, jeśli jesteśmy już tak blisko, czymś naturalnym jest podjęcie współżycia. W ten sposób dochodzimy do skomplikowanej sytuacji, z której można wyjść już tylko na dwa sposoby.
Rozwiązanie pierwsze: ponieważ od dłuższego czasu żyjemy jak małżeństwo i wydaje się, że pasujemy do siebie, weźmy ślub.
Rozwiązanie drugie: ponieważ tak do końca nie jesteśmy dla siebie stworzeni, rozstańmy się.

Tylko czy da się w sytuacji wspólnego mieszkania i podjęcia współżycia powiedzieć odpowiedzialnie i z dystansem, że coś w związku pasuje lub zupełnie nie pasuje? To jest przecież okres przejściowy, w którym z założenia można znieść wiele, aby ocalić miłość. Czy zatem decyzja podejmowana w takim kontekście jest rzeczywiście wolna?

Można zaryzykować stwierdzenie, że w takich sytuacjach budowanie związku staje się ostatecznie sprawą przypadku, sp

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się