O Eucharystii – wierszem i prozą

O Eucharystii – wierszem i prozą

Kolista wieczności wina i chleba,
kręgu miłości, dziedzictwa boskiego,
i Ty, głosie wieków, sumienia ludzkiego:
Prawdą jesteś i Życiem. I Drogą do nieba.
 
Ofiaro, coś chlebem dla swego oprawcy,
której sąd i wyrok to moc przebaczenia…
Najwyższą pateną przemienienia
był dla świata ból boskiego Dawcy.
 
Ciało Chrystusa pośrodku Historii,
kropla po kropli kielich rozdzielony.
W komunii, dla wszystkich, bez glorii.
 
Hostio Najświętsza, narodzona z męki,
której owoc w kłos został przemieniony…
Kolistej wieczności dzięki.

J. L. Ortiz de Lanzagorta, Eucharystia, tłum. J. Szymik

Jedną z moich ukochanych lektur jest wydana w 1995 roku przez Księgarnię św. Jacka w Katowicach hiszpańska antologia zatytułowana Andaluzja w Ciele i Krwi. Książka, zawierająca utwory o tematyce eucharystycznej, unaocznia starą, choć nieco zapomnianą prawdę, że do pewnych tajemnic wiary czasem znacznie łatwiej jest dotrzeć (lub przynajmniej zbliżyć się) poprzez poezję niż za pośrednictwem uczonego traktatu. Często sięgam po ten niewielki tomik, ponieważ zamieszczone w nim wiersze wyróżniają się zupełnie niespotykaną w naszym kręgu kulturowym temperaturą emocjonalną. Bywa — przyznaję — że zastępują mi modlitwę, ponieważ odnajduję w nich żarliwość bliską przeżyciom wielkich mistyków. „Zanim jeszcze Zachód zaczął mówić — stwierdza z dumą autor antologii José Luis Ortiz de Lanzagorta — Andaluzyjczycy mieli już gardła zdarte od śpiewania, że człowiek potrzebuje Boga i że Bóg potrzebuje człowieka”. Można uśmiechnąć się z lekka na andaluzyjską chełpliwość, a mimo to dać się porwać tej niezwykłej poezji:

Chodźmy, już czas najwyższy! Usiądźmy dokoła,
jedzmy Boga, albowiem tylko On, gdy muska
pod postacią gazpacho nasze chciwe usta,
On jedynie nasycić głód człowieczy zdoła.
Blisko misy zajmijcie teraz miejsca wolne
w ludzkim kręgu, przez który płynie miłość święta,
przyjaciele, niech każdy o łyżce pamięta,
abyśmy Boga wszyscy wygrali jak wojnę.

Ileż teologicznych treści w tych dwu zaledwie strofach! We wstępie do antologii arcybiskup Sewilli Carlos Amigo Vallejo pisze: „Wiara wykorzystuje to, co kontemplują oczy, by doprowadzić rozum do zgody, a serce do miłości tego, co niewidzialne, ale w co się mocno wierzy”. Pięknie i trafnie powiedziane! Nie oznacza to jednak wcale, byśmy w naszym poznawaniu tajemnicy Eucharystii mieli ograniczać się wyłącznie do pośrednictwa poezji. Chciałbym zaproponować jeszcze jedną lekturę, do której wracam zawsze z wielką radością.

Niewierzący filozof powiedział: „Człowiek jest tym, co je”, chcąc przez to wyrazić, że w człowieku nie ma jakościowej różnicy między materią a duchem, ale że wszystko sprowadza się w nim do komponentów organicznych i materialnych. Jeszcze raz zdarzyło się, że ateista dał, nie wiedząc o tym, najlepsze sformułowanie pewnej tajemnicy chrześcijańskiej. Dzięki Eucharystii chrześcijanin jest naprawdę tym, co spożywa.

W taki oto sposób, za pomocą paradoksu, wybitny teolog Raniero Cantalamessa próbuje przybliżyć nam istotę sakramentu, z której wyjaśnieniem rozum ludzki od prawie dwudziestu wieków nie umie sobie poradzić. Wiadomo, że nad tajemnicą Eucharystii głowiły się i nadal głowią najtęższe umysły teologiczne, ale wiadomo też, że efekt tych wysiłków zawsze będzie niewspółmierny do wielkości (i złożoności!) problemu. Jeśli tak, to czy nie lepiej powtórzyć z pokorą słowa pieśni kościelnej: „co dla zmysłów niepojęte, niech dopełni wiara w nas” i… zaniechać wszelkiego trudu? Skoro już wierzymy, skoro uczestniczymy regularnie w niedzielnej Mszy świętej i przystępujemy do Komunii — to po co nam jeszcze ten „rozumowy” naddatek?

Opublikowana osiem lat temu przez Wydawnictwo Sióstr Loretanek książka Cantalamessy Eucharystia — nasze uświęcenie pokazuje, że tego rodzaju podejście jest z gruntu fałszywe i że właśnie „zrozumienie” przez nas treści Eucharystii może bardzo ożywić i pogłębić nasze w niej uczestnictwo. Oczywiście, nie chodzi tu o zrozumienie w sensie dosłownym. Włoski kapucyn nie proponuje ściśle naukowej analizy tematu, ale prowadzi nas drogą wnikliwych medytacji nad tekstami Pisma Świętego. Zdając sobie sprawę z niewystarczalności, a w wielu wypadkach wręcz bezradności języka dyskursywnego, autor odwołuje się często do obrazu, porównania, metafory, chciałoby się powiedzieć — znów! — do poezji. Kiedy pisze o usytuowaniu Eucharystii w dziejach zbawienia, to stwierdza, że nie mieści się ona w jednym tylko punkcie linii rozwojowej, lecz ogarnia całe dzieje i jest w nich obecna w potrójny sposób: w Starym Testamencie jako figura (np. w obrzędzie Paschy hebrajskiej), w Nowym Testamencie — jako wydarzenie (Ostatnia Wieczerza, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa), i w czasie Kościoła, w którym żyjemy — jako sakrament. Z kolei w rozdziale zatytułowanym Eucharystia buduje Kościół przez Komunię świętą Cantalamessa sięga po jakże trafną metaforę koła:

możemy sobie wyobrazić trzy koncentryczne koła: koło największe, którym jest cały świat; wewnątrz niego koło mniejsze — to jest Kościół, i w końcu w tym kole jeszcze mniejsze koło (chociaż w rzeczywistości zawiera ono cały świat), którym jest Hostia. Eucharystia jawi się nam jako centrum i słońce nie tylko Kościoła, ale i reszty ludzkości i całego, także nieożywionego świata. Różnica jest tylko taka, że Kościół, mając za swoje centrum Jezusa Chrystusa, wie o tym; świat natomiast nie wie, że jego centrum jest Jezus Chrystus.

To przecież nic innego, tylko owa „kolista wieczność” z wiersza hiszpańskiego poety, który zacytowałem na samym początku. Czy jednak we wszystkich tych medytacjach i dociekaniach chodzi wyłącznie o zachwyt i zrozumienie, czy też może o coś znacznie ważniejszego? Czym bowiem byłoby samo przeżycie, gdyby w ślad za nim nie podążały nasze czyny? Wsłuchajmy się nieco uważniej w słowa o. Cantalamessy:

To wszystko domaga się, abyśmy, wychodząc ze Mszy świętej, od razu przystępowali do realizacji tego, co powiedzieliśmy, abyśmy rzeczywiście starali się, mimo naszych słabości i ograniczeń, dawać braciom nasze „ciała”, to znaczy czas, energię, uwagę, czyli nasze życie. Jezus, wypowiedziawszy słowa: „Bierzcie (…) to jest Ciało moje; bierzcie (…) to jest Krew moja” nie czekał długo, aby się spełniło to, co obiecał. Za kilka godzin dał swoje życie i swoją krew na krzyżu. W przeciwnym razie wszystko pozostaje pustym słowem, a nawet kłamstwem. Trzeba więc, abyśmy powiedziawszy do braci: „Bierzcie, jedzcie”, pozwolili się „zjeść”. Także tym, którzy nie czynią tego z delikatnością i grzecznością.

O to chyba rzeczywiście najtrudniej.

O Eucharystii – wierszem i prozą
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej. Przetłuma...