Krajobraz po rewolucji
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
Wyczyść

Rewolucja seksualna jest jedynie bocznym odgałęzieniem ideologicznych przemian na przestrzeni dwudziestego wieku, logicznie sprzężonym z rozwojem cywilizacji konsumentów. Zdaniem Baumana, ich ostatecznym efektem jest całkowita sekularyzacja społeczeństwa — odsłonięcie przed nim, że nieśmiertelności nie można osiągnąć i jedyne, co człowiekowi pozostało, to ją przeżyć.

W momencie gdy XX wiek miał się ku końcowi, rozegrała się w Polsce zadziwiająca dyskusja o pornografii, o wartościach humanistycznych, o wolności od… i wolności do… Była ona tym bardziej zadziwiająca, że podjęto w niej wątki — zdawać by się mogło — dawno już przedyskutowane, jej przedmiotem zaś stało się zjawisko znajdujące się w defensywie. Nie była to jednak dyskusja „nie na czasie”, gdyż jej tematem nie był problem obecności pornografii w kulturze, ale nieobecności wartości, obnażanych przez jej obecność.

Batalia o pornografię rozgrywała się niemal przez cały wiek XX, za główny argument mając hasło „wyzwolenia”. Już Henry Miller napisał:

Gdy w sztuce, a zwłaszcza w literaturze, pojawia się pornografia, zazwyczaj jest to chwyt techniczny… mający przebudzić czytelnika i wprowadzić poczucie rzeczywistości. Można by rzec, że współczesny artysta wykorzystuje ją w tym samym celu, w jakim dawni mistrzowie malarstwa posługiwali się elementem cudowności… u sedna obsceniczności leży chęć nawrócenia.

Erica Jong użyła tego fragmentu jako motta do pierwszego rozdziału własnej książki o Millerze, ponieważ potwierdza on jej własny pogląd:

To prawda, że współczesny artysta posługuje się sprośnością w tym samym celu, w jakim artysta starożytny wykorzystywał element cudowności: by wstrząsnąć czytelnikiem i wykreować objawienie.

Dwudziestowieczni pisarze od Franza Kafki począwszy, poprzez Henry’ego Millera, Normana Mailera, Philipa Rotha, po Milana Kunderę i Ericę Jong objawili swoim czytelnikom materię erotyczną uwolnioną od poczucia winy i wstydu: seks instynktowny, naturalny, nieuregulowany przez nakazy i zakazy kultury. Rozpoczęli i rozwinęli dyskusję o naturze erotyzmu i kultury, która go represjonuje. Najpełniejszy wyraz znalazła ona w kinie przełomu lat sześćdziesiątych. Na początku (w 1956 roku) objawiła się Brigitte Bardot w filmie I Bóg stworzył kobietę, kreując w nim bohaterkę, która je, kiedy jest głodna, i uprawia seks, kiedy ma nań ochotę. Na końcu (w 1975 roku) był Pier Paolo Pasolini i Salo, czyli sto dwadzieścia dni Sodomy — wielki spektakl okrucieństwa, którego bohaterowie utożsamili wolność z posiadaniem niewolników, upokarzaniem ich, dręczeniem, wykorzystywaniem do wszelkich (nie tylko seksualnych) celów i mordowaniem.

Na ekranach kin na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych materia erotyczna objawiła się jako cielesność seksu, ginekologiczna dosłowność opisu i fizjologiczny konkret. Miały one wstrząsnąć odbiorcami, objawić im nieprawdę zawartą w zmetaforyzowanych portretach kochanków, rozpowszechnianych nie tylko przez kulturę masową, ale i literaturę minionych epok. Wyzwolone obrazy ukazywały seks jako czynność naturalną, istniejącą poza wszelkimi ideologiami; jako siłę dążącą do uwolnienia się od wszelkich zakazów i nakazów. To wówczas seks — jak napisał Michel Foucault — zastąpił miłość w parze ze śmiercią, stał się wart życia, okazał się najwyższym dobrem, o jakie człowiek może się starać.

Na przestrzeni XX wieku i literatura współczesna, i sztuka uważały za swoje naczelne zadanie przeciwstawianie się ideologiom, demaskowanie treści ukrytych w języku totalitarnej propagandy, języku kiczu, którym posługuje się kultura masowa, w przekazach artystycznych minionych epok. Objawiały odbiorcy fałsz wypowiedzi publicystycznych i artystycznych, zmuszały do krytycznego potraktowania jego własnych wyobrażeń o świecie i człowieku. Sztuka zdemaskowała ideologiczne podłoże wszelkich wypowiedzi o świecie i doprowadziła do odkrycia niemożności mówienia o nim w sposób wolny od ideologii. Oznajmiła niemożność obwieszczania prawdy, ale nie mogła zmusić człowieka do poniechania marzeń.

Ostatnią konstatacją, do jakiej może dojść odbiorca, skonfrontowany z objawieniem fałszu tekstów kultury, jest albo niewiara w sens artystycznego przekazu, albo pogodzenie się z faktem, że sztuka nie jest już ani objawieniem wartości świata i człowieka, ani nawet wskazówką, gdzie ich szukać, a jedynie zapisem tego, czego doświadczył ich poszukiwacz. Odbiorca zaś może uznać to doświadczenie za całkowicie błędne i zbędne lub choć trochę przybliżające do Prawdy, której sam szuka.

Seksualność objawiła się jako jeden z ostatnich bastionów, w których niejako przypadkiem ukrywa się sens ludzkiego życia — przy okazji stawiania pytań o to, co człowiek chce i pragnie robić z własnej woli, w sytuacji, gdy nikt i nic nie przymusza go do robienia czego innego i podporządkowywania się wzniosłym celom. Najważniejsze wydarzenia rewolucji seksualnej rozegrały się w latach sześćdziesiątych, a największe zdobycze zostały osiągnięte w latach siedemdziesiątych. To w tych dwóch dziesięcioleciach cenzura obyczajowa ustąpiła niemal całkowicie pod naporem twórców dążących do odsłonięcia najbardziej intymnych aspektów życia. Wówczas powstały lub zostały dopuszczone do szerokiego obiegu czytelniczego najodważniejsze teksty literackie i pojawiły się utwory filmowe, łamiące dotychczasowe normy przyzwoitości. Zostały sformułowane, a następnie wprowadzone w życie główne postulaty feministyczne, takie jak zakaz dyskryminacji ze względu na płeć i prawo do aborcji. Pojawiły się utwory filmowe, których twórcy uważali za konieczność walkę z ograniczeniami kultury, przekraczanie obyczajowych tabu i przedstawianie na wielkim ekranie najbardziej skrywanych składników ludzkiej intymności. To, co wydarzyło się później, było już tylko utrwalaniem osiągniętych zdobyczy i przeżywaniem ich — nie zawsze pożądanych — skutków.

Można się zgodzić z tezą, że współcześni artyści filmowi posługiwali się sprośnością, by wstrząsnąć widzem i wykreować objawienie. Wypada jednak zapytać: co w końcu objawili? Kamera filmowa, stworzona po to, by dawać świadectwo widzialnemu światu i dokonywać rejestracji materialnej rzeczywistości, była bowiem medium wręcz idealnym do tego, by pokazywać fizyczność ciała i niedoskonałość cielesnego obcowania. Jeśli można którejś ze sztuk przypisać odpowiedzialność za profanację ciała, to właśnie kinu, które nie potrafiło pokazać nic ponad cielesny konkret i bardzo szybko przeszło od artystycznego przełamywania obyczajowych zakazów do komercyjnego wykorzystywania uzyskanej wolności. Lata siedemdziesiąte w kinie są nie tylko okresem szczególnych osiągnięć artystycznych w dziedzinie pokazywania seksualności, ale i złotym wiekiem kina pornograficznego, które wcześniej istniało tylko na marginesie kultury.

Ciało w dobie ponowoczesnej

Rewolucja seksualna miała istotny wpływ na zmianę stosunku wobec ciała. Rezultat tej zmiany opisał Zygmunt Bauman w pracy Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności:

Ciało ludzkie jest dziś w pierwszym rzędzie organem konsumpcji i miarą jego należytego stanu jest zdolność wchłonięcia i zasymilowania wszystkiego tego, co społeczeństwo konsumpcyjne ma do zaoferowania. Ciało ponowoczesne jest przede wszystkim odbiorcą wrażeń. Spożywa ono i trawi przeżycia. Korzystając z przyrodzonej zdolności reagowania na podniety, jest narzędziem przyjemności. […] Ciało jest dziś w sposób niepodlegający dyskusji własnością prywatną. Jego kultywowanie, jak uprawa ogródka działkowego, jest sprawą właściciela.

Opisana przez Baumana „prywatyzacja ciała” polegała jednak nie tylko na (postulowanym przez hasła rewolucji seksualnej) wyzwoleniu go z okowów represji seksualnej, ale i z reżimu społecznej użyteczności. W przeszłości praca i walka były dwiema czynnościami, które nadawały sens ludzkiej egzystencji. Człowiek wskazywał na nie, by uzasadnić celowość własnego życia i śmierci. I to one uzasadniały fakt, że oddaje się dziełu prokreacji lub czerpie (dość rygorystycznie reglamentowane) przyjemności z seksu. Człowiek podporządkowany celowi tworzenia dzieła lub odniesienia zwycięstwa nad wrogiem uzyskiwał namiastkę nieśmiertelności — trwał w dziele jako jego twórca lub w pamięci pokoleń jako bohater. Trwał wskutek podporządkowania siebie (swojego ciała) realizacji społecznie uznawanych wartości. Współczesna prywatyzacja ciała oznacza wyzwolenie go od obowiązków wynikających z bycia członkiem społeczeństwa. Człowiek, który nie poddaje się naciskom ideologii, to ktoś, kto z krytycyzmem patrzy na patriotyczne hasła i wynikające z nich obowiązki. Pyta: „komu ma służyć moje poświęcenie?”. Jest przede wszystkim sobą i dla siebie, co ma swoje dobre i złe strony.

Rewolucja seksualna wyzwoliła ludzkie ciało z konieczności podporządkowywania się społecznie użytecznym celom, ponieważ poddała owe cele krytyce i negacji. Zamieniła seksualną aktywność w przyjemność niereglamentowaną i nieuzasadnianą żadnym celem, w rodzaju rozradzania się i napełniania Ziemi czy przysparzania synów ojczyźnie. Wyzwalając ciało od obowiązków, uwolniła je również od balastu wartości, które były z owymi obowiązkami związane, i uczyniła zeń byt absurdalny. Człowiek seksualnie wyzwolony to człowiek zredukowany do ciała, które jest jego „własnością prywatną”, istniejącą tu i teraz, mogącą za swe uzasadnienie mieć jedynie to, co dostępne tu i teraz, za pośrednictwem ciała, poza którym już nie ma nic.

Rewolucja seksualna jest jedynie bocznym odgałęzieniem ideologicznych przemian na przestrzeni dwudziestego wieku, logicznie sprzężonym z rozwojem cywilizacji konsumentów. Zdaniem Baumana, ich ostatecznym efektem jest całkowita sekularyzacja społeczeństwa — odsłonięcie przed nim, że nieśmiertelności nie można osiągnąć i jedyne, co człowiekowi pozostało, to ją przeżyć. Tęsknota za nieśmiertelnością nie zanikła jednak całkowicie wraz z uświadomieniem sobie braku perspektyw. Zastąpił ją „głód sacrum”, przejawiający się pod postacią religijnego niepokoju ducha, poszukiwaniami Transcendencji, tym boleśniejszymi, że związanymi z nieufnością wobec zinstytucjonalizowanego Kościoła i jego metod administrowania duszami. Ów głód domaga się zaspokojenia, choć we współczesnej — ponowoczesnej — kulturze jest ono mało prawdopodobne. Odczuwają go konsumenci kultury: poszukują potwierdzeń, pożądają ich i wypatrują, gdzie się da. Odczuwają go ponowocześni artyści i twórcy kultury masowej. Starają się ów głód na różne sposoby zaspokoić. Nie brakuje w naszej kulturze podejmowania tematyki metafizycznej. W ostrożniejszej i bardziej wyważonej wersji jest to stawianie pytań o istnienie Boga (np. w twórczości Krzysztofa Kieślowskiego). Obok nich lokują się próby radosnego obwieszczenia, że sacrum istnieje, przenika cały Wszechświat i można się z nim spotkać tuż za rogiem. Owe popkulturowe objawienia mają różne oblicza. Można wśród nich znaleźć hollywoodzką wersję filozofii New Age, wykładaną w postaci pełnego efektów specjalnych widowiska (Gwiezdne wojny) i równie hollywoodzką opowieść o katolickiej zakonnicy, która ofiarowuje grzesznikowi przebaczenie i możliwość odkupienia win (Przed egzekucją). Są wśród nich obecne próby wizualnego przedstawienia lub wręcz promowania najrozmaitszych koncepcji religijnych i quasi–religijnych i głębokie (choć niekiedy mocno kontrowersyjne) rozważania o problemach chrześcijaństwa. Próby te pozostają jednak tylko próbami.

