Strastotierpcy
Oferta specjalna -25%

Pierwszy i Drugi List do Tesaloniczan

0 opinie
Wyczyść

Minęło już prawie dwadzieścia lat od czasu, kiedy to w moje ręce trafiła bardzo piękna i ważna książka starego wilniuka, profesora Karola Górskiego, Studia i materiały z dziejów duchowości. Kiedy zagłębiłem się w jej lekturę, zupełnie bezwiednie pojawiło się pytanie: no, dobrze, ale co to takiego duchowość? Profesor Górski, ten wspaniały humanista, nie rozpoczął swego dzieła klasycznie — od definicji. Szukałem jej i nijak nie mogłem znaleźć. Przy końcu lektury zrozumiałem: tak, ten stary i ogromnie doświadczony naukowiec ma rację… Duchowość narodu to jego święci.

Wiele lat później potwierdzenie tej genialnej intuicji profesora Górskiego odnalazłem u historyka, który żył i tworzył sto lat wcześniej. Profesor Wasyl Kluczewskij, pierwszy rosyjski historyk, który docenił wartość hagiografii nie tylko jako suchego źródła historycznego, zapisał kiedyś myśl, zdałoby się jasną jak słońce: „chcesz poznać ducha narodu — poznaj jego świętych…”.

Żywoty ruskich świętych bywają dla nas trudne i niepojęte jak Rosja. Historyczna Rosja i współczesna Rosja… Oni są inni: hagios — inny, odmienny Inni i niepojęci dla nas są ruscy jurodiwi, ale oni byli wcześniej, w Bizancjum i w okolicach Aleksandrii. Inni są ruscy starcy — przyjdzie czas i powrócimy do nich — ale starcy w Kościele również byli wcześniej. A jednak Ruś stworzyła nowy typ świętego, nowy typ świętości. I stało się to już u zarania jej chrześcijańskiej historii…

Początki ruskiej, przedchrześcijańskiej historii, tak samo jak i polskiej, owiane są mgłą tajemnicy. Niepodzielnie rządzi tutaj legenda. Trudna legenda. Legenda, która jednakże pozwoliła historykom wnioskować. Rządzili Rusią obcy. Nazwano ich tam Waregami. Z Waregów wywodził się pierwszy ruski ród książęcy: Rurykowicze. Najbardziej uczciwy z ruskich — bo nie rosyjskich, był Ukraińcem i jednym z tych, którzy Ukrainie przynieśli jej odrodzenie narodowe — dziewiętnastowiecznych historyków, Mykoła Kostomarow, twierdzi, że w przedchrześcijańskich czasach, za czasów książąt z tak zwanego domu Ruryka, panowało na Rusi pełne barbarzyństwo. Książęta nakładali na ludy ruskie ciężary i w pewnym stopniu, podporządkowując je sobie — jednoczyli je. Ale ich władza bynajmniej nie miała charakteru państwowotwórczego. Nosiła raczej cechy rządów najeźdźców i rozbójniczej bandy. Wokół książąt gromadziła się drużyna, czyli szajka żądnych zdobyczy i bijatyk łobuzów, pochodzących z różnych części świata. Ich głównym zajęciem były napady na sąsiadów, szczególnie na bogate terytoria Cesarstwa Bizantyjskiego, na wschodnie, przykaspijskie kraje, na Zakaukazie. Ich jedynym celem były zdobycze wojenne i z perspektywy tego celu traktowali też swoich poddanych: łupili ich, ile wlezie. Im więcej można było wziąć, tym więcej brano, nie zobowiązując się w zamian do jakichkolwiek świadczeń na rzecz poddanych. Poddani dla tych książąt i ich drużyn istnieli tylko i wyłącznie jako dostarczyciele daniny. Jak żyli, czym zajmowali się — książąt nie interesowało w ogóle.

Ten barbarzyński system życia społecznego uległ gwałtownej przemianie wraz z przyjęciem chrztu świętego z Bizancjum — najbardziej w tym czasie postępowego państwa — i wraz z chrześcijaństwem przyszły na Ruś takie pojęcia, jak państwo, prawo, a także początki działalności piśmienniczej i umysłowej. Przyjęcie chrześcijaństwa było przewrotem, który odnowił i ożywił Ruś. Przewrotem, który ukazał jej historyczną drogę…

Tego przewrotu dokonał na Rusi książę Władimir — albo po polsku Włodzimierz, na chrzcie świętym obdarzony imieniem Wasyl — z czasem wyniesiony na ołtarze i po dziś dzień czczony w Rosji jak „równy Apostołom”. Owszem, był Włodzimierz wielkim człowiekiem swoich czasów i sprawcą prawdziwie rewolucyjnego przełomu w historii Rusi. Zanim jednak ten przełom w państwie nastąpił — pierwej musiał dokonać się w nim, w księciu z domu Ruryka…

Ale to nie książę Włodzimierz został pierwszym świętym na Rusi. Ci pierwsi święci byli synami Włodzimierza. W ich tragedii jest coś, co wskazuje na straszliwą ruską przeszłość. Ich męczeństwo zawiera w sobie bardzo głęboki element rozrachunku i stanowi niewątpliwą próbę zerwania z przeszłością. Wreszcie ich męczeństwo, jego okoliczności i jego duch — tak, duch męczeństwa — będą jak złowieszcze fatum powracać w ruskiej historii, aż do naszych dni.

W ruskiej i kościelnej tradycji świętych Borysa i Gleba, najmłodszych synów Włodzimierzowych, bo o nich mówimy, nazwą strastotierpcami… Kościół powszechny kanonizuje ich jako strastotierpców, nie zaś męczenników za wiarę.

Któż to taki — strastotierpiec? Autor maleńkiej, wydanej w 1994 roku w Moskwie książeczki, pod tytułem Swiatost’. Kratkij słowar’ agiograficzieskich tierminow (po polsku ten tytuł brzmiałby: Świętość. Mały słownik terminów hagiograficznych) — W.W. Żukow, definiuje to słowo w sposób następujący: „Strastotierpcy — określenie męczenników chrześcijańskich. W rzeczy samej to określenie można odnieść do wszystkich męczenników, którzy przecierpieli męki [strast’ — łacińskie passio] w imię Chrystusa. Jednak najczęściej odnosi się do tych świętych, którzy przyjęli męczeńską śmierć nie od prześladowców chrześcijaństwa, ale od swoich współwyznawców — wskutek ich złości, obłudnej zdrady czy spisku. W związku z tym podkreśla się szczególny charakter ich heroizmu: nieoddawanie złem za zło, niesprzeciwianie się wrogom. Konkretnie tak — nierzadko — określa się świętych męczenników Borysa i Gleba”.

Faworyci i buntownicy

Ruskie hagiografie mają pewne cechy szczególne. Ktoś, kto zechce gruntownie poznać z nich życie świętego, przeżyje zawód. W ruskiej hagiografii ważna jest tylko świętość, czyli akurat to, co w człowieku, który ma za nami orędować u Pana, jest najważniejsze. Tylko to, co wskazuje na jego świętość — i nic więcej. Reszta to „marność nad marnościami i wszystko marność”... Żywoty zawierają natomiast bardzo istotną informację: ukazują nam, w czym ówczesny Kościół, ruski lud widzieli świętość — to, co Gieorgij Fiedotow, wielki rosyjski myśliciel pierwszej połowy naszego stulecia, określi jako zasadniczy sens ich — świętych — chrześcijańskiego heroizmu. O życiu Borysa i Gleba nic prawie nie wiemy… Doskonałe historyczne źródła, które opisują ich męczeństwo: Kronika Nestora, zapisana około 1015 roku, czyli w chwili ich śmierci, Skazanije, strast’ i pochwała swiatych Borisa i Glieba — przypisywane mnichowi Jakubowi, żyjącemu w końcu XI wieku, wreszcie zaś Cztienije o żitii i pogublinii błażennych strastotierpcow Borisa i Glieba, zestawione z niejakim Nestorem, najprawdopodobniej błędnie utożsamianym z autorem Kroniki, o życiu młodych książąt nie mówią prawie nic. Mówią o ich śmierci, która miała nastąpić na rozkaz ich przyrodniego brata, Światopełka. Ten miał nakazać zamordować ich jako prawdopodobnych rywali w walce o wielkoksiążęcą koronę. Tyle wspomniane wyżej źródła historyczne, zanim jednak przejdziemy do opisu ich śmierci, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad Włodzimierzem i jego synami…

Zanim Włodzimierz, syn wojowniczego Światosława, wnuk Igora i świętej Olgi, ochrzcił się, jego obyczaje nie różniły się niczym od obyczajów poprzedzających go pogańskich władców Rusi. Miał, jak powiadają źródła historyczne, dwunastu synów. Najstarszy był Wyszesław, potem Iziasław, potem Światopełk, którego ruska tradycja ludowa ze względu na przypisywany mu okrutny mord na strastotierpcach — Borysie i Glebie — nazwała Przeklętym. Matką Światopełka była grecka mniszka, porwana w niewolę i przemocą poślubiona przez księcia Jaropołka, brata Włodzimierzowego. Jego to zamordował Włodzimierz i zawładnął jego żoną, już wówczas brzemienną. Urodziła chłopca, którego Włodzimierz usynowił, ale nigdy nie potrafił ojcowską miłością pokochać. Tym synem, jak mówi staroruska tradycja, synem dwóch ojców — braci, był Światopełk. Później miał Włodzimierz czterech synów z Rogendą: Iziasława i Mścisława, Jarosława i Wsiewołoda. Z żony Czeszki byli Światosław i jeszcze jeden Mścisław, zaś z chrześcijańskiej żony — według jednych źródeł Bułgarki, według zaś innych Greczynki, córki i siostry bizantyjskich cesarzy — najmłodszych i ukochanych synów: Borysa i Gleba. Wszystkich swoich synów, nie wyłączając Światopełka, któremu na chrzcie świętym nadano imię Piotr, ustanowił Włodzimierz udzielnymi książętami ruskich ziem: Światopełka w Pińsku, Jarosława w Nowogrodzie, Borysa w Rostowie — choć źródła powiadają, że najczęściej trzymał go przy sobie, w Kijowie, upatrując w nim swojego prawowitego następcę, jako starszego syna z prawowitego, chrześcijańskiego związku małżeńskiego — Gleba zaś, który był jeszcze dzieckiem, w Muromie.

Starsi synowie wiedzieli, że ojciec faworyzuje swoje najmłodsze dzieci. Źródła wspominają o przynajmniej dwóch próbach buntu przeciwko ojcu.

Przed samą śmiercią wielki ból Włodzimierzowi zadał jego syn, Jarosław, książę nowogrodzki. Nie tylko odmówił ojcu posłuszeństwa i zaprzestał płacenia daniny. Ze Szwecji sprowadził Waregów, przy pomocy których zamierzał ojca pobić. Tuż przed śmiercią stary Włodzimierz szykował się do pochodu na zbuntowanego Jarosława. Ogłosił: „Trąbcie na wymarsz i budujcie mosty!”. Wyruszyć nie zdążył, umarł 15 lipca 1015 roku w podkijowskim Bieriestowie. Jego ukochany syn, Borys, powracał wtedy, wraz z jego — ojcowską — drużyną, z pochodu na Pieczyngów…

Świeccy święci

Borysa ochrzczono, nadając mu imię Roman. Jak już wspominałem, o jego życiu nic prawie nie wiemy. Z nadania ojca od 1010 roku był księciem rostowskim, w lipcu zaś 1015 roku, zaledwie kilka dni po śmierci ojca, został zamordowany.

Jego młodszy brat, Gleb, pomimo bardzo młodego wieku, był księciem muromskim. Światopełk, który po śmierci księcia Włodzimierza zawładnął Kijowem, zdradliwie skłonił go do podróży do stolicy. Na Dnieprze, nieopodal Smoleńska, jego łódź spotkała się z łodzią wysłanych z Kijowa światopełkowych morderców. Autorzy żywotów powiadają, że wydał, a następnie własnoręcznie zamordował młodego księcia jego kucharz. Poderżnął mu gardło, czyniąc tak „jak rzeźnik, gdy zabija jagnię”. Jego ciało bez pochówku porzucono na brzegu. Było lato 1015 roku…

Rok później ich starszy brat — Jarosław — którego w ruskiej tradycji nazwą Mądrym, pomści ich śmierć i przeniesie ciała do cerkwi świętego Wasyla w Wyszogrodzie. I nastąpi cud: ich grobowiec natychmiast stanie się miejscem ludowego kultu. Do mogiły pomordowanych książąt tłumnie ruszy dopiero co ochrzczony ruski lud. Jeszcze w tym samym 1020 roku Kościół powszechny wyniesie Borysa i Gleba na ołtarze. Na ich cześć ustanowione zostanie święto, a liturgiści cerkiewni opracują szczególne nabożeństwo ku ich czci. Jak już wcześniej pisałem, wielkoksiążęcy synowie zostali wyniesieni na ołtarze nie jako męczennicy, a właśnie jako strastotierpcy. Należy podkreślić, że ich kanonizacja nastąpiła bez formalnego wniosku nowej ruskiej hierarchii kościelnej. Ówcześni — rodem z Bizancjum — metropolici kijowscy mieli wątpliwości co do świętości młodych książąt i były to wątpliwości uzasadnione. Borys i Gleb nie zostali zamordowani za wiarę. Ich mordercy to nie nienawidzący Chrystusa poganie. Młodzi książęta byli niewątpliwie ofiarami mordu politycznego.

Męka

Według żywotów z ich śmiercią było tak: młody książę Borys, wysłany z wielkoksiążęcą drużyną przeciw pogańskim Pieczyngom, w powrotnym pochodzie dowiaduje się o śmierci umiłowanego ojca. Jego drużyna natychmiast chce go obwołać nowym księciem kijowskim. On odmawia. Jednocześnie dociera do niego straszna wieść: pałający żądzą władzy wielkoksiążęcej jego przyrodni brat chce go zabić. Miast przygotować się do obrony, Borys dobrowolnie odsyła swoich i ojcowskich wojów, i pozostawszy samotnie z najwierniejszym z wiernych — węgierskim sługą Jerzym — nad brzegiem Alty oczekuje nadejścia morderców. Swoją ostatnią noc spędza we łzach i na modlitwie. Ogarnia go trwoga konania, w której jedynym pocieszeniem są dla niego słowa psalmów Dawidowych i Ewangelia. Rankiem, 24 lipca, światopełkowi — jak chce tradycja — mordercy na czele z Puczą (istnieje też inna pisownia tego imienia — Putsza) wpadają do jego namiotu i jak wściekłe zwierzęta rzucają się na kniazia. Wierny Jerzy próbuje swego pana bronić. Przykrywa go własnym ciałem, ale pada martwy pod rozbójniczymi ciosami. Ranny Borys prosi morderców o kilka chwil życia. Chce jeszcze pomodlić się do Boga: „Bracia moi najmilsi i umiłowani, dajcie mi choć chwilę czasu do Boga mojego pomodlić się”. Po czym jak baranek oddaje się w ręce swoich oprawców ze łzami, mówiąc: „Bracia, wypełnijcie spokojnie służbę waszą i niech będzie pokój wam i bratu mojemu”.

Najmłodszy z Włodzimierzowych synów — Gleb — również przyjmie swoją śmierć ze łzami. W braciach — strastotierpcach — nie było obojętności wobec cierpienia, nie było chłodnego spokoju przed obliczem śmierci. Wręcz przeciwnie: było wielkie cierpienie, był kielich goryczy wypełniony po brzegi. Gleb błaga swojego mordercę, aby go oszczędził: „Nie zabijajcie mnie, bracia moi mili, nie zabijajcie mnie (…). Zmiłujcie się nad moją młodością, zmiłujcie się, panowie moi. Wy mi bądźcie panami, ja wasz niewolnik”. Ale nie zważając na te jakże ludzkie konwulsje, obaj bracia koniec końców w pokoju przyjmują śmierć z rąk oprawców. Joan Kołogriwow pyta — Co to takiego: brak życiowej energii, tchórzliwość? Czy gdyby tak było, odesłałby wojak — Borys — drużynę? Odesłał dobrowolnie, bez przymusu… Ten motyw postępowania — motyw tchórzostwa — w żywotach praktycznie nie istnieje i należy go wyłączyć zawczasu. Autorzy żywotów w postawie braci widzą jeden jedyny motyw: motyw inspiracji chrześcijańskiej. Najpierw ascetyczne poczucie marności świata: autorzy żywotów opisują Borysa, który, w samotności spędzając swą ostatnią noc, rozmyśla o marności władzy, bogactwa, wszystkiego „oprócz dobrych czynów i autentycznej miłości”. Nawet księstwo jego ojca i wszelkie związane z nim dobrodziejstwa w oczach chrześcijanina są marnością: „wszystko marność, pomoc człowiekowi tylko z dobrych dzieł i od prawowierności, i od miłości nieobłudnej…”. Ale i ten ascetyczny motyw w postawie braci nie jest decydujący. Za mało go, by wyjaśnić postawę strastotierpcow. Wszak Borys i Gleb nie są mnichami i po świecie — z perspektywy wieczności marnym, ale przecież pięknym — płaczą. Borys żałuje swej ginącej młodości, płacze nad ukochaną żoną, płacze nad sobą. Żale Gleba rozrywają serce. Ten młodzieniec opłakuje śmierć ukochanych — ojca i brata — płacze nad sobą, chce żyć. I wtedy, na dnie, gdzie tak już blisko do rozpaczy, pojawia się przykład męczenników i wielokroć bardziej — przykład Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jego wzór doda im sił, by przyjąć mękę pokornie i z wdzięcznością. Młodziutki Gleb, pożegnawszy się z ojcem i z bratem, zwróci się ku Chrystusowi Panu z jakże bolesną skargą: „bo nie wiem, kim jestem, i nie wiem, dlaczego…”, ale zakończy ją wyrażeniem najgłębszego przekonania, że „umiera z Chrystusem”. Jakże zakorzeni się ten ideał Chrystusa cichego i pokornego serca w ruskiej tradycji, jakże zakorzeni się ta świadomość wspólnoty cierpień, ludzkich cierpień, z męką Chrystusa: Chrystos tierpieł i nam wielieł… — Chrystus cierpiał i nam polecił… W tę noc przed śmiercią gotujący się nań Borys będzie się modlił tymi słowami:

Gospodi, Boże mój — Panie, Boże mój, wielce miłosierny, miłościwy i przemiłościwy! Chwała Tobie, że uczyniłeś mnie godnym porzucić to szalone i oszukańcze życie! Chwała Tobie, szczodry dawco życia, że dostąpiłem zaszczytu wyrzeczenia się siebie, które jest świętych męczenników godne! Chwała Tobie, Panie, który ukochałeś ludzi, że obdarzyłeś mnie łaską wypełnienia najświętszych pragnień mojego serca! Chwała Tobie, Chryste, chwała Twojemu niezmierzonemu miłosierdziu, albowiem Ty skierowałeś stopy moje na dobrą drogę! Spójrz z wysokości świętości Twojej i dostrzeż boleść serca mojego, którą wycierpiałem od mojego krewnego, wszak to dla Ciebie dziś umieram. Zrównali mnie z wiedzionym na ubój barankiem. Ty wiesz, Panie, ja nie sprzeciwiam się i nie buntuję, a mając pod swoim dowództwem wszystkich mego ojca wojów i wszystkich, których mój ojciec ukochał, nie zamyślałem niczego przeciw memu bratu. On za to ilu mógł, tylu przeciwko mnie podniósł. Jeśliby lżył mnie brat — ścierpiałbym, jeśliby ten, który mnie nienawidzi, rzucał na mnie oszczerstwa — ukryłbym się przed nim. Ale Ty, Panie, bądź świadkiem i dopełnij sądu pomiędzy mną i moim bratem, i nie osądzaj ich, Panie, za ten grzech, ale przyjmij w pokoju moją duszę. Amen.

Taka była postawa świętych braci. Bez wątpienia inna niż postawa męczenników za wiarę, których znamy z historii Kościoła. A może różnie można umierać za wiarę? Tak rodziła się święta Ruś, zachwycona przykładem cierpiącego Chrystusa i pięknem najradykalniejszej z dróg ukazanych przez Ewangelię.

Krew męczenników

Po Borysie i Glebie, ich śladem, poszli inni: jeszcze jeden książę z Rurykowiczów — Andrzej Bogolubski, młody sybirski urzędnik — Wasyl z Mangaziejska, carewicz Dymitr — syn Iwana Groźnego, wreszcie car Paweł I, którego biografię przez lata pisali mordercy. To ostatnie to jeszcze jedna z niepojętych tajemnic ruskiej ziemi, ziemi, gdzie po dziś dzień obok siebie trwają największy heroizm i najpotworniejsza zbrodnia, największa świętość i niepojęta ludzka podłość…

Po dziewięciuset latach chrześcijaństwa na Rusi przyszedł XX wiek i ruska ziemia spłynęła krwią męczenników. Tysiące nowych męczenników oddało swoje życie za wiarę. Tysiące, po prostu — dwudziestowieczne, ideologiczne zło było tak bardzo banalne — wypiło swój kielich cierpienia do dna. I Chrystus był z nimi, i Borys, i Gleb byli z nimi…

Władco Bezgrzeszny…

Bolszewizm, który nasączył krwią Rurykowiczów ziemię, przemija, a na Rusi wciąż odmawiana jest następująca modlitwa:

Władco nasz, któryś Jedyny Bezgrzeszny! Ze świętych niebios spójrz na nas ubogich. I choć zgrzeszyliśmy — Ty przebacz… I choć tworzymy bezprawie — Ty zmiłuj się nad nami, upadłymi i tak jak jawnogrzesznicy — wybacz, jak celnikowi — daruj usprawiedliwienie! Niech spłynie na nas Twoja Miłość! Niech spłynie na nas Twoje umiłowanie człowieka! Nie pozwól nam zginąć z powodu grzechów naszych, nie daj zasnąć i pomrzeć śmiercią gorzką, ale wybaw nas od królującego w świecie zła i daj nam pokuty czas. Osądź nas w Twojej Miłości, Panie, albowiem Imieniem Twoim naznaczeni jesteśmy. Zmiłuj się nad nami i zbaw nas, i ochroń nas przez modlitwy przesławnych strastotierpców Twoich Borysa i Gleba. I nie wydawaj nas na pohańbienie, ale zlej Miłość Twoją na owce Twojego stada, albowiem Tyś naszym Bogiem i Twoją chwałę głosimy, Ojca, Syna i Ducha Świętego, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Amen — święta, nieszczęsna Rusi, Amen…!

Strastotierpcy
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze