Foch nasz powszedni

Foch nasz powszedni

Nieraz chyba zdarzyło się nam zaobserwować podczas stania w kolejce do kasy w spożywczym scenę, w której dziecko drze się, bo zobaczyło lizaka lub inny smakołyk, a mama nie chce mu go kupić. Najpierw błagalnym tonem, a później coraz natrętniej i głośniej malec krzyczy: „Ja chcę lizaka!”. Lekko zawstydzona mama odpowiada: „W domu są słodycze”. Dziecko: „Ja chcę teraz! Kup mi, kuuuup!”. Mama (starając się zachować spokój): „Nie, i tak najpierw musisz zjeść obiad. Po obiedzie dostaniesz lizaka”. Dziecko (tupie nogami, rzuca się na ziemię): „Nienawidzę cię! Ja chcę lizaka!”. Ludzie w kolejce lekko się odsuwają, robiąc dziecku i mamie przestrzeń na awanturę. Starsi wyglądają na zdegustowanych, młodsi obserwatorzy na zażenowanych. A mama?
Kto nas nauczy(ł) się złościć?

Mama ma kilka opcji.

Opcja pierwsza

Ściska synka za rękę niczym anakonda, patrzy mu groźnie w oczy i mówi do niego przez zęby: „Jeśli się natychmiast nie uspokoisz, to w domu dostaniesz takie lanie, że zapamiętasz je sobie do końca życia”. Po czym uwalnia dziecko z bolesnego uścisku, poprawia się, płaci przy kasie za zakupy i wychodzi ze spacyfikowanym i zastraszonym dzieckiem.

Opcja druga

Mama mówi: „Popatrz, jak ty wyglądasz? Nie wstyd ci? Wszyscy na ciebie patrzą! Ciągle muszę się za ciebie wstydzić! Co o nas przez ciebie ludzie pomyślą?! Już więcej nigdzie cię z sobą nie zabiorę!”. Po czym wyciąga przy kasie pieniądze, płaci za zakupy, uśmiecha się do kasjerki i wychodzi ze zdezorientowanym dzieckiem.

Opcja trzecia

Pomimo niezręcznej sytuacji i presji obserwatorów mama patrzy na zrozpaczonego odmową kupna lizaka synka i mówi: „Widzę, że jesteś wściekły na mnie, ale nie zmienię zdania. Zawsze najpierw jesz obiad, a później słodycze”. (Dziecko szaleje jeszcze bardziej). „Widzę, jak bardzo jesteś rozzłoszczony”. (Bierze szarpiącego się synka w ramiona, próbuje go wyciszyć). „Wiem, że chcesz tego lizaka teraz, ale nie zmienię zdania. Nic ci się nie stanie, jeśli zaczekasz na coś słodkiego po obiedzie w domu”. Po czym płaci za zakupy i wychodzi z odzwierciedlonym, choć niekoniecznie uspokojonym dzieckiem ze sklepu. Zapewne w drodze do domu wiele razy to samo będzie musiała mu powtórzyć, aż synek się pogodzi ze stratą, której doświadczył. Ewentualnie wieczorem przed snem może jeszcze raz porozmawiać z dzieckiem o tym, co się zdarzyło.

Szkoła uczuć

Być może jako dzieci sami uczestniczyliśmy w takich sklepowych scenkach. I w zależności od tego, jak nasi rodzice sami radzili sobie z własnymi uczuciami, tak też radzili sobie z naszymi reakcjami emocjonalnymi. Dobrze, jeśli mieliśmy szczęście być dziećmi opcji trzeciej. Dlaczego? Bo dzieci bardzo potrzebują – oprócz opieki związanej z zaspokajaniem podstawowych potrzeb biologicznych oraz społecznych – odzwierciedlania ich w warstwie emocjonalnej. Polega ono na szacunku wobec ich uczuć, a także jasno postawionych granicach ich impulsywnym reakcjom. Dziecko w opcji trzeciej ma najlepszą szkołę, w której może nauczyć się od matki (lub innego opiekuna) jak w zdrowy sposób regulować – w tym wypadku – uczucie złości.

Przyjrzyjmy się tej sytuacji jeszcze precyzyjniej. Otóż 4-le

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się