Czekanie na jakiekolwiek objawienie

Objawienie sacrum poprzez dzieło artystyczne możliwe byłoby tylko w sytuacji pojawienia się niekwestionowanego autorytetu duchowego, kogoś, komu można uwierzyć bez zastrzeżeń. Ten jednak pojawić się nie może, gdyż w procesie własnego wyzwalania człowiek zakwestionował uprawomocnienia autorytarności.

Zabrakło powołanych przez państwo biur usługowych dla tych, którym ciąży stan niedo–określenia, nieprzejrzystość i niepewność bytu — napisał Bauman w pracy Śmierć i nieśmiertelność — widmo niepewności i zagubienia, niemaskowane już przez reżym narzucanych konieczności, ukazuje się swym ofiarom w całej swej, niczym nieprzybranej grozie. Przygodność bytu kładzie się całym swym ciężarem na barki jednostki, a parać się z nią trzeba domowymi sposobami.

Człowiek może jeszcze szukać wsparcia we wspólnocie podobnie myślących i zaufać komuś, kto twierdzi, że wie, jak go do–określić. To zaufanie nigdy jednak nie jest bezwzględne. Bauman stwierdza, że „gdy się już raz zainwestuje zaufanie, to wczorajszy wybór nabiera posmaku — z dnia na dzień coraz intensywniej — zależności”. Stąd bierze się poczucie tymczasowości — potęgowanie się wrażenia, że życie trwa tylko „teraz” i że to właśnie owo „teraz” domaga się uświęcenia.

Żyjąc w naszym „teraz”, dostrzegliśmy, że zamiast do punktu historii, gdzie można Wszystko rozwiązać, dotarliśmy do punktu, w którym można rozwiązać Historię. Z przykrością zauważyliśmy, że Sztuka, ta Sztuka, o której kiedyś sądziliśmy, że może pokazać nam prawdę, potem zaś wierzyliśmy, że może zdemaskować nieprawdę otaczających nas obrazów, nie patrzy już z wyższością na kulturę masową, ale z nią konkuruje, oferując konsumentom dzieła, które ich nobilitują, bo wymagają od nich otwartości umysłu, wiedzy i wrażliwości większej niż to, czego wymagają produkty kultury masowej. Dzieła sztuki są jednak tylko luksusowymi towarami, cennymi z tej racji, że zostały wyprodukowane w jednym egzemplarzu i są sprzedawane za wysoką cenę, gdyż ich wartość jest zależna wyłącznie od tego, czy ktoś (my sami) zechce dostrzegać w nich dzieła czy tylko towary. Żyjąc w naszym „teraz”, potrafimy dostrzec tymczasowość trwania i doraźność osiągnięć, czy to artystycznych, czy jakichkolwiek innych. Nie potrafimy jednak dostrzec, co kryje się poza granicami doczesności. I dlatego wciąż mamy — a raczej, każdy z nas, indywidualnie lub do spółki z tymi, którzy myślą podobnie, ma — nadzieję, że gdzieś, kiedyś, „potem”, które nastanie po nieustającym „teraz”, zobaczymy to, czego nie można zobaczyć.

Krajobraz po rewolucji
Jerzy Szyłak

urodzony 8 listopada 1960 r. w Elblągu – dr nauk humanistycznych, krytyk filmowy, scenarzysta komiksowy, pracuje na Uniwersytecie Gdańskim.Autor licznych artykułów i książek o historii i teorii komiksu, m.in. Fantasty...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze