Niedowartościowani
fot. jake nackos / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Skrupulatom na ratunek

0 votes
Wyczyść

Nasze agresywne czy też pełne frustracji zachowanie jest wyraźnym sygnałem: „Nie czuję się dobrze sam ze sobą i ze swoim życiem. Proszę, porozmawiaj ze mną”.

Jolanta Brózda-Wiśniewska: Skąd się bierze agresja?

Jasper Juul: W tym, co nazywamy agresją, kryje się mnóstwo reakcji emocjonalnych: rozdrażnienie, frustracja, gniew, wściekłość i nienawiść. Nie są one rezultatem działania jakichś prymitywnych genetycznych pozostałości w naszym organizmie, lecz są to reakcje społeczne. Oznacza to, że agresja jest zawsze logiczna, nawet jeśli ktoś może ją uważać za zło moralne.

Co się dzieje z naszym ciałem, uczuciami i umysłem, gdy wzbiera w nas agresja?

To zależy od osobowości, wieku i płci. Mniej więcej połowa z nas kieruje agresywne emocje do wewnątrz, na samych siebie, w formie poczucia winy, wstydu i brutalniejszych autodestrukcyjnych zachowań, takich jak zaburzenia odżywiania, nadużywanie leków czy narkotyków. W takim wypadku emocje mają raczej depresyjny charakter, nie są „gorące”. Większość tej grupy stanowią kobiety, dzieci i młodzież. Pozostała połowa z nas zamienia agresję na fizyczne lub werbalne krzywdzenie innych – w ten sposób reaguje wielu mężczyzn i chłopców. Ich umysł często „się zamraża”, ciśnienie krwi wzrasta: stają się nadaktywni.

Który sposób wyrażania agresji – z punktu widzenia biologii – jest dla nas lepszy?

Najzdrowsza jest taka kombinacja komunikatów słownych i mowy ciała, która nie rani innych. Idź do lasu – krzycz i kop drzewa, a kiedy poczujesz się spokojny i fizycznie zrelaksowany, to znaczy, że dojrzałeś do lepszych relacji zarówno z innymi, jak i z samym sobą.

Kto jest bardziej agresywny: mężczyźni czy kobiety?

Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety i mężczyźni są tak samo agresywni, ale w różny sposób przeżywają agresywne emocje. Kobiety lepiej sobie radzą z komunikacją werbalną i są mniej skłonne do fizycznej przemocy, ale te różnice są bardziej kulturowe niż biologiczne.

Czy sposób wychowania i edukacja mogą wpłynąć na to, w jaki sposób wyrażamy agresję?

Oczywiście! Dziecko potrzebuje 12–14 lat, żeby się nauczyć wyrażania agresywnych emocji bez używania przemocy. Ale nauczy się tego pod warunkiem, że jego rodzice i nauczyciele wiedzą, jak radzić sobie z własną agresją. Potrzebny jest przykład, a nie pouczanie czy prawienie kazań.

Dzieci zazwyczaj są wystawione na aktywne i pasywne formy agresji ze strony dorosłych. Rodzice i nauczyciele muszą się nauczyć nowych sposobów rozwiązywania konfliktów, opartych na dialogu. W duńskich szkołach i przedszkolach przeprowadzono badania, podczas których zadano dzieciom pytanie: „Jeśli nie wolno krytykować lub karać dzieci, jak można je skłonić do współpracy?”. Odpowiedź dzieci w wieku 3–13 lat była zawsze taka sama: „Po prostu nas słuchaj”. Dzieci miały na myśli to, że gdyby rodzice i nauczyciele obdarzali je większą uwagą, przekonaliby się, że one niczego bardziej nie pragną niż współpracy z dorosłymi.

Łatwo powiedzieć. W praktyce jest to dużo trudniejsze: codzienny kontakt zarówno z małym dzieckiem, jak i z nastolatkiem pokazuje, że ten drugi człowiek chce mieć swoje zdanie – najczęściej inne niż ma rodzic. Nietrudno wówczas o konflikty. A stąd już tylko krok do agresji.

Tak, i to do agresji z obu stron. Dorosły jest zły, bo uważa, że powinien mieć kontrolę i władzę, żeby się czuć wartościowym rodzicem lub nauczycielem. A nastolatek czuje się niedowartościowany, ponieważ zostaje poddany ścisłej kontroli. Nie ma sposobu na uniknięcie lub obejście tego rodzaju konfrontacji – w procesie dorastania i rozwijania silnych, pełnych miłości związków są one konieczne. Możemy żyć i pracować z naszymi dziećmi, szukając takich sposobów, które w czasie dojrzewania i separacji dzieci od rodziców zmniejszą poziom agresji z obu stron, jednak prawdziwa wartość rodzicielsko-dziecięcych konfrontacji tkwi w budowaniu wzajemnego szacunku, a nie w unikaniu agresji.

Czy agresja może być dobra dla tych, którzy jej doświadczają, i dla ich otoczenia?

O, tak! Bez agresji nie bylibyśmy zdolni do współzawodnictwa w sporcie, nauce i biznesie. Nie potrafilibyśmy dążyć do spełniania naszych marzeń i celów. Nie bylibyśmy też zdolni do stawiania osobistych granic w taki sposób, który miałby sens dla innych i skłaniałby ich do szacunku do nas.

Największą zaletą agresji we współżyciu z tymi, których kochamy, i w szerzej pojętym życiu społecznym (szkoła, praca) jest to, że nasze agresywne czy też pełne frustracji zachowanie jest wyraźnym sygnałem: „Nie czuję się dobrze sam ze sobą i ze swoim życiem. Proszę, porozmawiaj ze mną”.

Dlaczego jesteśmy agresywni?

Agresywni jesteśmy wtedy, kiedy mamy poczucie, że inni nas nie cenią. Nauczyciele stają się agresywni, kiedy się ich nie słucha. Uczniowie są agresywni, kiedy nie czują się dowartościowani i szanowani przez nauczycieli. Rodzice są agresywni, kiedy czują się bezradni. Emigranci są agresywni, kiedy są uważani za obywateli drugiej kategorii. Większość z nas jest agresywna, kiedy inni zagrażają naszej osobistej, religijnej czy narodowej integralności i naruszają ją.

Czy to jedyny powód agresji?

Tak, wierzę, że to zawsze leży u korzeni agresywnych zachowań. Istnieją próby wyjaśnienia i uzasadniania agresji na gruncie socjologicznym, politycznym i kulturowym, które też mogą być prawdziwe. Państwo Islamskie i Władimir Putin wydają się megalomańscy, ale ich agresywne zachowanie wzięło się z poczucia niższości. To może wynikać z przynależności do określonego narodu czy religii albo z cechy osobowości. Najprawdopodobniej w grę wchodzi i jedno, i drugie. To samo dotyczy europejskich grup rasistów czy innych ekstremistów. Uznanie jakiegoś człowieka czy grupy ludzi za złych i winnych podnosi na chwilę poczucie wartości. Nie ma żadnej różnicy między neonazistowskimi skinheadami a rozwiedzionym mężczyzną, który za wszystko obwinia eksmałżonkę. Łączy ich to, że nie chcą podjąć odpowiedzialności za samych siebie.

Czasami sami sobie wydajemy się mało wartościowi, więc kierujemy agresję w swoją stronę lub w stronę innych. Przez to, że odczuwamy agresję, możemy się uważać za winnych i przegranych i w konsekwencji czujemy jeszcze większą złość. Jak przerwać takie błędne koło?

Sami dla siebie nie możemy stanowić wartości, możemy jedynie siebie lubić lub nie. Przekonanie, że nie jesteśmy wartościowi, zawsze pochodzi od innych ludzi. Jeśli to przekonanie jest stałe, nazywamy je poczuciem niskiej wartości.Prawie zawsze przekonanie to buduje się w pierwszych pięciu latach życia i pochodzi od jednego lub obojga rodziców. Czasami zdarza się też zdrowym i zrównoważonym dorosłym. Wtedy jest efektem bardzo destrukcyjnej relacji miłosnej (np. z psychopatą). Skutkiem tego może być kliniczna depresja lub kumulacja agresji. Jedynym sposobem przerwania tego błędnego koła jest bardzo silny i zdrowy związek z drugą osobą i/lub pomoc psychoterapeuty. Ale bądźmy ostrożni, kiedy wybieramy terapeutę! To musi być ktoś, kto wie, na czym polega różnica między poczuciem własnej wartości a pewnością siebie.

Kiedy agresja może być szkodliwa dla nas samych i dla innych?

Agresja staje się niebezpieczna wtedy, kiedy wyrażamy ją w sposób, który rani innych, oraz wtedy, kiedy jest tak mocno stłumiona, że wyraża się w zachowaniach autodestrukcyjnych. Oznacza to, że rodzice i nauczyciele nie mogą pozwolić małym dzieciom na przemoc wobec innych albo na zadawanie bólu samemu sobie. Trzeba je fizycznie przed tym powstrzymać, przytulając łagodnie i stanowczo i zachęcając do wyrażenia emocji słowami.

Jak sobie radzić z naszą własną agresją? Czy możemy sobie sami pomóc?

Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że nie zawsze nasze zachowanie jest dla nas dobre. Kolejny krok to rozmowa ze współmałżonkiem, partnerem, rodzicem czy przyjacielem, a jeśli to nie jest możliwe, z wybranym (uważnie!) psychoterapeutą lub dobrym księdzem. Jeśli zachowanie twoich dzieci wywołuje w tobie agresję, dzieci mogą ci pomóc. Jedyne, co trzeba wtedy zrobić, to przeprosić je po wybuchu agresji i poprosić je o radę: w jaki inny sposób mogę poradzić sobie z bezsilnością? Uwierz mi – dzieci będą cię za to kochać. Często też mają bardzo mądre sugestie.

To brzmi ciekawie. Może pan podać przykład takiej dziecięcej rady? Trochę się obawiam, czy to nie za duży ciężar emocjonalny dla dziecka.

To mógłby być zbyt duży ciężar dla dziecka, gdybyśmy mu powierzyli odpowiedzialność za wybawienie nas z tego stanu lub przebaczenie nam.

Wyobraźmy sobie, że daliśmy dziecku klapsa.

Rodzic: Bardzo mi przykro z powodu tego, co zrobiłem. To ja jestem za to odpowiedzialny. Ale nie wiem, jak się zachować, kiedy proszę cię o zrobienie czegoś, a ty mnie nie słuchasz. Może mi pomożesz i podpowiesz, co mogę zrobić zamiast wpadać w szał?

Dziecko: Po prostu normalnie ze mną rozmawiaj.

Rodzic: Czy tego właśnie nie robię?

Dziecko: Nie, ty mówisz jak policjant.

Rodzic: Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dziękuję. Pomyślę o tym i znów cię zapytam, jeśli będę potrzebować pomocy.

To działa tylko wtedy, kiedy rodzic na serio szuka pomocy czy inspiracji, dzieci to wyczują w dwie sekundy. Jeśli rodzic udaje, dziecko będzie milczeć albo odpowie: „Nie wiem”. Cud, który następuje w trakcie przytoczonego wyżej dialogu, jest łatwy do wytłumaczenia: dziecko, które poczuło się złe i bezwartościowe z powodu wymierzonej mu kary, może się teraz poczuć prawdziwie wartościowe dla rodzica. Powiedzenie dziecku, że je kochamy, spowoduje, że ono odwzajemni się nam miłością, ale nie sprawi, że pokocha siebie. Natomiast dialog, którego przykład podałem, wzmocni poczucie własnej wartości i u dziecka, i u rodzica, ponieważ karanie innych nigdy nie sprawia, że myślimy lepiej sami o sobie.

Jak sobie radzić z agresją innych skierowaną do nas?

Wycofać się, odejść, ale dać agresorowi do zrozumienia, że jesteśmy otwarci na rozmowę o jego frustracji i gniewie, tyle że nie w taki sposób, który narusza nasze granice.

A gdy tym agresorem jest dziecko? Coraz częściej słyszymy przecież, że dzieci są agresywne, że potrafią uderzyć nauczyciela czy rodzica, nie mówiąc już o dręczeniu rówieśników.

Emancypację dzieci można porównać do emancypacji kobiet. Ani dzieci, ani kobiety nie są dziś bardziej agresywne niż kiedyś. Korzystają po prostu z prawa do wyrażania agresji, a to jest bardzo ważny krok w kierunku poprawy stanu zdrowia psychicznego. Nauczyciele i rodzice krzywdzili dzieci fizycznie i werbalnie od pokoleń i dalej to robią. Jedyna różnica polega na tym, że dzieci dziś odpowiadają na to przemocą. Dlatego wszyscy – i dzieci, i nauczyciele, i rodzice – muszą się nauczyć na nowo różnych sposobów rozwiązywania konfliktów.

Agresja manifestowana przez dzieci i młodzież to konsekwencja stylu przywództwa dorosłych. Dlatego w niektórych szkołach i przedszkolach musimy najpierw popracować z dorosłymi nad stylem ich przywództwa. Jeśli ludzka, interpersonalna strona instytucji się poprawi, poziom agresji się obniży. Dotyczy to także rodzin. W niektórych krajach skandynawskich, zwłaszcza w Szwecji, zmarnowano miliony na programy walki z dręczeniem dzieci przez dzieci. Problem polegał na tym, że te programy były skierowane wyłącznie do dzieci.

Na czym więc polegają błędy popełniane przez dorosłych w szkołach? Klapsy zostały zakazane prawnie w wielu krajach, napiętnowano też przemoc emocjonalną, więc możemy pomyśleć, że jesteśmy dobrze przygotowani do radzenia sobie z dziecięcą agresją. Jednak wygląda na to, że daleko nam do tego, prawda?

Bardzo daleko. Musi minąć jedno, a może nawet dwa pokolenia, gdyż większość naszych metod wychowawczych i edukacyjnych nie pochodzi z intelektualnej części naszego mózgu. Wzorujemy się na tym, jak wychowywali nas rodzice. Wszystko, co robili, odbieraliśmy jako przejaw miłości rodzicielskiej. Właśnie dlatego trudno nam zmienić nasz styl wychowawczy, nasze zachowania w kontakcie z dziećmi. Najlepszym lekarstwem jest uświadomienie sobie, jak dzieci odbierają nasze zachowanie – co przekazują słowami i jak reagują ich ciała. Możemy wyrosnąć ze starych przyzwyczajeń tylko wtedy, kiedy naprawdę zobaczymy i zrozumiemy radość i ból w oczach dzieci.

Niedowartościowani
Jesper Juul

(ur. 18 kwietnia 1948 r. w Vordingborg, Dania – zm. 25 lipca 2019 r. w Odder w Danii) – duński terapeuta rodzinny, pedagog i autor książek o rodzicielstwie i wychowaniu. Od 2007 roku kierował siecią poradni wychowawczych...

Niedowartościowani
Jolanta Brózda-Wiśniewska

urodzona w 1974 r. – dziennikarka, publicystka, krytyk muzyczny, absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu. W latach 2000-2008 dziennikarka działu kultury "Gazety Wyborczej" w Poznaniu. Publikowała także w "Uważam Rze", "...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze