Kim nie był święty Dominik
fot. ambrose chua / UNSPLASH.COM

Kim nie był święty Dominik

Trzeba to w końcu powiedzieć – św. Dominik nigdy, ale to nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie przewodził torturom, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie.

Ze świętym Dominikiem i historią dominikanów jest jak z wielkim, starym gmachem: możemy podziwiać jego fasadę i kształt, proporcje i elegancję, zaglądać przez grube szyby i ciężkie zasłony, na moment spojrzeć do środka przez ledwo uchylone drzwi. Jest tak poważny i dostojny, że odpoczynku poszukamy raczej w ruderze św. Franciszka z Asyżu czy lichej plebanii Jana Vianneya. Czas zatem szeroko otworzyć drzwi, wejść i poznać Dominika bliżej, dosłownie od kuchni. Proponuję cztery krótkie wizyty, ale uprzedzam: będziemy zaglądać do najtajniejszych zakamarków i miejsc zazwyczaj zakrytych.

Święty Dominik i cynocefale

Co święty Dominik robił po zmroku? Cóż za pytanie! Oczywiście modlił się na dziewięć sposobów, pościł, biczował się, walczył z demonami i sypiał na kościelnej posadzce, czyli robił wszystko to, co przystoi średniowiecznemu świętemu. Listę tę jednak trzeba by uzupełnić o jeszcze jeden szczegół: czytał, a raczej przeglądał, pewien rękopis. Musimy się cofnąć do momentu, który historycy nazywają: „Dominik przed dominikanami”.

W 1198 roku Dominik opuszcza Palencję, gdzie pobierał nauki filozoficzno-teologiczne, i w wieku ok. 25–27 lat zostaje kanonikiem kapituły katedralnej w Osmie. Rok później obejmuje funkcję zakrystiana kapituły, odpowiedzialnego za naczynia, szaty i księgi liturgiczne, archiwum oraz bibliotekę katedralną. Najwidoczniej kanonicy uznali Dominika za człowieka uczciwego, solidnego i szanującego archiwalne starocie. Przez blisko dwa lata młody zakrystian – co zgodnym milczeniem potwierdzają wszystkie źródła – kielichów i ornatów nie sprzedał na targu i nie przerobił dokumentów fundacyjnych katedry osmiańskiej na okolicznościowe breloczki czy inne souveniry.

Zostawmy jednak zakrystię i spójrzmy na zawartość wspomnianego archiwum i biblioteki. Szybki rzut oka na półki i oto natrafiamy na wyjątkowy, zachowany do dziś kodeks. Rękopis ten nazywany Beatusem z Osmy jest dwunastowieczną kopią Komentarza do Apokalipsy św. Jana autorstwa hiszpańskiego benedyktyna Beatusa z Liebany († 800). Dzieło to jest nie tyle uczonym odczytaniem Biblii, ile swego rodzaju książeczką do nabożeństwa i tekstem do medytacji. Tym duchowym praktykom miały pomagać ściśle związane z treścią wielobarwne, bogate ilustracje, które zajmują niekiedy całe strony kodeksu. Owe obrazy i dekoracje chyba najbardziej zachwycają każdego, kto dziś styka się z tym kodeksem.

Doskonały stan, w jakim zachował się Beatus z Osmy, wskazuje, że nie tylko święty zakrystian/archiwista, ale również jego następcy byli raczej nieskorzy do zbyt częstego eksponowania i udostępniania tego rękopisu. Być może jednak – co sugerują niektórzy historycy – gdy w Osmie zapadał już zmrok i milkły kanonicz

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się